Żniwo
- Автор: Герритсен Тесс
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Żniwo». Краткое содержание книги:
Dwie osoby gotowe do operacji i tylko jedno serce, które można przeszczepić. Gdy doktor Abby DiMatteo podejmowała decyzję, by dokonać przeszczepu u umierającego siedemnastolatka, nie przypuszczała, że wywoła tym lawinę wydarzeń. Kim jest czterdziestosześcioletnia, bogata kobieta, która, wedle przełożonych, winna była otrzymać narząd? Tego Abby nie wie. Wie jednak, że coś jest nie w porządku – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawia się drugie serce i operacja może się odbyć. Cud? To mało prawdopodobne. W wyniku podjętych decyzji, pracę traci przełożona kobiety, a sama Abby zaczyna stawiać sobie niewygodne pytania. Czy to możliwe, że narządy do transplantacji pochodzą z nie do końca legalnych źródeł? Gdzie leżą granice etyki lekarskiej? Dyrekcja nie życzy sobie rozgłosu, ale sumienie zmusza Abby do poprowadzenia prywatnego śledztwa.
– Nic niezwyczajnego – powiedział i wrzucił go do formaliny. – Teraz zabieramy się za szyję. To jest najgorsze.
Wszystko, co zostało zrobione wcześniej, było wstępem do tego etapu. Usunięcie wnętrzności i mózgu pozwoliło na odsączenie płynów z klatki piersiowej oraz z czaszki. Odcięcie szyi należało przeprowadzić, gdy krew i płyny ciała nie utrudniały pracy.
Teraz Rowbotham musiał zbadać bruzdę w skórze pozostawioną przez pasek.
– Klasyczne odwrócone V – powiedział. – Popatrz tutaj, Sług, masz równolegle biegnące odciski odpowiadające brzegom paska. A tutaj z tyłu, widzisz to?
– Wygląda na ślad po klamrze.
– Zgadza się. Jak na razie bez niespodzianek. – Rowbotham wziął skalpel i zaczął rozcinać szyję.
Lundquist już czuł się lepiej i dołączył do pozostałych przy stole. Widać było, że czuł się trochę zawstydzony. Jeśli idzie o mdłości wszyscy są równi – z satysfakcją pomyślał Katzka. Zwalały z nóg nawet policyjnych osiłków z burzą włosów na głowie. Tymczasem ostrze Rowbothama przecięło już skórę szyi. Potem cięło głębiej, odsłaniając perłowo białą chrząstkę tarczowatą.
– Żadnych pęknięć. Tutaj mamy jakiś krwotok, przy tym mięśniu. Ale chrząstka tarczowata i kość gnykowa wydają się nietknięte.
– Co to znaczy?
– Nic. Powieszenie nie zawsze powoduje duże uszkodzenia w obrębie szyi. Śmierć następuje jedynie wskutek przerwania dopływu krwi do mózgu. Wystarczy ucisk na tętnicę szyjną. To bezbolesny sposób na popełnienie samobójstwa.
– Wydaje się pan przekonany, że to było samobójstwo.
– Istnieje możliwość, że mogło do tego dojść przypadkiem. Ale pan wspominał, że okoliczności na to nie wskazywały.
– Jego kutas siedział w zapiętych spodniach. Nie wyglądało na to, żeby się zabawiał – powiedział Lundquist.
– No to z całą pewnością mamy samobójstwo. Morderstwa przez powieszenie prawie się nie zdarzają. Gdyby osoba została najpierw uduszona, widziałby pan inny układ tych bruzd na szyi. Nieodwrócone V, tak jak tutaj. A gdyby stryczek został założony siłą, to na pewno widzielibyśmy jeszcze inne ślady na ciele. Na pewno by się bronił.
– Jest ten siniak na ramieniu. Rowbotham wzruszył ramionami.
– Mógł sam się uderzyć. Istnieje tysiąc różnych sposobów wytłumaczenia tego.
– A jeżeli podano mu jakieś leki i powieszono, kiedy był nieprzytomny?
– Zrobimy odpowiednie badania, Sług, tylko żeby zaspokoić twoją ciekawość.
Lundquist przerwał im śmiejąc się.
– Właśnie, musimy zadbać o to, żeby Sług był szczęśliwy. – Odsunął się od stołu. – Już czwarta, idziesz, Sług?
– Chciałbym zostać do końca.
– Jeżeli cię to bawi. Według mnie powinniśmy uznać to za samobójstwo i zająć się czymś innym.
