Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Krwawa Linia
Krwawa Linia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Krwawa Linia

Электронная книга - «Krwawa Linia». Краткое содержание книги:

Pełna dramatyzmu powieść o chciwości, zdradzie, sabotażu, niebezpieczeństwie i związkach, które prowadzą do zbrodni. Roffe Sons, potężna międzynarodowa korporacja farmaceutyczna, na czele której stoją zdesperowani, żądni pieniędzy członkowie rodziny Roffe, traci swego właściciela, jednego z najbogatszych ludzi na świecie, który ginie w tajemniczym wypadku, pozostawiając zarządzanie imperium swojej jedynej córce. Elżbieta, inteligentna, ambitna i piękna kobieta, wbrew oczekiwaniom pozostałych członków rodziny, nie zgadza się po śmierci ojca na sprzedaż Roffe Sons. Postanawia nie tylko ocalić firmę od bankructwa, ale doprowadzić ją do dawnej świetności. Aby tego dokonać, musi zmierzyć się z tymi, którzy podstępnie usiłują jej w tym przeszkodzić, jak również z tym, który czyha na jej życie…
1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 57
Перейти на страницу:

Rozdział 33

Nadinspektor Schmied od samego rana miał pełne ręce roboty. Musiał zająć się tłumieniem demonstracji pod ambasadą libijską, ktoś podłożył ogień w fabryce papieru w Brunan, w parku Platzspitz zgwałcono dziewczynę, włamano się do sklepów jubilerskich w Guebelin i Grina. I na domiar złego zgłosił się detektyw Hornung z niedorzeczną teorią, jakoby ktoś celowo uszkodził bęben nawijający linę, która podnosi windę.

– Widziałem raport specjalistów, Hornung. – Schmied nie krył oburzenia. – Twierdzą, że nastąpiło zmęczenie materiału.

– Pan się myli, nadinspektorze. Dokładnie czytałem raport z ostatniego przeglądu technicznego. Wynika z niego, że bęben powinien pracować prawidłowo przez kolejne pięć, sześć lat.

Schmied poczuł nieprzyjemne drganie policzka.

– Chce mi pan wmówić, że ktoś celowo uszkodził bęben?

– Tak, panie nadinspektorze.

– Kto taki?

– Tego właśnie muszę się dowiedzieć.

– I prosi mnie pan, abym zezwolił panu na przeprowadzenie śledztwa w “Roffe & Sons”?

Detektyw Max Hornung spojrzał na Schmieda zaskoczony.

– Nie, panie nadinspektorze. Chcę jechać do Chamonix.

Miasteczko Chamonix leży czterdzieści mil na południe od Genewy, ponad dwa tysiące metrów nad poziomem morza, w departamencie Haute-Savoie, pomiędzy masywem Mont Blanc a łańcuchem górskim Aiguille Rouge. Stąd rozciąga się najbardziej zapierający dech w piersiach widok.

Hornung z uczuciem ulgi wysiadł z pociągu na małej górskiej stacyjce. Odprawił czekającą na niego taksówkę i ruszył pieszo w kierunku posterunku policyjnego w centrum miasta.

– Estce qu'on peut vous aider? – przywitał go siedzący przy drzwiach policjant, kiedy Hornung wszedł do zabytkowego budyneczku.

– Oui – odparł Max, promieniując radością, i zaczął objaśniać cel swojego przybycia do Cha-monix, beztrosko kalecząc język ojczysty swojego słuchacza.

– Nic nie rozumiem z tego, co pan mówi – powiedział sierżant, przerywając bełkot Hornunga. – Ktoś pana okradł? A może pobił?

“Ten idiota nie rozumie francuskiego” – pomyślał Hornung z wyrzutem i pokazał sierżantowi swoją legitymację służbową.

Policjant długo przyglądał się fotografii, porównując ją z właścicielem. Zapewne nie mógł uwierzyć, że stojący przed nim człowiek jest detektywem.

– Czym mogę panu służyć? – zapytał w końcu.

– Chciałbym zasięgnąć informacji na temat wypadku w górach, jakieś dwa miesiące temu. Mężczyzna, który zginął, nazywał się Sam Roffe.

– Tak, pamiętam – powiedział sierżant.

– Gdzie mógłbym dowiedzieć się czegoś więcej?

– W stacji ratownictwa górskiego, u podnóża Mont Blanc lub w klinice przy Rue du Valais.

– Dziękuję.

Sierżant znowu pokręcił głową z niedowierzaniem, widząc, jak mały człowieczek podnosi z ziemi ciężką walizkę i rusza w kierunku wyjścia.

Szefem pogotowia górskiego “Societe Chamoniarde de Secours” był młody człowiek o atletycznej budowie ciała. Siedział za sosnowym biurkiem i zerkając na Hornunga pocieszał się myślą, że przybysz nie ma zamiaru wyruszyć na podbój któregoś z górskich szczytów.

– Pan w jakiej sprawie?

– Nazywam się Hornung. Jestem detektywem. Oto moja legitymacja służbowa. Badam okoliczności śmierci niejakiego Sama Roffe'a. Zginął w wypadku, który wydarzył się dwa miesiące temu.

Mężczyzna westchnął i powiedział:

– Bardzo lubiłem pana Roffe'a. Miał wyjątkowego pecha.

