Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Kim Novak nigdy nie wykąpała się w jeziorze Genezaret
Kim Novak nigdy nie wykąpała się w jeziorze Genezaret - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kim Novak nigdy nie wykąpała się w jeziorze Genezaret

Электронная книга - «Kim Novak nigdy nie wykąpała się w jeziorze Genezaret». Краткое содержание книги:

14-letni Eryk podkochuje się w nauczycielce, rysuje komiksy o czarnych charakterach i ostatnich sprawiedliwych, no i marzy o zaznajomieniu się ze świerszczykami ojca, 6-palczastego Edmunda. Właśnie kończy się rok szkolny, nadarza się niespodziewana okazja. Eryk ma spędzić wakacje nad jeziorem Genezaret w towarzystwie Henry'ego, swojego starszego brata, oraz Edmunda. Będą zajadać się parówkami, watą cukrową i goframi, nudzić, wiosłować, wyruszać na tajemnicze nocne wyprawy, wchodzić za friko na festyny, podglądać życie dorosłych oraz marzyć o pewnej nastolatce, która pracuje w sklepie, i rzecz jasna o nauczycielce, która na nieszczęście okazuje się dziewczyną reprezentacyjnego szczypiornisty, Bennego Armaty, słynącego z atomowego uderzenia…
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 42
Перейти на страницу:

Henry stukał palcami w kolana.

– Czy chcesz mi coś jeszcze powiedzieć? – zapytał.

– Wczoraj byliśmy u Ewy.

Przez moment wydawał się tym zaskoczony.

– Naprawdę?

– Mieliśmy ci powiedzieć.

Uniósł pytająco brew.

– Mieliśmy ci powiedzieć, że wszystko będzie dobrze i żebyś się nią nie przejmował.

Henry pokiwał głową i zatopił się na moment w myślach. Potem odchrząknął i splunął do wody.

– W porządku – powiedział. – To miłe, że ją odwiedziliście.

Zastanawiałem się, czy nie powiedzieć, że sprawiała wrażenie zdenerwowanej, lecz postanowiłem, że nie wspomnę o tym, jeśli sam nie zapyta. Po co jeszcze dolewać oliwy do ognia, pomyślałem. Nie ma co martwić się na zapas.

– Tak, to rozstrzyga sprawę – powiedział Henry po kolejnej chwili milczenia.

– Co masz na myśli? – spytałem.

– Rogga Lundberg – odpowiedział Henry. – Jeśli Rogga Lundberg wie, że coś mnie łączyło z Ewą, to pewnie niedługo zainteresuje się tym policja.

– Właśnie to chciałem ci zasugerować – powiedziałem, bo rzeczywiście miałem taki zamiar.

– Z jakiej racji mój los ma być w rękach takich typów. Pamiętaj o tym, brat. Jeśli trzeba wyjawić prawdę, należy to zrobić. Nie ma drogi na skróty, trzeba to uczynić. Wiesz, gdzie byłem wczoraj?

Pokiwałem przecząco głową.

– Nie.

– Na policji. – Znów wydał z siebie ten krótki, ale głośny śmiech. – Całe popołudnie siedziałem na komisariacie w Örebro w towarzystwie śledczego Lindströma i dwóch innych komisarzy. Nie byli do końca zgodni, czy mnie tam zostawić, czy wypuścić, w końcu Lindström zadecydował, że mogę pójść. Ale mam zakaz opuszczania miejsca pobytu.

– A co to takiego?

Henry wzruszył ramionami.

– Nie mogę stąd nigdzie wyjeżdżać, muszę być w pobliżu… tak, jednak dobrze, że powiedziałem im o Ewie.

Zastanawiałem się.

– Zanim dowiedzą się o tym z innego źródła – powiedziałem.

– Właśnie – przytaknął Henry i jeszcze raz obmył twarz wodą.

– Zanim ten czy inny gnój poczuje się katem. Zastanawiam się, czy ta świnia była u Ewy.

– Nic nie mówił – powiedziałem.

– No to chyba nie – odparł Henry. – Miejmy nadzieję, że nie zdążył tego zrobić.

Ponownie chwycił za wiosła. Usłyszeliśmy nad sobą rechot mew. Henry zaczął im wygrażać, potem spojrzał na mnie poważnym wzrokiem i zaczął wiosłować.

– Nie chciałem o tym rozmawiać – powiedział. – I wiem, że ty też nie. Ale zostaliśmy do tego zmuszeni. Myślisz, że teraz obaj wiemy, na czym stoimy?

– Myślę, że tak – odrzekłem.

Nim odjechał, dał mnie i Edmundowi siedemdziesiąt koron na zakupy. W związku z całą tą sytuacją spiżarka była opróżniona do ostatka, pozostało mi więc zaopatrzyć nas w zapas żywności. Zresztą nie było pewności, czy policja ponownie pozwoli Henry’emu wrócić do Genezaret – o ile jeszcze wczoraj można było się zastanawiać, to na pewno nie teraz, kiedy przyznał się, że kolaborował z narzeczoną ofiary.

To jak w odcinku o Perrym Masonie, tu byliśmy z Edmundem jednomyślni, po tym, jak mu opowiedziałem o swojej rozmowie z Henrym.

