Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Sekret Alchemika Sędziwoja
Sekret Alchemika Sędziwoja - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sekret Alchemika Sędziwoja

Электронная книга - «Sekret Alchemika Sędziwoja». Краткое содержание книги:

Pan Tomasz otrzymuje z Muzeum Narodowego w Krakowie list informujący o propozycji wymiany traktatu „O rtęci siedemnastowiecznego alchemika Michała Sędziwoja na przechowywany w muzeum atanator, specjalny piec alchemiczny. Pan Samochodzik i Paweł Daniec jadą do Krakowa, gdzie okazuje się, że autorkami tej propozycji wymiany są dwie młode dziewczyny, Sanisława i Katarzyna Kruszewskie. Po początkowej rywalizacji panowie i panie łączą wysilki, aby rozwiązać szyfr z „Niemej księgi”, rzedstawiającej etapy produkcji złota. Doświadczenie przeprowadzone przez kuzynki w obecności pana Tomasza i Pawła zdumiewa bu muzealników.
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42
Перейти на страницу:

Dziewczęta tylko skubały, jakby napięcie nerwów nie pozwalało im jeść.

– Sądzicie, że naprawdę udało wam się otrzymać kamień filozoficzny? – zapytałem.

– Kamień filozoficzny to tylko zabobon – uśmiechnęła się przekornie Stasia. – Ludziom z tytułami naukowymi po prostu nie wypada wierzyć w takie bzdury…

– Jak powinno wyglądać? – zaciekawiłem się. – Zakładając na chwilę, że faktycznie uzyskałyście tynkturę. Czerwona bryłka?

– Ach nie – uśmiechnęła się Stasia. – Istnieje wiele relacji dawnych alchemików oraz przypadkowych ludzi, którym wpadł w ręce kamień filozofów. Van Helmont twierdzi, że był to ciężki proszek koloru żółto-szafranowego, wielu twierdziło, że jest żółty lub złocisty, ale ci najpoważniejsi utrzymywali, że jest barwy płatków maku.

– My też tak uważamy – uśmiechnęła się Kasia.

Po śniadaniu zeszliśmy do piwnicy. Piecyk pokrył się po wierzchu

szronem, ale jajo wewnątrz ciągle było ciepłe. Wydobyłem je ostrożnie przez szmatę i położyłem na specjalnie przygotowanej podstawce.

– Nie wybuchnie? – zaniepokoił się Szef.

– Ma wentylek w korku – uspokoiłem go.

– Ale zatkany – powiedziała Stasia spokojnie. – Ciśnienie mogło

odegrać ważną rolę. – Gdybyś, Pawle, mógł teraz wykręcić zawór…

Założyłem klucz na występy, ale mimo że próbowałem z całej siły, nie chciał drgnąć ani o cal.

– Chyba się zapiekło, albo nawet zalutowało – powiedziałem. -

Ostatecznie temperatura w piecyku była bardzo wysoka…

– Stłuczemy? – zaproponowała Kasia. – Na górze mamy chyba młotek.

– Przynieś – poleciła jej kuzynka. – Zabierz też butelkę, wiesz czego…

Po chwili dziewczyna wróciła z solidnie wyglądającym młotem i zakurzoną flaszką z ciemnego, brązowego szkła. Butelka kojarzyła mi się z apteką. Stasia spokojnie ujęła w dłoń młot.

– Wybacz – powiedziałem zabierając jej śmiercionośne narzędzie. – Może lepiej ja się tym posłużę. A wy wszyscy cofnijcie się na wypadek, gdyby jajo się rozerwało. Nie wiem, jakie może być wewnątrz ciśnienie.

Cofnęli się posłusznie. Przez chwilę ważyłem narzędzie w dłoni, a

potem uderzyłem. Szło było bardzo twarde. Pękło dopiero po trzecim uderzeniu. Przesypałem zawartość do miski. Wewnątrz było sporo rudego pyłu, spieczone grudki jakichś substancji oraz popiół bladego koloru. Pośród tego wszystkiego leżało około dziesięć deko ciemnoczerwonych kryształków. Były drobne jak cukier. Kasia zdjęła z szyi krzyżyk i przekręciła jedno z ramion. Jak się okazało, w wydrążonym wnętrzu krucyfiksu znajdowała się skrytka. Do podstawionej miseczki przesypała odrobinę czerwonego proszku, z wyglądu identycznego jak ten pozyskany z jaja. Nabrała na koniec palca kilka kryształków i dotknęła ich językiem. Skrzywiła się lekko. Potem powtórzyła próbę z nową porcją.

– I jak? – z niepokojem zagadnęła Stasia.

– Bingo! To to samo – powiedziała Kasia.

