Śpiąca Laleczka
- Автор: Дивер Джеффри
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Śpiąca Laleczka». Краткое содержание книги:
– Nie udało się nam ustalić. Ale Dolina Krzemowa przeżywała wtedy największy rozkwit, a Croyton był jedną z najgrubszych ryb. Ciągle pojawiał się w prasie – nie tylko sam tworzył większość programów, ale kierował sprzedażą. Prawdziwy król życia. Potężny, opalony, hałaśliwy… Ciężko harował i walczył w najcięższej wadze. Raczej trudno go nazwać ofiarą budzącą największe współczucie. Był dość bezwzględny w biznesie, krążyły plotki o jego romansach, pracownicy często się na niego skarżyli. Gdyby jednak mordowano tylko świętych, my prokuratorzy bylibyśmy bez pracy.
Przed morderstwem jego firma kilka razy została okradziona. Złodzieje wynieśli komputery i oprogramowanie, ale okręg Santa Clara nie znalazł żadnych podejrzanych. Nic nie wskazywało, żeby Pell miał z tym coś wspólnego. Ale zawsze się zastanawiałem, czy to nie jego sprawka.
– Co się stało z firmą po śmierci Croytona?
– Przejął ją ktoś inny, Microsoft, Apple czy inny z wielkich graczy, nie wiem.
– A majątek?
– Większą część przekazano w zarząd powierniczy na rzecz jego cór ki, a część chyba trafiła do siostry jego żony – ciotki, która zaopiekowała się dziewczynką. Croyton zajmował się komputerami od dzieciństwa. Zostawił uniwersytetowi CSUMB stary sprzęt i programy wartości dziesięciu czy dwudziestu milionów dolarów. Uniwersyteckie muzeum komputerowe naprawdę robi wrażenie. Przyjeżdżają tam informatycy z całe go świata, żeby prowadzić badania w archiwach.
– Do dzisiaj?
– Podobno. Widocznie Croyton wyprzedzał swoją epokę o parę długości.
– I był bogaty.
– Bogactwem też bił wszystkich na głowę.
– Taki był prawdziwy motyw morderstwa?
– Tego właśnie nie byliśmy pewni. Sądząc po faktach, to było zwykłe, klasyczne włamanie. Wydaje mi się, że Pell czytał o Croytonie i po myślał, że łatwo może zgarnąć grubą forsę.
– Podobno łup był mizerny.
– Kilka tysięcy. Byłaby z tego drobna sprawa. Oczywiście gdyby nie pięć trupów. Prawie sześć. Dobrze, że najmłodsza córka była na górze.
– Co się z nią stało?
– Biedna mała. Wie pani, jak ją nazywają?
– Śpiąca Laleczka.
– Zgadza się. Nie zeznawała. Nawet jeżeli coś widziała, nie powołał bym ją na świadka, żeby wchodziła na salę rozpraw, gdzie siedział ten drań. Zresztą i tak miałem dosyć dowodów.
– Niczego nie pamiętała?
– Niczego istotnego. Tamtego wieczoru wcześniej się położyła.
– Gdzie teraz jest?
– Nie mam pojęcia. Została adoptowana przez ciotkę i wuja, którzy się potem wyprowadzili.
– Jak Pell się bronił?
– Twierdził, że poszedł tam w z jakimś pomysłem na interes. Newberg stracił nad sobą panowanie i wszystkich pozabijał. Pell próbował go powstrzymać, zaczęli się szarpać i Pell, cytuję, „musiał” go zabić. Nie było jednak żadnego dowodu na to, że Croyton miał w planach jakieś spotkanie – kiedy przyszli, rodzina była w trakcie kolacji. Poza tym materiał kryminalistyczny nie pozostawiał wątpliwości: czas śmierci, odciski palców, mikroślady, krew, wszystko.
– W więzieniu Pellowi udało się skorzystać z komputera. Bez nadzoru.
– Niedobrze.
Przytaknęła.
