Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Tylko Chłód
Tylko Chłód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tylko Chłód

Электронная книга - «Tylko Chłód». Краткое содержание книги:

Myślała, że koszmar już się skończył…
Dwadzieścia trzy lata temu Harlow Grail porwał psychopata. By zmusić rodziców dziewczynki do zapłacenia okupu, obciął jej palec, jednak okaleczona i przerażona Harlow zdołała umknąć swemu prześladowcy. Kiedy dorosła, zmieniła imię, nazwisko oraz adres zamieszkania. Jako Anna North zaczęła robić karierę literacką.
Jednak najgorsze było dopiero przed nią…
Wokół Anny zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Mała wielbicielka przesyła niepokojące listy, w tajemniczych okolicznościach znika jej przyjaciółka, nieuchwytny morderca zabija rudowłose, tak jak Anna, kobiety. Kiedy pisarka w swojej lodówce znajduje ucięty palec, nie ma już wątpliwości: dawny prześladowca odnalazł ją i postanowił wyrównać rachunki. Policja jest bezradna; nawet detektyw Quentin Malone. który w trakcie śledztwa zakochał się w Annie i za wszelką cenę pragnie ją ocalić, zaczyna przegrywać wyścig ze śmiercią…
1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 85
Перейти на страницу:

– Lepiej się nie spiesz, bo może jeszcze będziesz tego żałował. – Anna również zaczęła mu mówić po imieniu.

– Aw, cher – zaczął w kajuńskim żargonie, przyciągając ją jeszcze bliżej. – Chyba nie chcesz złamać mi serca?

Poczuła jego oddech na swoim uchu. Było to zmysłowe, pełne erotyzmu doznanie.

– Przykro mi, ale twoje wdzięki nie robią na mnie żadnego wrażenia.

– Naprawdę? Myślę, że chcesz mnie okłamać – rzucił głębokim męskim głosem.

Miał rację. Niestety, miał rację. Spojrzała mu w oczy, udając chłód i rozdrażnienie.

– Nudzą mnie zbyt pewni siebie mężczyźni. Lepiej poszukaj sobie jakiejś łatwiejszej sztuki, która da się nabrać na twoje chwyty.

Chciała mu się wyrwać, ale trzymał ją mocno.

– Zlituj się nad kajuńskim chłopcem i zatańcz ze mną do końca.

– Z takim nazwiskiem wątpię, żebyś miał choć odrobinę francuskiej krwi w żyłach. Już raczej irlandzką whiskey!

Zaśmiał się.

– Źle mnie oceniasz, Anno.

– Dalton mówił, że mnie obserwowałeś. Dlaczego?

– A jak sądzisz?

– Nie wygłupiaj się. I nie mów mi tylko, że jestem najładniejszą dziewczyną w „Tipitinie“, bo i tak w to nie uwierzę.

Malone nagle spoważniał.

– Może uznałem, że potrzebujesz ochrony…

– Przed kim miałbyś mnie chronić? Przed Daltonem? – prychnęła pogardliwie. – Daj spokój!

Mocna ręka zacisnęła się na jej talii.

– Przed kimś, kto przychodzi w takie miejsca na łowy. Przed drapieżnikiem, który szuka rozbawionych, nieuważnych kobiet. Takich jak ty.

– O ile wiem, tylko ty na mnie patrzyłeś.

– Tak, ale ja jestem twoim sprzymierzeńcem.

– Skąd mam to wiedzieć? – spytała, zła na niego za to, że usiłuje ją przestraszyć. – Tylko dlatego, że jesteś policjantem?

– Chociażby.

– Przykro mi, ale to nie budzi mojego zaufania. – Nagle z wściekłością mu się wyrwała. – I co to znaczy, że jestem „rozbawiona i nieuważna“? Może chciałeś powiedzieć: „łatwa“?

– Nie, wcale nie o to chodziło. Posłuchaj, zginęły dwie rudowłose kobiety. Obie spędzały wieczór w towarzystwie przyjaciół, świetnie się bawiąc. Obie były ładne. Oczywiście nie ma w tym nic złego. Tyle że przyciągnęły uwagę mordercy.

Poczuła na całym ciele gęsią skórkę. Potrząsnęła głową i spojrzała na niego.

– Chcesz mnie przestraszyć?

– Tak. Ci, którzy się boją, są ostrożni.

Przez chwilę nie mogła wydobyć z siebie głosu. Przed oczami stanęły jej obrazy z przeszłości. Ufna trzynastoletnia dziewczyna i niewinny sześcioletni chłopiec. Nigdy tego nie zapomni.

– Czasami ostrożność nic nie znaczy – powiedziała drżącym głosem. – Czasami wszystko dzieje się przypadkiem. Nic mi nie jest, panie Malone. Chcę być sama.

Odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie, potrącając tańczące pary. Niektórzy patrzyli na nią ze zdziwieniem, inni z irytacją. Jednak Quentin nie zostawił jej samej. Dogonił ją przy zejściu z parkietu dla tańczących.

Złapał ją za łokieć, więc musiała się do niego odwrócić.

– Przepraszam, jeśli cię uraziłem.

– Dobrze. A teraz daj mi spokój. – Wyswobodziła się i podeszła do Daltona. – Wracam do domu. Daj mi torebkę.

– Naprawdę? – Patrzył zmieszany to na nią, to znów na Malone’a. – Czyżby coś nie tak? Nic nie rozumiem. Co się…?

– Nic, po prostu tak działam na kobiety – mruknął Quentin. – Za dużo gadamy. To przekleństwo klanu Malone’ów.

Anna nawet się nie uśmiechnęła, tylko wyciągnęła rękę.

