Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Żniwo - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Żniwo

Электронная книга - «Żniwo». Краткое содержание книги:

Trzymający w napięciu thriller medyczny mistrzyni tematu, głównej konkurentki Robina Cooka i Michaela Palmera. Doskonała lektura zwłaszcza dla tych, którzy mają wątpliwości co do funkcjonowania służby zdrowia…
Dwie osoby gotowe do operacji i tylko jedno serce, które można przeszczepić. Gdy doktor Abby DiMatteo podejmowała decyzję, by dokonać przeszczepu u umierającego siedemnastolatka, nie przypuszczała, że wywoła tym lawinę wydarzeń. Kim jest czterdziestosześcioletnia, bogata kobieta, która, wedle przełożonych, winna była otrzymać narząd? Tego Abby nie wie. Wie jednak, że coś jest nie w porządku – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawia się drugie serce i operacja może się odbyć. Cud? To mało prawdopodobne. W wyniku podjętych decyzji, pracę traci przełożona kobiety, a sama Abby zaczyna stawiać sobie niewygodne pytania. Czy to możliwe, że narządy do transplantacji pochodzą z nie do końca legalnych źródeł? Gdzie leżą granice etyki lekarskiej? Dyrekcja nie życzy sobie rozgłosu, ale sumienie zmusza Abby do poprowadzenia prywatnego śledztwa.
1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 111
Перейти на страницу:

– Tak mi przykro, Elaine – powiedziała Abby. – Gdybym mogła powiedzieć coś, co mogłoby ci pomóc zrozumieć.

– Chciałabym to jakoś pojąć. On nigdy nic nie mówił. Nigdy nie wspominał, że… – Przełknęła łzy. Tacę z jedzeniem wsunęła na półkę lodówki i zamknęła drzwiczki. Spojrzała na Abby. – Ty z nim rozmawiałaś tamtej nocy. Czy wspominał o czymś?

– Rozmawialiśmy o jednej z jego pacjentek. Aaron chciał się upewnić, czy zrobiłam wszystko właściwie.

– I rozmawialiście tylko o tym?

– Tylko o tym. Aaron był taki, jak zwykle. Był wyłącznie zaniepokojony pacjentką. Elaine, nawet nie przyszło mi do głowy, że mógłby… – Abby zamilkła.

Elaine przeniosła wzrok na następną tacę. Patrzyła na przybranie z zielonej cebuli, na misternie powycinane liście i poukładane w koronkowy wzór.

– Czy kiedykolwiek słyszałaś o Aaronie coś… czego byś mi nie powiedziała?

– Co masz na myśli?

– Czy kiedykolwiek plotkowano o tym, że spotykał się z innymi kobietami?

– Nigdy. – Abby przecząco pokręciła głową i powtórzyła z naciskiem. – Nigdy.

Po Elaine widać było, że zapewnienie Abby przyniosło jej ulgę.

– Tak naprawdę to nie myślałam, że chodzi o inną kobietę. – Wzięła jeszcze jedną tacę i zaniosła do lodówki. Kiedy zatrzasnęła drzwiczki chłodziarki powiedziała: – Moja teściowa wini mnie za śmierć Aarona. Uważa, że ja coś zrobiłam. Pewnie wiele osób tak myśli.

– Przecież nie można zmusić drugiej osoby do popełnienia samobójstwa.

– Nie było żadnych znaków, które by mnie zaniepokoiły. Wiem tylko, że nie był zadowolony z pracy. Ciągle mówił o wyjeździe z Bostonu. Nawet zastanawiał się, czy nie powinien zupełnie zrezygnować z medycyny.

– Skąd wiesz, że był niezadowolony?

– Bo nigdy nie mówił o pracy. Kiedy miał własną praktykę w Natick, ciągle rozmawialiśmy o jego pracy. Potem przyszła propozycja z Bayside, była zbyt dobra, żeby ją odrzucić. Przenieśliśmy się tutaj i od tamtej pory miałam wrażenie, że stał się zupełnie innym człowiekiem. Stał się jakiś obcy. Wracał do domu i siedział uporczywie przed ekranem swego komputera. Grał w gry całymi wieczorami. Czasem późno w nocy budziłam się i słyszałam te odgłosy elektroniczne. To Aaron ciągle nie spał, grał w coś na komputerze. – Opuściła głowę i spojrzała bezmyślnie na jeszcze jeden talerz z kanapkami. – Ty jesteś ostatnią osobą, która rozmawiała z nim tuż przed śmiercią. Czy pamiętasz jeszcze coś?