Pomijając fakt, że brakowało samego Perry’go.

Tego dnia wzięliśmy rowery. Nakupowaliśmy u Laxmanow tyle, że nawet jedno öre nie zostało nam w kieszeni. W drodze powrotnej Edmund opowiedział mi trochę o swoim prawdziwym ojcu.

O tym, że płakał.

– Płakał? – zdziwiłem się. – Jak to płakał?

– Kiedy bił – wyjaśnił Edmund. – Albo później. Kiedy już było po wszystkim. W każdym razie zdarzyło się to nie raz.

– A dlaczego płakał?

– Nie wiem – powiedział Edmund. – Do tej pory tego nie rozumiem. Siadał na łóżku i skamlał, że sprawiało mu to większy ból niż mnie, i że zrozumiem to dopiero, gdy będę starszy.

– A co niby miałeś zrozumieć?

Edmund wzruszył ramionami, tak że niemal stracił panowanie nad rowerem. Zajął się opanowywaniem sytuacji. Gdy już to zrobił, powiedział:

– Cholera, nie wiem, dlaczego wyżywał się na mnie. Może był jakiś powód, że to robił, a ja byłem za mały, by to zrozumieć… to, że bił mnie, w pewnym sensie, wbrew własnej woli. Tak jakby coś go przymuszało, a on nie mógł się temu przeciwstawić…

Przez chwilę pedałowaliśmy w ciszy.

– Strasznie to do cholery dziwne – powiedziałem. – Najpierw bić, by potem skomleć, że się to zrobiło.

– On był chory – rzekł Edmund. – Nie da się tego inaczej wytłumaczyć. Chory na umyśle, po którym łaziły larwy, stopniowo go wyjadając.

– O, kurde! – powiedziałem. – Nie wierzę.

Choć w głębi – w jakimś jeszcze nierozwiniętym zwoju mojej czternastoletniej kory mózgowej – wierzyłem, że tacy ludzie naprawdę istnieją. Którzy płaczą ze względu na to, co zrobili, i nad tymi, którym to zrobili.

Niezbyt zachęcające. Kłóciło się to z tym, o czym mówił Henry.

Jeśli trzeba wyjawić prawdę, należy to zrobić.

Nie, nie miałem żadnej ochoty, by zaprzątać sobie głowę kimś takim jak ojciec Edmunda. Jak już powiedziałem, zadecydowałem o tym dawno temu. RAK – TREBLINKA – MIŁOŚĆ – PIEPRZENIE SIĘ – ŚMIERĆ.

No further questions.

Rozdział 20

Mój brat Henry został osadzony w areszcie z podejrzeniem o zabicie Bertila Armaty Albertssona w czwartek siedemnastego lipca. Pisały o tym piątkowe gazety.

Również w piątek raz jeszcze odwiedził mnie i Edmunda komisarz śledczy Verner Lindström. Przyjechał już o dziesiątej rano, mając ze sobą egzemplarz „Gazety Regionalnej”. Najpierw dał się nam zapoznać z tym, co napisali, potem znów zaczął nas przesłuchiwać.

Nie pisali Henry, tylko na przemian aresztowany albo podejrzany. Nawet słowem nie wspomnieli, że sam się zgłosił na policję.

Ani też o tym, co nasunęło podejrzenia. Napisali tylko, że podejrzany miał coś wspólnego z ofiarą. Aresztowanie to rezultat pieczołowitego i uwieńczonego sukcesem śledztwa, choć do tej pory młody człowiek się nie przyznał, oświadczył śledczy Lindström w trakcie konferencji prasowej w czwartek wieczorem.

I to było wszystko.

– Uzyskaliśmy parę nieprawdziwych informacji odnośnie do całego zdarzenia – powiedział Lindström, kiedy już skończyliśmy czytać. – Między innymi od was dwóch. Tym razem chcę poznać całą prawdę, moi panowie. Całą.

Jego głos brzmiał o wiele bardziej szorstko niż przedtem. Przypominał papier ścierny czy coś takiego. Edmund złożył gazetę i położył ją z powrotem na stole.

–  And nothing but the truth – powiedział.

– Możesz sobie na moment odejść – powiedział Lindström. – Bądź jednak w pobliżu. A tak na przyszłość, mów w swoim ojczystym języku.

Edmund lekko poczerwieniał i zostawił nas samych w kuchni.

Lindström wyciągnął fiolkę z bronzolem, ale jej nie otworzył. Położył ją tylko przed sobą na stole, tocząc do przodu i do tyłu palcami prawej ręki: wskazującym i serdecznym. Najwyraźniej tym razem nie potrzebował zeszytu, nie wiedziałem, jak mam to rozumieć.

Nie wiedziałem też, jak mam interpretować tę ciszę, którą jakby wydmuchiwał ze swoich włochatych nozdrzy, przypatrując mi się z mniejszej niż metr odległości. Był jak zimna lampa kwarcowa, patrzyłem to na fiolkę z bronzolem, to na swoje ręce na kolanach.

– Ty i twój brat – zaczął wreszcie.

– Tak?

– Jakie są stosunki między wami?

– Dobre – odparłem.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 42
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)