Ostatni Szczegół
- Автор: Coben Harlan
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ostatni Szczegół». Краткое содержание книги:
– Dlatego do ciebie podeszłam.
– Żeby sprawdzić, czy jestem… rozwichrzony płciowo?
– W Zgadnij to powszechne. Miałbyś być wyjątkiem?
– Wyjaśniłem ci, że poszedłem tam, żeby o kogoś wypytać.
– Owszem, o Clu Haida. Niemniej zaciekawiła mnie twoja reakcja.
– Okazałaś się dowcipną rozmówczynią – odparł Myron.
– Mhm.
– A poza tym mam bzika na punkcie Julie Newmar w roli Kocicy.
– Byłbyś zaskoczony, ilu jest takich jak ty.
– Wcale im się nie dziwię. Czemu zawdzięczam tę wizytę, Nancy?
– Wczoraj Pat widział, jak rozmawiamy.
– Ten barman?
– Jest jednym z właścicieli Zgadnij. Ma udziały w paru lokalach w mieście.
– No i?
– Kiedy po twoim wyjściu się uspokoiło, Pat odciągnął mnie na bok.
– Ponieważ widział, że rozmawiamy?
– Ponieważ widział, że dałam ci numer telefonu.
– I co z tego?
– Do tej pory nie dałam go nikomu.
– Pochlebiasz mi.
– Skądże. Po prostu stwierdzam fakt. Rozmawiałam z wieloma dziewczynami, facetami, z każdym, kto się nawinął. Ale nikomu nie dałam numeru telefonu.
– To czemu dałaś go mnie?
– Byłam ciekawa, czy zadzwonisz. Odtrąciłeś zaloty Rozkoszy, więc z pewnością nie przyszedłeś tam dla seksu. Zastanawiałam się, co knujesz.
Myron zmarszczył brwi.
– Dałaś mi go tylko z tego powodu?
– Tak.
– Nie dlatego, że jestem takim przystojniakiem i mam muskularne ciało?
– Ach, pewnie, o mało nie zapomniałam.
– No więc, czego chciał Pat?
– Żebym przyprowadziła cię dziś do innego nocnego klubu.
– Dziś?
– Tak.
– Skąd wiedział, że zadzwonię? Znowu się uśmiechnęła.
– Nancy Sinclair nie daje gwarancji, że się na nią natychmiast napalą…
– Ale Rozkosz tak?
– Biust to potęga. Pat powiedział, że gdybyś nie zadzwonił, to numer twojej agencji znajdę w książce telefonicznej.
– I znalazłaś.
– Tak. Obiecał mi też, że cię nie skrzywdzą.
– Bardzo pocieszające. A co z tego będziesz miała ty?
– Jak to co? Temat na artykuł. Zabójstwo Clu Haida to bomba prasowa. A ty wiążesz tegotygodniowe morderstwo stulecia z nowojorskim nocnym klubem dla zboczeńców.
– Raczej ci nie pomogę.
– Papryczysz.
– Papryczę? Wzruszyła ramionami.
– Co jeszcze powiedział ci Pat? – spytał Myron.
– Niewiele więcej. Tylko to, że chce porozmawiać.
– Skoro chciał porozmawiać, sam mógł znaleźć mój numer.
– Rozkosz, nie najjaśniejsza żarówka na choince, tego nie zajarzyła.
– Ale Nancy Sinclair tak.
Nancy znowu się uśmiechnęła. Był to bardzo miły uśmiech.
– Pat naradził się z Zorrą.
– Z kim?
– To ich wykidajło, psychol. Przebieraniec w blond peruce.
– W stylu Veroniki Lake? Skinęła głową.
– Kompletny świr. Unieś koszulę.
– Słucham?
– Fantastycznie posługuje się brzytwą w obcasie. Jego ulubione cięcie ma kształt Z, z prawa w lewo. Byłeś z nim na zapleczu.
Wszystko się zgadzało. Nie uniknął cięcia. Zorra – Zorra?! – chciał go naznaczyć.
– Mam takie – przyznał.
– Jest walnięty jak cholera. Robił podobne rzeczy w czasie wojny w Zatoce. Potajemnie. Pracował też dla Izraelczyków. Krążą o nim najrozmaitsze plotki, lecz jeśli tylko pięć procent z tego, co słyszałam, jest prawdziwe, zabił dziesiątki ludzi.
Brakowało mu tylko przebierańca z Mosadu.
