Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Prawie idealnie». Краткое содержание книги:

Maddy, Christiane i Amy cieszą się z nowiny, że ich przyjaciółka z college’u napisała bestsellerowy poradnik „Jak wieść idealne życie”. Okazuje się, ku ich oburzeniu, że wykorzystała je jako przykłady kobiet, którym strach zniszczył życie. Szybko jednak zdają sobie sprawę, że miał rację. Zawierają między sobą umowę, że stawią czoło swoim lękom i w kilka miesięcy pokażą, na co je stać.
Maddy była najbardziej barwna i szelmowska spośród trójki dziewczyn. Uzdolniona plastycznie, zrezygnowała z marzeń o karierze artystycznej. Przyjmuje propozycje pracy na młodzieżowym letnim obozie sztuki. Dyrektorem obozu jest jej dawna szkolna miłość Joe, któremu Maddy złamała serce. Jego wściekłość nigdy nie osłabła. Podobnie jak namiętność i ich wzajemne uczucie…
Prawie idealnie to zabawna, ciepła i pełna uroku komedia romantyczna, która otwiera „trylogię idealną”.
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 58
Перейти на страницу:

– Boże, wspaniale dziś wyglądasz.

– Co? – Te słowa na chwilę wprawiły ją w zakłopotanie. – Och, dzięki. Ale powtarzam, następnym razem zapytaj.

– Zrozumiano. A teraz… – Oparł się o jeden z warsztatów. – Powiedz mi, czym ta jędza w czerni tak cię zdenerwowała.

– To żadna jędza. – Maddy westchnęła i nagle uszło z niej całe powietrze. – Ona po prostu… była w zrozumiały sposób poirytowana.

– Czym?

– Rozmawialiśmy o tym. Ledwie pojawiłam się w Santa Fe, a już mam wielką wystawę, wszyscy gadają o moich pracach i będę miała reprodukcje w katalogu.

– Więc jest zazdrosna. – Skinął głowa. – Domyśliłem się. A co powiedziała?

– Ma prawo być zazdrosna. To nie w porządku, że ona siedzi tu od dwóch łat i ciężko pracuje, żeby się przebić. Wstawiła kilka rzeczy do małej galerii, ale oddałaby wszystko, żeby wystąpić na wystawie tej wielkości. Jakie mam prawo, żeby tak wpadać do miasta i kraść jej marzenia?

– Nie kradniesz niczyich marzeń. – Pod wpływem impulsu złapał ją za rękę, chociaż w gruncie rzeczy chciał ją objąć. Jednak nawet taki kontakt fizyczny był przyjemny. Ciepło ogarnęło jego palce. – To, że jednemu artyście się udało, nie znaczy, że drugiemu się nie uda. Chociaż może jej brakuje tego, co ty masz. Zastanowiłaś się nad tym?

– To nadal wydaje się nie w porządku.

– Boże – zachichotał – ale z ciebie kobieta. W jej oczach zapłonął ogień.

– Co to ma znaczyć?!

– Nie chciałem cię obrazić. – Starał się ukryć rozbawienie. – Kobiety zawsze chcą, aby wszyscy wygrywali i nikomu nie było smutno. Cóż, przykro mi, ale życie takie nie jest. Bardziej przypomina szkolenie komandosów. W mojej grupie zaczęło niemal czterystu chłopaków i wszyscy myśleli, że właśnie tego chcą, dopóki nie dowiedzieli się, jak będzie ciężko. Jakaś połowa z nich zmyła się pierwszego dnia. Mniej niż stu dotrwało do końca, bo nie wystarczy tylko chcieć. Musisz mieć też umiejętności i przekonanie. To dlatego zostanie komandosem było jednym z największych osiągnięć mojego życia.

– Ale o to mi właśnie chodzi. Musiałeś na to zapracować. A czym ja sobie zasłużyłam?

Przyjrzał jej się i zrozumiał, że mówi poważnie.

– Te dzieła sztuki nie zrobiły się same. Wzruszyła ramionami.

– No tak, nie, ale…

– Żadnych „ale”. Przez lata rozwijałaś talent dany ci przez Boga, a przez ostatnie tygodnie urabiałaś ręce po łokcie, żeby przygotować coś na wystawę. Więc to nie tak, że życie po prostu dało ci coś za nic. Zapracowałaś sobie.

– Chyba tak. Ale nadal mi przykro z jej powodu.

– Tej jędzy?

– To nie jędza.

– Powtórz mi, co powiedziała, a sam zdecyduję.

– To nieważne.

– Maddy… – Uniósł ostrzegawczo brew.

– No już dobrze. Powiedziała: „Cóż, ma pani bardzo barwny styl. Rozumiem, czemu Sylvii zależy na reprodukcjach. Będą bardzo popularne wśród dekoratorów”. Możesz w to uwierzyć? – Wreszcie pojawiła się złość, której oczekiwał. – Porównała moją sztukę do dekorowania wnętrz! Artysta nigdy by nie powiedział czegoś takiego drugiemu artyście. No chyba że ten drugi rzeczywiście pracowałby dla dekoratorów, w czym nie ma nic złego. Nie ma nic złego w masowej produkcji, żeby mieć z czego żyć, ale w takiej sytuacji to jest krańcowa obelga. Stwierdziła, że moja sztuka nie nadaje się do galerii. Że należy ją wieszać nad łóżkami w pokojach hotelowych i powinno się ją dobierać, tylko uwzględniając kolorystykę.

