Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Powrót na Marsa [Return to Mars - pl]
Powrót na Marsa [Return to Mars - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powrót na Marsa [Return to Mars - pl]

Электронная книга - «Powrót na Marsa [Return to Mars - pl]». Краткое содержание книги:

Akcja powieści rozgrywa się w sześć lat po „Marsie”. Politycy, zobligowani swoimi obietnicami i odkryciem przez pierwszą ekspedycję marsjańską prymitywnych form życia, wyrażają zgodę na kolejną misję. Tym razem koszt wyprawy ma się nie tylko zwrócić, ale i przynieść zyski.
To determinuje harmonogram — wśród załogi szerzy się niezdrowe współzawodnictwo, chęć zarobku przesłania rzeczywisty cel — badanie czerwonej planety. Jamie Waterman, półkrwi Nawaho, zostaje dowódcą grupy badawczej i musi stawić czoła partykularnym interesom naukowców oraz spełnić wymagania mecanasów projektu i polityków. Ale najważniejsze dla Jamiego jest dotarcie do niesamowitych obioektów, które odkrył na ścianie marsjańskiego kanionu. Przez sześć lat męczy go pytanie: czy to był miraż, czy budowle skonstruowane przez inteligentnych budowniczych.
1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 119
Перейти на страницу:

Vijay skinęła głową.

— On da się lubić, prawda? — Tak.

— Ale myli się w kwestii wioski? — Powiedziała to cicho, z autentycznym smutkiem w głosie.

— Ty też go lubisz, prawda?

Patrząc na obraz zacienionej niszy na ekranie, wysoko, na ścianie klifu, Vijay Shektar odparła bardzo cicho:

— Tak, ja też go lubię.

Rodriguez nagle odwrócił się do komputera i zaczął zamykać system. Obraz niszy skalnej znikł. Ekran pociemniał.

— Masz rację — powiedział, prawie ze złością. — Jest późno. Lepiej pójdę spać.

Doktor Shektar podniosła się z krzesła.

— Tak, ja chyba też powinnam.

Rodriguez wstał i po raz pierwszy zauważył, jaka jest niska. Malutka. Jak laleczka. O pięknych kształtach. Mógłbym ją podnieść jedną ręką.

Podniosła na niego oczy i powiedziała:

— Przepraszam, że ci przeszkodziłam, Tom. Śpij dobrze. Odwróciła się i ruszyła do drzwi, zostawiając Rodrigueza samego w laboratorium geologicznym.

Podoba jej się Jamie, pomyślał. On jej się podoba, nie ja. Jestem tylko jednym z pacjentów, jednym z pieprzonych królików doświadczalnych. Przeprasza, że mi przeszkodziła. Jak diabli. Doskonale wie, jak na mnie działa. Cieszy się, patrząc, jak się pocę.

Zasnął marząc o niej.

Soi 18: Południe

Kiedy nad rdzawoczerwonym horyzontem pojawiła się kopuła bazy, Jamie usłyszał w myślach melodię z Piotrusia i wilka: wznoszący się na szczyt marsz, towarzyszący temu, jak Piotruś prowadzi schwytanego wilka do domu dziadka.

Ciągnęli za sobą stary łazik, triumfalny powrót do bazy z dodatkowym elementem wyposażenia, który można było wciągnąć na listę.

Jeśli Opos Craig i para astronautów zmuszą go do pracy.

Jamie prowadził łazik, Trumball siedział po prawej stronie. Stacy Dezhurova udała się na zasłużony odpoczynek, gdyż prawie całą drogę powrotną z kanionu to ona prowadziła. Trudy Hali była z powrotem przy śluzie, z trudem wbijając się w skafander, gotowa do przeniesienia próbek porostów do laboratorium w kopule.

Powinniśmy zbudować tunel dostępowy, żeby nie musieć wbijać się w skafandry wracając z łazika, tylko przejść sobie z luku prosto do kopuły.

— Wiecie, czego nam trzeba? — spytał Trumball, trzymając jedną stopę nonszalancko na desce rozdzielczej. Nie czekając na odpowiedź Jamiego, mówił dalej: — Elastycznego tunelu. Wiecie, takiego jak rękawy na lotniskach. W ten sposób…

Marsz triumfalny umilkł. Jamie przypomniał sobie, że w nauce nie liczy się, kto pierwszy wpadnie na oryginalny pomysł, ale kto pierwszy go opublikuje.

Ze spokojnym uśmiechem Jamie odparł:

— Doskonały pomysł, Dex. Elastyczny rękaw ma sens. Oczy Trumballa rozbłysły pełnym zaskoczenia zachwytem, ale szybko to w sobie stłumił.

Jamie spędził całe popołudnie zajmując się starym łazikiem wraz z Oposem Craigiem. W środku panował bałagan. Przebywali tam w skafandrach. W słuchawkach hełmu Jamie słyszał, jak Craig podśpiewuje i posapuje jak osiedlowy hydraulik, próbujący ocenić, jak wysoką cenę może zaproponować pani domu, by uzyskać to zlecenie.

