Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Dziedziczka Morza i Ognia [The Heir to Sea and Fire - pl]
Dziedziczka Morza i Ognia [The Heir to Sea and Fire - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dziedziczka Morza i Ognia [The Heir to Sea and Fire - pl]

Электронная книга - «Dziedziczka Morza i Ognia [The Heir to Sea and Fire - pl]». Краткое содержание книги:

Druga część światowego bestsellera „Mistrz Zagadek z Hed”, jednej z najpiękniejszych opowieści fantasy wszechczasów. Od zniknięcia Mistrza Zagadek Morgana, który wybrał się do Góry Erlenstar upłynął rok i zaczynają krążyć pogłoski o jego śmierci. Księżniczka Raederle wyrusza w pełną niebezpieczeństw podróż, pragnąc poznać los ukochanego. W końcu, po wielu perypetiach i mrożących krew w żyłach przygodach dociera do podnóża Góry. Tu poznaje mroczną prawdę, kryjącą się za zniknięciem Morgana i zawraca, szukając pomocy… której udzielić może jedynie zastęp umarłych władców pod wodzą ściętego przed wiekami króla Farra.
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 46
Перейти на страницу:

— Na krzywe siekacze Hedgis-Noona, dziewczyno, rozum ci odjęło?! — wybuchnął Bri. — Toż to sześć tygodni podróży przez ziemię niczyją. Nie odwiozłem cię prosto do Tol tylko dlatego, że statek zaczął nabierać wody. Lungold! Kierują się tam Morgon i Deth, ciągnie tam Założyciel i licho wie ilu czarodziejów, którzy powstali z kurhanów Hel. Kiedy oni wszyscy tam dotrą, to miasto rozleci się jak stoczony przez robaki kadłub.

— I co z tego? Ja…

— Ty…

Urwali oboje. Tristan cofnęła się, spoglądając ponad ramieniem Bri. Raederle obejrzała się. Po trapie wchodził na pokład młody mężczyzna o ogorzałej, zmęczonej, dziwnie znajomej twarzy. Coś w jego prostym odzieniu, w niepewności, z jaką wkraczał na statek Bri, obudziło wspomnienia. Mężczyzna spojrzał na nią przelotnie, a potem przeniósł wzrok na Tristan.

Zatrzymał się, przymknął oczy i westchnął.

— Tristan — odezwał się — racz łaskawie wrócić do domu, zanim Eliard opuści Hed, żeby cię szukać.

Pierwsze zaskoczenie Zniknęło z oczu Tristan.

— Nie uczyni tego.

— Uczyni. Pewien kupiec powracający z Kraal przyniósł mu wiadomość, że widział ten statek w Hlurle i że płyniecie na południe. Eliard gotów był już ruszać wam na spotkanie, ale… zdołałem jakoś odwieść go od tego zamiaru. Powiedział jednak, że jeśli wrócę bez ciebie, to nic już go na Hed nie zatrzyma. Ze zmartwienia odchodzi od zmysłów i nerwy mu puszczają. Nie idzie już z nim wytrzymać na jednej wyspie.

— Chętnie wróciłabym do domu, Cannonie, ale… Cannon Master przestąpił z nogi na nogę.

— Pozwól, że ujmę to tak. Poprosiłem cię grzecznie i zrobię to powtórnie. Po raz trzeci nie będę prosił.

Tristan patrzyła na niego wyzywająco, zadzierając brodę. Na twarzy Bri Corbetta rozlał się powoli uśmiech niczym nie zmąconego zadowolenia. Tristan otworzyła usta, żeby coś odpowiedzieć, ale pod ciężarem nieugiętego wzroku Cannona zmieniła wyraźnie taktykę.

— Cannonie, ja wiem, gdzie jest Morgon, a raczej, dokąd się udaje. Jeśli się zgodzisz, powiesz Eliardowi, żeby zaczekał…

— Sama mu to powiedz. Kiedy pewnego dnia powiedziałem mu, że ładny mamy ranek, cisnął we mnie kubłem z pomyjami. Spójrz na to od następującej strony, Tristan: Morgon, kiedy uzna to za stosowne, sam wróci na Hed. Bez pomocy i nagabywań kogokolwiek z nas. Na pewno wie już, że zadałaś sobie tyle trudu, by się wywiedzieć, co się z nim stało, i docenia to.

— Mógłbyś mi towarzyszyć…

— Mobilizuję całą swoją odwagę, żeby stać tu, na tych wodach bez dna, które oddzielają mnie od Hed. Chcesz, żeby on wrócił do domu, to wpierw sama tam wróć. Zaklinam cię na Najwyższego.

Tristan milczała. Wpatrywała się w czarny cień masztu u swych stóp. Woda pluskała cicho przy burtach statku.

— No, dobrze — powiedziała w końcu i postąpiła krok w przód. Zatrzymała się. — Wrócę do domu, żeby Eliard przekonał się, żem cała i zdrowa. Ale nie obiecuję, iż tam zostanę. Tego nie obiecam. — Zrobiła jeszcze jeden krok, a potem odwróciła się i uściskała Raederle. — Uważaj na siebie — powiedziała cicho. — A jeśli spotkasz Morgona, powiedz mu… Po prostu powiedz mu to. I poproś, żeby wrócił do domu.

