Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Mort [pl]
Mort [pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Mort [pl]

Электронная книга - «Mort [pl]». Краткое содержание книги:

Czasem nawet śmierć potrzebuje wakacji — a na Świecie Dysku, jedynej Płaskiej Ziemi we wszystkich wszechświatach, kościsty strażnik klepsydry życia uświadamia sobie, że tylko jedno może dać mu chwilę wytchnienia: terminator. Wybiera więc sobie Morta — chłopca gorliwie pragnącego zdobyć wiedzę, której stanowczo posiadać nie powinien.
Wprawdzie Mort szybko opanowuje tajniki przechodzenia przez ściany, jednak nauka obiektywizmu to całkiem inna sprawa. Zwłaszcza kiedy życie, po które został wysłany, należy do pięknej, młodej księżniczki. W związku ze zmianą biegu losu rzeczywistość chwieje się w posadach. A że Śmierć wyruszył w podróż, by poznać rozkosze śmiertelnych, to właśnie Mort, z pomocą niezbyt kompletnego maga imieniem Cutwell oraz adoptowanej i pełnej entuzjazmu córki Śmierci, musi naprawić przyszły tor historii — zanim Dysk się przekręci…
1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 57
Перейти на страницу:

Mort usiadł na skraju łóżka i ukrył twarz w dłoniach.

— Ja wiem, jak może umierać królowa — wymruczał. — Tak samo jak wszyscy inni ludzie. A niektórzy z nas woleliby, żeby do tego nie doszło.

— Przepraszam, chciałbym obejrzeć tę kuszę — wtrącił konwersacyjnym tonem Cutwell i sięgnął pomiędzy nich. — Nie zwracajcie na mnie uwagi.

— Dumnie wyruszę na spotkanie mego przeznaczenia — oznajmiła Keli, ale w jej głosie zadrżała leciutka nutka niepewności.

— Nie, wcale nie wyruszysz. To znaczy… Wiem, co mówię. Możesz mi wierzyć. Nie ma w tym żadnej dumy. Po prostu umierasz.

— Tak, ale rzecz w tym, jak się to robi. Zginę szlachetnie jak królowa Ezeriel.

Mort zmarszczył czoło. Historia była dla niego zamkniętą księgą.

— A kto to taki?

— Żyła w Ktachu, miała licznych kochanków i usiadła na wężu — poinformował Cutwell, który właśnie naciągał kuszę.

— Chciała tego! Była nieszczęśliwa w miłości!

— Pamiętam tylko, że kąpała się w oślim mleku. Zabawna rzecz ta historia… — Cutwell zadumał się. — Zostajesz królową, rządzisz przez trzydzieści lat, ustanawiasz prawa, wypowiadasz wojny, a jedyne, co o tobie pamiętają, to że pachniałaś jak jogurt i że wąż ugryzł cię w…

— Była moją odległą przodkinią! — warknęła Keli. — Nie życzę sobie wysłuchiwać o niej takich insynuacji!

— Może się uspokoicie oboje i wysłuchacie mnie! — krzyknął Mort.

Cisza opadła jak całun.

Wtedy Cutwell wymierzył starannie i strzelił Mortowi w plecy.

* * *

Noc porzuciła swe pierwsze ofiary i sunęła dalej. Nawet najbardziej szalone przyjęcia dobiegły końca, a goście człapali do swoich, albo może jakichś innych łóżek. Pozbywszy się tych współpodróżnych, zwykłych ludzi dnia, którzy zbłądzili i opuścili znajomy grunt, prawdziwe istoty nocy wzięły się do poważnych interesów. Nie różniły się one specjalnie od zwykłych interesów, prowadzonych za dnia w Ankh-Morpork. Tyle że noże były bardziej widoczne, a ludzie nie uśmiechali się tak często.

Na Mrokach panowała cisza, przerywana tylko umówionymi gwizdami złodziei i miękkimi stąpaniami dziesiątków ludzi w czujnym milczeniu pilnujących własnych spraw.

A w Szynkowym Zaułku słynna gra w pływające śmiecie Kulawego Wa właśnie się rozkręcała. Kilkanaście zakapturzonych postaci uklękło lub przykucnęło wokół niewielkiego kręgu ubitej ziemi, gdzie trzy ośmiościenne kostki Wa podskakiwały i udzielały swych fałszywych lekcji zasad statystyki i prawdopodobieństwa.

— Trzy!

— Na Io, Oczy Tuphala!

— Dostał cię, Hummok! Ten facet wie, co się robi z kośćmi!

TO WRODZONY TALENT.

Hummok M’Guk był małym człowieczkiem o płaskiej twarzy. Pochodził z któregoś z osiowych szczepów, a jego talent do kości znano wszędzie, gdzie tylko dwóch ludzi zbierało się, by oskubać trzeciego. Teraz podniósł kostki i przyjrzał im się gniewnie. Bezgłośnie przeklął Wa, którego talenty były równie słynne wśród specjalistów, ale teraz najwyraźniej go zawiodły. Hummok życzył też przedwczesnej i bolesnej śmierci widmowemu graczowi siedzącemu naprzeciwko. Dopiero wtedy rzucił kości w błoto.

— Dwadzieścia jeden! Dobrze!

Wa zebrał kostki i wręczył je obcemu. Kiedy zerknął na Hummoka, jedno oko mrugnęło leciuteńko. Hummok był pełen podziwu — ledwie zauważył błyskawiczny ruch niepozornych, pokrzywionych palców Wa… a przecież czekał na to.

