Dziedziczka Morza i Ognia [The Heir to Sea and Fire - pl]
- Автор: МакКиллип Патриция
- Серия: Mistrz Zagadek #2
- Год: 2000
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 83-87968-41-2
- Переводчик: Jacek Manicki
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Dziedziczka Morza i Ognia [The Heir to Sea and Fire - pl]». Краткое содержание книги:
— Niewiedza zabija — mruknął król-wilk.
Mistrz Tel poprawił się niespokojnie na krześle. W ciszy, jaka zapadła, słychać było wyraźnie szelest jego szaty.
— Oboje przyszliście tu szukać odpowiedzi — odezwał się — a my niewiele możemy wam pomóc. Czasami jednak wystarczy odwrócić pytanie, by uzyskać odpowiedź; a my mamy wiele pytań. Najważniejsze dotyczy zmiennokształtnych. Pojawili się niemal bez ostrzeżenia w momencie, kiedy Naznaczony Gwiazdkami zaczął sobie uświadamiać swoją misję. Znali jego imię, zanim on je poznał; wiedzieli o mieczu z jego gwiazdkami, ukrytym w grobowcu dzieci Panów Ziemi głęboko pod górą Isig. Są starzy, starsi od pierwszego splotu dziejów i sztuki rozwiązywania zagadek, nie wiadomo, skąd się wzięli ani jak się nazywają. Trzeba ustalić, jak się nazywają. Dopiero wtedy będziesz mogła określić źródło swojej mocy.
— Wystarczy mi, że wiem, iż usiłowali zniszczyć królewskie rody w An i w Ymris, że oślepili Astrina, że omal nie zabili Morgona, że obca im litość, współczucie i miłość. Dali Ylonowi życie, a potem doprowadzili do jego śmierci. Nie mają litości nawet dla swoich… — Raederle urwała, przypominając sobie głos zmiennokształtnej, przyjmujący niespodziewanie zagadkowy tembr.
— Uderzyła cię jakaś niekonsekwencja? — spytał jeden z Mistrzów.
— Bez litości, lecz z miłością… — wyszeptała Raederle. — Tak odpowiedziała mi ta zmiennokształtna. Zapytała mnie, co kazało wrócić do nich Ylonowi, skoro rzekomo są tacy straszni. A potem utkała z ognia coś tak pięknego, że zapragnęłam posiąść jej moc. I sprawiła, że usłyszałam harfę, którą słyszał Ylon, sprawiła, że zrozumiałam jego tęsknotę. Potem powiedziała mi, że Morgon zabił tego harfistę. — Zawiesiła na chwilę głos, zdziwiona ich milczeniem, ich wypraktykowanym starczym bezruchem, ich niewzruszoną cierpliwością. — Podsunęła mi tę zagadkę — podjęła matowym głosem. — Zagadkę niekonsekwencji. Na przykład, uprzejmość Detha mogła wynikać tylko z nawyku… ale niekoniecznie. Sama nie wiem. Wszystko — Najwyższy, ten uniwersytet, dobro i zło — zdaje się zatracać swoje dawne znaczenie. To dlatego tak bardzo zapragnęłam wtedy odnaleźć Morgona. On przynajmniej zna swoje imię. A tylko człowiek, który zna swoje imię, jest w stanie nadawać imiona innym rzeczom.
Zamilkła, a oni siedzieli cisi i nieporuszeni. W migotliwym blasku świecy ich twarze zdawały się być ulepione z cienia i wspomnień.
— Rzeczy są tym, czym są — odezwał się w końcu Mistrz Tel. — To my wypaczamy ich kształty. Twoje imię wciąż w tobie tkwi i jest zagadką. Najwyższy, kimkolwiek jest, nadal pozostaje Najwyższym, mimo że Ghisteslwchlohm przyoblekł jego imię jak maskę.
— A czym jest harfista Najwyższego? — zapytał Har. Mistrz Tel milczał przez chwilę, sięgając do pamięci.
— On też studiował tutaj przed wiekami… Nie chce mi się wierzyć, by człowiek, który przywdział Czerń, mógł się w taki sposób sprzeniewierzyć rygorom sztuki rozwiązywania zagadek.
— Morgon chce go zabić — burknął opryskliwie Har i Mistrz spojrzał na niego z lękiem.
