Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Czarna loteria
Czarna loteria - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Czarna loteria

Электронная книга - «Czarna loteria». Краткое содержание книги:

Doktor Kate Chesne, lekarz anestezjolog ze szpitala w Honolulu, jest przekonana, że z procesami sądowymi zmagają się wyłącznie inni. Pewnego dnia przekonuje się boleśnie, że również ona sama może zostać postawiona w stan oskarżenia. Dla mecenasa Davida Ransoma ma to być kolejne łatwe zwycięstwo. Sprawa wydaje się oczywista: błąd lekarki, który doprowadził do śmierci pacjentki. Jednak Kate nie zamierza poddać się bez walki i próbuje dowieść, że padła ofiarą spisku. Gdy w szpitalu dochodzi do serii kolejnych zabójstw, David zaczyna wierzyć, że nie tylko kariera Kate, lecz także jej życie jest w niebezpieczeństwie.
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 51
Перейти на страницу:

– Wszystko w porządku? – zapytał, marszcząc brwi.

– Tak. Słuchaj, naprawdę muszę lecieć! Trzymaj się!

Już niemal przestępowała próg, gdy usłyszała wołanie:

– Pani doktor, wolnego! Musi pani oddać kartę! Przecież pani wie, że nie wolno jej zabierać.

Odwróciła się i spojrzała na rejestratorkę. Gdyby wzrok mógł zabijać, gorliwa służbistka już byłaby trupem. Wiedziała, że musi oddać kartę, ale nie mogła tego zrobić w obecności Guya. Gorączkowo szukała sensownego wyjścia z sytuacji, ale stres sprawił, że nic nie przychodziło jej do głowy.

– Jeśli pani jeszcze nie skończyła, mogę ją dla pani odłożyć – zaproponowała rejestratorka.

– Nie trzeba…

– A co ty tam masz? – zainteresował się Guy. – Jakieś tajemnice państwowe?

Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że ściska kartę tak kurczowo, jakby bała się, że ktoś ją wydrze silą. Na miękkich nogach podeszła do kontuaru i położyła ją tak, by adnotacja z nazwiskiem znalazła się na spodzie.

– Chciałabym jeszcze do niej zajrzeć – powiedziała nienaturalnie słabym głosem.

– Dobrze, już mówiłam, że ją odłożę – przypomniała rejestratorka. – A pan, doktorze, niech sobie usiądzie. Zaraz panu przyniosę dokumentację.

Pora brać nogi za pas, pomyślała i ruszyła do wyjścia. Czuła, że Guy ją obserwuje, więc zwolniła i spokojnie wyszła na korytarz. Dopiero gdy zamknęły się za nią drzwi, straszliwa prawda uderzyła ją z całą mocą. Guy Santini był jej kolegą. A nawet więcej, przyjacielem.

Tylko ona jedna wiedziała, że jest również brutalnym mordercą.

Guy znał Kate od roku, ale pierwszy raz widział ją tak zdenerwowaną. No cóż, każdy z nas miewa gorszy dzień, skwitował i usiadł przy stoliku w rogu sali. To było jego ulubione miejsce. Widocznie ktoś inny podzielał jego upodobania, bo na blacie zostały dwie karty. Już miał je odsunąć, gdy jego wzrok padł na adnotację z danymi pacjenta. Najpierw zastygł w bezruchu, a potem poczuł, jak wiotczeją mu mięśnie. Bezwładnie opadł na krzesło.

Brook, płeć żeńska. Zmarła.

Dobry Boże, spraw, żeby to była inna Brook. Drżącą ręką zaczął przerzucać kartki, szukając nazwiska matki wypisanego na akcie zgonu.

Matka: Jennifer Brook.

A więc to jednak ona. I jej dziecko. Myśl, chłopie! I nie panikuj, powtarzał sobie. Póki co, nie miał się czym przejmować. Wątpił, by ktoś łączył jego nazwisko z nazwiskiem Jenny Brook, a tym bardziej z jej dzieckiem. Cztery osoby, jedyni świadkowie tragedii sprzed pięciu lat, nie żyją. Nie ma powodu, by ktokolwiek inny interesował się tą sprawą. A jeśli ktoś taki jest?

Zerwał się i podszedł do kontuaru. Karta, z którą Kate Chesne tak niechętnie się rozstała, wciąż leżała tam, gdzie ją położyła. Spodem do góry. Odwrócił ją. I ujrzał imię i nazwisko swojego syna.

A więc Kate wie. Jakoś się do tego dokopała.

– Proszę bardzo, doktorze. Chyba mam wszystko, o co pan prosił. – Rejestratorka wróciła z kartoteki. – Dokąd pan idzie? – zapytała zdumiona. – Doktorze Santini!

Nie odpowiedział. Nawet się nie odwrócił. Wybiegł na korytarz.

Kate ustawiła się w kolejce do telefonu. Jak na złość, jeden aparat był zepsuty, a drugi zajęty. Czekała więc, aż jakiś mężczyzna skończy rozmowę, i modliła się, by porucznik Ah Ching był jeszcze w pracy.

Właściwie to nie z nim chciała rozmawiać. Dałaby wszystko, by usłyszeć głos Davida.

