Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Maski czasu [The Masks of Time - pl]
Maski czasu [The Masks of Time - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Maski czasu [The Masks of Time - pl]

Электронная книга - «Maski czasu [The Masks of Time - pl]». Краткое содержание книги:

Jest schyłek stulecia. Narasta chaos i szerzy się upadek moralny. Na świecie pojawia się tajemniczy nieznajomy imieniem Vornan-19, który podaje się za człowieka z przyszłości, i twierdzi, że ma do spełnienia ważną misję. W krótkim czasie pociąga za sobą miliony ludzi, oferując im pełną niebezpieczeństw, ekscytującą odyseją, która całkowicie zmieni przyszły kształt społeczeństwa Ziemi…
1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 63
Перейти на страницу:

Poczyniliśmy wszelkie możliwe kroki, aby maksymalnie ograniczyć element ryzyka. Doświadczenie nauczyło nas, jak blokować dostęp do Vornana przymilnym, wrażliwym osobnikom, łatwym celom ewentualnych napadów złośliwości. Byliśmy świadkami, jak Vornan najpierw z niekłamanym podziwem obserwował olbrzymi biust wydekoltowanej kustoszki, która oprowadzała nas po clevelandzkim muzeum. Powinniśmy spodziewać się wszystkiego najgorszego po tych spojrzeniach pełnych uwielbienia. Nie zdołaliśmy jednak zareagować na czas, gdy Vornan niespodziewanie wyciągnął dłoń i wepchnął ją kobiecie za gorset, a następnie dla żartu poraził niewielkim elektrycznym impulsem. Po tym incydencie starannie izolowaliśmy wszystkie kobiety w średnim wieku z wydatnym biustem przed bezpośrednim kontaktem z naszym pupilkiem. Staraliśmy się również przewidywać oraz w porę zapobiegać wszelkim innym zajściom i jeśli na tuzin porażek przypadł jeden sukces, znaczyło to, że nie jest jeszcze tak źle.

Znacznie gorzej radziliśmy sobie, jeśli chodzi o wydobywanie z naszego gościa informacji na temat jego epoki albo okresu przejściowego. Od czasu do czasu raczył nas smakowitym kąskiem. Wspomniał na przykład o bliżej nie zdefiniowanym przewrocie politycznym pod nazwą Czasu Czystek, o wizycie przybyszów z innych gwiazd, o wspólnocie zwanej Centralą, lecz w zasadzie nie powiedział nic konkretnego. Nic, poza paroma ogólnikami.

Każdy z nas miał wiele okazji, aby zadać dręczące pytania. Przesłuchania tego typu wyraźnie nudziły naszego gościa, lecz mimo znużenia zręcznie unikał podawania jakichkolwiek konkretów. Pewnego popołudnia, podczas pobytu w St. Louis, odbyłem z Vornanem wielogodzinną rozmowę, starając się usilnie wydobyć informacje o podstawowym znaczeniu. Doznałem jednak rozczarowania.

— Nie miałbyś ochoty opowiedzieć mi, w jaki sposób dotarłeś do naszego czasu? Coś o waszym urządzeniu transportującym?

— Chodzi ci o mój wehikuł czasu?

— Właśnie. Twój wehikuł czasu.

— W zasadzie trudno mówić tu o wehikule, Leo. Nie posiada żadnych dźwigni i zegarów.

— Mógłbyś powiedzieć coś bliższego? Wzruszył ramionami.

— To nie takie proste. Trzeba wysilić wyobraźnię. Niewiele widać z zewnątrz. Wchodzi się do pomieszczenia i zaczyna działać pole, a potem… — jego głos zamarł. — Przykro mi. Nie jestem naukowcem. Widziałem tylko samo pomieszczenie.

— Inni obsługiwali aparaturę?

— Tak. Ja byłem jedynie pasażerem.

— A ta siła, która przeniosła cię poprzez czas…

— Szczerze mówiąc, mój drogi, nie jestem w stanie nawet wyobrazić sobie, co to takiego.

— W tym cały problem, że ja również. Z tego, co wiem na temat fizyki, wynika jasno, że nie można wysłać żywej istoty w przeszłość.

— Ale ja tutaj jestem, Leo. Stanowię żywy dowód.

— Pod warunkiem, że w ogóle podróżowałeś w czasie. Był wyraźnie zbity z tropu. Chwycił mnie za rękę; palce miał zimne i delikatne.

— Masz jakieś wątpliwości, Leo? — spytał urażony.

— Próbuję jedynie wywnioskować, na jakiej zasadzie działa twój wehikuł czasu.