— Nie słyszałem…
— Czy to też sprzeniewierzenie się sztuce rozwiązywania zagadek? Ten światły człowiek nie goni za własnym cieniem. Nie ma już w nim instynktu prawa ziemi, który powstrzymywałby jego rękę; nie ma ziemwładcy, włączając w to morgolę, który by się z nim nie solidaryzował. Rozumiemy go; zamykamy bramy naszych królestw, tak jak o to prosi. I czekamy na jego ostateczną zdradę: zdradę samego siebie. — Niewzruszony wzrok Hara przesuwał się wyzywająco z twarzy na twarz. — Ten Mistrz jest mistrzem samego siebie. Morgon ma w tym królestwie absolutną swobodę. Nie krępują go już zasady prawa ziemi. O Najwyższym wiadomo tylko tyle, że istnieje. Morgon, wypełniając swoją misję, stosuje się jak dotąd do reguł sztuki rozwiązywania zagadek. Dysponuje również potężną, niezbadaną mocą. Czy na listach Mistrzów znajduje się zagadka, która tego światłego człowieka upoważnia do zemsty?
— Osąd — mruknął jeden z Mistrzów, ale w jego oczach malowało się zakłopotanie. — Któż inny może sądzić i osądzić człowieka, który przez wieki zdradzał całe królestwo?
— Najwyższy.
— W imieniu Najwyższego…
— Naznaczony Gwiazdkami? Człowiek, który sam zdobył swoją moc na Ghisteslwchlohmie, bo nikt, nawet Najwyższy, nie udzielił mu pomocy? On jest zgorzkniały, samowystarczalny, a swoją działalnością kwestionuje nawet niesprecyzowane ograniczenia nałożone na sztukę rozwiązywania zagadek. Wątpię jednak, by zdawał sobie z tego sprawę, bo gdziekolwiek spojrzy, widzi Detha. Jego przeznaczeniem jest rozwiązywanie zagadek. Nie ich niszczenie.
Raederle odprężyła się.
— Powiedziałeś mu to? — zapytała.
— Próbowałem.
— Spełniłeś jego prośbę. Deth mówił mi, że twoje wilki przegnały go z Osterlandu.
— Nie miałem życzenia widzieć na swojej ziemi choćby śladu jego stopy. — Har urwał; z jego głosu zniknęła szorstkość. — Spotkawszy Naznaczonego Gwiazdkami, przekazałem mu znamię ze swoich dłoni. Niewiele mówił o Dethu i o Ghisteslwchlohmie, ale to, co powiedział… wystarczyło. Później, kiedy zacząłem zdawać sobie sprawę, co robi, jak bardzo wyrósł ponad dawnego siebie, przytłoczyły mnie implikacje jego poczynań. Zawsze był taki uparty…
— Czy wraca do Caithnard?
— Nie. Poprosił mnie, bym zaniósł jego opowieść i zagadki Mistrzom, którzy w swojej mądrości zadecydują, czy królestwo potrafi znieść prawdę o tym, który tak długo mienił się Najwyższym.
— To dlatego zamknęliście uniwersytet? — zwróciła się Raederle do Mistrza Tela i ten skinął głową. Po raz pierwszy dostrzegła w jego oczach znużenie.
— Jak możemy nazywać teraz siebie Mistrzami? — powiedział. — Zamknęliśmy się w sobie nie z przerażenia, lecz z potrzeby przekonstruowania schematów, które nazywaliśmy prawdą. Jeśli w samej materii królestwa, w jego założeniu, jego historii, legendach, wojnach, poezji, w jego zagadkach leży odpowiedź — kształt prawdy, który się broni — my ją znajdziemy. Jeśli ułomne są same zasady sztuki rozwiązywania zagadek, to również odkryjemy. Powie nam o tym swoim działaniem Mistrz z Hed.
— Udało mu się wyjść cało z tej mrocznej wieży w Aum… — wymruczała. Har drgnął.
— Myślisz, że uda mu się wyjść cało z innej wieży, z innej gry na śmierć i życie? Tym razem ma coś, czego zawsze pragnął: możliwość wyboru. Moc ustanawiania własnych reguł gry.
Raederle ujrzała oczami wyobraźni zimną, rozpadającą się wieżę w Aum, sterczącą niczym swoista samotna zagadka pośród złoto-zielonej dąbrowy, i młodego, prosto odzianego człowieka, który stał długo w blasku słońca przed stoczonymi przez robaki drzwiami. W końcu zebrał się na odwagę, pchnął drzwi i zniknął w mrocznym, zatęchłym wnętrzu. Spojrzała na Hara. Odnosiła wrażenie, że zadał jej zagadkę i że od jej odpowiedzi zależy coś bardzo ważnego.
— Tak — powiedziała, zdając sobie sprawę, że ta odpowiedź nie ma oparcia w logice.
Har patrzył się na nią przez chwilę, milcząc. Kiedy się wreszcie odezwał, głos miał łagodny.