Oderwała się od Raederle i podeszła powoli do Cannona. Pogładził ją po włosach, objął w talii i przyciągnął do siebie. Raederle patrzyła, jak schodzą po trapie i przeciskają się przez rojny, gwarny port. Obudziła się w niej tęsknota za Anuin, za Duakiem i Elieu z Hel, za Roodem o bystrych jak u kruka oczach, za dźwiękami i zapachami An, za wygrzanym w słońcu dębem i rozlegającym się w głębi ziemi szeptem, snującym opowieść o nie kończącej się materii dziejów.

— Głowa do góry — odezwał się stojący za nią Bri Corbett. — Za tydzień poczujesz wiatr wiejący od domu.

— Naprawdę? — Spojrzała na białe znamię na dłoni, nie mające nic wspólnego z An. Po chwili, wyczuwając zatroskanie Bri, dodała: — Muszę chyba zejść z tego statku. Poprosisz kogoś, żeby przyprowadził mi konia?

— Jeśli zaczekasz, odprowadzę cię. Położyła mu dłoń na ramieniu.

— Dam sobie radę. Chcę być przez jakiś czas sama.

Wydostała się z portu na zgiełkliwe handlowe uliczki. Nie zwracała uwagi na przelewające się nimi tłumy. Było późne popołudnie. Sieć wydłużonych cieni kładła się pod kopyta konia, kiedy skręcała na drogę wiodącą do uniwersytetu. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że ani w porcie, ani na ulicach Caithnard, nie widziała żadnego studenta. Nie było ich także na drodze. Dotarła na sam szczyt wzgórza i rozejrzała się po wyludnionych terenach uniwersytetu.

Zatrzymała konia. Pociemniałe starożytne kamienne mury ze swymi ciemnymi oknami wydały jej się siedzibą pustki, zdrady prawdy tak samo przykrej i strasznej jak ta pod górą Erlenstar. Z drugiego końca królestwa cień tej góry sączył się w serca Mistrzów, aż w końcu wykryli we własnych murach największe oszustwo. Odesłali studentów, ale Raederle wiedziała, że chociaż teraz mają wątpliwości wobec samych siebie, to nigdy nie zakwestionują znaczenia nieprzerwanej, podstawowej Sztuki Rozwiązywania Zagadek.

Zeskoczyła z konia i zapukała do furty. Nie doczekawszy się reakcji, otworzyła sobie sama. W wąskim korytarzu było pusto i ciemno. Ruszyła nim powoli, zaglądając po drodze przez każde z długiego rzędu pootwieranych drzwi do każdej z małych izdebek, w których kiedyś znajdowały się prycze, książki, i w których przy blasku świec prowadzono niezliczone gry. Na dole nie było żywej duszy. Wspięła się szerokimi kamiennymi schodami na piętro. Tam również ciągnęły się rzędy drzwi do pustych izdebek. Doszła tak w końcu do drzwi prowadzących do biblioteki Mistrzów.

Otworzyła je. Przywitały ją zaskoczone spojrzenia ośmiu Mistrzów i jakiegoś króla, którzy dyskutowali tu o czymś cicho. W starych, lodowo niebieskich oczach króla zapłonęła ciekawość.

Jeden z Mistrzów wstał.

— Raederle z An — odezwał się cicho. — Możemy ci w czymś pomóc?

— Chyba tak — wyszeptała — bo nie mam dokąd pójść.

8

Opowiedziała im o zmiennokształtnej, która odwiedziła ją w zamku Danana, oraz o swojej ucieczce z góry Isig. Opowiedziała im o kamyku, który Astrin znalazł na Równinie Królewskich Ust, i pokazała znamię na dłoni. Opowiedziała im, jak w pustce nocy na bezdrożach trzymała w ręku ogień, a w jego blasku lśniła czarka na wino harfisty Najwyższego. Opowiedziała im też, choć wiedziała, że ją znają, legendę o Ylonie zrodzonym z An i bezkształtnego morza. Słuchali w milczeniu, nie przerywając jej. Kiedy skończyła, do sali wpełzał już zmierzch, kładąc się cieniami na milczących, odzianych w ciemne szaty postaciach, na starych pergaminach i bezcennych manuskryptach ze złotymi okuciami.

Jeden z Mistrzów zapalił świecę. Zobaczyła w jej blasku jego pomarszczoną twarz, a za nim surową, pospolitą twarz króla Osterlandu.

— Wszyscy teraz kwestionujemy samych siebie — powiedział cicho Mistrz.

— Wiem. Nie zamknęliście uniwersytetu tylko dlatego, że przebywał tu pewien Mistrz, w którym żaden z was nie rozpoznał Założyciela Lungold. Wiem, kto powitał Morgona, kiedy ten dotarł z Dethem do góry Erlenstar.

Mistrz spojrzał na nią zdumiony.

— A więc to też wiesz.

— Domyślałam się. A później Deth… Deth to potwierdził.

— Widzę, że niewiele cię oszczędził — burknął Har. Głos miał suchy, bezosobowy, ale Raederle dostrzegła w jego oczach cień gniewu i konsternacji, które Deth zasiał w całym królestwie.

— Nie prosiłam go, żeby mi czegoś oszczędzał. Chciałam poznać prawdę. Dalej chcę ją poznać i dlatego tu przyszłam. Stąd najlepiej zacząć. Nie mogę wracać tak do An. Może gdyby był tam mój ojciec… Ale nie mogę wrócić i udawać przed Duakiem, Roodem i lordami An, że jestem taką samą cząstką An jak korzenie drzew i kurhany królów. Mam moc i lękam się z niej korzystać. Nie wiem… nie wiem, co mogłabym niechcący w sobie wyzwolić. Nie wiem już, gdzie moje miejsce. Nie wiem, co robić.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 46
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)