— Ogniwa paliwowe całkiem padły — mruknął Craig. A po chwili: — Akumulatory na złom.

Kiedy wyszli na zewnątrz i wspięli się po drabince wbudowanej w bok przedniego modułu, by zbadać panele słoneczne, głos Craiga zmienił się z trzeźwego na zasmucony.

— Z tych to już całkiem nic nie będzie.

Zanim dotarli do środka kopuły i zdjęli skafandry, Jamie był gotów spisać łazik na straty.

Craig potarł jednak szczeciniasty podbródek dłonią i rzekł:

— Cóż, szefie, jeśli świder będzie grzeczny i nic złego się nie stanie, mogę go uruchomić w ciągu tygodnia, jak myślę.

Zaskoczony Jamie wyrzucił z siebie:

— Tygodnia?

— Plus minus parę dni.

— Serio? — Jamie usiadł na ławce biegnącej wzdłuż szafek na skafandry.

Craig skinął głową z powagą i postawił jedną stopę na ławeczce obok Jamiego.

— Konstrukcja w porządku. Zapasowe akumulatory i panele słoneczne mamy w magazynie.

— Wystarczy ich?

— Sprawdzę dane w komputerze, ale skubańce powinny być w luku bagażowym. Chyba starczy.

— Super!

— Z ogniwami paliwowymi będzie problem — narzekał Craig. — Starocie, chodzą na wodorze i tlenie. Będziemy musieli poddać elektrolizie trochę wody z zapasowego modułu.

Jamie wiedział, że ogniwa paliwowe w nowych łazikach pracowały na metanie i tlenie.

— Zabawne — mówił dalej Craig. — Bardziej martwiłem się o przednią szybę… że pęknie albo zmatowieje od burzy. Ale cały przód był ładnie zagrzebany w piasku, więc nic jej nie jest.

Jamie wstał, nieco drżący.

— Nigdy nie sądziłem…

— Do elektryki mamy zapasy — nie pozwolił sobie przerwać Craig. — Ale jakby poszła przednia szyba, to cześć pieśni.

Zaglądając do centrum łączności, Jamie zobaczył Rodrigucza siedzącego przy konsoli komunikacyjnej, z ponurym wyrazem pociemniałej twarzy. Zauważył, że młody astronauta chyba próbuje zapuszczać wąsy; nad górną wargą miał meszek krótkich, ciemnych włosków.

— Que tal,Tomas?

Rodriguez spojrzał na niego bez mała z poczuciem winy.

— Kłopoty, chłopie.

— Co się dzieje? — spytał Jamie, przyciągając krzesło i siadając koło niego.

— Straciłem kontakt z numerem dwa.

— Z samolotem zwiadowczym? — Jamie poczuł ucisk strachu w brzuchu.

Rodriguez skinął głową ze smutkiem.

— Próbowałem odzyskać kontakt, nic z tego.

— Gdzie był samolot?

— Na rekonesansie nad Olympus Mons.

Bezzałogowy samolot zwiadowczy tworzył mapy wielkiego wulkanu przed planowaną wyprawą Fuchidy na szczyt.

— Co się stało? Astronauta potrząsnął głową.

— Przeglądałem zapisy lotu. Trafił w turbulencję na wysokości dwudziestu tysięcy metrów, ale ucichła.

Olympus Mons wznosiła się na wysokość trzydziestu tysięcy metrów, prawie trzy razy wyższa niż Mount Evercst.

— Może uderzenie wiatru — zastanawiał się Rodriguez. — Ale na tej wysokości powietrze jest tak rzadkie, że to nie powinno stanowić problemu.

— Jak długo nic mamy kontaktu?

Rodriguez spojrzał na zegar na konsoli łączności.

— Pięćdziesiąt trzy minuty, pięćdziesiąt cztery sekundy. Jamie wypuścił powietrze z pluć.

— Cóż, mamy jeszcze numer jeden, no i zapasowy w magazynie.

— Tylko jeden zapasowy.

— Będziemy musieli go użyć, skoro jedynkę straciliśmy.

— Tak, wiem. Ale nie chcę wysyłać zapasowego, dopóki nie ustalę, co się stało z tamtym.

Jamie zmusił się do wstania. Patrząc na ponurą twarz Rodrigueza, chwycił go za ramiona.

— Przestań się obwiniać, Tomas. To nie twoja wina. Astronauta smutno potrząsnął głową.

— Skąd wiesz?

Po raz pierwszy od prawie dwóch tygodni cała ósemka badaczy zasiadła razem do kolacji. Trumball zdominował rozmowę planami o odzyskaniu Pathfindera/Sojournera z Ares Vallis. On i Rodriguez zaczęli ożywioną dyskusję o tym, jak niezawodne są zapasowe silniki generatora paliwa.

— Nie obchodzi mnie, co mówią komputerowe symulacje — rzekł Rodriguez, z niezwykłą jak na niego zapalczywością. — Macie zamiar nadstawić karku w imię czegoś, co sobie jakiś inżynicrek wymyślił i wpisał do programu symulacyjnego.

1 ... 29 30 31 32 33 34 35 36 37 ... 119
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)