– Rozmawiali o Clu? – spytał Myron.
– Nie. Ale Pat wspomniał, że próbowałeś kogoś zabić.
– Ja?
– Tak.
– Myślą, że zabiłem Clu?
– Nie sądzę. Według nich, zjawiłeś się w klubie po to, żeby kogoś odnaleźć i go zabić.
– Kogo?
– Nie mam pojęcia. Ich zdaniem przyszedłeś zabić.
– Nie powiedzieli kogo?
– Jeśli tak, to nie dosłyszałam. – Uśmiechnęła się. – No więc jesteśmy umówieni?
– Chyba.
– Nie boisz się?
– Będę miał wsparcie.
– Kogoś dobrego?
– Jeszcze jak.
– Wobec tego pojadę do domu i przypnę piersi.
– Pomóc ci?
– Ach, mój bohaterze! Dzięki, dam sobie z tym radę.
– A jeżeli nie dasz?
– To mam numer twojego telefonu. Do zobaczenia wieczorem.
21
– Niechirurgiczne powiększacze piersi? – spytał Win, marszcząc brwi.
– Tak. Rodzaj akcesorium.
– Akcesorium? Jak torebka dobrana do stroju?
– W pewnym sensie… Tyle że bardziej wpadające w oko – dodał po chwili namysłu Myron. Win zmierzył go beznamiętnym wzrokiem.
– Oszustwo reklamowe – powiedział.
– Słucham?
– Powiększacze piersi to oszustwo reklamowe. Powinien być na to paragraf.
– Tak jest. Co robią politycy w Waszyngtonie? Gdzie są, kiedy trzeba rozwiązać żywotne problemy kraju?
– Sam widzisz.
– Widzę, że jesteś świntuchem.
– Stokrotnie przepraszam, o Oświecony. Powtórz mi – Win przyłożył dłoń do ucha i przekrzywił głowę – co cię pociągnęło w Rozkoszy?
– Koci strój – odparł Myron.
– Rozumiem. Gdyby więc, na przykład, Wielka Cyndi przyszła do pracy w kocim stroju…
– Litości, dopiero co zjadłem drożdżówkę!
– Aha!
– No dobrze, ja też jestem świntuchem. Zadowolony?
– Ekstatycznie. Może źle mnie zrozumiałeś. Może pragnę zakazu stosowania takich akcesoriów przez kobiety, gdyż obniżają ich poczucie własnej wartości? Może mam dość społeczeństwa, które wymusza na nich dążenie do nieosiągalnego ideału: talii osy i piersi jak balony.
– Najważniejsze jest słowo „może”.
– Kochaj mnie za wszystkie moje wady – odparł z uśmiechem Win.
– Co mamy na tapecie? – spytał Myron. Win poprawił krawat.
– Franka Juniora z dwoma przerośniętymi gruczołami hormonalnymi, które strzegą go w Starbucks. Ruszamy?
– W drogę. Potem chcę wpaść na Yankee Stadium. Wypytać kilka osób.
– To brzmi prawie jak plan – rzekł Win.
Poszli w górę Park Avenue. Na rogu zaczekali, bo zmieniły się światła. Mężczyzna w garniturze, przy którym stanął Myron, rozmawiał przez komórkę. Nie wyróżniało go nic oprócz tego, że uprawiał seks przez telefon. Pocierał, hm, dolne partie ciała, dysząc do słuchawki: „Tak, mała, podoba mi się” i podobne, niewarte powtórzenia. Światła się zmieniły. Mężczyzna przeszedł przez ulicę, nie przerywając pocierania się i rozmowy. To się nazywa „I love New York”.
– Co do dzisiejszego wieczoru… – odezwał się Win.
– Tak?
– Ufasz Rozkoszy?
– Jest w porządku.
– Nie można wykluczyć, że jeżeli się tam pokażesz, to cię zastrzelą.
– Wątpię. Pat nie szukałby kłopotów w lokalu, którego jest współwłaścicielem.
– Sądzisz, że posuną gościnność do fundnięcia ci drinka?
– Kto wie. Mój zwierzęcy, działający na obie płcie magnetyzm jestem łakomym kąskiem dla tej hulaszczej hałastry.
Win nie zaoponował.
Poszli Czterdziestą Dziewiątą Ulicą na wschód. Kawiarnia Starbucks była cztery przecznice dalej.
Kiedy tam dotarli, Win dał Myronowi znak, żeby zaczekał, pochylił się i zerknął przez szybę.