Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]
Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]

Электронная книга - «Powersat — satelita energetyczny [Powersat - pl]». Краткое содержание книги:

Powieść będąca prequelem do całego cyklu „Droga przez Układ Słoneczny”. Ambicją młodego inżyniera, Dana Randolpha, jest zapewnienie uzależnionej odbliskowschodniej ropy Ameryce alternatywnego źródła energii. Eksploatacjazbudowanego przez Dana satelity energetycznego będzie jednak opłacalnatylko pod warunkiem wykorzystywania taniego środka transportu na orbitę, aprototyp wahadłowca ulega katastrofie podczas lotu próbnego. Wiele poszlakwskazuje, że ktoś dokonał sabotażu. Kto stoi za tą zbrodnią? Międzynarodowekoncerny naftowe czy arabscy fundamentaliści? Firma Dana, AstroCorporation, stoi na skraju przepaści. Skąd może nadejść ratunek? Czy od Saito Yamagaty, którego koncern również inwestuje w energię ze Słońca? Amerykańskich koncernów naftowych, które zastawiają się nad inwestowaniem winne źródła energii?
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 103
Перейти на страницу:

Przynajmniej nie jest to naftowy handlarz dywanami, pomyślał Garrison, przyglądając się al-Baszyrowi. Nie mógłbym sobie wyobrazić go w szlafroku i szmacie na głowie, jakie noszą ci podstępni Arabowie. Al-Baszyr wyglądał zupełnie normalnie w eleganckim garniturze z krawatem. Miał okrągłą twarz, ciemne włosy zaczesane do tyłu i skórę barwy jasnego tytoniu. Brodę miał starannie przystrzyżoną, nieprzypominającą w niczym niechlujnej strzechy, a spojrzenie jasne, przejrzyste, i patrzył Garrisonowi prosto w oczy.

Mimo wszystko jest z nim coś nie tak, pomyślał Garrison. Jest za bardzo zrelaksowany, za bardzo wyluzowany, jakby wiedział więcej, niż chce ujawnić.

Odkąd al-Baszyr został przyjęty do zarządu, Garrison sprawdził go na wiele sposobów. Tunezyjczyk miał wystarczającą liczbę akcji, żeby zasłużyć na miejsce w zarządzie, ale Garrison nie ufał muzułmanom. Chrześcijanom zresztą też. Pociągnął nawet za pewne sznurki w Waszyngtonie, żeby federalni zbadali jego pochodzenie. Żadnych problemów, żadnych powiązań z terrorystami ani radykalnymi ruchami islamskimi. Na tyle, na ile Garrison mógł to zbadać, Asim był tunezyjskim biznesmenem, któremu się powiodło, i niczym więcej.

Przez te kilka lat al-Baszyr nie odzywał się za dużo podczas posiedzeń zarządu, rzadko zabierając głos, zwykle głosując tak samo jak Garrison. Nie sprawiał kłopotu. Wyglądało na to, że interesuje go wyłącznie zarabianie pieniędzy. I budowanie grona zwolenników, pomyślał Garrison.

Opierając się wygodnie na swoim wózku, Garrison rzekł:

— Cóż, Randolph skosztował jabłka.

Al-Baszyr przez moment wyglądał na zdezorientowanego, co sprawiło Garrisonowi przyjemność. Dopiero po chwili odparł:

— Ach, Adam i Ewa w raju. Garrison zachichotał.

— Nic panu nie umknie, prawda?

Al-Baszyr wysunął lekko podbródek, akceptując komplement.

— Jak długo zamierza pan zostać w Houston? — spytał Garrison.

— Mam za dwa dni spotkanie w Singapurze. Ale to nic ważnego. Jeśli będzie trzeba, mogę je przełożyć. W przyszłym tygodniu jednak muszę być w Pekinie.

— Transakcja związana z węglem?

— Tak. Sądzę, że chiński rząd jest już gotowy do przyjęcia naszych warunków. W przyszłym roku będziemy sprzedawać chiński węgiel w połowie Azji.

— Nie jestem tym zachwycony — rzekł ponuro Garrison. — Będziemy sami ze sobą konkurować. Pracujemy w przemyśle naftowym; po co sprzedawać węgiel ludziom, którzy powinni kupować ropę? — Wymawiał słowo „ropa” z charakterystycznym akcentem.

— Pracujemy w przemyśle energetycznym — zaoponował al-Baszyr. — Naszym celem jest zysk. Jeśli możemy zarabiać, sprzedając węgiel, będziemy sprzedawać węgiel. Albo wielbłądzie łajno, jeśli można na tym zarobić.

— Nadal nie jestem tym zachwycony — upierał się Garrison. — Poco, skoro…

— Staruszku, nikogo nie obchodzi, czym nie jesteś zachwycony — rzucił al-Baszyr, tonem ostrym jak brzytwa.

Garrison cofnął się na swoim wózku, jakby uderzono go w twarz. Szybko jednak odzyskał panowanie nad sobą.

— Nikt tak do mnie nie mówi, synku.

