Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Kim Novak nigdy nie wykąpała się w jeziorze Genezaret
Kim Novak nigdy nie wykąpała się w jeziorze Genezaret - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kim Novak nigdy nie wykąpała się w jeziorze Genezaret

Электронная книга - «Kim Novak nigdy nie wykąpała się w jeziorze Genezaret». Краткое содержание книги:

14-letni Eryk podkochuje się w nauczycielce, rysuje komiksy o czarnych charakterach i ostatnich sprawiedliwych, no i marzy o zaznajomieniu się ze świerszczykami ojca, 6-palczastego Edmunda. Właśnie kończy się rok szkolny, nadarza się niespodziewana okazja. Eryk ma spędzić wakacje nad jeziorem Genezaret w towarzystwie Henry'ego, swojego starszego brata, oraz Edmunda. Będą zajadać się parówkami, watą cukrową i goframi, nudzić, wiosłować, wyruszać na tajemnicze nocne wyprawy, wchodzić za friko na festyny, podglądać życie dorosłych oraz marzyć o pewnej nastolatce, która pracuje w sklepie, i rzecz jasna o nauczycielce, która na nieszczęście okazuje się dziewczyną reprezentacyjnego szczypiornisty, Bennego Armaty, słynącego z atomowego uderzenia…
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 42
Перейти на страницу:
***

Wśród rzeczy, które zabraliśmy z Genezaret, była maszyna do pisania i stos zapisanych kartek. Policzyłem je wieczorem, wyszło osiemdziesiąt pięć stron. Sporo skreśleń i nabazgranych piórem dopisków. Pomyślałem, że to wcale nie dziwne, iż Okularnik i inni ze szkoły Stava narzekali na te moje hieroglify, skoro mój, bądź co bądź, o osiem lat starszy brat bazgrał jak kura pazurem. Praktycznie nie dało się odczytać ani jednego wyrazu.

Nagle przypomniała mi się ta strona, która była w maszynie do pisania, ta, którą przeczytałem i zarejestrowałem w pamięci kilka tygodni wcześniej. Ta o ciele, żwirowej drodze i letniej nocy. Przejrzałem całą stertę trzy razy, bez rezultatu. Próbowałem sobie odtworzyć, co dokładnie było tam napisane, lecz tyle się wydarzyło przez ten ostatni czas, że nijak nie mogłem sobie przypomnieć.

Pamiętałem jedynie, że to był ładny fragment. Ładny, zaskakujący i nieco przerażający.

Dzień później zanieśliśmy Facitena i maszynopis Henry’emu, bo nas o to prosił. Także nowe opakowanie papieru do maszyny do pisania. Było po nim wyraźnie widać, że tylko czekał, aż sobie pójdziemy, by móc zasiąść do pisania.

Pomyślałem, że to dobry znak, że z powrotem nabrał ochoty do stukania.

Że mimo wszystko istnieje jeszcze jakaś nadzieja.

***

Parę dni później wieczorem natknąłem się na Ewę Kaludis. Poszedłem do Tornersów, by kupić coś gotowego, bo ojciec nie miał już siły pichcić. Mógłbym przysiąc, że stała i czekała na mnie. Było to przy sklepie Rower & Sport Nilssonów u zbiegu ulic Torfowej i Dworskiej, i z tego, co mi wiadomo, nie miała powodu, by tam stać. Przynajmniej wytłumaczalnego powodu.

– Cześć, Erik! – zawołała.

– Cześć – odpowiedziałem, przystając.

Znów miała na sobie koszulę a la Gloria Swanson i czarne rybaczki. I opaskę na włosach. Z jej twarzy zeszły już prawie wszystkie sińce i uderzyło mnie, jak piękną była kobietą.

Piękną do bólu, dodam.

– Dokąd idziesz? – spytała.

– Do domu – odpowiedziałem.

– Spieszy ci się, czy możemy chwilę porozmawiać? Idę w tę stronę.

– Oczywiście – odparłem – mam czas.

Szliśmy wzdłuż ulicy Torfowej. Mimo że miałem dopiero czternaście lat, byliśmy tego samego wzrostu. Pomyślałem sobie, że jeśli ktoś z daleka będzie nas oglądał, pomyśli, że jesteśmy parą, która idzie sobie ulicą. Młody mężczyzna i jego dziewczyna. Od tych myśli zakręciło mi się w głowie. Od tego, że szła tak blisko mnie.

I od tego, że przeszliśmy dość długi odcinek, a ona nic nie powiedziała. Aż do starej, łatanej eternitem willi Snukkesów.

– Boję się – powiedziała.

– Czego? – spytałem.

– Odwiedzić Henry’ego w areszcie.

– Dlaczego? – spytałem. – Nie jest tam tak źle, bywam tam codziennie.

– Nie o to chodzi. Zastanawiam się tylko, jak by do tego podeszła policja.

– Ach tak – powiedziałem – nie wiem, jak oni rozumują.

– Ani ja – odparła Lwa. – Nie chcę, by mieli jakieś mylne wyobrażenie.

Zastanawiałem się, co to za mylne wyobrażenie, którego dotąd nie mieli.

Choć nigdy się jej nie spytałem, co miała na myśli.

– Czy mógłbyś oddać mu ten list? – zapytała, kiedy doszliśmy do kiosku Karlessona.

Wziąłem od niej zaklejoną kopertę, na której nie było ani imienia, ani adresu. Wyróżniało ją jedynie to, że była bladoniebieska.

