Wojna Honor [War of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2005
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-622-8
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Wojna Honor [War of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
— A w ilu obecnie zasiadasz w Izbie Lordów? — spytał uprzejmie Anton.
W odpowiedzi pokazała mu język.
— Doskonały argument! — pochwalił Anton. — Natomiast mówiąc poważnie: musiałabyś się bardzo starać, by osiągnąć mniej jako członek Izby Gmin niż jako par nie mający wstępu do Izby Lordów. Na dodatek Izba Lordów praktycznie nie oddziaływuje na nieoficjalne rodzaje wpływów, jakie ty posiadasz. A poza tym zasady starszeństwa w Izbie Gmin są znacznie mniej sztywne, niż sądzisz. Możesz być zaskoczona możliwościami, jakie się tam przed tobą szybko otworzą. Zwłaszcza jeśli centryści zdecydują się poszukać z tobą wspólnego języka.
— A prawdopodobnie spróbują… — mruknęła z namysłem. — Choćby z tego powodu, że mogę okazać się klinem wbitym między New Kiev i przywódców partyjnych a malkontentów, których nie brakuje…
— Właśnie — zgodził się Zilwicki. — A tym właśnie będziesz, powiedzmy sobie szczerze. I należy dodać coś jeszcze: głównie właśnie po to tam będziesz.
Spojrzała na niego ostro, ale nie odezwała się.
— Daj spokój, za dobrze cię znam! Wiem, że Jeremy uczył cię, byś przestała się oszukiwać, ustalając cele taktyki, a zwłaszcza strategii. Nie chciałabyś pozbawić New Kiev i jej koleżków kontroli nad partią?
— A ty przypadkiem nie jesteś lojalistą Korony, który doskonale by się bawił, widząc, jak liberałowie słabną, wyrzynając się w wojnie domowej?
— Nie byłbym tym załamany — przyznał radośnie. — Ale nie przesadzaj, to nie byłaby żadna wojna. A poza tym odkąd cię poznałem, zostałem zmuszony do zrewidowania pewnych opinii i choć przykro mi to przyznać, niestety okazuje się, że nie wszyscy liberałowie to patentowane durnie. To zresztą wyłącznie twoja wina, że muszę z bólem stwierdzić, iż niektórzy mają w głowach coś więcej niż trociny albo pustkę.
Ponownie pokazała mu język w odpowiedzi.
— Uważaj, bo ci to wejdzie w nawyk — ostrzegł z uśmiechem. — A takie holo byłoby warte naprawdę duże pieniądze dla każdego pismaka. Po zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że mogę się nawet zgodzić z pewnymi kwestiami, które dla ciebie i sensownych liberałów są ważne. Nigdy nie dogadamy się we wszystkim, bo cały ten interwencjonizm społeczny i oderwane od rzeczywistości pieprzenie o równości ekonomicznej to dla mnie stek bzdur. Ale ty też tak uważasz, nieprawdaż?
— Wiesz, że nie.
— Cóż, każdy może się pomylić… ale porozmawiamy za jakiś czas — na Zilwickim jej zaprzeczenie nie zrobiło większego wrażenia. — Nie ulega natomiast dla mnie wątpliwości, że pod twoim kierownictwem liberałowie skupią się na celach, które mi odpowiadają, więc nie widzę powodów, dla których nie miałbym ci pomóc. Bo tylko ty możesz zmienić priorytety partii i wyrwać ją z łóżka High Ridge’a, że posłużę się twoją metaforą. Jak widzisz, kieruje mną czysty, zdrowy egoizm.
— Pewnie! — prychnęła i na długą chwilę zamarła w bezruchu, myśląc intensywnie. — Wszystko to jest fascynujące i nawet mogę się zgodzić, że wykonalne. Pozostaje tylko jeden mały szczegół: jak zmusić High Ridge’a do ogłoszenia wyborów. Bo bez tego nie ma sposobu, by cokolwiek z twoich świetlanych wizji dało się zrealizować. A jakoś takiego sposobu nie widzę, co oznacza, że wszystko, o czym rozmawiamy, na ładnych parę lat pozostanie teorią.
— Zgadzam się, że High Ridge’a prędzej da się zabić, niż zmusić do ogłoszenia wyborów wcześniej, niż to będzie absolutnie konieczne — odparł spokojnie Zilwicki. — Ale tak sobie posprawdzałem tu i tam i wygląda na to, że parlamentarzysta z okręgu Borough High Threadmore tu w Landing właśnie otrzymał lukratywną propozycję pracy w jednym z czołowych banków w Lidze Solarnej. Jeśli ją przyjmie, będzie musiał wyjechać do Ligi, a chciałby przyjąć, i jedyne, co go dotąd powstrzymywało, to że poważnie traktuje swoje obowiązki jako członek Partii Liberalnej. Stary członek, nader nieszczęśliwy, że New Kiev poświęciła pryncypia w imię politycznych korzyści. Z tego co wiem, przydałyby mu się zwiększone dochody, ale uważa, że ma też moralne zobowiązania wobec samego siebie i wyborców, musi więc pozostać i próbować zapobiec pogorszeniu się sytuacji. Jeśli przyjmie ofertę, będzie musiał zrezygnować z członkostwa w parlamencie, co w okręgu nie zostanie dobrze przyjęte, bo większość wyborców to też starsi liberałowie o podobnych poglądach. Zgodnie z konstytucją jego rezygnacja automatycznie spowoduje specjalne wybory w tym okręgu. Muszą się one odbyć w ciągu dwóch miesięcy i nikt, nawet High Ridge, nic na to nie poradzi. Jeśli zarejestrujesz swą kandydaturę, a on udzieli ci entuzjastycznego poparcia i weźmie udział w twojej kampanii wyborczej podkreślającej, że zrezygnowałaś z jednego z najstarszych tytułów w Królestwie, by w imię zasad trafić do parlamentu…
Zamiast kończyć, Zilwicki wzruszył wymownie ramionami.