– Dowiedzieliśmy się, czego szukał. Wie pan, co mogą oznaczać te hasła? Jednym była „Alison”.
– Na pewno żadna z dziewczyn z Rodziny. Nie znam nikogo o tym imieniu, kto miałby z nim jakiś związek.
– Drugie hasło to „Nimue”. Postać z mitologii. Z legendy o królu Arturze. Ale moim zdaniem to imię albo pseudonim kogoś, z kim Pell chciał się skontaktować.
– Przykro mi, z niczym mi się to nie kojarzy.
– Nie domyśla się pan, o co mu mogło chodzić?
Reynolds pokręcił głową.
– Przykro mi. To był ważny proces – dla mnie. I dla okręgu. Ale prawdę mówiąc, nie było w nim nic niezwykłego. Pella przyłapano na gorącym uczynku, dowody ewidentnie go obciążały, no i był recydywistą z bogatą kartoteką, sięgającą wczesnej młodości. Facet i jego Rodzina byli na cenzurowanym we wszystkich miejscowościach na wybrzeżu od Big Sur do Marina. Musiałbym naprawdę schrzanić sprawę, żeby przegrać.
– No dobrze, James, chyba już pójdę – powiedziała. – Dziękuję za pomoc. Jeżeli znajdzie pan coś w aktach, proszę dać mi znać.
Poważnie skinął głową, nie przypominając już bawiącego się w kucharza emeryta ani dobrodusznego ojca panny młodej. W oczach Reynoldsa ujrzała zawziętą determinację, z jaką niewątpliwie walczył w sądzie.
Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby pomóc wam wsadzić tego sukinsyna tam gdzie jego miejsce.
Rozdzielili się i w odległości kilkuset metrów od siebie zmierzali pieszo do motelu w uroczym Pacific Grove, w samym sercu półwyspu.
Pell szedł bez pośpiechu, rozglądając się szeroko otwartymi oczami z miną osłupiałego turysty, który takie fale widział jedynie w „Słonecznym patrolu”.
Przebrali się w rzeczy kupione w sklepie z używaną odzieżą w biedniejszej części Seaside (gdzie z przyjemnością przyglądał się, jak Jennie po krótkim wahaniu wyrzuca ulubioną różową bluzkę). Pell miał teraz na sobie jasnoszarą wiatrówkę, sztruksy i tandetne sportowe buty oraz czapkę bejsbolówkę założoną daszkiem do tyłu. Niósł także jednorazowy aparat fotograficzny. Od czasu do czasu przystawał, robiąc zdjęcie zachodu słońca, wychodził bowiem z założenia, że utrwalanie panoramicznych widoków morskich, choćby najpiękniejszych, nie należy do typowego zachowania zbiegłego z więzienia mordercy.
Razem z Jennie pojechali z Moss Landing na wschód skradzionym fordem focusem, trzymając się z dala od głównych dróg i raz przecinając nawet pole brukselki, nad którym unosił się nieprzyjemny zapaszek przypominający woń ludzkich wyziewów. W końcu zawrócili i ruszyli w kierunku Pacific Grove. Kiedy jednak wjechali w bardziej zaludniony obszar, Pell wiedział, że czas pozbyć się wozu. Policja wkrótce się dowie o focusie. Ukrył samochód w wysokiej trawie pośrodku dużego pola przy autostradzie 68, na którym stała tablica „NA SPRZEDAŻ – NA DZIAŁALNOŚĆ KOMERCYJNĄ”.
Uznał, że w drodze do motelu powinni się rozdzielić. Jennie nie spodobał się ten pomysł, ale dzięki telefonom na kartę mogli być w stałym kontakcie. Jennie dzwoniła do niego co pięć minut, dopóki jej nie poradził, by lepiej tego nie robiła, ponieważ mogła ich podsłuchiwać policja.
Oczywiście nie mogła ich podsłuchiwać, ale zmęczyło go jej słodkie gruchanie i chciał spokojnie pomyśleć.