— Wierz mi, Leo, że powiedziałbym ci, gdybym sam wiedział. Osobiście bardzo cię lubię, tak samo jak resztę zapracowanych, uczciwych ludzi tutaj. Ale nie mam nawet bladego pojęcia o tej aparaturze. Popatrz na to z innej strony: gdybyś wsiadł do samochodu i przeniósł się za jego pomocą do roku 800, to czy umiałbyś wyjaśnić ówczesnym mieszkańcom Ameryki, jak działa silnik?

— Potrafiłbym podać choć kilka podstawowych zasad. Oczywiście, że nie byłbym w stanie samemu zbudować samochodu, ale wiem na jakiej zasadzie porusza się do przodu. Ty nie wyjaśniłeś nawet tego.

— Tutaj w grę wchodzi urządzenie dużo bardziej skomplikowane.

— Nie przeczę. Chciałbym obejrzeć twój wehikuł.

— Nie, to wykluczone — odparł Vornan z uśmiechem. — Został o tysiąc lat w przyszłości. Dostarczył mnie tutaj i zabierze z powrotem, gdy uznam, że pora wracać. Jednak sam wehikuł, który zresztą, jak już wspominałem, trudno nazwać w ogóle wehikułem, został na miejscu.

— W jaki sposób dasz sygnał do powrotu? — spytałem. Udał, że nie słyszy. Spytał za to o zakres moich obowiązków na uczelni. Standardowy chwyt — odeprzeć niewygodne pytanie, zadając natychmiast własne. Nie byłem w stanie wycisnąć z niego nawet okrucha informacji. Poczułem, jak znów budzi się we mnie sceptyk. Vornan nie potrafił wyjaśnić mechanizmu podróży w czasie, gdyż nigdy nie podróżował w czasie. Zwyczajny oszust i naciągacz — co należało dowieść. Gdy spytałem o przemianę form energii, znów napotkałem te same ogólniki. Nie potrafił jasno sprecyzować, kiedy wprowadzono ten system do użytku, na jakiej zasadzie działał, ani kto był wynalazcą.

Jeśli chodzi o wyciskanie informacji, pozostałym członkom naszego komitetu wiodło się trochę lepiej. Szczególne sukcesy w tej materii święcił Lloyd Kolff, dlatego zapewne, że nie omieszkał głośno artykuować swych wątpliwości. Z początku nie nękał naszego gościa zbytnio, w obawie przed gwałtowną reakcją, a może z powodu wrodzonego lenistwa. Podstarzały filolog wykazał się wyjątkową opieszałością. Zawodowe laury zbierał jakieś ćwierć wieku temu, obecnie jednak swój czas wolał poświęcać na rozrywki, sprawy naukowe pozostawiając młodszym kolegom. Podobno staruszek Lloyd począwszy od roku 1980 nie opublikował żadnego artykułu w prasie fachowej. Wszystko wskazywało na to, że traktuje naszą obecną misję jako zwykłą zabawę, interesujący sposób na spędzenie zimy, którą wypełniłaby inaczej nuda i rutyna. Jednak pewnego wieczoru w Denver, kiedy za oknem hulała śnieżyca, Kolff postanowił wreszcie zagadnąć Vornana o parę spraw z zakresu lingwistyki. Do dziś nie mam pojęcia, co go wówczas podkusiło.

Siedzieli razem zamknięci przez długi czas. Z pokoju hotelowego, który zajęli, dolatywał tubalny głos Kolffa. Zawodził coś rytmicznie w nieznanym nam języku — może recytował erotyczne ballady w sanskrycie. Potem zaczął tłumaczyć te wiersze na angielski i od czasu do czasu łapaliśmy pojedyncze słowa, najczęściej sprośne, a raz nawet całą swawolną strofkę opiewającą uroki cielesnej miłości. Po chwili znudziło nas słuchanie — znaliśmy repertuar Kolffa z poprzednich recitali. Kiedy znów nastawiłem ucha, doleciał mnie śmiech Vornana, tnący niczym srebrny skalpel tubalne ryki Kolffa. Wydawało mi się również, że Vornan zaczął przemawiać w nieznanym języku. Sprawy najwyraźniej przyjęły poważny obrót. Kolff przerwał gościowi, zadał pytanie, sam zaczął coś recytować, a potem na nowo rozległ się głos Vornana. W tym momencie do naszego pokoju wkroczył Kralick i rozdał każdemu plan zajęć na najbliższe przedpołudnie — ni mniej ni więcej, mieliśmy zwiedzać kopalnię złota. Rozmowa, jaką toczył Kolff z Vornanem, odeszła na dalszy plan.

Jakąś godzinę później do pokoju, w którym siedziała reszta komitetu, wszedł Kolff. Sprawiał wrażenie mocno poruszonego. Pociągał co chwila za swoje mięsiste małżowiny, skubał wałki skóry na szyi, w końcu zaczął strzelać kostkami palców, co przypominało rykoszety pocisków z pistoletu maszynowego.

1 ... 36 37 38 39 40 41 42 43 44 ... 63
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)