Abby wyjrzała przez kuchenne okno, starając się przypomnieć swoją ostatnią rozmowę z Aaronem. Nie było nic, co różniłoby ją od innych rozmów, które musiała przeprowadzać ze szpitala w środku nocy. Wszystkie były podobne, dotyczyły pacjentów i zmuszały do myślenia jej zmęczony umysł.

Na zewnątrz, trzej panowie wracali ze spaceru po ogrodzie. Abby patrzyła, jak idą przez taras w kierunku drzwi kuchennych. Zwick niósł opróżnioną do połowy butelkę szkockiej. Weszli do domu i podeszli do Abby.

– Ładny ogród – powiedział Archer. – Powinnaś się trochę przejść.

– Czemu nie – odparła. – Elaine, może chciałabyś pokazać mi… – umilkła nagle. Rozejrzała się po kuchni.

Przy lodówce nikogo nie było, tylko odwinięty kawałek folii okrywającej tacę z jedzeniem wolno kiwał się poruszany powietrzem. Elaine wyszła.

Przy łóżku Mary Allen modliła się jakaś kobieta. Siedziała tak już od pół godziny. Miała pochyloną głowę i złożone dłonie. Głośno mamrotała prośby do Pana Jezusa, błagając go o dokonanie cudu na Mary Allen.

– Uzdrów ją, dodaj jej sił, oczyść jej ciało i jej grzeszną duszę, tak aby w końcu mogła przyjąć słowo Pana i całą jego łaskę.

– Bardzo przepraszam – odezwała się Abby. – Nie chcę przeszkadzać, ale muszę zbadać panią Allen.

Kobieta chyba nie słyszała, bo nie przestawała się modlić. Abby właśnie miała powtórzyć prośbę, kiedy kobieta w końcu powiedziała: Amen – i podniosła głowę. Miała oczy bez wyrazu i matowe brązowe włosy z pierwszymi śladami siwizny. Popatrzyła z irytacją na Abby.

– Doktor DiMatteo – przedstawiła się Abby. – Zajmuję się panią Allen.

– Ja również – powiedziała kobieta, wstając i przyciskając Biblię do piersi. – Nazywam się Brenda Hainey. Jestem siostrzenicą Mary.

– Nie wiedziałam, że Mary ma siostrzenicę. Cieszę się, że mogła pani ją odwiedzić.

– Dopiero dwa dni temu dowiedziałam się o jej chorobie. Nikt nie pofatygował się, aby mnie wcześniej powiadomić. – Sposób, w jaki to powiedziała, świadczył, że za to przeoczenie winiła właśnie Abby.

– Sądziliśmy, że pani Allen nie miała żadnych bliższych krewnych.

– Ciekawe dlaczego. W każdym razie jestem tu. – Brenda spojrzała na ciotkę. – I wszystko będzie w porządku.

Poza tym, że umiera – pomyślała Abby. Podeszła do łóżka i powiedziała cicho:

– Pani Allen? Mary otworzyła oczy.

– Nie śpię, tylko odpoczywam.

– Jak się pani dzisiaj czuje?

– Cały czas mam mdłości.

– To może być efekt uboczny działania morfiny. Damy pani coś na żołądek.

Brenda wtrąciła się:

– Podajecie jej morfinę?

– Żeby uśmierzyć ból.

– Czy nie ma innych sposobów na to? Abby odwróciła się do siostrzenicy.

– Pani Hainey, czy mogłaby pani teraz wyjść z pokoju? Muszę zbadać panią Allen.

– Panno Hainey – poprawiła Brenda. – Jestem pewna, że ciocia wolałaby, żebym została.

– Mimo to muszę panią przeprosić, proszę opuścić salę.

Brenda spojrzała na ciotkę, spodziewając się, że ta zaprotestuje. Mary Allen jednak milczała. Brenda mocniej zacisnęła dłonie na Biblii.

– Będę obok, ciociu Mary.

– Dobry Boże – szepnęła Mary, kiedy za Brendą zamknęły się drzwi. – To chyba jest kara dla mnie.

– Ma pani na myśli siostrzenicę?

Mary spojrzała na Abby zmęczonymi oczami.

– Czy uważa pani, że moja dusza potrzebuje zbawienia?

– Powiedziałabym, że to pani prywatna sprawa. Nikt więcej nie powinien się do tego wtrącać. – Abby wyjęła stetoskop. – Muszę posłuchać pani płuc.

1 ... 40 41 42 43 44 45 46 47 48 ... 111
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)