Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Mort [pl]
Mort [pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Mort [pl]

Электронная книга - «Mort [pl]». Краткое содержание книги:

Czasem nawet śmierć potrzebuje wakacji — a na Świecie Dysku, jedynej Płaskiej Ziemi we wszystkich wszechświatach, kościsty strażnik klepsydry życia uświadamia sobie, że tylko jedno może dać mu chwilę wytchnienia: terminator. Wybiera więc sobie Morta — chłopca gorliwie pragnącego zdobyć wiedzę, której stanowczo posiadać nie powinien.
Wprawdzie Mort szybko opanowuje tajniki przechodzenia przez ściany, jednak nauka obiektywizmu to całkiem inna sprawa. Zwłaszcza kiedy życie, po które został wysłany, należy do pięknej, młodej księżniczki. W związku ze zmianą biegu losu rzeczywistość chwieje się w posadach. A że Śmierć wyruszył w podróż, by poznać rozkosze śmiertelnych, to właśnie Mort, z pomocą niezbyt kompletnego maga imieniem Cutwell oraz adoptowanej i pełnej entuzjazmu córki Śmierci, musi naprawić przyszły tor historii — zanim Dysk się przekręci…
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 57
Перейти на страницу:

Ta szczególna noc pachniała również saletrą, ponieważ akurat przypadała dziesiąta rocznica objęcia urzędu przez aktualnego Patrycjusza[7]. Zaprosił więc kilku przyjaciół — około pięciuset — na drinka i po kaź sztucznych ogni. Śmiechy, a czasem i namiętny bulgot, rozlegał} się w pałacowych ogrodach. Wieczór osiągnął ten interesujący etap, gdy każdy zdążył już wypić za dużo dla własnego dobra, ale nie dość, by się przewrócić. Jest to stan, w którym człowiek dokonuje rzeczy, wspominanych w późniejszym życiu z rumieńcem wstydu, takich jak dmuchanie w piszczałki i ryczący śmiech, od którego robi się niedobrze.

W tej chwili około dwustu gości Patrycjusza zataczało się i kopało nogami w Tańcu Węża, malowniczym morporkiariskim rytuale, którego uczestnicy najpierw upijają się, a potem łapią stojącą z przodu osobę w talii i z chichotem ruszają długą kolumną przez możliwie dużą liczbę pomieszczeń, najlepiej zawierających kruche przedmioty. Kopią przy tym na boki w rytm muzyki, a przynajmniej w jakiś tam rytm. Ta zabawa trwała już od pół godziny i wąż przemierzył wszystkie pałacowe komnaty, porywając w drodze dwa trolle, kucharza, głównego oprawcę Patrycjusza, trzech kelnerów, włamywacza, który akurat się napatoczył, i małego pokojowego smoka bagiennego.

W okolicach środka węża sunął gruby lord Rodley z Quirmu, dziedzic legendarnych włości. W tej chwili zajęty był głównie wąskimi palcami ściskającymi go w talii. Zza oparów alkoholu mózg starał się zwrócić na nie jego uwagę.

— Hej tam! — krzyknął przez ramię lord, kiedy po raz dziesiąty radośnie wili się przez gigantyczną kuchnię. — Nie tak mocno, jeśli wolno!

PRZEPRASZAM NIEZWYKLE SERDECZNIE.

— Nie ma sprawy, przyjacielu. Czy my się znamy? — spytał Rodley, kopiąc energicznie w tanecznym rytmie.

UWAŻAM TO ZA MAŁO PRAWDOPODOBNE. POWIEDZ MI PROSZĘ, JAKIE ZNACZENIE MA NASZA OBECNA DZIAŁALNOŚĆ?

— Co? — wrzasnął arystokrata, przekrzykując trzask kopniętej szklanej szafki i okrzyków radości.

CO TO JEST TO, CO ROBIMY?, zapytał głos z cierpliwością lodowca.

— Nigdy nie byłeś na przyjęciu? A przy okazji, uważaj na szkło.

OBAWIAM SIĘ, ŻE NIE BYWAM TAK CZĘSTO, JAK BYM PRAGNĄŁ. CZY MÓGŁBYŚ MI WYJAŚNIĆ? CZY MA TO JAKIŚ ZWIĄZEK Z SEKSEM?

— Nie, chyba że pójdziemy na ostro, staruszku. Rozumiesz, co mam na myśli? — Jego lordowska mość szturchnął rozmówcę łokciem i wydał z siebie dystyngowane: — Au!

Trzask w przedzie był oznaką końca zimnego bufetu.

NIE.

— Co?

NIE ROZUMIEM, CO MASZ NA MYŚLI.

— Uważaj na śmietankę, jest śliska… Posłuchaj, to tylko taniec. Jasne? Robi się to dla zabawy. ZABAWY.

— Właśnie. Tada dada da… kop! Nastąpiła słyszalna przerwa.

KIM JEST ZABAWA?

— Nie, zabawa to nie jest ktoś. Zabawę się ma. Najlepiej dobrą.

MY MAMY DOBRĄ ZABAWĘ?

— Myślałem, że ja mam — mruknął niepewnie jego lordowska mość. Ten głos zaczynał go lekko niepokoić. Zdawało się, że dociera bezpośrednio do mózgu.

A CO TO JEST ZABAWA?

— Właśnie to!

KOPANIE TO ZABAWA?

— Przynajmniej jej element. Kop!

SŁUCHANIE GŁOŚNEJ MUZYKI W DUSZNYCH POMIESZCZENIACH TO ZABAWA?

— Możliwe.

JAK TAKA ZABAWA SIĘ MANIFESTUJE?

