Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Fontanny raju [The Fountains of Paradise - pl]
Fontanny raju [The Fountains of Paradise - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Fontanny raju [The Fountains of Paradise - pl]

Электронная книга - «Fontanny raju [The Fountains of Paradise - pl]». Краткое содержание книги:

Rok 2142. Dr Vannevar Morgan, twórca Mostu Gibraltarskiego, uruchamia plany budowy wyciągu kosmicznego — gigantycznej windy do transportu ludzi i ładunków z powierzchni Ziemi na orbitę. Przedsięwzięcie ma być zrealizowane na położonej na Oceanie Indyjskim wyspie Taprobane. Jednak wybrana przez budowniczych góra okazuje się świętym miejscem, zazdrośnie strzeżonym przez tamtejszych kapłanów…
1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 62
Перейти на страницу:

Miał nadzieję, że to poprawny wniosek. Za kilka minut Warren Kingsley orzeknie, czy rzeczywiście.

— Dziękuję, to właśnie chciałem usłyszeć — odparł z zadowoleniem Marsjanin, a Morganowi wyraźnie ulżyło, niemniej postanowił dokończyć wykładu. — Na górze Pavonis taki problem, rzecz jasna, w ogóle nie powstanie. Powietrze jest tam sto razy mniej…

Takiego dźwięku jeszcze w życiu nie słyszał, ale pewien był, że nigdy go też nie zapomni. Szum wiatru był niczym wobec tego przyzywającego gromu, który z miejsca skojarzył się Morganowi z innym zakątkiem, odległym o połowę świata. Znów stał pod kopułą świątyni Hagja Sofia i spoglądał z podziwem na dzieło człowieka, który zmarł szesnaście stuleci temu. A w uszach dźwięczało mu granie potężnego dzwonu, który wzywał wiernych do modlitwy.

Wspomnienie Istambułu rozwiało się. Znów był na górze, zmieszany i niepomiernie zdumiony.

Jak to powiedział ten mnich? Że nie chciany podarunek Kalidasy ożywał tylko podczas klęsk i katastrof? Ale przecież nic się nie stało, przebieg zdarzeń powinien tylko ucieszyć mnichów. Przez chwilę Morgan pomyślał, że może sonda wyrżnęła w klasztor, ale przecież był to obiekt zbyt mały, by poczynić poważne zniszczenia, poza tym spadł w odległości kilku kilometrów. Nawet nie tyle spadł, ile wylądował.

Dzwon świątynny wciąż toczył pojedynek z wichurą. Pomarańczowe szaty zniknęły bez śladu. Morgan nie mógł dojrzeć ani jednego mnicha.

Coś musnęło mu delikatnie policzek. Inżynier odruchowo odtrącił to coś. Dobiegający z góry huk nie pozwalał nawet zebrać myśli. Kolejne uderzenia odbijały się echem pod czaszką. Może najlepiej będzie pójść po prostu do świątyni i spytać uprzejmie czcigodnego Thero, co jest grane?

Kolejne jedwabiste dotknięcie… Tym razem Morgan dojrzał kątem oka przebłysk żółci. Wykazując się świetnym refleksem machnął ręką i złapał owo coś.

Zmięty owad przylgnął ciasno do wnętrza dłoni, drżąc w ostatnich sekundach swojego efemerycznego bytowania. Znany Morganowi wszechświat w jednej chwili zawirowali rozsypał się w proch. Oto niespodziewana klęska zamieniła się w jeszcze bardziej nieoczekiwane zwycięstwo. Ale poczucie triumfu nie przyszło, czuł tylko zmieszanie i bezgraniczne zdumienie.

Przypomniał sobie legendę o złocistych motylach. Niesione burzą setki, tysiące owadów trafiły aż na wierzchołek góry. Legiony Kalidasy dotarły w końcu do celu i dopełniły zemsty.

31. Exodus

— Co się stało? — spytał szejk Abdullah. Sam chciałbym wiedzieć, pomyślał Morgan, głośno jednak powiedział:

— Mamy górę, panie prezydencie. To niewiarygodne, jak legenda sprzed dwóch tysięcy lat… — Pokręcił głową, wciąż zdumiony.

— Jeśli dość wielu ludzi uwierzy w legendę, to staje się ona prawdą.

— Zapewne. Ale tu stało się coś więcej. Taki zbieg okoliczności wciąż wydaje mi się nieprawdopodobny.

— Lepiej nie nadużywać tego słowa. Coś panu opowiem. Mój drogi przyjaciel, wielki naukowiec, który już nie żyje, zwykł drażnić się ze mną mówiąc, że ponieważ polityka to sztuka dokonywania rzeczy możliwych, przyciąga jedynie pośledniejsze umysłowości. Bowiem te najlepsze, jak mawiał, interesują się tylko rzeczami niemożliwymi. A wiesz, co mu odpowiadałem?

— Nie — odparł Morgan uprzejmie, chociaż czegoś się domyślał.