Napełniła dziurę w środku krzyża proszkiem i zakręciła korek.

– Zapas na przyszłość – powiedziała. – Na kilka stuleci…

Szef podniósł na palcu kilka kryształków.

– Kamień filozoficzny – uśmiechnął się. – Kto by pomyślał.

– Pan nie wierzy – oskarżycielskim tonem powiedziała Kasia.

– Ano, co mam robić – wzruszył lekko ramionami i uśmiechnął się. – Jestem sceptykiem.

– Transmutacja metali jest niemożliwa – poparłem go. – Być może uzyskałyście jakiś związek chemiczny tożsamy z tym, co alchemicy uważali za kamień filozoficzny, ale za jego pomocą nie można zamienić w złoto nawet grama innego metalu.

– Ha, niedowiarki – powiedziała Stasia. – Chcecie przekonać się na własne oczy?

– Z przyjemnością – Szef popatrzył jej prosto w oczy.

– Kasiu, przynieś szklaną salaterkę z wystawy – poprosiła.

Jej kuzynka wbiegła z gracją po schodach na górę.

– Znam wiele sztuczek stosowanych przez dawnych alchemików – powiedział Szef. – Dlatego od razu powiem, że nie uwierzę w grudki złota z rzekomo przetopionego ołowiu.

Zamyśliła się, a potem uśmiechnęła lekko.

– Ma pan przy sobie zapewne klucze od mieszkania w Warszawie -

powiedziała. – Przekona pana transmutacja ich właśnie w złoto?

Wróciła Kasia z salaterką. Szef uśmiechnął się.

– Proszę – odpiął od pęczka jeden z kluczy i podał jej.

Na niewielką miseczkę nalała kwasu i wypłukała w nim klucz. Następnie do salaterki wsypała szczyptę proszku.

– Zobaczycie na własne oczy transmutację metali – powiedziała twardo.

– Ech, wracają dawne dobre czasy – powiedziała Kasia. – Przynieść szklanki?

– Przynieś. Cztery.

Znowu znikła na piętrze.

– A więc do szklanego naczynia wsypujemy szczyptę czerwonej tynktury – powiedziała Stasia. – A potem zalewamy ją merkuriuszem – nalała z butli jakiegoś płynu. Pomimo działającego wyciągu buchnął upiorny duszący smród. Zwiększyła szybkość obrotów wentylatora i po chwili znowu można było swobodnie oddychać.

– Do roztworu wrzucamy przedmiot – klucz chlapnął w ciecz. – Teraz wystarczy poczekać…

Wróciła Kasia ze szklankami.

– Przygotujemy eliksir życia – powiedziała. – Napijecie się z nami.?

Szef skrzywił się.

– Wybaczcie – powiedział. – Ale ważyłyście ten proszek z takich

paskudztw, że chyba nie zamierzacie pić jego roztworu?

Stasia uśmiechnęła się pogardliwie.

– Jak sobie życzycie.

Do szklanek wrzuciły po szczypcie tynktury i zalały płynem z butelki. Proszek rozpuścił się bardzo szybko. Stuknęły się szklankami nad stołem.

– Za następne stulecie – powiedziała Kasia. – Oby nam, droga kuzynko przyniosło wiele nowych ciekawych doświadczeń.

– Miejmy nadzieję, że będzie spokojniejsze niż poprzednie trzy – dodała Stasia, po czym obie wychyliły zawartość. Zaraz też zaczęły się gwałtownie krztusić i najwyraźniej nie mogły złapać oddechu. Zwaliły się na podłogę. Szef złapał się za głowę, a potem przyskoczył do jednej i wetknął jej palec do gardła, by zmusić ją do wyplucia tego, co połknęła. Ja zająłem się drugą. Kasia omal nie odgryzła mi palców. Odzyskiwały oddech.

– Wszystko pod kontrolą – powiedziała Stasia. – Po prostu trochę to dławiące…

– Co to za świństwo – Szef podniósł butelkę. – Surowy eter? Chyba

zwariowałyście.

Przyniosłem z piętra zauważoną podczas śniadania butelkę wody mineralnej. Przyssały się do niej jak cielęta i szybko opróżniły całkowicie.

– Wariatki – skwitował Pan Samochodzik.

– To jest kamień filozoficzny – zaprotestowała Kasia. – Zresztą sami zobaczycie.

Szczypcami wyjęła z miski klucz od mieszkania Szefa. Zmienił kolor. Był teraz złocisty, piękną głęboką barwą. Przypomniał mi się złoty pociąg pod górą Sobiesz i tysiące sztab złota w rdzewiejących wagonach…

Szef obejrzał go obojętnie i przyczepił do pęczka.

– Ładne doświadczenie – powiedział.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)