Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ostrze Darwina [pl]
Ostrze Darwina [pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ostrze Darwina [pl]

Электронная книга - «Ostrze Darwina [pl]». Краткое содержание книги:

Jak wszystko, co napisał Simmons, tak i Ostrze Darwina jest powieścią ponadgatunkową, tym razem mamy do czynienia ze skrzyżowaniem thrillera, powieści detektywistycznej, prawniczej i kryminału. Bohater, Darwin Dar Minor, jest byłym oficerem śledczy NTSB (Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu) i doktorem fizyki, a obecnie pracuje w prywatnej kalifornijskiej firmie jako specjalista od rekonstrukcji wypadków.
Pewnego dnia cudem unika śmierci, gdy strzelają do niego mężczyźni z podrasowanego mercedesa. Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokurator Sydney Olson oraz sam Dar, który dobiera sobie współpracowników z Departamentu Policji San Diego, LAPD, kalifornijskiej policji drogowej i FBI. Szybko okazuje się, że do Minora strzelali zabójcy rosyjskiej mafii. Czym zdenerwował ich pracodawców? Ostatnimi czasy oceniał jedynie dziwne wypadki samochodowe. Zaczyna badać sprawy głębiej i zaczynają ginąć ludzie…
Powieść obfituje w nieprawdopodobne zwroty akcji, bogate tło obyczajowe i historyczne (Darwin walczył kiedyś w Wietnamie, badał też sprawę wybuchu Challengera), a także w strzelaniny, ucieczki i pościgi samochodowe.
1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 118
Перейти на страницу:

– A ty nauczyłeś się tego w marines… W Wietnamie?

– Nie. W każdej sekundzie, którą spędziłem w Wietnamie, towarzyszyło mi śmiertelne przerażenie.

– Często widziałeś tam działania wojenne? – naciskała Sydney, przypatrując mu się z uwagą. – Twoje akta związane z tamtym okresem nadal są poufne. Fakt ten musi chyba coś oznaczać.

– Nic nie znaczy – skłamał. – Gdybym na przykład był wojskowym pisarzem i przepisywał dużo tajnych materiałów, do dziś w ogóle nie otrzymałabyś dostępu do moich plików.

– A byłeś wojskowym pisarzem?

Dar wpatrzył się zawartość trzymanej w obu dłoniach szklanicy ze szkocką.

– Nie przez cały czas.

– Byłeś więc świadkiem walk?

– Widziałem wystarczająco wiele rzeczy, których na pewno nigdy więcej nie chciałbym zobaczyć – wyjaśnił zgodnie z prawdą.

– Dobrze sobie radzisz z bronią – zauważyła, zmierzając do sedna. Darwin skrzywił się i wypił duży łyk whisky. – Jakiego rodzaju karabiny mieliście w marines? – spytała.

– Różne – odparł. Nie miał ochoty rozmawiać o broni palnej.

– Zatem M-16 – podsumowała Syd.

– Którym to M-16 zdarzało się zacinać, jeżeli nie zostały idealnie wyczyszczone – mruknął nieco nieszczerze. Nie poznał zresztą w Wietnamie M-16. Jego obserwator strzelał z wyborowej wersji M-14, czyli starszego typu, do którego pasowały pociski kaliber 7,62 milimetra; tych samych używały samopowtarzalne karabiny Remington 700 M40, na których szkolił się Minor. A szkolenie przeszedł staranne – oddawał sto dwadzieścia strzałów dziennie, sześć dni w tygodniu, aż trafiał ruchomy cel wielkości człowieka z pięciuset metrów, a nieruchomy cel tej samej wielkości z kilometra. Dopił szkocką. – Jeśli próbujesz wcisnąć mi pistolet, nie wysilaj się, moja droga. Nienawidzę broni i już.

– Nawet wtedy, kiedy usiłuje cię zabić rosyjska mafia?

– Raczej już próbowali mnie zabić i im się nie udało – poprawił ją Dar. – Poza tym ciągle uważam, że pewnie pomylili mnie z kimś innym.

Kobieta pokiwała głową.

– Ale umiesz się obchodzić z bronią – naciskała. – Nauczono cię, co trzeba zrobić, jeśli pocisk nie wypali…

Minor przypatrywał jej się przez chwilę.

– Wycelować broń w bezpieczny, neutralny cel i czekać. Karabin może bowiem w każdej chwili wypalić bez ostrzeżenia.

Sydney wskazała na nabój do czterystadziesiątki.

– Czy nie powinniśmy go wyrzucić?

– Nie – odparł Darwin.

***

Dopijali ostatnią szklaneczkę whisky i patrzyli w ogień. W pokoju unosił się aromatyczny dym, zmieszany z ostrym zapachem whisky. Towarzyszące im obojgu na początku rozmowy napięcie teraz prawie zniknęło. Gawędzili swobodnie o sprawach zawodowych.

– Słyszałeś o wytycznej ostatniego członka rady Amerykańskiej Agencji do spraw Bezpieczeństwa Ruchu na Autostradach? – zapytała Syd.

Minor zachichotał.

– Oczywiście. Od tej pory nie wolno nam używać słowa „wypadek” ani w żadnych oficjalnych raportach, ani w korespondencji, ani nawet we własnych notatkach.

– Czy taka wytyczna nie wydaje ci się trochę dziwna?

– Bynajmniej – odparł Darwin. W tym momencie w kominku pękła głośno kłoda i skruszyła się w rozżarzone drzazgi. Dar zerknął na sekundę w tamtą stronę, po czym wrócił spojrzeniem do swojej towarzyszki. W blasku ognia twarz Syd wydawała się młodsza i łagodniejsza, a jej żywe, inteligentne oczy połyskiwały wesoło. – Musisz zrozumieć ich podejście – stwierdził. – Ich zdaniem każdego wypadku można uniknąć. A zatem żaden nie powinien się wydarzyć. Dlatego nie wolno nam używać słowa „wypadek”… ponieważ w jakimś sensie wypadki po prostu nie istnieją. Trzeba użyć omówienia i nazwać całe zdarzenie kraksą, zajściem albo jeszcze inaczej.