– Czy był pan przy tym, jak to się stało?

– Nie. – Mężczyzna potrząsnął głową. – Jak tylko dostałem wezwanie, wyruszyłem z ekipą ratowniczą w góry. Na miejscu okazało się jednak, że nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Ciało pana Roffe'a spadło na dno przepaści i nikt nigdy nie zdoła go odnaleźć.

– Jak doszło do wypadku?

– We wspinaczce brało udział czterech mężczyzn. Pan Roffe i przewodnik wspinali się ostatni. Kiedy dotarli do lodowej moreny, pan Roffe nagle poślizgnął się i spadł w przepaść.

– Czy nie był zabezpieczony liną?

– Był, ale lina pękła.

– Czy często się to zdarza?

– Ma pan na myśli pęknięcie liny?

– Tak.

– To jedyny przypadek, o jakim mi wiadomo. Doświadczeni alpiniści zawsze dokładnie sprawdzają sprzęt, zanim wyruszą w góry. Wypadki, owszem, zdarzają się, ale rzeczy tak podstawowe jak liny czy haki rzadko zawodzą.

Hornung pokiwał głową i powiedział:

– Chciałbym porozmawiać z przewodnikiem.

– Ten, który zwykle towarzyszył panu Roffe'owi, nie brał udziału we wspinaczce tamtego dnia.

Max otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.

– Tak? A dlaczego?

– Z tego, co pamiętam, był chory. Ktoś inny poszedł w jego zastępstwie.

– Czy może mi pan podać jego nazwisko?

– Proszę poczekać. – Mężczyzna wszedł do biura i po kilku minutach wrócił z zapisanym skrawkiem papieru. – Przewodnik nazywał się Hans Bergman.

– Gdzie mogę go znaleźć?

– Niestety, nie pochodzi z tej okolicy. Mieszka w oddalonej o sześćdziesiąt kilometrów wiosce o nazwie… – przerwał na chwilę, próbując odczytać pisane drobnym maczkiem litery -… Lesgets.

Zanim Hornung opuścił Chamonix, zajrzał do recepcji hotelu “Kleine Scheidegg” i odbył krótką rozmowę z recepcjonistką.

– Czy pamięta pani niejakiego Sama Roffe'a? Przebywał w tym hotelu na krótko przed…

– …wypadkiem – dokończyła recepcjonistka. – Tak, pamiętam. To okropne.

– Czy Roffe mieszkał tu sam?

– Nie, proszę pana. Zarezerwował dwa pokoje: dla siebie i przyjaciela.

– Przyjaciela? – powtórzył Max zaskoczony. – Czy mogłaby pani podać mi jego nazwisko?

– Oczywiście. – Recepcjonistka zdjęła z półki grubą książkę meldunkową i zaczęła wertować kartki. – O tu, mam. Czy zapisać panu nazwisko tego pana…?

Dotarcie do Lesgets volkswagenem, najtańszym samochodem, jaki udało mu się wynająć, zajęło Hornungowi równe trzy godziny. Omal nie przejechał wioski, składającej się z kilku sklepów, schroniska górskiego i małej stacji benzynowej.

Zaparkował samochód przed schroniskiem i wszedł do środka. Przed kominkiem siedziało kilku mężczyzn zajętych rozmową. Kiedy zauważyli Maxa, umilkli.

– Przepraszam, szukam człowieka o nazwisku Hans Bergman.

– Kogo takiego?

– Szukam Hansa Bergmana. Jest przewodnikiem.

Stary mężczyzna o twarzy pooranej zmarszczkami splunął do ogniska i powiedział:

– Ktoś pana oszukał. Mieszkam w Lesgets od dziecka i nigdy nie słyszałem o żadnym Hansie Bergmanie.

Rozdział 34

Elżbieta weszła do budynku zarządu. Była zdenerwowana i czuła się niepewnie. Ostatnim razem przebywała w biurze w dniu śmierci Kate Erling. Od tamtej pory upłynął tydzień.

Odpowiedziała automatycznie na pozdrowienia strażników i konserwatorów zajętych naprawą windy. Przed oczami stanęła jej nagle twarz Kate Erling. Ileż ta kobieta musiała wycierpieć, zanim spadła z dwunastego piętra. Elżbieta już nigdy w życiu nie wejdzie do tej windy.

Na biurku znalazła korespondencję. Pewnie położyła ją tam Henrietta. Kiedyś często zastępowała Kate. Teraz zajęła jej miejsce.

Elżbieta szybko przejrzała listy. W większości z nich proszono ją o zaakceptowanie różnych projektów, przedstawiano wykazy zysków lub sondaże w sprawie sprzedaży nowych artykułów. Na końcu znalazła dużą szarą kopertę, na której widniał napis: “Elżbieta Roffe, do rąk własnych”.

Kiedy rozcięła kopertę, ze środka wypadły fotografie. Przedstawiały chłopca chorego na mongolizm. Pod spodem ktoś napisał kredką świecową: “To mój syn, John. Kiedyś był zdrowym i radosnym chłopcem, póki jedno z pani lekarstw nie uczyniło go kaleką. Zapłacisz mi za to!”

1 ... 39 40 41 42 43 44 45 46 47 ... 57
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)