Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]
- Автор: Перес-Реверте Артуро
- Язык: польский
- Переводчик: Filip Lobodzinski
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «Szachownica Flamandzka [La tabla de Flandes - pl]». Краткое содержание книги:
Pérez-Reverte po raz kolejny dowodzi swojej pomysłowości i erudycji. Szachownica flamandzka to powieść detektywistyczna, w której dochodzenie prowadzone jest na kilku płaszczyznach; to jak rozwiązywanie łamigłówki wymagające dobrej znajomości sztuki, szachów i psychologii. Ale tym razem autor chyba przekombinował. Fabuła jest nazbyt wymyślna i skomplikowana, za to bohaterowie nie dość przekonujący, aby uwiarygodnić tę historię. Zainteresowały mnie dzieje obrazu i postaci na nim przedstawionych, ale jakoś nie potrafiłam się przejąć niebezpieczeństwem grożącym Julii i jej przyjaciołom.
VII. Pytanie podstawowe (chwilowo): Czy ewentualny zabójca skorzysta na wyższym oszacowaniu ceny wywoławczej obrazu? Czy w obrazie jest coś jeszcze, czego nie odkryłam?
VIII. Możliwe, ze problem leży nie w wartości obrazu, a w sekrecie namalowanej partii szachów. Pracuję z Muńozem. Rozgrywka szachowa. Jak może dojść przez to do morderstwa po pięciuset latach? To jest mało, że śmieszne, ale wręcz idiotyczne. (Tak sądzę).
IX. Ktoś mi grozi? Może chcą, żebym odkryta coś więcej, żebym pracowała dla nich, nie wiedząc o tym. Może ciągle żyję, bo jestem im jeszcze potrzebna.
Przypomniała sobie coś, co mówił Muńoz przy pierwszym spotkaniu, stojąc przed van Huysem, i spróbowała odtworzyć to na kartce. Szachista nadmienił o kilku poziomach obrazu. Wyjaśnienie jednego z nich mogło pomóc w rozwiązaniu zagadki całości:
Poziom l. Sceneria obrazu. Podłoga w formie szachownicy, na której rozmieszczono postacie.
Poziom 2. Postacie obrazu: Ferdynand, Beatrycze, Roger.
Poziom 3. Szachownica, na której dwie postacie rozgrywają partię.
Poziom 4. Figury szachowe, będące symbolami trzech postaci.
Poziom 5. Namalowane zwierciadło, w którym odbijają się postacie i partia, ale odwrócone.
Przyjrzała się wynikowi swojej pracy, łącząc poszczególne poziomy liniami, ale udało jej się tylko dojść do niepokojących powiązań. Piąty poziom zawierał w sobie wszystkie cztery poprzednie, pierwszy sprzęgnięty był z trzecim, drugi z czwartym… Dziwny zamknięty krąg:
W sumie – pomyślała, studiując dziwaczny schemat – to wygląda na jakąś koszmarną stratę czasu. Ustalając powyższe powiązania, data jedynie świadectwo szalonego geniuszu autora obrazu. Śmierci Alvara żadną miarą w ten sposób wyjaśnić się nie da, przewrócił się w wannie (albo ktoś go przewrócił) pięćset lat po Partii szachów. Cokolwiek kryło się za narysowanymi przez nią strzałkami i prostokątami, ani Alvaro, ani ona sama nie mogli stanowić elementów dzieła van Huysa, bo ten ostatni absolutnie nie był w stanie przewidzieć ich istnienia… A może jednak…? Po głowie tłukło jej się niepokojące pytanie. Czy wobec zespołu symboli, jaki stanowił obraz, to widz powinien przyporządkować im znaczenia, czy też znaczenia te wchodziły w skład dzieła od samego początku?
Nadal kreśliła strzałki i prostokąty, kiedy zadźwięczał telefon. Podniosła gwałtownie głowę i wbiła wzrok w aparat stojący na dywanie, ale nie śmiała podnieść słuchawki. Kto to może dzwonić o wpół do czwartej nad ranem? Żadna ewentualność nie brzmiała uspokajająco, a telefon zdążył się odezwać jeszcze cztery razy, nim się ruszyła. Podeszła do niego powoli, ciągle niezdecydowana, gdy nagle zdała sobie sprawę, że jeśli się nie dowie, kto telefonuje, będzie jeszcze gorzej. Całą resztę nocy spędzi pełna trwogi na sofie, gapiąc się w aparat w nadziei, że znów zadźwięczy…
Mowy nie ma. Rzuciła się naprzód niemal z wściekłością.
– Halo?!
Westchnienie ulgi, jakie wyrwało jej się z gardła, musiał dosłyszeć nawet Muńoz, który przestał na chwilę się tłumaczyć i zapytał, czy dobrze się czuje. Bardzo mu przykro, że niepokoi ją o tej porze, ale uznał, że warto ją zbudzić. Sam był dosyć podniecony, dlatego się ośmiela. Co? Tak, oczywiście. Właśnie pięć minut temu… Proszę pani…? Jest pani tam? Mówi, że już można z całą pewnością dowieść, która bierka zbiła białego skoczka.
