Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Gwiazdka Z Nieba». Краткое содержание книги:

Hrabia Robert Kemble i Victoria Lyndon, córka pastora, zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Jak było do przewidzenia, ich ojcowie nie zaakceptowali planów dwójki młodych na wspólną przyszłość. Victoria i Robert zdecydowali się na ucieczkę z domu, bo tylko w ten sposób mogli się połączyć na zawsze. Zamiar ten jednak spalił na panewce.
Po siedmiu latach Victoria i Robert spotykają się niespodziewanie w domu pewnej arystokratki, gdzie ona jest guwernantką, on zaś mile widzianym gościem. Czy mimo urazy i gniewu, jaki żywią do siebie, a także dzielącej ich przepaści towarzyskiej, ich miłość może się odrodzić?
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 60
Перейти на страницу:

Po godzinie obydwie odprowadziły ją do zakładu. Podejrzliwie zajrzała do środka, spodziewając się, że zza manekina wyskoczy Robert.

Ale go nie było. Madame Lambert poinformowała, że miał do załatwienia jakąś sprawę w innej części miasta.

Victoria uświadomiła sobie z przerażeniem, że ogarnia ją uczucie niebezpiecznie przypominające rozczarowanie. Nie żeby jej brakowało Roberta, tłumaczyła sobie, ale brakowało jej przekomarzania się z nim.

– Zostawił ci to. – Madame podała jej nowe pudełko ciasteczek. – Miał nadzieję, że się skusisz.

Victoria spojrzała na nią groźnie.

– To jego słowa – natychmiast dodała madame. – Nie moje.

Victoria odwróciła się, aby ukryć uśmiech, a potem zmusiła się do zaciśnięcia ust. Robert jej nie przekupi. Mówiła mu już, jak bardzo ceni sobie niezależność. Nie zdobędzie jej serca romantycznymi gestami.

Starała się działać rozsądnie, ale w końcu uznała, że przecież jedno ciasteczko nie zaszkodzi…

Robert uśmiechnął się od ucha do ucha na widok Victorii pałaszującej trzecie ciasteczko. Gdyby wiedziała, że obserwuje ją przez okno wystawowe, nawet by nie powąchała łakoci.

Uniosła chusteczkę, którą zostawił z ciastkami, i sprawdziła monogram. Potem szybko upewniła się, czy żadna z koleżanek nie patrzy, przyłożyła materiał do twarzy i wciągnęła jego zapach.

Robert poczuł rozpierającą dumę. A zatem serce jej zmiękło. Szybciej umrze, niż się do tego przyzna, ale było jasne, że złagodniała.

Obserwował, jak chowa chusteczkę za stanik, i ten prosty gest natchnął go nadzieją. Odzyska Victorię. Był tego pewien.

Przez resztę dnia chodził roześmiany.

Cztery dni później Victoria miała ochotę dać mu po głowie. I zdecydowała, że zrobi to przy użyciu pudełka drogich ciasteczek. Jednego z tych czterdziestu, które jej przysłał.

Podarował jej także trzy powieści miłosne, miniaturowy teleskop i bukiecik kwiatów wiciokrzewu z karteczką: „Mam nadzieję, że przypomną ci o domu”. Victorii chciało się krzyczeć, gdy przeczytała w zakładzie te słowa. A więc dokładnie pamiętał, co ona lubi, a czego nie lubi. I wykorzystywał to, aby osłabić jej wolę.

Snuł się za nią jak cień. Zostawiał jej tyle czasu, że swobodnie mogła pracować u madame Lambert, ale gdy tylko stawała na progu, on wyłaniał się nie wiadomo skąd.

Twierdził, że nie lubi, jak ona chodzi samotnie – zwłaszcza po tej okolicy.

Victoria zwróciła mu uwagę, że biega za nią wszędzie. Robert zacisnął usta, a potem bąknął coś o dbałości o bezpieczeństwo i zagrożeniach w Londynie. Victoria była pewna, że usłyszała w tym zdaniu też słowa „cholera” i „jak diabli”.

Bez końca powtarzała, jak bardzo ceni sobie swoją niezależność i że chce być sama, ale on nie słuchał. Pod koniec tygodnia przestał także się odzywać. Przez cały czas tylko patrzył na nią z zachwytem.

Prezenty od Roberta docierały do zakładu z niepokojącą regularnością, ale on przestał sobie strzępić język propozycjami małżeństwa. W końcu zapytała go o przyczyny tego milczenia, a on odparł tylko:

– Jestem tak oburzony twoim postępowaniem, że staram się nic nie mówić, żeby cię nie urazić.

Nie spodobał jej się ten ton, ale szli właśnie przez szczególnie niebezpieczny fragment ulicy i postanowiła powstrzymać się od komentarza. Gdy przybyli pod jej dom, zniknęła za drzwiami bez słowa pożegnania. Pobiegła do pokoju i wyjrzała przez okno.

Przez ponad godzinę stał wpatrzony w zasłony okienne. Tym też wprawił ją w zakłopotanie.

