Ostatni szpieg Hitlera
- Автор: Сильва Дэниел
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostatni szpieg Hitlera». Краткое содержание книги:
Poza tym nie zamierzała śledzić sama Jordana z powodów czysto praktycznych. Z całą pewnością by temu nie podołała. Nawet z pomocą Neumanna byłoby to trudne. Wystarczyłoby, żeby Jordan wsiadł do wojskowego służbowego samochodu, a wszystko wzięłoby w łeb. Przecież nie wskoczy do taksówki i nie oświadczy: „Jedź za tym amerykańskim wozem wojskowym". Taksówkarze zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie zagraża amerykańskim oficerom ze strony szpiegów. Mogłaby trafić prosto na najbliższy posterunek. Potrzebowała nie rzucających się w oczy samochodów, które by jechały za Jordanem, nie rzucających się w oczy ludzi, którzy by za nim szli, nie rzucających się w oczy ludzi, którzy by pilnowali domu.
Potrzebowała pomocy.
Potrzebowała Vernona Pope'a.
Vernon Pope był jedną z najbarwniejszych i najpotężniejszych postaci londyńskiego półświatka. Razem z bratem, Robertem, prowadził nielegalne jaskinie gry, ściągał haracze, kontrolował środowiska prostytutek oraz kwitnący czarny rynek. Na początku wojny Vernon Pope przywiózł do szpitala Świętego Tomasza ciężko rannego w głowę podczas nalotu brata. Catherine szybko go zbadała, a stwierdziwszy wstrząs mózgu, podejrzewała też możliwość pęknięcia czaszki. Dopilnowała, by jak najszybciej zobaczył go lekarz. Wdzięczny Veronon Pope zostawił jej kartkę: „Jeśli mogę się pani w jakikolwiek sposób odpłacić, proszę tylko powiedzieć, w jaki sposób".
Catherine zatrzymała liścik. Spoczywał w jej torebce.
Jakimś cudem magazyn Vernona Pope'a ocalał. Stał nietknięty niczym bezczelna wyspa w ogrodzie zniszczeń. Catherine od niemal czterech lat nie zapuściła się w ulice wschodniej części Londynu. Przeraził ją ogrom spustoszeń. Trudno się było upewnić, czy nikt jej nie śledzi. Niewiele zostało bram, w których można by się schronić, brakowało budek, w których można by udawać, że się dzwoni, sklepów, do których można by wstąpić po jakiś drobiazg – wszędzie tylko zwały gruzów.
Stanęła po drugiej strony ulicy i obserwowała budynek. Siąpił zimny deszczyk. Miała na sobie spodnie, sweter i skórzany płaszcz. Drzwi magazynu się otworzyły, na ulicę wyjechały z dudnieniem trzy ciężarówki. Dwóch dobrze ubranych mężczyzn błyskawicznie zatrzasnęło wrota, ale nie na tyle szybko, by Catherine nie zdążyła zobaczyć, co się wewnątrz dzieje. W środku aż wrzało od roboty.
Minęła ją grupka robotników portowych, wracających ze zmiany. Ruszyła za nimi i skierowała się w stronę kwatery Pope'a.
Prowadził do niej niewielki wjazd, którym dostarczano towar. Nacisnęła dzwonek, ale nikt nie odpowiedział, więc spróbowała jeszcze raz. Czuła się obserwowana. W końcu drzwi się uchyliły. – Czym możemy ci służyć, kochanieńka?
Przyjemny głos z cockneyowskim akcentem nie pasował do właściciela. Mężczyzna mierzył sobie dobrze ponad metr osiemdziesiąt, miał czarne, przystrzyżone tuż przy skórze włosy i małe okularki. Ubrany był w drogi szary garnitur, białą koszulę i srebrzysty krawat. Muskuły rozsadzały rękawy marynarki.
– Chciałabym się widzieć z panem Pope'em.
Catherine podała byczkowi list. Przeczytał szybko, jakby wiele już takich widział.
– Spytam szefa, czy będzie miał dla ciebie chwilkę. Wejdź. Catherine przeszła przez bramę, zatrzasnął za nią drzwi.
– Ręce nad głowę, kochaniutka, bądź grzeczną dziewczynką. Nie trzeba się obrażać. Pan Pope od wszystkich tego wymaga.
Człowiek Pope'a obmacał ją w poszukiwaniu broni. Zrobił to szybko i niezbyt profesjonalnie. Skuliła się, gdy powiódł dłońmi po jej piersiach. Z trudem się pohamowała, żeby nie rozbić mu nosa łokciem. Otworzył jej torebkę, zerknął do środka i oddał. Catherine spodziewała się tego, nie zabrała więc pistoletu. Bez broni czuła się naga, wystawiona na cios. Następnym razem weźmie sztylet.