Wielkie szyby frontowej elewacji drżały pod naporem nawałnicy. Główny hol szybko pustoszał. Nawet strażnik gdzieś sobie poszedł. Wolontariuszka właśnie zamykała punkt informacyjny. Kate rozejrzała się na boki. Za nic nie chciała zostać tu sama. Ponieważ nic nie wskazywało na to, by mężczyzna szybko skończył gadać, postanowiła wracać do domu matki Davida.

Zaparkowała pożyczony od niej samochód na samym końcu parkingu, więc nim do niego dobiegła, przemokła do nitki. Parę sekund zajęło jej znalezienie kluczyków, kolejnych kilka straciła, otwierając drzwi. Tak się spieszyła, by skryć się przed deszczem, że nie zwróciła uwagi na masywną postać biegnącą od strony budynku. Właśnie siadała za kierownicą, gdy poczuła na ramieniu czyjąś rękę. Odwróciła się i ujrzała nad sobą Guya Santiniego.

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

– Przesiądź się!

– Guy! Moja ręka! Boli mnie…

– Powiedziałem, żebyś się przesiadła!

W panice zaczęła się rozglądać. Łudziła się, że ktoś będzie przechodził i usłyszy jej krzyk. Parking był prawie pusty. I tylko deszcz bębnił o dach samochodu.

Ucieczka nie wchodzi w grę. Zanim zdążyłaby otworzyć drzwi po stronie pasażera, Guy by ją złapał. Co robić? – myślała rozgorączkowana. Zabrakło jej czasu na odpowiedź, bo Guy brutalnie przepchnął ją na siedzenie pasażera i zajął miejsce za kierownicą.

– Kluczyki! – warknął. Nawet nie drgnęła.

– Mówię, dawaj kluczyki! Ogłuchłaś?! – Ponieważ nadal nie reagowała, sam je wziął i zaczął szukać stacyjki. Właśnie na ten moment czekała. Gdy pochylił głowę, rzuciła się na niego, usiłując dosięgnąć paznokciami jego twarzy. On jednak dostrzegł kątem oka jej ruch i zdążył złapać ją za łokieć. – Uprzedzam, że jeśli będę musiał, złamię ci rękę – zagroził, odepchnąwszy ją z całej siły.

– Dokąd jedziemy? – zapytała drżącym głosem, gdy z piskiem opon wyjechał na ulicę.

– Gdzieś. Sam jeszcze nie wiem. W każdym razie tam, gdzie spokojnie mnie wysłuchasz.

– Co chcesz mi powiedzieć?

– Ty już wiesz co, więc nie udawaj głupiej! Uniosła się lekko na siedzeniu, wyciągnęła szyję.

Zbliżali się do skrzyżowania. Gdyby wyskoczyła…

Guy przejrzał jej plany. Przycisnął ją ramieniem do fotela i nie zwalniając, przemknął na pomarańczowym świetle. To były ostatnie światła przed autostradą. I ostatnia szansa na ucieczkę. Zdruzgotana patrzyła na szybkościomierz, który pokazywał rosnącą prędkość. Gdyby teraz wyskoczyła, jak nic skręciłaby kark.

Guy znał ją na tyle, by wiedzieć, że nie będzie ryzykowała. Cofnął rękę.

– To nie był twój interes, Kate! – rzekł z wyrzutem. – Nie miałaś prawa wtykać nosa w nie swoje sprawy!

– Jak to?! Przecież Ellen była moją pacjentką. Naszą pacjentką, Guy!

– I co z tego? Czy to ci daje prawo, żeby zrujnować mi życie?

– A co z jej życiem? Albo z życiem Ann? I pozostałych? Przecież oni wszyscy nie żyją!

– I bardzo dobrze. Razem z nimi umarła przeszłość. I niech już tak zostanie.

– Boże, a ja myślałam, że cię znam! Uważałam cię za przyjaciela!

– Muszę chronić syna. I Susan. Myślisz, że będę stał bezczynnie i patrzył, jak ktoś niszczy ich życie?

– Przecież po tylu latach nikt by wam nie zabrał Williama. Sąd na pewno przyznałby wam prawo do opieki.

– Nie martwię się o stronę prawną. Żaden sędzia przy zdrowych zmysłach nie oddałby dziecka takiemu świrowi jak Decker! Muszę chronić Susan.

Słuchała go, lecz ani na moment nie przestawała myśleć o ucieczce. Na razie mogła tylko czekać, bo gdyby zaatakowała teraz, na pewno wpadliby w poślizg i zginęli oboje. Wypatrywała więc innego samochodu, jakiegoś korka czy innej przeszkody, która zmusiłaby go, by zwolnił.

– Nic z tego nie rozumiem! Dlaczego tak martwisz się o Susan?

– Bo ona o niczym nie wie! Jest pewna, że urodziła Williama.

– Jak może nie wiedzieć?

– To proste. Od pięciu lat mam swoją słodką tajemnicę. Jej poród to był koszmar. Zamieszanie, panika, cesarskie cięcie. To było nasze trzecie dziecko, ostatnia szansa. Córeczka urodziła się martwa. – Umilkł, a kiedy znów się odezwał, w jego głosie pobrzmiewało echo tamtego cierpienia. – Straciłem głowę. Nie wiedziałem, co robić, co powiedzieć Susan. Była pod narkozą. Niczego nieświadoma, spała jak dziecko. A ja stałem nad nią z naszą martwą córeczką i…

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 51
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)