— Ja będę mówił. Możesz sobie być patriarchą tej korporacji, ale przyszedł czas, żeby rządy w Tricontinental objęło nowe pokolenie.

— Rządy? Masz na myśli siebie?

— Oczywiście — al-Baszyr uśmiechnął się chłodno. — Och, możesz pozostać prezesem zarządu. Nie będę cię poniżał, eliminując w głosowaniu. Ale zrozum, jeśli będę musiał, zagłosuję przeciwko tobie, a reszta mnie poprze.

— Ty… — Garrison umilkł, zanim wyrzucił z siebie ciąg epitetów, jaki uformował mu się w głowie. Powiedział tylko: — To dzięki mnie ta firma jest tym, czym jest. Stworzyłem ją z niczego, z maleńkiej firemki wiercącej dziury gdzieś w zachodnim Teksasie…

Uśmiechając się jak grzechotnik, al-Baszyr odparł:

— Odziedziczyłeś firmę przynoszącą zyski w czasach boomu naftowego. Skorzystałeś z okazji, muszę przyznać, z niezłym skutkiem. Tylko że to nie wymagało żadnego wielkiego geniuszu.

— Gdybym tylko mógł ustać na nogach…

— Ale nie możesz i obaj dobrze o tym wiemy. Czasy się zmieniły, staruszku, i Tricontinental musi zmienić się wraz z nimi. A ja się postaram, żeby tak się stało.

Garrison patrzył na mężczyznę, pierś unosiła mu się ciężko, serce waliło jak młotem.

— Ależ daj spokój — uśmiech al-Baszyra stał się nieco cieplejszy. — Nie powinniśmy odczuwać wobec siebie wrogości. Obaj chcemy tego samego: władzy i zysków z Tricontinental Oil.

— A ty będziesz podejmował wszystkie decyzje — mruknął Garrison.

— Zapewniam cię, że w większości przypadków podjąłbyś dokładnie takie same.

— Z wyjątkiem nieszczęsnej transakcji węglowej.

— W dalszej perspektywie chiński węgiel sprawi, że nasza ropa zyska, nie straci, na wartości. Każda tona węgla, jaką w tym roku możemy sprzedać w Azji, oznacza tysiące baryłek ropy, jakie możemy sprzedać po wyższej cenie za parę lat.

— Pieprzeni ekolodzy nie przepadają za węglem.

— To bez znaczenia — odparł al-Baszyr. — Poza tym ropa ma kluczowe znaczenie dla przemysłu petrochemicznego. Jest zbyt cenna, by ją spalić.

— Jezu Chryste, gadasz jak ten nieszczęsny szach Iranu.

— Pahlavi? Tu miał rację.

— Wiele mu z tego przyszło.

Niedbałym machnięciem ręki al-Baszyr dał do zrozumienia, że temat go nie interesuje.

— Nieważne. Musimy myśleć o przyszłości.

— Na przykład o tym numerze z satelitą energetycznym?

— Tak — odparł al-Baszyr, lekko zmieniając ton. — Satelita energetyczny ma podstawowe znaczenie dla moich planów.

Dwaj mężczyźni przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie w milczeniu: Garrison, niemłody, słaby, pokryty zmarszczkami mężczyzna, na wózku inwalidzkim, desperacko trzymający się władzy, i al-Baszyr, elegancki, przystojny, napawający się chwilą, w której ujawnił swe prawdziwe oblicze.

Po chwili Garrison rzekł:

— Pytałem o twoje plany związane z podróżą, bo chciałem wiedzieć, czy mógłbyś być w Austin w tę sobotę.

— Po co miałbym jechać do Austin? — zdziwił się al-Baszyr wyniośle.

— Gubernator Teksasu ogłosi, że będzie kandydował na prezydenta.

— Scanwell?

— Morgan Scanwell — przytaknął Garrison. — I niezależne źródła energii mają być ważnym elementem jego programu wyborczego.

Al-Baszyr z roztargnieniem pogłaskał się po brodzie. Garrison miał wrażenie, że widzi obracające się pod jego czaszką trybiki.

— Niezależne źródła energii — mruknął. Garrison uniósł kościsty palec i rzekł:

— Chcę wiedzieć, jaki jest prawdziwy powód, dla którego mamy kupować satelitę energetycznego Randolpha.

Przez ułamek sekundy w oczach al-Baszyra coś zapłonęło. Aha! Coś się dzieje, pomyślał Garrison.

Al-Baszyr szybko jednak odzyskał panowanie nad sobą i odparł gładko:

— Moim zdaniem, dywersyfikacja jest dla Tricontinental bardzo ważna. Węgiel, energia jądrowa, gaz ziemny, nawet tak abstrakcyjny pomysł jak satelita energetyczny — powinniśmy angażować się we wszystkie formy wytwarzania energii.

— Zostaw te piękne gadki na spotkania ze specami od PR-u — warknął Garrison. — Jaka jest prawdziwa przyczyna?

Al-Baszyr uśmiechnął się, demonstrując zęby tak piękne, że musiały być efektem skomplikowanych zabiegów ortodontycznych.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 103
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)