– Aha. Więc to była jędza. – Joe pokiwał głową.

– Nieprawda! Po prostu była sfrustrowana. To nie znaczy, że jest zła.

– Nie, ale powiedziała to specjalnie, żeby cię zranić, co znaczy, że zachowała się jak jędza. Sama to przyznaj. Powiedz, że to jędza.

Maddy kluczyła.

– Mogła być miłą osoba.

– Powiedz to. Jędza. J-ę-dz-a. Przygryzła usta. Wyprostował się, górując nad nią.

– Mam to z ciebie wydusić łaskotkami?

– Ach! – Odskoczyła, zasłaniając się rękami. – Nie waż się!

– Więc powiedz to. Zrobił krok w jej kierunku.

Uciekła za stół i tam zatrzymała się, żeby spojrzeć mu w twarz.

– Nie powiem.

– To dopiero ciekawe. – Na myśl o gonieniu jej odezwał się w nim instynkt łowcy. – Chyba zdajesz sobie sprawę, że nie uciekniesz, jeśli rzeczywiście będę chciał cię złapać.

Z uporem uniosła brodę.

– Założysz się?

– Rzucasz mi wyzwanie?

Uniósł brew, czując narastające podniecenie. Zerknęła na lewo, a potem na prawo. Czekał, aż Maddy wybierze kierunek.

– Maddy – zaczął mówić niższym głosem tylko po to, by zrobić większe wrażenie. – Jestem do ciebie większy. Szybszy. Obiecuję, że cię złapię.

W odpowiedzi podniecenie rozbłysło w jej oczach. Udała, że skręca w lewo, i czmychnęła w prawo. Ruszył, żeby odciąć jej drogę do drzwi. Obróciła się ze śmiechem i skierowała w przeciwną stronę. Ruszył w ślad za nią, pozwalając jej się wymykać, a jednocześnie zapędzając ją w głębsze cienie na tyłach.

W końcu zagnał ją w kozi róg. Między nimi znajdował się stół. Stali naprzeciwko siebie, z rękoma na blacie. Ona oddychała ciężko. Jego serce zabiło mocniej.

– Gotowa się poddać? – zapytał, wiedząc, że w ten sposób tylko ją podjudza.

– Jeszcze mnie nie złapałeś. – Rozejrzała się, ale on już rozgryzł jej sztuczki.

Za każdym razem blefowała, zmieniając w ostatniej chwili kierunek. Tym razem skoczy na prawo, nie na lewo. Poczekał, aż się ruszy. Gdy tylko drgnęła, przeskoczył stół i wylądował za nią w momencie, gdy odwróciła się i wpadła na jego pierś.

– Mam cię! – Zamknął ją w ramionach, a ona pisnęła. Jeszcze jeden błyskawiczny ruch i już trzymał jej nadgarstki przyszpilone do dołu pleców. – Poddajesz się?

– Nigdy.

Uniosła brodę. Miała rumieńce, twarz jej jaśniała. Rozbawienie osłabło, gdy wzrosła świadomość bliskości jej ciała, jej serca bijącego przy jego piersi. Czuł jej oddech na brodzie, gdy spojrzała na usta, a potem w jego oczy.

Nie potrafił się oprzeć: pochylił się i musnął jej wargi. Odezwało się w nim coś zaborczego, gdy wziął jej usta jak swoją własność. Jego łup. Jego partnerka. Przechylił głowę, mówiąc jej pocałunkiem to wszystko, co chciał wysłowić: „Jesteś moja, Maddy, moja. Na zawsze”.

Z jękiem wygięła się, aż jej brzuch dotknął jego wzwodu. Myśl, żeby wziąć ją właśnie tam, w ciemnościach, na stole, wypełniła jego głowę. Próbował ją odpędzić, wiedząc, że to śmieszne – byli w galerii pełnej ludzi na wyciągnięcie ręki i mieli sporo do omówienia, ale myśl nie chciała go opuścić i przybierała na sile.

Może w ten sposób powinni zburzyć barierę między nimi. Pokazałby jej, co czuje. Czego chce.

Maddy jęknęła, kiedy obrócił ją tak, aby oparła się plecami o stół. Wypuścił jej nadgarstki i objął ją mocno. Ujęła w dłonie twarz Joego. Palcami delikatnie głaskała jego policzki, muskała ich złączone usta.

Wszystko w niej zmiękło od pożądania. Tak za tym tęskniła. Tęskniła za nim. Odpowiadała na pocałunki z całą skrywaną, uwięzioną w niej tęsknotą. Tak bardzo potrzebowała porozmawiać z nim, ale kiedy przycisnął się do niej, zniknął rozsądek i została tylko żywa pustka, którą bardzo chciała wypełnić.

– Maddy? Joe?

Oboje zamarli. Maddy otworzyła gwałtownie oczy i zobaczyła, że zaskoczony Joe gapi się na nią. Rzeczywistość powróciła do nich gwałtownie, wywołując zawrót głowy. Natychmiast odsunęli się od siebie.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 58
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)