Robert stał przed domem Victorii. Był zdesperowany. Właśnie osiągnął kres wytrzymałości. A właściwie wyraźnie go przekroczył. Uzbroił się w cierpliwość, nie kusił dziewczyny drogimi prezentami, lecz dobierał podarunki tak, aby miały jakieś głębsze znaczenie. Starał się przemówić Victorii do rozsądku, aż w końcu zabrakło mu słów.

Ale tego wieczoru czuł, że przelała się czara goryczy. Victoria nie wiedziała, że każdego dnia, gdy wracali do domu, jakieś dziesięć kroków za nimi podążał MacDougal.

Zazwyczaj czekał, aż Robert sam go odszuka, ale tego wieczoru pojawił się obok swego pana, gdy tylko Victoria zniknęła za drzwiami.

Powiedział, że poprzedniej nocy, dokładnie przed tym domem, zadźgano jakiegoś człowieka. Robert wiedział, że dom jest solidnie zamknięty, ale plamy krwi na bruku nie dodawały mu otuchy. Victoria dzień w dzień chodzi tędy do pracy. W końcu naprawdę ktoś na nią napadnie.

Czy zdoła się obronić?

Podniósł ręce do głowy i przyłożył palce do pulsujących skroni. Głębokie oddechy nie zmniejszyły zdenerwowania ani narastającego poczucia bezradności. To oczywiste, że nie zdoła zapewnić Torie bezpieczeństwa, póki ona mieszka w tej dziurze.

Taki stan rzeczy dłużej trwać nie może.

Następnego dnia zachowywał się dziwnie. Był jeszcze bardziej milczący i zamyślony, ale najwyraźniej wiele miał do omówienia z MacDougalem.

Victoria nabrała podejrzeń.

Pod koniec dnia pracy jak zwykle czekał na nią przed drzwiami zakładu. Ona już dawno przestała się sprzeciwiać tej wymuszonej eskorcie. Miała nadzieję, że w końcu Robert się znudzi i da jej spokój.

Jednak na myśl o takiej ewentualności, czuła w sercu dziwne ukłucie samotności. Przyzwyczaiła się do obecności Roberta. Byłoby dziwnie, gdyby nagle zabrakło go u jej boku.

Przygotowała się do wyjścia i zarzuciła szal na ramiona. Jeszcze trwało lato, ale wieczorem robiło się chłodno. Wyszła za próg na ulicę i ujrzała karetę Roberta.

– Uznałem, że lepiej będzie podjechać do domu – wyjaśnił.

Pytającym gestem uniosła brwi.

Wzruszył ramionami.

– Zanosi się na deszcz.

Spojrzała w niebo. Nie chmurzyło się za bardzo, ale też nie było czyste. Postanowiła nie wdawać się w dysputy. Była na to zbyt zmęczona, bo całe popołudnie zajmowała się nadzwyczaj wymagającą księżną.

Pozwoliła, by Robert pomógł jej wsiąść, i zajęła miejsce w karecie. Odetchnęła z ulgą, gdy zmęczone mięśnie mogły wreszcie odpocząć.

– Miałaś ciężki dzień, co? – zagadnął.

– Tak. Przyszła księżna Wolcott. A jest bardzo małostkowa.

Robert zmarszczył czoło.

– Sarah – Jane? O Boże! To zasłużyłaś na medal, jeżeli zdołałaś nie wytargać jej za włosy.

– A wiesz, że chyba naprawdę zasłużyłam? – Pozwoliła sobie na nieśmiały uśmieszek. – Jeszcze nigdy nie spotkałam tak próżnej osoby. I tak opryskliwej. Nazwała mnie matołem.

– A ty co?

– Oczywiście nie mogłam nic powiedzieć. – Uśmiechnęła się szelmowsko i dodała: – Na głos.

– A co powiedziałaś w myślach?

– Ooo, dużo. Wytknęłam jej wielki nochal i maciupki móżdżek.

– Naprawdę maciupki?

– Maciupeńki – odparła Victoria. – W przeciwieństwie do nosa.

– Duży?

– Wielki. – Zachichotała. – Miałam ochotę jej go przytrzeć.

– Z przyjemnością bym na to popatrzył.

– Z przyjemnością bym to zrobiła – dodała i parsknęła śmiechem. Już dawno nie było jej tak wesoło.

– Boże – rzekł zdumiony Robert. – Można by pomyśleć, że dobrze się bawisz. Tu, ze mną. Nie do wiary.

Natychmiast zacisnęła usta.

– Ja bawię się znakomicie – mówił. – Miło słuchać twojego śmiechu. Ostatnio jakoś nie miałem okazji.

Milczała, bo nie wiedziała, co powiedzieć. Gdyby zaprzeczyła, że dobrze się bawi, ewidentnie by skłamała. A mimo to trudno było przyznać – nawet przed sobą – że jego towarzystwo sprawia jej przyjemność. Zrobiła więc jedyną rzecz, jaka jej przychodziła do głowy i… ziewnęła.

– Nie masz nic przeciwko temu, abym zdrzemnęła się na minutkę? – zapytała, uznając, że sen będzie dobrym wyjściem z niezręcznej sytuacji.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 60
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)