A Catherine Montaigne przyglądała mu się coraz większymi oczyma.
ROZDZIAŁ IX
— Nie! — Królowa Elżbieta III spojrzała prosto w oczy Honor i energicznie pokręciła głową.
— Proszę! Teraz moja obecność wyrządza więcej zła niż dobra, jeśli polecę do domu i…
— Jesteś w domu! — przerwała jej ostro Elżbieta, a siedzący na jej ramieniu treecat stulił uszy, czując jej złość.
Nie była to złość na gościa, ale to jej nie osłabiało. Co gorsza Honor czuła ją prawie tak wyraźnie jak Ariel i żałowała, że też nie może stulić uszu i pokazać zębów. Zmusiła się do wzięcia kilku głębokich oddechów, nim się ponownie odezwała, tak spokojnie jak tylko mogła:
— Nie to miałam na myśli…
Elżbieta machnęła energicznie ręką, przerywając jej w pół słowa.
— Wiem — skrzywiła się. — A ja nie chciałam, by to tak zabrzmiało, i nie będę przepraszać: Honor, jesteś parem Królestwa, poddaną Korony i zasługujesz na coś znacznie lepszego od tego!
I z odrazą wskazała na holoprojekcję ukazującą Patricka DuCaina i Minervę Prince, gospodarzy cotygodniowego programu publicystycznego Into the Fire, wypytujących sporą bandę dziennikarzy na tle fizjonomii Honor i White Havena.
Dźwięk na szczęście był wyłączony, ale nie musiała słyszeć słów, by wiedzieć, o czym mówią. Ktoś kiedyś powiedział „i znów deja vu”, tylko nie mogła sobie przypomnieć, kto to był. W sumie było to nieważne, ważne było to, że dokładnie to właśnie przeżywała. Ten, kto wymyślił to wszystko, musiał być z siebie naprawdę zadowolony, patrząc, jak DuCain i Prince przypominali, co się działo po pierwszej bitwie o Hancock. Patrząc na te sceny, ponownie, żałowała, że nie uodporniła się na kłamstwa, pomówienia i absurdalne zarzuty. Powinna, ale nie I była w stanie.
— To, na co zasłużyłam, a na co nie, nie ma w tej chwili żadnego wpływu na to, co się dzieje — odparła nadal spokojnie. — Ani na straty, jakie nam wyrządzi.
— Może nie — przyznała niechętnie Elżbieta — ale jeśli teraz wycofasz się na Grayson, wygrają, a co gorsza, wszyscy będą wiedzieli, że wygrali. Co prawdopodobnie i tak nie będzie stanowiło żadnej różnicy. I niespodziewanie ramiona jej opadły, a wyprostowana sylwetka jakby zapadła się w sobie. Niewiele. Ale wystarczająco. Honor otworzyła usta. I zamknęła je bez słowa. Nie dlatego, że zrezygnowała ze swego pomysłu, ale dlatego, że doszła do wniosku, iż Elżbieta może mieć rację.
Wszyscy w parlamencie, niezależnie od tego, do której izby należeli, doskonale zdawali sobie sprawę, co się dzieje, ale nie miało to żadnego znaczenia. Artykuł Hayesa rozpoczął nagonkę, a wkrótce po nim pojawił się drugi, mający pozory uczciwego i starannie przygotowany. Potem wytoczono ciężkie działa i ruszyła lawina. To, że rząd High Ridge’a składał się z członków tak wielu partii o różnych programach, pozwalał na atak z rozmaitych kierunku. Ludność Królestwa przyzwyczajona była do zajadłych polemik międzypartyjnych albo też dyskusji między rządem a opozycją, co się do tego samego sprowadzało, ale tym razem podziały partyjne rozmyły się, bo wszyscy poza centrystami i lojalistami Korony brali udział w nagonce. Potępienie płynęło praktycznie z całej sceny politycznej i to nadawało mu niebezpieczny stopień słuszności w odbiorze zbyt dużej części opinii publicznej. Tak jak powiedział William Alexander — wielokrotnie powtarzane kłamstwo zaczyna być dla wielu prawdą, bo przecież władze nie powtarzałyby kłamstw. Zwłaszcza w tym przypadku zgodnie twierdzili to przecież politycy o nader rozbieżnych światopoglądach.