VII. Kto zabił rycerza
Białe i czarne bierki symbolizowały jakby manichejską
walkę między światłem a ciemnością,
między dobrem a ziem, toczącą się w duszy
człowieka.
Garri Kasparow, Autobiografia,
– Ciągle o tym myślałem, nie mogłem zasnąć… Nagle dotarło do mnie, że analizuję jedyne możliwe zagranie. – Muńoz wyjął kieszonkowe szachy na stół. Obok położył pomięty i upstrzony notatkami szkic. – Ale jeszcze wtedy nie mogłem w to uwierzyć. Przez godzinę sprawdzałem co i rusz od początku, w tę i we w tę.
Siedzieli w całodobowym drugstorze, przy stoliku koło dużej szyby, przez którą rozciągał się widok na ogromną, pustą aleję. W lokalu było niewielu gości: paru aktorów z pobliskiego teatru i z pół tuzina nocnych marków płci obojga. Koło elektronicznie zamykanych drzwi stał ochroniarz w uniformie paramilitarnym i ziewał, spoglądając na zegarek.
– Niech pani popatrzy. – Szachista pokazywał szkic, a następnie niewielką planszę. – Przedtem odtworzyliśmy ostatni ruch czarnego hetmana, który przeszedł z b2 na c2, ale nie wiedzieliśmy, jakie posunięcie białych go do tego zmusiło… Pamięta pani? Rozpatrując zagrożenie ze strony białych wież, uznaliśmy, że wieża stojąca na b5 mogła przybyć z dowolnego kwadratu w rzędzie 5. Ale to jeszcze nie tłumaczy ucieczki hetmana, bo szachowałaby go wcześniej druga biała wieża na b6… Powiedzieliśmy, że pierwsza wieża mogła zbić jakąś bierkę na b5. Ale jaką? Tu się zatrzymaliśmy.
– No i jaką ostatecznie? – Julia uważnie wpatrywała się w szachownicę. Ten geometryczny biało-czarny wzór nie stanowił już dla niej ziemi nieznanej, był teraz całkiem znajomym terenem. – Mówił pan, że zastanowi się nad tymi, co już wypadły z gry…
– Tak zrobiłem. Zbadałem każdą zbitą bierkę i doszedłem do zdumiewającego wniosku:
– …Kogo mogła zbić wieża na b5?… – Muńoz patrzył na szachownicę bezsennymi oczyma, jakby faktycznie nadal nie znał odpowiedzi. – Nie czarnego skoczka, bo obydwa są jeszcze w grze… Nie gońca, bo b5 jest polem białym, a czarny goniec białopolowy dotychczas nie ruszył się z miejsca. Stoi na c8 zablokowany przez dwa piony, które też nie wzięły dotąd udziału w partii.
– Może czarnego pionka – podsunęła Julia.
Muńoz pokręcił głową.
– Wykluczenie tej możliwości zabrało mi więcej czasu, bo posterunki pionów są w tej partii bardzo zagmatwane. Ale nie mógł to być żaden czarny pion, bo ten, który stoi na a5, pochodzi z pola c7. Wie pani, że piony biją po przekątnej, zatem ten przypuszczalnie zbił dwie białe bierki na b6 i a5… Pozostałe cztery czarne piony ewidentnie zostały zbite daleko od tego miejsca. Nigdy w życiu nie mogłyby zajść na b5.
– Czyli że chodzi o czarną wieżę, bo tylko ona jeszcze stoi poza planszą… Biała wieża zbiła ją na b5.
– Niemożliwe. Z układu bierek wokół pola a8 wynika, że czarna wieża została zbita właśnie tam, w swoim pierwotnym położeniu, zanim zdołała się ruszyć. Została zbita przez białego skoczka, chociaż to już nie ma takiego znaczenia…
Zdezorientowana Julia podniosła oczy znad szachownicy.
– Nie dociera do mnie… To wyklucza wszystkie czarne bierki. Co w takim razie zbiła biała wieża na b5?
Muńoz uśmiechnął się lekko, ale bez zarozumialstwa. Bawiło go albo pytanie zadane przez Julię, albo odpowiedź, którą przyszykował.
– Tak naprawdę niczego. Nie, niech pani tak na mnie nie patrzy. Pani malarz van Huys był też mistrzem w podsuwaniu fałszywych tropów… Bo nikt niczego nie zbił na b5. – Skrzyżowawszy ramiona, pochylił się nad małą szachownicą i zamilkł. Po chwili podniósł wzrok na Julię i dotknął palcem czarnego hetmana. – Skoro ostatnim ruchem białych nie był szach hetmanowi wykonany przez wieżę, to oznacza, że do tego szacha doszło przez odkrycie wieży przez inną białą bierkę… Chodzi mi o bierkę, która stała na b4 albo b3. Van Huys musiał mieć niezły ubaw, wiedząc, że tymi dwiema zwodniczymi wieżami płata sporego figla komuś, kto będzie próbował rozwiązać zagadkę.