Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]
Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]

Электронная книга - «Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść będąca prequelem do całego cyklu „Droga przez Układ Słoneczny”. Ambicją młodego inżyniera, Dana Randolpha, jest zapewnienie uzależnionej odbliskowschodniej ropy Ameryce alternatywnego źródła energii. Eksploatacjazbudowanego przez Dana satelity energetycznego będzie jednak opłacalnatylko pod warunkiem wykorzystywania taniego środka transportu na orbitę, aprototyp wahadłowca ulega katastrofie podczas lotu próbnego. Wiele poszlakwskazuje, że ktoś dokonał sabotażu. Kto stoi za tą zbrodnią? Międzynarodowekoncerny naftowe czy arabscy fundamentaliści? Firma Dana, AstroCorporation, stoi na skraju przepaści. Skąd może nadejść ratunek? Czy od Saito Yamagaty, którego koncern również inwestuje w energię ze Słońca? Amerykańskich koncernów naftowych, które zastawiają się nad inwestowaniem winne źródła energii?
1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 103
Перейти на страницу:

— Ale pan nie da rady wytropić morderców sam, panie Randolph. Powinien pan zawiadomić FBI. Albo Strażników Teksasu.

— FBI powinno zbadać sprawę katastrofy. Ale nie widziałem, żeby coś robili.

Uniosła nieco brwi.

— Dobrze. Może prywatny detektyw?

— Myślałem o tym. Ale nie sądzę, żeby prywatny detektyw wiele pomógł. Przeważnie zajmują się rozwodami, podsłuchami telefonicznymi i fotografowaniem mężów przez teleobiektywy.

— Mitch O’Connell? Szef działu ochrony?

— Kompletnie bezużyteczny, poza zatrudnianiem ochroniarzy i wypełnianiem papierków. Do licha, gdyby nasza ochrona do czegoś się nadawała, nie byłoby całego tego smrodu.

— Tak sądzę — odparła, z rozczarowaniem w głosie.

— Może powinienem porozmawiać z miejscowym biurem FBI i próbować ich jakoś w to wkręcić — rzekł Dan niechętnie.

— Nie wiem, co jeszcze mógłbym zrobić.

Na smukłej twarzy April pojawił się wyraz determinacji.

— Może ja porozmawiam z moim ojcem w Wirginii. Jest prokuratorem okręgowym i może zna w Teksasie kogoś, kto mógłby zająć się śledztwem.

Nie czekała na zgodę Dana. Wstała i podeszła do drzwi gabinetu, z taką stanowczością, że Dan nie wiedział, co powiedzieć.

Czy ona należy do spisku, zastanawiał się. Moja asystentka — doskonałe stanowisko dla kreta. Czy dzwoni do ojca, czy do jednego z tych facetów, którzy zabili Hannah, Joego i Pete’a?

Przekleństwem April Simmonds była uroda. Od pierwszego konkursu piękności, na który wysłała ją matka, kiedy April miała pięć lat, odkryła, że potrafi zauroczyć wszystkich dookoła swoim uśmiechem i dołeczkami w policzkach, a wszyscy ją uwielbiają. Kiedy jednak zmieniła się w zgrabną nastolatkę i zaczęła pojmować potęgę seksu, uświadomiła sobie też, że bycie piękną to nie wszystko. Nie dla niej. Tak, piękne dziewczęta zostawały cheerleaderkami, a nauczyciele wybaczali spóźnienia albo brak zadania. To było miłe. April jednak nauczyła się szybko, że inni — szczególnie mężczyźni — nie oczekują od ładnej dziewczyny niczego poza pięknym wyglądem. Może jeszcze układności. Bali się inteligentnych kobiet.

A April była inteligentną kobietą. Na początku nie zdawała sobie z tego sprawy, bo gdy dostawała najwyższe oceny, i ona, i wszyscy inni byli przekonani, że to dlatego, że ładnie się uśmiechała i nie sprawiała nauczycielom problemów. Była zaskoczona, kiedy poradziła sobie z najtrudniejszymi kursami, takimi jak algebra i trygonometria, bez najmniejszych problemów.

Tak samo było na studiach. Tak, rasizm stanowił pewien problem, zwłaszcza, gdy umawiała się z białymi. Poradziła sobie z tym jednak, nie dopuszczając do poważnej konfrontacji. Odkryła, że naprawdę interesuje ją uczenie się o historii i literaturze, a nawet przerażającej ekonomii. Jedyny problem pojawił się, gdy ubiegała się o przyjęcie do korporacji studentek. Niektóre z sióstr były nieszczęśliwe na sam widok wysokiej, pięknej, pełnej uroku dziewczyny o migdałowych oczach, przy której pozostałe wyglądały jak szare myszki. Tę trudność również pokonała, a nawet została wybrana na przewodniczącą kapituły.

Mężczyźni stanowili jednak problem. Mogła nimi łatwo manipulować: jej szkolne sympatie w tak dużym stopniu działały pod wpływem testosteronu, że mogłaby ich zmusić do wycieczki na Księżyc albo obrabowania dla niej banku. Na studiach zaczęła umawiać się ze starszymi mężczyznami, także z grona profesorskiego. Chciała się od nich uczyć, uczyć się o wielkim świecie poza uczelnią, uczyć się o tym, co ją czekało w życiu. A tymczasem oni głaskali ją po głowie (lub po innych częściach ciała) i wyjaśniali, że chcieliby tylko, żeby była piękna. I uległa. Kiedy próbowała rozmawiać polityce, sztuce albo czymkolwiek głębszym niż najnowszy przebój z Hollywood, wytrzeszczali na nią oczy z łękiem. I rzadko proponowali jej randkę ponownie. Zdobyła sobie reputację snobki.

