Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Jestes tylko diablem - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Jestes tylko diablem

Электронная книга - «Jestes tylko diablem». Краткое содержание книги:

Znany prawnik Alexander Gilburne prosi Joe Alexa o pomoc w rozwikłaniu zagadki śmierci jego przyjaciółki. Ze względu na nietypowe okoliczności jej samobójstwa podejrzewa, że została zamordowana. Alex przyjeżdża do Norford, gdzie zapoznaje się z diabelską legendą dotyczącą dziedziców Norford Manor. Śmierć Patrycji stała się bowiem dopełnieniem klątwy, rzuconej na ród Ecclestonów kilkaset lat wcześniej... Joe musi działać szybko, gdyż przepowiednia zapowiada śmierć kolejnej osoby. Zapewnia sobie pomoc Bena Parkera i Scotland Yardu, dzięki czemu nikt obcy nie może przedostać się do posiadłości. Pomimo powziętych środków ostrożności, Diabeł jednak uderza.
1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 63
Перейти на страницу:

— W prawo?

— Tak. Ta droga idzie tylko do Norford Mauor i tam się kończy. Okrąża las i serpentyną trafia z boku w park.

Po chwili droga uniosła się. Alex zmienił bieg i silnik przemówił głębiej. Jechali w cieniu, pomiędzy drzewami lasu. Po chwili droga zakręciła ostro, potem raz jeszcze w przeciwnym kierunku i pomiędzy rozstępującymi się zaroślami dostrzegł dom i sterczącą po drugiej stronie niewidzialnego wąwozu iglicę Diablej Skały. Na sto jardów przed rezydencją Joe wyłączył motor i wóz cicho przytoczył się przed taras. Wysiedli. W otwartych drzwiach stał Thomas Kempt w piżamie i szlafroku. Joe skinął mu ręką, obszedł wóz i spojrzał na ścieżkę, wilgotną od porannej rosy. Widać było na niej wyraźny ślad stóp męskich, odchodzących od domu główną aleją w dół, ku drodze do Valley House. Joe przyjrzał się im, a potem ruszył w stronę tarasu.

— Dzień dobry! — wyciągnął rękę do Kempta. — Nasz przyjaciel znowu dał znać o sobie.

— Tak… — Thomas kiwnął głową i poprowadził ich w stronę jadalni. Kiedy zatrzymał się przed jej drzwiami, wyjął z kieszeni klucz i otworzył nim drzwi.

:— Nie chciałem, żeby ktoś tu wchodził… — powiedział, otwierając je i przepuszczając ich przed sobą.

Joe wszedł i rozejrzał się.

Sir John Ecclestone zniknął ze ściany. Na jego miejscu spoglądał na stojących ciemny prostokąt starego płótna. Obraz nie był nawet zabezpieczony z tyłu ścianą z deseczek. Alex zbliżył się i obejrzał go. Potem przystawił krzesło i powiedział:

— Musimy go ostrożnie zdjąć… — mówiąc to zszedł z krzesła i ruszył ku drzwiom. — Zaczekajcie tu, panowie, chwileczkę i proszę niczego nie dotykać.

Zniknął. W hallu nadal nie było nikogo. Wyszedł na taras, zbliżył się do samochodu i małym kluczykiem otworzył bagażnik, z którego wyjął maleńką walizeczkę. Potem sięgnął do kieszeni drzwi znajdujących się przy siedzeniu kierowcy i wyjął z niej rękawiczki. Powrócił do jadalni. Była godzina piąta czterdzieści pięć.

Alex otworzył maleńką walizeczkę i zaczął z niej wyjmować przybory. Kempt i Gilburne spoglądali na niego w milczeniu.

— Czy to pan znalazł obraz w tym stanie? — zapytał Joe, manipulując irchową ściereczką przy dużym szkle powiększającym.

— Nie. Cynthia. Wstałem właśnie, bo nastawiłem sobie budzik na piątą. Mam bardzo dużo pracy związanej z tym projektem; szczerze mówiąc, jest to pierwsza moja naprawdę duża robota. Przywiozłem ją ze sobą z Londynu, bo tu umiem o wiele jaśniej myśleć. Więc wstałem i wyszedłem na korytarz. Chciałem pobiec do basenu, żeby zanurzyć się, zanim usiądę do biurka. Woda zmywa od razu resztki snu i pobudza człowieka… Więc wyszedłem na korytarz i spotkałem Cynthię. Byłem nawet w pierwszej chwili zdziwiony, że tak wcześnie wstała. Ale zapomniałem o tym zupełnie, kiedy podeszła i powiedziała: „Znowu!” Pokazała drzwi jadalni i od razu domyśliłem się, o co chodzi. Zajrzałem i portret wisiał tak, jak teraz wisi. Więc zamknąłem jadalnię na klucz, kazałem Cynthii iść na dół i zająć się swoimi sprawami, a potem sam nie wiedziałem, co mam dalej zrobić. Pomyślałem, że pan jest w Valley House ! na pewno będzie pan wiedział lepiej niż ja, jak w takim wypadku postąpić, a poza tym na pewno ‘jedzie pan chciał być jak najprędzej na miejscu, więc nie zważając na godzinę, zadzwoniłem. To chyba wszystko.

Joe wyprostował się.

— A czy nie zauważył pan, kto z domowników opuścił dom dziś rano i nie powrócił jeszcze?

— Co? Ktoś wyszedł?… To dlatego oglądał pan ziemię przed tarasem.