— No… Widzisz, albo masz dobrą zabawę, albo nie masz. Nie musisz nikogo pytać, po prostu wiesz. Jasne? A właściwie jak się tutaj dostałeś? Jesteś przyjacielem Patrycjusza?

POWIEDZMY, ŻE DOSTARCZA MI ZAJĘCIA. UZNAŁEM, ŻE POWINIENEM SIĘ ZAPOZNAĆ Z LUDZKIMI PRZYJEMNOŚCIAMI.

— Wygląda na to, że masz przed sobą długą naukę.

WIEM. PROSZĘ O WYBACZENIE DLA MOJEJ POŻAŁOWANIA GODNEJ IGNORANCJI. SZUKAM JEDYNIE WIEDZY. CI WSZYSCY LUDZIE… MAJĄ DOBRĄ ZABAWĘ?

— Tak!

A WIĘC TO JEST ZABAWA.

— Cieszę się, żeśmy to ustalili. Uwaga, krzesło! — burknął lord Rodley. W tej chwili wcale nie czuł się rozbawiony, a w dodatku nieprzyjemnie trzeźwy.

Głos za nim powtarzał cicho:

TO JEST ZABAWA. PIĆ ZA DUŻO TO ZABAWA. MY MAMY ZABAWĘ. ON MA ZABAWĘ. NIEZŁA ZABAWA. ALEŻ ZABAWA.

Tuż za Śmiercią mały pokojowy smok bagienny Patrycjusza ściskał posępnie kościste biodra i myślał: strażnicy czy nie strażnicy, kiedy następnym razem miniemy otwarte okno, uciekam stąd ile sił w nogach.

* * *

Keli usiadła na łóżku.

— Nie ruszaj się — zawołała. — Straże!

— Nie mogliśmy go zatrzymać — oświadczył pierwszy z gwardzistów, wsuwając zawstydzoną twarz.

— Przepchnął się po prostu — dodał inny, stojący po drugiej stronie drzwi.

— I mag powiedział, że wszystko w porządku, a nam kazali go słuchać, bo…

— Dobrze, dobrze. Widzę, że ludzie mogą tu nawet zginąć — mruknęła gniewnie Keli i odłożyła kuszę na nocną szafkę. Na nieszczęście zapomniała przesunąć bezpiecznik.

Zabrzmiał trzask, brzęk cięciwy o metal i głośny jęk. Jęk wydał z siebie Cutwell. Mort odwrócił się błyskawicznie.

— Nie jesteś ranny? — zapytał niespokojnie. — Nie trafiła cię?

— Nie — odparł słabym głosem mag. — Nie trafiła. A jak ty się czujesz?

— Trochę zmęczony. Bo co?

— Nie, nic. Nic. Żadnych dziwnych przewiewów? Poczucia wyciekania?

— Nie. Dlaczego?

— Nie, nic. Nic. — Cutwell odwrócił się i zaczął studiować ścianę za Mortem.

— Czy martwi nie mają prawa do chwili spokoju? — spytała z goryczą Keli. — Myślałam, że jeśli po śmierci można być czegoś pewnym, to właśnie spokojnego snu.

Wyglądała, jakby przed chwilą płakała. W przebłysku intuicji, który samego go zadziwił, Mort zrozumiał nagle, że księżniczka wie o tym i pewnie jeszcze bardziej ją to złości.

— Jesteś niesprawiedliwa — oświadczył. — Przyszedłem, żeby ci pomóc. Dobrze mówię, Cutwell?

— Hmm? — Cutwell odnalazł wbity głęboko w tynk bełt kuszy i przyglądał mu się podejrzliwie. — A tak. Pomóc. Ale to się nie uda. Przepraszam, czy ktoś tu ma kawałek sznurka?

— Pomóc? — krzyknęła Keli. — Pomóc? Gdyby nie ty…

— Byłabyś martwa — przypomniał jej Mort. Popatrzyła na niego, szeroko otwierając usta.

— Ale nie wiedziałabym o tym — oświadczyła w końcu. — A to chyba najgorsze.

— Sądzę, że powinniście się wynieść — rozkazał Cutwell gwardzistom, którzy starali się nie rzucać w oczy. — Ale tę włócznię proszę zostawić. Dziękuję.

— Posłuchaj — rzekł Mort. — Na dziedzińcu czeka mój koń. Zdziwisz się, ale mogę cię zabrać dokąd zechcesz. Nie musisz tutaj czekać.

— Nie znasz się na monarchii, prawda? — spytała Keli.

— Ee… nie.

— Chodzi jej o to, że lepiej być martwą królową we własnym zamku niż żywą kobietą z pospólstwa gdzie indziej — wyjaśnił Cutwell, który wbił włócznię w ścianę obok bełtu i usiłował spojrzeć wzdłuż drzewca. -Ale to i tak na nic. Kopuła nie jest ześrodkowana na pałacu. Jest ześrodkowana na niej.

— Na kim? — spytała Keli. Jej głos mógłby przez miesiąc utrzymać mleko w stanie świeżości.

— Na jej wysokości — poprawił się odruchowo Cutwell, zezując wzdłuż włóczni.

— Nie zapominaj o tym.

— Nie zapomnę, ale nie o to chodzi — mruknął mag. Wyrwał bełt z tynku i palcem zbadał ostrze.

— Przecież umrzesz, jeśli tu zostaniesz! — zawołał Mort.

— Będę więc musiała pokazać Dyskowi, jak potrafi umierać królowa — rzekła Keli wyglądając tak dumnie jak to tylko możliwe w różowym pikowanym szlafroczku.

вернуться

7

Ankh-Morpork eksperymentowało z wieloma systemami rządów, aż osiągnęło formę demokracji znaną jako Jeden Człowiek, Jeden Głos”. Patrycjusz był tym Człowiekiem; miał Głos.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 57
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)