— Że to wielkie szczęście, że jest nas aż tylu, bowiem ktoś musi troszczyć się o codzienność tego świata… Tak czy inaczej, niemożliwe jednak miało miejsce, stało się i należy przyjąć ten fakt do wiadomości. Z wdzięcznością.

Przyjmuję, jak najbardziej, pomyślał z wahaniem Morgan. Ale coś jest nie tak z tym światem, jeśli kilka martwych motyli może przeważyć w sprawie wieży o masie miliarda ton. I jeszcze ta szczególna rola, którą odegrał czcigodny Parakarma, rola wybitnie ironiczna. Biedak musiał uznać, że oto stał się igraszką w dłoniach złośliwych bogów. Kontrola Monsunów okazała pełną skruchę i Morgan przyjął ich przeprosiny, gotów zresztą szczerze wybaczyć te i przyszłe grzechy. Wytłumaczenie, że genialny doktor Choam Goldberg do tego stopnia zrewolucjonizował mikrometeorologię, że nikt poza nim samym nie rozumie już, o co w tym wszystkim chodzi, uznał za wystarczające. Szczególnie gdy zameldowano, że znakomity naukowiec przeżywa obecnie poważny kryzys nerwowy, którego nabawił się skutkiem niepowodzenia podczas jednego z osobliwych eksperymentów. Obiecano też, że podobny incydent nigdy się już nie powtórzy. Morgan wyraził zatem jeszcze nadzieję, że szanowny doktor Goldberg rychło przyjdzie do siebie, zaś wyczulony na biurokratyczne subtelności nos inżyniera podpowiedział, iż w takiej sytuacji Kontrola Monsunów może okazać się w najbliższej przyszłości naturalnym sprzymierzeńcem. Szef tej szanownej placówki odetchnął ostatecznie z ulgą, takoż podziękował raz jeszcze i zaczął zastanawiać się zapewne, czemu właściwie Morgan okazał mu tyle wielkoduszności.

— Spytam z ciekawości — odezwał się szejk — gdzie wynoszą się mnisi? Mogę udzielić im gościny. Nasza kultura zawsze dobrze traktowała innowierców.

— Pojęcia nie mam. Ambasador Rajasinghe też nie wie. Ale gdy o to spytałem, odparł, że krzywda im się nie stanie. To, że żyją oszczędnie, nie znaczy jeszcze, że są biedni.

— Hmm. Może moglibyśmy skorzystać z ich funduszy Ile razy się widzimy, tym bardziej rosną koszty całej imprezy.

— Niedokładnie tak, panie prezydencie. Ostatni kosztorys jest bogatszy jedynie o szacunek jednej operacji w głębokiej próżni. Narodny Mars zgodził się ją sfinansować. Trzeba zlokalizować jakiś asteroid węglowy i skierować go na orbitę Ziemi. W takich operacjachmają już spore doświadczenie, a gdy to zrobią, rozwiążą jeden z naszych najważniejszych problemów.

— A co z węglem dla ich własnej wieży?

— Mają nieograniczony dostęp do zasobów Deimosa, a ten krąży dokładnie tam, gdzie trzeba. Narodny zaczął już prace przy lokalizacji stanowisk wydobywczych, chociaż zasadnicza część zadania i tak będzie musiała odbywać się poza satelitą.

— A mogę spytać czemu?

— Przez grawitację. Nawet Deimos ma te swoje kilka centymetrów na sekundę do kwadratu. Superwłókna mogą powstawać jedynie przy zerowej grawitacji. W przeciwnym razie nie uzyska się idealnej sieci krystalicznej o dostatecznie długich łańcuchach.

— Dziękuję, Van. Mam nadzieję, że nie ryzykuję niczym pytając jeszcze, czemu zmieniłeś pierwotny projekt? Oryginalny pomysł czterech rur całkiem mi się podobał. Dwie do ruchu na dół, dwie do góry. Taki system przypominał mi metro i łatwo trafiał do wyobraźni. Nawet jeśli miał sterczeć pionowo.

Nie po raz pierwszy (i zapewne nie ostatni) Morgana zdumiała doskonała pamięć starszego pana i jego zdolność do rozpracowywania szczegółów. W rozmowie z nim należało zachowywać ostrożność. Chociaż mogło się zdawać, że pyta tylko z czystej ciekawości, była to ciekawość zwodnicza, ciekawość człowieka, który uzyskał tak wysoką pozycję, iż nie musiał już troszczyć się o pozory. Szejk nigdy nie puszczał niczego mimo uszu.

— Obawiam się, że z początku nazbyt zapatrzyliśmy się w ziemskie wzorce. Zupełnie jak ci pierwsi projektanci samochodów, którzy budowali po prostu powozy bez koni. Obecnie myślimy o pustej w środku wieży na bazie kwadratu, każda z płaszczyzn będzie jakby drogą. Szerokość każdego z boków na orbicie wyniesie czterdzieści metrów, przy Ziemi zmaleje do dwudziestu.

1 ... 31 32 33 34 35 36 37 38 39 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)