Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Mort [pl]
Mort [pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Mort [pl]

Электронная книга - «Mort [pl]». Краткое содержание книги:

Czasem nawet śmierć potrzebuje wakacji — a na Świecie Dysku, jedynej Płaskiej Ziemi we wszystkich wszechświatach, kościsty strażnik klepsydry życia uświadamia sobie, że tylko jedno może dać mu chwilę wytchnienia: terminator. Wybiera więc sobie Morta — chłopca gorliwie pragnącego zdobyć wiedzę, której stanowczo posiadać nie powinien.
Wprawdzie Mort szybko opanowuje tajniki przechodzenia przez ściany, jednak nauka obiektywizmu to całkiem inna sprawa. Zwłaszcza kiedy życie, po które został wysłany, należy do pięknej, młodej księżniczki. W związku ze zmianą biegu losu rzeczywistość chwieje się w posadach. A że Śmierć wyruszył w podróż, by poznać rozkosze śmiertelnych, to właśnie Mort, z pomocą niezbyt kompletnego maga imieniem Cutwell oraz adoptowanej i pełnej entuzjazmu córki Śmierci, musi naprawić przyszły tor historii — zanim Dysk się przekręci…
1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 57
Перейти на страницу:

— Chłopak, który chce przechodzić przez ściany!

Mort gwałtownie podniósł głowę. U szczytu schodów stał Cutwell.

Mag bardzo się zmienił, zauważył Mort z goryczą. Chociaż może nie aż tak bardzo. Wprawdzie nosił czarno-białą szatę wyszywaną cekinami, chociaż szpiczasty kapelusz był na dwa łokcie wysoki i udekorowany magicznymi symbolami jak tablica poglądowa u dentysty, i chociaż buty z czerwonego aksamitu miały srebrne klamry i czubki zawinięte niczym węże, jednak na kołnierzu dało się zauważyć kilka plam. W dodatku chyba coś przeżuwał.

Spokojnie patrzył, jak Mort wspina się do niego po schodach.

— Złościsz się na mnie? — zapytał. — Podjąłem studia, ale potem musiałem dopilnować innych zajęć. Ciężka sprawa, przechodzić przez… Dlaczego tak na mnie patrzysz?

— Co tu robisz?

— Mógłbym zapytać o to samo. Chcesz truskawkę? Mort zerknął na mały koszyczek w dłoni maga.

— W środku zimy?

— Szczerze mówiąc to kiełki z odrobiną czaru.

— Smakują jak truskawki?

— Nie. — Cutwell westchnął. — Jak kiełki. Zaklęcie nie jest całkiem skuteczne. Myślałem, że pocieszę tym księżniczkę, ale rzuciła nimi we mnie. Szkoda marnować. Częstuj się.

Mort przyglądał mu się niepewnie.

— Rzuciła w ciebie?

— Owszem, niestety bardzo celnie. Niezwykle stanowcza młoda dama.

Hej, odezwał się głos w głębi umysłu Morta. To znowu ty, uświadamiasz sobie, że szansę, by księżniczka choćby pomyślała o no-wiesz z tym człowiekiem, są mniej niż znikome.

Odejdź, pomyślał Mort. Własna podświadomość zaczynała go niepokoić. Odnosił wrażenie, że ma bezpośrednie połączenie z tymi częściami ciała, które w tej chwili wolałby ignorować.

— Ale co tu robisz? — zapytał na głos. — Czy ma to jakiś związek z tymi portretami?

— Niezły pomysł, prawda? — Cutwell rozpromienił się. — Szczerze mówiąc jestem z siebie dumny.

— Przepraszam bardzo — przerwał mu słabym głosem Mort. — Miałem ciężki dzień. Chyba powinienem usiąść.

— Może w sali tronowej. O tej porze nikogo tam nie ma. Wszyscy śpią.

— To dlaczego ty nie śpisz?

— Ehem… — odchrząknął mag. — No, pomyślałem sobie, że zobaczę, czy nie zostało coś w spiżarni.

Wzruszył ramionami[6].

Pora już poinformować, że Cutwell również zauważa, iż Mort — nawet Mort wycieńczony długą jazdą i brakiem snu — sprawia wrażenie jaśniejącego, a także w jakiś dziwny sposób, zupełnie nie związany ze wzrostem, większego niż w rzeczywistości. Różnica polega na tym, że dzięki studiom Cutwell potrafi odgadnąć więcej niż zwykli ludzie i wie, że w sprawach magicznych oczywista odpowiedź jest zwykle błędna.

Mort potrafi przechodzić przez ściany i bez przykrych efektów pić mocny alkohol nie dlatego, że zmienia się w widmo, ale że staje się niebezpiecznie realny.

Co więcej, kiedy chłopiec potyka się na pustym korytarzu i nawet tego nie zauważając przenika marmurową kolumnę, jest oczywiste, że z jego punktu widzenia świat zaczyna szybko tracić swoją materialność.

— Właśnie przeszedłeś przez marmurową kolumnę — zauważył Cutwell. — Jak to zrobiłeś?

— Naprawdę?

Mort obejrzał się. Kolumna wyglądała całkiem solidnie. Trącił ją ręką i rozbił sobie łokieć.

— Mógłbym przysiąc, że przeszedłeś — potwierdził Cutwell. — Wiesz, magowie widzą takie rzeczy.

Sięgnął do kieszeni swej szaty.

— W takim razie zauważyłeś może tę mglistą kopułę nad okolicą? — spytał Mort.