Poprowadził ją przez magazyn. Mężczyźni w kombinezonach ładowali skrzynie z towarem do kilku ciężarówek. W głębi, na drewnianych paletach, aż pod sufit piętrzyły się pudła: kawa, papierosy, cukier i baryłki paliwa. Zobaczyła też zgrabny rządek błyszczących motocykli. Nie ulegało wątpliwości, że Vernon Pope nie zasypia gruszek w popiele.
– Tędy, kochanieńka – odezwał się strażnik. – A przy okazji, nazywam się Dicky.
Zaprowadził ją do windy towarowej, zamknął drzwi i wcisnął guzik. Catherine wyjęła z torebki papierosa i włożyła go między wargi.
– Przykro mi, kochaniutka – powiedział Dicky, karcąco kiwając palcem. – Szef nie znosi fajek. Powiada, że pewnego dnia się okaże, że to nas zabija. Zresztą, leży tu tyle benzyny i amunicji, że wysadziłoby nas aż do Glasgow.
– To duża rzecz – powiedział Vernon Pope.
Wstał z wygodnej skórzanej kanapy i krążył po gabinecie. Właściwie był to nie tyle gabinet, co raczej mieszkanko z miejscem do wypoczynku i nowocześnie urządzoną kuchnią. Za czarnymi tekowymi drzwiami kryła się sypialnia. Drzwi na moment się uchyliły i Catherine zauważyła za nimi zaspaną blondynkę, która niecierpliwie czekała na koniec spotkania. Pope nalał sobie kolejną whisky. Był wysoki, przystojny, miał jasną cerę, brylantynowane blond włosy i szare oczy. Uszyty na miarę, doskonale skrojony garnitur bardziej pasowałby do prezesa prosperującej firmy lub kogoś z wyższych sfer.
– Dasz wiarę, Robercie? Catherine chce, żebyśmy przez trzy dni uganiali się po West Endzie za jakimś oficerem amerykańskiej marynarki.
Robert Pope trzymał się na uboczu, krążąc po pokoju niczym nerwowy wilk.
– Właściwie nie robimy takich rzeczy, droga Catherine – stwierdził Veron Pope. – Zresztą, co by było, gdyby angielscy albo amerykańscy chłopcy od bezpieczeństwa nas przyłapali? Ja mam układy z londyńską policją. MI- 5 to inna para kaloszy.
Catherine wyjęła papierosa.
– Mogę?
– Jeśli musisz. Dicky, daj jej popielniczkę. Catherine zapaliła i przez chwilę się zaciągała.
– Widziałam sprzęt, który macie na dole. Spokojnie wystarczy na przeprowadzenie takiej obserwacji, o jaką mi chodzi.
– A czemuż to wolontariuszka ze szpitala Świętego Tomasza chciałaby obserwować amerykańskiego oficera, nie wiesz przypadkiem, Robercie?
Robert Pope wiedział, że nie oczekuje się od niego odpowiedzi. Vernon Pope ze szklanką w dłoniach podszedł do okna. Grube zasłony były podniesione, mógł obserwować statki płynące w górę i w dół rzeki.
– Patrzcie, co Niemcy zrobili z tym miastem – odezwał się w końcu. – Kiedyś to był pępek świata, największy port na tej półkuli. A teraz cholerne zgliszcza. Nigdy już tu nie będzie jak dawniej. Chyba nie pracujesz dla Niemców, Catherine, co?
– Oczywiście, że nie – odparła spokojnie. – Kierują mną wyłącznie osobiste pobudki.
– To dobrze. Jestem złodziejem, ale także i patriotą. – Umilkł na chwilę. – Więc dlaczego chcesz, żebyśmy go śledzili?
– Daję panu zlecenie, panie Pope. Szczerze mówiąc, powody to moja prywatna sprawa.
Pope obrócił się twarzą do niej.
– Doskonale, Catherine. Masz odwagę. To mi się podoba. Poza tym byłabyś skończoną idiotką, gdybyś mi powiedziała.
Drzwi od sypialni się uchyliły i pojawiła się blondynka w męskim jedwabnym szlafroku, niedbale związanym w pasie, tak że odsłaniał parę zgrabnych nóg i drobnych, jędrnych piersi.
– Vivie, jeszcze nie skończyliśmy – skarcił ją Pope.
– Zachciało mi się pić. – Nalewając sobie ginu z tonikiem, blondynka zerknęła na Catherine. – Ile to jeszcze potrwa, Vernon?
– Niedługo. Interesy, kochanie. Wracaj do sypialni.
Vivie zniknęła w sypialni, kołysząc biodrami. Nim zamknęła drzwi, jeszcze raz obejrzała się na Catherine.
– Śliczna dziewczyna – powiedziała Catherine. – Szczęściarz z pana.
Vernon Pope roześmiał się cicho i pokręcił głową.