Skończyła studia z wysokim stopniem z literatury angielskiej, bez żadnych ambicji robienia czegokolwiek ciekawego. Pierwszą pracą, jaką znalazła, było stanowisko redaktora w cza-sopiśmie publikowanym przez stanowe biuro promocji turystyki. Przepracowała tam pół roku. Poproszono ją, żeby się zwolniła, kiedy wytłumaczyła redaktorowi naczelnemu, że nie piszą o najważniejszych rzeczach, a pisemko staje się nudne. Jako bezrobotna, przeczytała artykuł o prywatnej firmie w Teksasie, budującej satelitę energetycznego. Ciekawe, pomyślała April Simmonds. Wysłała swój życiorys ze zdjęciem do Astro Manufacturing Corporation, ubiegając się o pracę sekretarki, jedyną, do której —jak sądziła — ma kwalifikacje. Po dwudziestu czterech godzinach dostała zaproszenie na rozmowę na wyspę Matagorda.

Personalną była stanowcza, starsza kobieta, o nieustępliwym, czujnym spojrzeniu i zasadniczym podejściu. Porozmawiała z April przez dziesięć minut, uśmiechnęła się i powiedziała, że dyrektor zarządzający i założyciel firmy potrzebuje asystentki. April przyjęła ofertę z zamiarem wykonywania swojej pracy jak najlepiej, ale niepokazywania swojemu szefowi, jak inteligentna jest naprawdę.

A potem popełniła błąd. Zakochała się w swoim nowym szefie, Danie Randołphie. Był jednym z tych rzadko spotykanych mężczyzn, których atrakcyjna, a zarazem inteligentna kobieta nie onieśmielała. April domyślała się, że on jest w kimś zakochany, w kimś nieosiągalnym. Przez to zakochała się w nim jeszcze bardziej.

A teraz chciała zrobić wszystko, żeby pomóc Danowi odkryć, kto zabił Hannah Aarons, Joego Tenny’ego i prawdopodobnie Pete’a Larsena. Wiedziała, że to może być trudne. Ale też wiedziała, że to może być bardzo niebezpieczne.

AUSTIN, TEKSAS

Przyjęcie nie odbywało się ani w rezydencji gubernatora, ani w reprezentacyjnych budynkach stanowych, ani nawet w żadnym z większych hoteli Austin. Morgan Scanwell zorganizował to skromne spotkanie ze swoimi największymi zwolennikami w domu rektora teksańskiego uniwersytetu.

Wjeżdżając wynajętym Lexusem na podjazd, Dan dostrzegł, że dom jest piękny, ukryty w głębokim cieniu ogrodu, gęsto obsadzonego azaliami, begoniami i jakarandami. Powietrze było ciężkie od słodkiego zapachu jaśminu. Para młodych ludzi w koszulkach i dżinsach pomagała gościom zaparkować samochody. Studenci, pomyślał Dan. Jakie to sprytne ze strony Scanwella, że zorganizował tę imprezę tutaj: żadnych dziennikarzy, a szychy z uniwersytetu będą miały wrażenie, że to dla nich.

Dan dostrzegł też mnóstwo ochroniarzy. Mężczyźni o obojętnym wyrazie twarzy, w sportowych marynarkach lub eleganckich garniturach, byli rozproszeni po ogrodzie, kilku stało przy frontowych drzwiach. Dan pomyślał, że pod garniturami mają broń o takiej sile ognia, że mogliby roznieść ciało studenta na strzępy.

W olbrzymim salonie było zaledwie kilkanaście osób, mężczyźni w zwykłych garniturach, kobiety w sukienkach lub spodniach. Scanwella nie było nigdzie widać. Jane też nie.

Młoda kobieta w ciemnym stroju pokojówki wniosła tacę wąskich kieliszków z szampanem. Kelnerka z firmy cateringo-wej, pomyślał Dan, choć równie dobrze mogła to być studentka dorabiająca jako kelnerka. Przez chwilę miał ochotę poprosić o kieliszek amontillado, ale uświadomił sobie, że sprawi tym kłopot dziewczynie, i wziął szampana. Potem dopiero dostrzegł, że niektórzy mężczyźni trzymają kieliszki do wódki. A więc pito też coś mocniejszego.

— Daniel Randolph?

Dan odwrócił się, słysząc czyjś głos, i dostrzegł niskiego, solidnie zbudowanego mężczyznę o okrągłej twarzy, ze starannie przystrzyżoną ciemną bródką. Jego skóra miała odcień, jakiego Dan nabywał po spędzeniu wakacji w słońcu. Mężczyzna miał na sobie jasnoszary garnitur z pastelowym zielonym krawatem starannie zawiązanym wokół kołnierzyka białej koszuli. Dan przypomniał sobie radę Poloniusza w kwestii ubioru: drogie, lecz nie jaskrawe.

1 ... 28 29 30 31 32 33 34 35 36 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)