— Już?!

— Nie wiem, czy już. Ale ta trzeszcząca powierzchnia sunie coraz bliżej, a nikt inny jakoś się nią nie przejmuje. W dodatku…

— Jak szybko się przesuwa?

— …ona wszystko zmienia.

— Widziałeś ją? Jak daleko stąd? Jak szybko się przesuwa?

— Oczywiście, że widziałem. Przejechałem przez nią dwa razy. To było jak…

— Ale przecież nie jesteś magiem, więc…

— A co ty tu robisz, tak w ogóle… Cutwell nabrał tchu.

— Cisza! — wrzasnął.

Zapadła cisza. Mag złapał Morta za ramię.

— Chodź — rzucił i pociągnął go z powrotem korytarzem. — Nie wiem, kim właściwie jesteś i mam nadzieję, że kiedyś będę miał czas, żeby się przekonać. Ale niedługo wydarzy się coś strasznego, a ty jesteś w to jakoś zamieszany.

— Coś strasznego? Kiedy?

— Zależy, jak daleko jest styk i jak szybko się porusza. — Cutwell wciągnął chłopca w boczne przejście. Puścił go, gdy stanęli przed wąskimi dębowymi drzwiami. Poszperał w kieszeni i wyjął mały, twardy kawałek sera oraz nieprzyjemnie miękkiego pomidora.

— Potrzymasz? Dzięki. — Sięgnął znowu, znalazł klucz i otworzył drzwi.

— To zabije księżniczkę, prawda? — spytał Mort.

— Tak — przyznał Cutwell. — A właściwie nie. — Znieruchomiał z ręką na klamce. — To bardzo inteligentne spostrzeżenie. Skąd wiedziałeś?

— Ja… — Mort zawahał się.

— Opowiedziała mi bardzo dziwną historię — oświadczył Cutwell.

— Tak przypuszczam. Jeśli była niewiarygodna, to musiała być prawdziwa.

— To ty nim jesteś, zgadłem? Asystentem Śmierci?

— Tak. W tej chwili nie na służbie.

— Miło mi to słyszeć.

Cutwell zamknął za nimi drzwi i poszukał świecy. Coś stuknęło, błysnęło niebieskie światło i zabrzmiał jęk.

— Przepraszam — powiedział, ssąc palce. — Czar ognia. Nigdy mi dobrze nie wychodzi.

— Spodziewałeś się tej półkuli? — spytał niespokojnie Mort. — Co się stanie, kiedy ona się zamknie?

Mag usiadł ciężko na resztkach kanapki z szynką.

— Nie jestem całkiem pewny — oświadczył. — Ciekawie będzie popatrzeć. Ale obawiam się, że raczej nie od wewnątrz. Okaże się, przypuszczam, że ostatniego tygodnia w ogóle nie było.

— Ona nagle umrze?

— Nie rozumiesz. Ona będzie martwa od tygodnia. To wszystko… — zatoczył krąg rękami — się nie wydarzy. Zabójca wykona swoje zadanie. A ty swoje. Historia się naprawi. Wszystko będzie w najlepszym porządku… To znaczy z punktu widzenia Historii. Właściwie żaden inny się nie liczy.

Mort wpatrywał się w wąskie okno. Za dziedzińcem widział oświetlone jasno ulice, a portrety księżniczki uśmiechały się do nieba.

— Powiedz, po co te portrety. Wygląda to na jakieś działania magiczne.

— Działania… Nie jestem pewien, czy działają. Widzisz, ludzie zaczynali się denerwować, nie wiedzieli dlaczego i to jeszcze pogarszało sytuację. Ich umysły znalazły się w innej rzeczywistości, a ciała w innej. Bardzo nieprzyjemne zjawisko. Nie mogli się pogodzić z faktem, że ona wciąż żyje. Pomyślałem, że portrety coś pomogą, ale ludzie zwyczajnie nie widzą tego, o czym myślą, że nie istnieje.

— Tyle to ja sam wiem — mruknął Mort.

— Za dnia kazałem wysyłać heroldów — mówił dalej Cutwell. — Myślałem, że jeśli ludzie zdołają w nią uwierzyć, to ta nowa rzeczywistość stanie się prawdziwa.

— Słucham? — Mort odwrócił się od okna. — Nie zrozumiałem.

вернуться

6

Znalazł pół słoika zjełczałego majonezu, kawałek bardzo starego sera i lekko nadpleśniałe-go pomidora. Ponieważ za dnia spiżarnia pałacu w Sto Lat mieściła zwykle piętnaście całych jeleni, setkę bażantów, pięćdziesiąt baryłek masła, dwieście kamionkowych garnków gulaszu z zajęcy, siedemdziesiąt pięć połci wołowiny, dwie mile rozmaitych kiełbas, liczne kuropatwy, osiemdziesiąt tuzinów jaj, kilka jesiotrów z Okrągłego Morza, beczkę kawioru i słoniową nogę nadziewaną oliwkami, Cutwell raz jeszcze przekonał się, że jedną z manifestacji pierwotnej, naturalnej magii wszechświata jest następujący fakt: każdy domowy magazyn żywności, penetrowany ukradkiem w środku nocy, zawsze i niezależnie od zawartości dziennej, mieści jedynie pół stoika zjełczałego majonezu, kawałek bardzo starego sera i lekko nadpleśniałego pomidora.

1 ... 27 28 29 30 31 32 33 34 35 ... 57
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)