– Zrobiłbym to, gdyby nie te światła.
– Jakie światła? – spytał Rowbotham. W jego oczach wreszcie błysnęła iskierka ciekawości.
– Sług uczepił się świateł w tamtym pokoju – stwierdził Lundquist.
– Doktor Levi został znaleziony w nieużywanym pokoju szpitalnym – wyjaśnił Katzka. – Pracownik, który znalazł ciało, jest prawie pewien, że światła były zgaszone.
– No i co w związku z tym? – spytał Rowbotham.
– Twoja hipoteza co do godziny, w której nastąpił zgon, pokrywa się z tym, co my myślimy – doktor Levi zmarł w sobotę bardzo wcześnie rano. Na długo przed wschodem słońca. Znaczyłoby to, że powiesił się po ciemku. Albo, że kto inny zgasił światło.
– A może to ten pracownik nie pamiętał tego, co widział – powiedział Lundquist. – Gość wyrzygał do kibla wszystko, co tylko mógł. Myślisz, że po tym może pamiętać, czy światło było zapalone, czy zgaszone?
– To po prostu szczegół, który nie daje mi spokoju. Lundquist zaśmiał się.
– Mnie to nie przeszkadza – powiedział i wrzucił swój fartuch do torby z rzeczami do prania.
Była prawie szósta wieczorem, kiedy Katzka zajechał swoim volvo na parking przed szpitalem Bayside. Zostawił samochód, wszedł do budynku i wjechał windą na trzynaste piętro. Tylko do tego poziomu mógł dojechać bez specjalnej karty-klucza. Żeby dostać się na najwyższy poziom musiał wysiąść z windy i wejść na górę schodami pożarowymi.
Pierwszą rzeczą, która go zastanowiła, kiedy wychodził z windy, była cisza. Poczucie pustki. Od miesięcy trwał tutaj remont. Tego dnia robotnicy nie przyszli, a ich sprzęt był wszędzie porozkładany. W powietrzu mieszały się zapachy pyłu drzewnego, świeżej farby… i czegoś jeszcze. To była woń podobna do tej, jaka towarzyszyła im podczas sekcji zwłok. Woń śmierci. Zgnilizny. Wyminął drabiny i narzędzia i skręcił w boczny korytarz.
Odgradzała go żółta policyjna taśma przyklejona w poprzek jednego z wejść. Przeszedł pod nią i pchnął zamknięte drzwi.
W tym pokoju zakończono już prace remontowe. Nowe tapety, sprzęty, okno od podłogi do sufitu z widokiem na miasto. Apartament szpitalny na poddaszu dla pacjentów, którzy mieli wypchane portfele. Wszedł do łazienki i zapalił światło. Luksus, marmury, bateria o miedzianym połysku, lustro ze specjalnym oświetleniem, sedes przypominający tron. Zgasił światło i wrócił do pokoju. Podszedł do szafy. To właśnie w niej znaleziono wiszącego Aarona Leviego. Jeden koniec paska został przywiązany do poprzecznego kołka w szafie. Drugi – założony pętlą wokół szyi Leviego. Musiał ugiąć nogi, aby pasek zacisnął się mu wokół gardła i odcinał dopływ krwi do mózgu. Gdyby w ostatniej chwili zmienił zdanie, wystarczyło postawić stopy z powrotem na podłodze, stanąć i rozluźnić pasek. Nie zrobił tego jednak. Wisiał przez pięć do dziesięciu sekund, zanim stracił przytomność. Trzydzieści sześć godzin później, w niedzielę po południu, jeden z robotników przyszedł tu kończyć wypełnianie szczelin między kafelkami w obudowie wanny. Na pewno nie przypuszczał, że znajdzie trupa w szafie.
Katzka podszedł do okna. Stał tak, patrząc na Boston. Doktorze Levi – myślał – co takiego wydarzyło się w pana życiu? Kariera kardiologa. Żona, dwoje dzieci, oboje już w college’u, ładny dom. Przez krótką chwilę Katzka poczuł, że jest wściekły na Aarona Leviego. Co on do cholery mógł wiedzieć o rozpaczy i beznadziei? Jaki miał powód, aby zakończyć w ten sposób swoje życie? Tchórzostwo. Zwyczajne tchórzostwo. Katzka odwrócił się od okna poruszony własną reakcją. Gardził wszystkimi, którzy wybierali taki koniec. Dlaczego właśnie taki? Po co wieszać się w pustym pokoju, do którego rzadko kiedy ktoś zagląda?