Kostki posępnie zagrzechotały w dłoni obcego, wyfrunęły powolnym łukiem i znieruchomiały. Dwadzieścia cztery kropki spoglądały ku gwiazdom.

Kilku co sprytniejszych widzów w tłumie zaczęło odsuwać się od przybysza, ponieważ takie szczęście może być bardzo pechowe przy grze w pływające śmiecie u Kulawego Wa.

Palce Wa zamknęły się na kostkach z dźwiękiem przypominającym szczęk odwodzonego kurka.

— Same ósemki — tchnął. — Takie szczęście nie jest rzeczą zwyczajną.

Reszta widzów wyparowała niczym rosa. Pozostało tylko kilku solidnie zbudowanych mężczyzn o mało sympatycznym wyglądzie. Gdyby Wa kiedykolwiek zapłacił podatek, znaleźliby się w jego formularzu jako Sprzęt Ogrodniczy Niezbędny do Prowadzenia Interesów.

— A może to wcale nie szczęście? — dodał Kulawy Wa. — Może to czary?

BARDZO BY MNIE TO URAZIŁO.

— Mieliśmy tu kiedyś maga, który próbował się wzbogacić — oświadczył Wa. — Jakoś nie mogę sobie przypomnieć, co się z nim stało. Chłopcy?

— Pogadaliśmy z nim poważnie…

— …i zostawiliśmy go w Świńskim Pasażu…

— …i w Miodowej Alei…

— …i jeszcze w paru innych miejscach, których nie pamiętam.

Obcy powstał. Chłopcy otoczyli go zwartym kręgiem.

TO NIEPOTRZEBNE. SZUKAM JEDYNIE WIEDZY. JAKĄ PRZYJEMNOŚĆ ZNAJDUJĄ LUDZIE W ZWYKŁYM WIELOKROTNYM APLIKOWANIU PRAW PRZYPADKU?

— Przypadek nie ma tu nic do rzeczy. Przyjrzyjcie mu się, chłopcy.

Wydarzeń, jakie potem nastąpiły, nie oglądał nikt prócz zdziczałego kocura, jednego z tysięcy w mieście, który przechodził zaułkiem w drodze na schadzkę. Zatrzymał się jednak i spojrzał z zainteresowaniem.

Chłopcy zastygli z rękami wzniesionymi do ciosu. Otoczyła ich boleśnie fioletowa jasność. Obcy zrzucił kaptur, podniósł kostki i wcisnął je w bezwładną dłoń Wa. Mężczyzna na przemian otwierał i zamykał usta, zaś oczy bezskutecznie usiłowały nie widzieć tego, co stało przed nim. I szczerzyło zęby.

RZUCAJ.

Wa zdołał jakoś zerknąć na swoją dłoń.

— Jaka jest stawka? — wyszeptał.

JEŚLI WYGRASZ, POWSTRZYMASZ SIĘ OD SWOICH ŚMIESZNYCH PRÓB SUGEROWANIA, ŻE PRZYPADEK RZĄDZI SPRAWAMI LUDZI.

— Tak. Tak. A… A jeśli przegram?

POŻAŁUJESZ, ŻE NIE WYGRAŁEŚ.

Wa spróbował przełknąć ślinę, ale gardło miał suche jak popiół.

— Wiem, że zabiłem wielu ludzi…

DWUDZIESTU TRZECH, LICZĄC DOKŁADNIE.

— Czy już za późno na wyznanie, że bardzo mi przykro?

TAKIE RZECZY MNIE NIE INTERESUJĄ. A TERAZ RZUCAJ.

Wa zamknął oczy i wypuścił kości na ziemię — zbyt przerażony, by próbować specjalnego zagrania z podrzutem i podcięciem. Nie otwierał oczu.

ÓSEMKI. SAM WIDZISZ, TO NIE BYŁO TRUDNE. PRAWDA?

Wa zemdlał.

Śmierć wzruszył ramionami i odszedł. Przystanął tylko na moment, żeby podrapać za uszami dzikiego kota, który przypadkiem tędy przechodził. Mruczał coś pod nosem. Nie wiedział, co się z nim dzieje, ale bardzo mu się to podobało.

* * *

— Skąd wiedziałeś, że się uda? Cutwell bezradnie rozłożył ręce.

— Nie wiedziałem — przyznał. — Ale pomyślałem: co mam do stracenia? — cofnął się.

— Ty? Co ty masz do stracenia? — wrzasnął Mort. Tupnął gniewnie i wyrwał bełt z filara łoża księżniczki.

— Nie chcesz chyba powiedzieć, że to przeze mnie przeleciało? — zapytał.

— Uważnie patrzyłem — zapewnił Cutwell.

— Ja też widziałam — wtrąciła Keli. — To było straszne. Strzała wyleciała z miejsca, gdzie masz serce.

— A ja widziałem, jak przeszedłeś przez marmurową kolumnę — dodał mag.

— A ja jak wjechałeś przez okno.

— Tak, ale wtedy byłem na służbie! — Mort zamachał rękami. — To co innego. Nie zdarza się codziennie. A w dodatku… Urwał.

— Co tak na mnie patrzycie? — zapytał. — Tak samo jak w tej gospodzie dziś wieczorem. Co się stało?

1 ... 30 31 32 33 34 35 36 37 38 ... 57
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)