– Zgadzasz się ze stwierdzeniem, że każdego wypadku można uniknąć? – wtrąciła Sydney.

Dar zaśmiał się serdecznie.

– Każdy, kto kiedykolwiek badał… czy to katastrofę wahadłowca kosmicznego, czy też zwykłą stłuczkę spowodowaną przez biednego kretyna, który ruszył na żółtym świetle, toteż ktoś przypadkiem na niego najechał… wie, że tych wypadków nie można było uniknąć. Mało tego, one były wręcz nieuniknione!

– Jak to? – spytała Syd.

Dar przez chwilę patrzył na nią bez słowa.

– Po prostu się zdarzyły. Prawdopodobieństwo serii zdarzeń, które doprowadziły do danego wypadku, może wynosić tysiąc do jednego albo milion do jednego, kiedy jednak wszystkie te zdarzenia dojdą do skutku… we właściwej kolejności, wypadek będzie w stu procentach nieunikniony. – Kobieta skinęła głową, chociaż nie wyglądała na przekonaną. – W porządku – podjął Minor – weźmy na przykład katastrofę Challengera. NASA okazała się w nim swego rodzaju nieostrożnym kierowcą, który rusza na żółtym świetle. Taki manewr może się udać raz, pięć razy, a może nawet dwadzieścia pięć razy… zatem dość szybko dochodzi się do wniosku, że jest naturalny i bezpieczny. Jeśli jednak ciągle go powtarzasz, ryzyko, że w końcu uderzy w ciebie inny kierowca, który wyznaje na skrzyżowaniu identyczną filozofię, zwiększa się, aż staje się prawie stuprocentowe.

– Na czym polegało dodatkowe ryzyko w przypadku NASA?

Darwin wzruszył ramionami.

– Komisja dość dobrze wszystko udokumentowała. Specjaliści z NASA zostali powiadomieni o wadliwości uszczelek, które mogły twardnieć w niskiej temperaturze. W dodatku pogoda była niesprzyjająca, a wyrzutnia oblodzona. Tym niemniej wahadłowiec wystrzelono. Doszło do zaniedbań technicznych, pracownicy NASA pogwałcili przynajmniej dwadzieścia własnych zakazów. Ale na pokładzie była nauczycielka i ludzie ci pragnęli wysłać ją na orbitę, dzięki czemu prezydent Reagan mógłby wspomnieć o tym fakcie w swoim wieczornym przemówieniu. No i zwiększyli ryzyko.

– Wierzysz zatem w ryzyko i szczęście? – upewniła się Sydney. – Wierzysz w takie rzeczy?

Przyjrzał jej się z zainteresowaniem.

– Zadajesz mi pytanie filozoficzne, droga Syd?

– Jestem po prostu ciekawa – odparła, przełknąwszy ostatni haust whisky. – Widujesz tak wiele wypadków, kraks i katastrof, tak wiele śmierci. Zastanawiam się, jaki masz do całej sprawy stosunek.

Minor rozmyślał nad jej pytaniem przez moment.

– Stoicki, jak sądzę – odrzekł w końcu. – Zgodny z teorią Epikteta, Marka Aureliusza i im podobnym. – Zachichotał. – Raz tylko czułem się wystarczająco politycznie nastawiony do świata, żeby pojechać do Waszyngtonu i rzucić cegłą w Biały Dom. A było to wtedy, gdy Bill Clinton, spytany o najważniejszą książkę, jaką ostatnio przeczytał, odpowiedział: „Rozmyślania Marka Aureliusza”. – Znów zachichotał. – Ta rządzona przez miłość masa pragnień, że tak sparafrazuję cesarza.

– Ale w co ty wierzysz? – naciskała Syd. – Poza stoickimi poglądami… jakie są twoje? – Przerwała na moment, po czym cicho zacytowała: „Dla istoty racjonalnej niemożliwe do zniesienia jest tylko to, co irracjonalne. Wszystko, co racjonalne, istota owa zawsze potrafi znieść. A zatem i wszelkie ciosy potrafi ona wytrzymać”.

Dar zagapił się na nią.

– Cytujesz Epikteta?

– Jak więc określiłbyś swoją filozofię? – powtórzyła Sydney.

Minor odstawił pustą szklankę, splótł palce i opuszkami dotknął dolnej wargi. W zagasającym ogniu rozkruszyła się kolejna kłoda i żar na nowo się rozjarzył.

– Kilka lat temu przyjechał z wizytą starszy brat Larry’ego, pisarz, który mieszkał w Montanie do czasu rozpadu swojego małżeństwa. Trochę go wtedy poznałem, a później widziałem w telewizji wywiad, którego udzielił. W tym wywiadzie zapytano go o jego filozofię. A musisz wiedzieć, że napisał akurat powieść, w której sporo było o katolicyzmie. Dziennikarz usiłował skłonić nieszczęśnika do publicznego przedstawienia jego światopoglądu. – Syd w milczeniu czekała na dalszy ciąg. – Więc brat Larry’ego… na imię ma Dale… przeżywał wtedy trudny okres. W odpowiedzi na pytanie zacytował Johna Updike’a. Cytat brzmiał mniej więcej tak: „Nie jestem ani muzykalny, ani wierzący. Gdy kładę palce na klawiszach, nigdy nie wierzę, że usłyszę akord”.

1 ... 33 34 35 36 37 38 39 40 41 ... 118
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)