– Poproszę o torebkę. I kurtkę.

Dalton podał jej te rzeczy.

– Zaczekaj, poszukam Billa i pójdziemy razem.

– Nie ma potrzeby. Bawcie się dobrze. – Pocałowała go w policzek. – Pożegnaj ode mnie Billa. Cześć, do jutra.

Dalton wahał się i w tym momencie raz jeszcze wtrącił się Malone:

– Niech się pan nie przejmuje, sam ją odprowadzę. Dam tylko znać partnerowi.

Anna nie sądziła, że stać go będzie na taką bezczelność. Natychmiast zaprotestowała:

– Nic z tego! Pożegnamy się tutaj!

Ruszyła do wyjścia, a on za nią.

– Wiem, że jesteś zła, ale nie bądź głupia. Zginęły już dwie kobiety.

Nie bała się, nie chciała dać się zastraszyć. Dzielnica Francuska była jej domem, miała tutaj mnóstwo przyjaciół. Z powodu tego, co się kiedyś stało, bała się wielu miejsc, ale nie tego.

– Posłuchaj, zwalniam cię z wszelkiej odpowiedzialności. Spocznij. I dobranoc – rzuciła.

Podeszła do drzwi. Malone był tuż za nią.

– Wobec tego wezwę taksówkę.

– Nie.

– Anno, to nie są żarty. W tym mieście grasuje morderca.

– A także gwałciciel i porywacz – rzuciła rozpaczliwie i wzięła kilka głębokich oddechów, żeby się uspokoić. – Ale ja nie mogę żyć w ciągłym strachu. Ta dzielnica to mój dom, a do siebie mam zaledwie parę przecznic. Wszędzie tutaj mieszkają moi przyjaciele. Mogę ich wezwać w razie potrzeby. Poza tym chodziłam tędy setki razy i nigdy nie miałam problemów.

Gdy te argumenty nie zrobiły na nim żadnego wrażenia, postanowiła zmienić taktykę.

– Dobrze, możesz mnie odprowadzić, jeśli ci to pomoże – rzekła z udawanym rozdrażnieniem. – Powiedz o tym swojemu partnerowi, a ja zaczekam. – Zmarszczyła groźnie brwi. – Byle nie trwało to zbyt długo.

Z ulgą skinął głową.

– Świetnie, zaraz wracam. – Chciał już odejść, ale jeszcze spojrzał na nią. – Tylko obiecaj, że mi nie uciekniesz.

Wyciągnęła dwa palce do góry.

– Skautowskie słowo honoru.

Gdy tylko zniknął jej z oczu, natychmiast odwróciła się i wyszła. Uśmiechnęła się, zadowolona z własnego pomysłu, chociaż czuła się też trochę winna. A przecież nie powinna robić sobie żadnych wyrzutów. W końcu to on narzucił jej swoje towarzystwo. No i nigdy nie była skautem.

Szła szybko w obawie, że Malone zacznie ją gonić. Zacisnęła ze złością szczęki. Co za pewny siebie, nadęty głupek! Być może przy takim uporze i determinacji jest niezłym gliną, ale zupełnie nie nadaje się na podrywacza.

Skurczyła się w swojej skórzanej kurtce. Brakowało jej towarzystwa Daltona i Billa. Jednak ulice, ich odgłosy i zapachy wciąż wydawały się przyjazne. Nagle coś zaczęło ją niepokoić. W czasie kiedy bawiła się w „Tipitinie“, spadł zimny, rzęsisty deszcz. Chodniki były mokre i śliskie jak brzuchy ryb, a jej cienkie buty zaczęły przemiękać. Zrobiło się jeszcze zimniej.

Skręciła w Jackson Square. Sklepy były pozamykane. Spojrzała na zegarek. Dochodziła pierwsza. Myślała, że jest znacznie wcześniej.

Dwie rudowłose kobiety zostały zamordowane, pomyślała. Obie bawiły się z przyjaciółmi. Anna zaklęła pod nosem i przyspieszyła. Teraz nie czuła się już tak bezpiecznie. Cholerny Malone! Przeklęty traf, że akurat na niego musiała się natknąć! A tak było jej przyjemnie tego wieczoru. Jej myśli wciąż krążyły wokół zamordowanych kobiet. Czytała o nich w „Times Picayune“, ale nie było tam żadnej wzmianki o ich włosach. Dziennik nie kładł też nacisku na to, że obie wcześniej bawiły się w lokalach. Pisał za to, że je uduszono. A wcześniej brutalnie zgwałcono.

Anna zadrżała. Cisza, która panowała dookoła, wydała się nienaturalna, a puste ulice nieprzyjazne. Zaczęła wsłuchiwać się w odgłosy swych kroków i wydało jej się, że słyszy za sobą ciężkie, męskie stąpanie.

Potęga sugestii!

Po chwili usłyszała je jednak wyraźniej. Zaledwie kilkadziesiąt metrów za sobą! Jeszcze raz przeklęła Malone’a i przyspieszyła. Kroki za nią również stały się szybsze. Zatrzymała się. Znów otoczyła ją cisza, słyszała tylko walenie swego serca. Z trudem zdołała zerknąć za siebie. Chodnik wyglądał na pusty. Spojrzała nieco dalej i cienie wokół placu wydały jej się żywe i przerażające. Otworzyła usta, ale powstrzymała krzyk. Pomyślała, że musi nad sobą panować. Ruszyła naprzód, przyspieszając w chwili, gdy znów znów usłyszała za sobą męskie kroki.

1 ... 32 33 34 35 36 37 38 39 40 ... 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)