Potem już za dużo nie mówiliśmy, jednak zanim zdążyliśmy się rozstać, zebrałem się na odwagę. Sporą odwagę, którą nie wiem, skąd w sobie znalazłem.

Odwróciłem się do niej. Stałem teraz twarzą w twarz z Ewą Kaludis, dzieliły nas centymetry. Wyciągnąłem obie ręce do przodu i położyłem jej na ramionach.

– Ewa – powiedziałem. – Olewam, że mam dopiero czternaście lat. Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie, zakochałem się w tobie.

Głośno oddychała.

– Musiałem ci to powiedzieć – ciągnąłem dalej – tylko tyle, dziękuję.

Pocałowałem ją i odszedłem.

O Ewie Kaludis śniłem przez resztę tego lata. W tych snach kochała się z Henrym, lecz często okazywało się, że to nie Henry, lecz ja leżałem z nią w łóżku. Zwykle byłem w dwóch miejscach jednocześnie, za oknem i pod Ewą. Pod i w niej. Czasem po przebudzeniu nie byłem w stanie sobie przypomnieć, czy mi się śniła, czy nie. Chcąc się upewnić, badałem prześcieradło. Czy nie widniały na nim jakieś nowe plamy. Z reguły były.

Oczywiście w ciągu dnia też niełatwo było wyrzucić ją z pamięci, szczególnie często fantazjowałem o niej w szpitalnej toalecie. Była to dobra odskocznia od gry w kółko i krzyżyk. Czasem już w Killerze, w drodze do Örebro.

Teraz odwiedzę Henry’ego w areszcie. Potem udam się do szpitala, do umierającej matki. Tam będę myślał o Ewie Kaludis i walił konia.

Było mi wstyd, że takie rzeczy rodziły mi się w głowie.

***

Dwudziestego siódmego sierpnia doszło do buntu w powiatowej szkole realnej. Tego samego dnia postanowiono, że mój brat nadal pozostanie w areszcie. Znalazłem się w klasie I:3 B, mój wychowawca nazywał się Gunvald i seplenił. Trzydziestu dwóch nowych kolegów i dwunastu nowych nauczycieli. Cała masa nowych zajęć, takich jak fizyka, chemia, niemiecki czy poranne modlitwy, spowodowała, że zacząłem trochę inaczej patrzeć na życie.

W piątek, kiedy od mniej więcej miesiąca byłem uczniem tej szkoły, niespodziewanie zjawił się Henry. Czekał na mnie po lekcjach przed szkolną bramą. Szedłem w towarzystwie kilku kolegów z klasy, których słabo jeszcze znałem. Nagle wokół mnie zapanowała cisza.

Wszyscy oczywiście wiedzieli, kim był Henry, i teraz w okamgnieniu przypomnieli sobie, że byłem bratem mordercy.

Podszedłem do niego. Okulary przeciwsłoneczne, rozpięta biała nylonowa koszula i lucky strike wystający z kącika ust. Wyglądał jak Ricky Nelson. Czy raczej Rick.

– Cześć, Henry! – zawołałem.

– Cześć, brat – odpowiedział, uśmiechając się swoim skrzywionym uśmiechem. – Jak leci?

– Klawo – odparłem. – Wypuścili cię?

– Tak jest – rzekł. – Już po wszystkim.

Objął mnie ramieniem. Przeszliśmy przez ulicę i wsiedliśmy do Killera. Ci nowi koledzy wciąż stali w bramie, sprawiając wrażenie, jakby właśnie spadli z nieba i nie bardzo wiedzieli, w którą stronę się udać.

Henry przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszyliśmy, zostawiając za sobą chmurę dymu. Pomyślałem o tym, co mi powiedział na początku czerwca.

Życie powinno być jak motyl w letni dzień.

***

Jesień była jak pomost do czegoś nowego. Nigdy nie zapuściłem korzeni w powiatowej szkole realnej. Edmund także chodził do tej szkoły, ale do innej klasy. Nie trzymaliśmy się razem. Właściwie to przestałem się z kimkolwiek trzymać. I z tymi, z którymi się wcześniej znałem, i z tymi nowo poznanymi. Co prawda bywało, że siadywaliśmy z Bennym w betonowej rurze, by pogadać, ale to już nie było to samo. Bardzo się od siebie oddaliliśmy.

Poza tym starannie odrabiałem lekcje i w ogóle świeciłem przykładem, tak mi się wydaje. Dostałem piątkę z plusem z pierwszej klasówki z niemieckiego i czwórkę ze sprawdzianu z matmy. Skończyłem „Pułkownika Darkina i tajemniczą spadkobierczynię”. Nic szczególnego się nie działo. Czytałem książki, głównie angielskie i amerykańskie kryminały. Słuchałem Radia Luxemburg. Śniłem o Ewie Kaludis, choć jej nie spotykałem.

Od czasu do czasu pisano w „Kurrenie” o zabójstwie Armaty Albertssona i wysiłkach policji, by schwytać zabójcę. Pewnej soboty przeprowadzono dokładną analizę zdarzeń, opierając się na mapie z zaznaczonym krzyżykiem miejscem, gdzie znaleziono ciało. Jednak nie natrafiono na żadne nowe ślady ani nie padł na nikogo cień podejrzenia. Policja nadal pracowała nad tą sprawą, a śledczy Lindström, wypowiadając się na łamach gazety, nadal utrzymywał optymistyczny ton. Twierdził, że prędzej czy później morderca znajdzie się za kratkami.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 42
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)