— Dlatego… — Alex wszedł na krzesło i wsunąwszy rękawiczki na ręce ostrożnie zbliżył się do ramy, a później ujął obraz w miejscach, które obejrzał. — Tam na pewno nie było odcisków palców… — mruknął — i jestem przekonany, że nie będzie ich nigdzie indziej… Chyba że nasz Diabełek zmienił metodę… Ale nie sądzę. To bardzo konsekwentna osoba… Nadal zachowując największą ostrożność, odwrócił obraz i ustawił go ukosem przy ścianie tak, że tylko wąski kant ramy opierał się o nią. Potem maleńką szprycką, podobną do rozpylacza perfum, rozsypał na całej powierzchni ramy ciemny, drobniuteńki proszek. Później powoli, centymetr za centymetrem, przejrzał całą powierzchnię z obu stron, nie opuszczając najmniejszego śladu ani zadrapania. W pewnej chwili znieruchomiał i długo patrzył na świeża, ostrą krechę długości może pół cala. Pod szkłem krecha wyglądała jak głęboki wąwóz o postrzępionych brzegach, ale była taka maleńka, że gołym okiem trudno było na nią zwrócić uwagę.

— Czy znalazł pan coś? — zapytał Gilburne, przyglądający się mu w skupieniu.

— Nie wiem. To znaczy, wiem, ale nie wiem jeszcze, co to zadrapanie oznacza. —

Zwrócił się do Kempta: — Czy mógłby pan poprosić tę pokojówkę Rowland tutaj na chwilę?

— Oczywiście… — Kempt ruszył ku drzwiom, najwyraźniej zadowolony, że dano mu działać. Rysy jego energicznej, męskiej twarzy były w tej chwili zacięte. Kiedy wyszedł, Joe zakończył oględziny i wyprostował się.

— Tak jak przypuszczałem… — mruknął do siebie, ale tak, że Gilburne usłyszał go.

— Nie ma żadnych śladów?

— Żadnych. Nasz przyjaciel jak widać upiera się przy tym, żebyśmy uwierzyli w nadzwyczajne właściwości tego obrazu. — Spojrzał w tłustą twarz sir Johna, która spoglądała teraz na niego z wysokości nie większej, niż mogłaby to zrobić twarz dziecku. Ale twarz starego krzywoprzysięzcy nic była podobna do twarzy dziecka. Alexowi wydało się nagle, że dostrzega w niej wyraz obłędnego przerażenia. Potem wrażenie zniknęło i pozostała tylko jasna plama na ciemnym tle lekko pożółkłego werniksu. Czas poorał powierzchnię obrazu jak skórę staruszki: pełna była maleńkich, drobnych zmarszczek.

— Pan .mnie prosił?… — Cynthia Rowland stała za nim ubrana w swoją służbową czarna sukienkę i nieskazitelnej białości fartuszek. Spod równie białego czepeczka, który ślicznie kontrastował z jej czarnymi włosami, patrzyły na Alexa spokojne oczy, u nad nimi jak kruk o rozwiniętych skrzydłach biegły proste, gęste, zrośnięte nad nosem brwi.

— Tak, panienko. To panienka znalazła dzisiaj ten obraz odwrócony do ściany?

— Tak, proszę pana.

— Kiedy to mogło być?

Cynthia rzuciła okiem na mały zegarek, który zaledwie wystawał spod rękawa sukienki. — Dokładnie godzinę temu, proszę pana. Była za pięć piąta.

— Czy panienka spojrzała wtedy na zegarek?

— Tak, proszę pana. To znaczy, nie. Na zegarek spojrzałam, kiedy wkładałam go na rękę. Była wtedy za dziesięć piąta. A od tego czasu mogło minąć nie więcej jak pięć minut.

— A po co panienka weszła do jadalni?

— Chciałam pozbierać filiżanki i popielniczki. Zawsze zostają wieczorem, bo tu jest barek i ekspres do kawy i panowie często wypijają kieliszek czegoś przed snem albo robią sobie kawę do pracy w nocy, kiedy służba już poszła spać.

— Czy panienka zawsze tak wcześnie wstaje i rozpoczyna swoje zajęcia?

— Tak, proszę pana. To znaczy, nie… — Zawahała się. Joe, który przyglądał się jej uważnie, dostrzegł, że Cynthia jest o wiele bledsza niż wówczas, kiedy ją zobaczył po raz pierwszy. — Zwykle wstaję o pół do szóstej i rozpoczynam pracę o szóstej, ale dzisiaj jest dzień świętego Eustachego i zabawa w Blue Medows. A u nas jest taki zwyczaj, że cała okolica tam się schodzi. Tu w domu zawsze służba podaje trochę wcześniej lunch i ma wolne do rana, bo często zabawa przeciąga się, kiedy jest ładna pogoda. Dlatego wstałam wcześniej, wykąpałam się i ubrałam prędko, bo chciałam posprzątać na dole i wyprasować sobie sukienkę, zanim Marta wstanie i zacznie robić śniadanie. Potem nie miałabym już czasu aż do lunchu, bo trzeba roznieść śniadanie do pokojów, posłać łóżka, pomóc pannie Stone przy starszej pani, a potem znowu jest lunch. Więc wstałam przed piątą i przyszłam tu, żeby zabrać to, co będzie do zabrania. Wtedy zobaczyłam obraz.

1 ... 35 36 37 38 39 40 41 42 43 ... 63
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)