Niebezpieczny Krok
- Автор: Бэлоу Мэри
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Niebezpieczny Krok». Краткое содержание книги:
Już niedługo pojedzie do swoich majątków. Musi czymś się zająć.
Wkrótce wszystko wróci do normy.
Tydzień po powrocie do domu Christine miała wrażenie, że jej pobyt w Schofield wydarzył się wieki temu. Jej życie znów toczyło się zwyczajnym trybem. Znów była szczęśliwa.
No, może niezupełnie szczęśliwa, ale przynajmniej zadowolona. Wprawdzie przez kilka lat cieszyła się szczęściem z Oscarem, żyjąc w innym świecie, ale przeżyła rozczarowanie tamtym życiem i światem, który uczynił ją rozpaczliwie nieszczęśliwą. Ponowne spotkanie z Hermione i Basilem nie było przyjemne. Przebywanie w towarzystwie ludzi z wyższych sfer przypomniało jej, jak łatwo można zostać odtrąconym, wyszydzonym i potępionym. Nie doświadczała tego często ani w trakcie małżeństwa, ani teraz podczas pobytu w Schofield, ale w Hyacinth Cottage nie zdarzało się to nigdy. Tu mogła być sobą i nikt nie miał jej tego za złe. Nie miała w okolicy wrogów, tylko samych przyjaciół.
A jednak lata małżeństwa spędzone w wyższych sferach i dwutygodniowy pobyt w Schofield pozostawiły w niej pewien niepokój. Czuła się uwięziona pomiędzy dwoma światami, nie należąc do żadnego z nich.
Wybrała życie na wsi i było jej tu dobrze. Zawsze miała coś do zrobienia. Lubiła uczyć w wiejskiej szkole, choćby tylko trzy godziny w tygodniu. Kiedyś zaproponowała, że może uczyć geografii, która była jej ulubionym przedmiotem, i tak zostało. Poza tym odwiedzała starszych i chorych mieszkańców. Robiła to już jako dziecko, towarzysząc matce lub żonie poprzedniego pastora. Lubiła ludzi w podeszłym wieku; zawsze niosła im uśmiech i mnóstwo wesołych opowieści, chętnie słuchała ich wspomnień i pomagała w różnych pracach.
Składała wizyty i przyjmowała gości, uczestniczyła w podwieczorkach i obiadach, a nawet w zabawie w wiejskiej gospodzie. Spotykała się z przyjaciółkami na ploteczki i z dżentelmenami, którzy chętnie zaczęliby się o nią starać, gdyby tylko zechciała.
Nie chciała, choć może powinna. Zawsze pragnęła mieć własny dom, ukochanego męża i dzieci. Męża straciła na parę lat przed jego śmiercią, a dzieci nigdy się nie doczekała. Jej marzenia się zmieniły. A może po prostu umarły.
Miała siostrzeńców na plebanii i dzieci Melanie w Schofield Park, choć tych ostatnich nie widywała zbyt często. Kochała dzieci, wprost je uwielbiała. Sama nigdy nie poczęła dziecka i to było największym rozczarowaniem w jej małżeństwie.
Odwiedziła Melanie i ucięły sobie dłuższą pogawędkę o udanej imprezie. Melanie twierdziła, że wszyscy panowie zakochali się w Christine, a hrabia Kitredge był niepocieszony, gdy się dowiedział, że wyjechała z Schofield zaraz po balu, zamiast poczekać do rana. Jej zdaniem Christine mogłaby zostać hrabiną jeszcze przed końcem lata, gdyby tylko miała na to ochotę.
– Wiem, że niechętnie patrzysz na mężczyzn od śmierci biednego Oscara – westchnęła. – Kochany był z niego chłopak. I taki przystojny. Ale któregoś dnia zapomnisz o nim i znów się zakochasz. W pewnym momencie pomyślałam, że to będzie książę Bewcastle. Wygrałaś ten śmieszny zakład i tańczyłaś z nim walca na balu. A jednak, choć jest taki wspaniały i nadzwyczajnie uświetnił moją imprezę towarzyską, nie chciałabym go dla mojej najlepszej przyjaciółki. To prawda, że gdy wejdzie do pokoju, temperatura natychmiast spada o kilka stopni. Niemniej myślę, że on się w tobie trochę podkochiwał.
Christine roześmiała się, jakby Melanie opowiedziała świetny dowcip. Przyjaciółka zawtórowała jej dopiero po chwili.
– Nie, chyba jednak nie – przyznała. – Wątpię, czy w ogóle jest zdolny do podkochiwania się, czy jakichś ludzkich odruchów. Zastanawiam się, czy sam książę Walii nie drży pod tym jego stalowym spojrzeniem.
Książę Bewcastle był jedyną osobą w życiu Christine, o której starała się nie myśleć i jak najszybciej zapomnieć. Wspomnienia o nim przynosiły tylko ból.
Po powrocie z Schofield miała mnóstwo spraw, którymi mogła się zająć z właściwym sobie entuzjazmem. Była niemal szczęśliwa. A przynajmniej zadowolona. Pod warunkiem że mocno trzymała na wodzy swoje myśli.
Po lekcji geografii Christine czuła, że jest zgrzana i zarumieniona. Dzień był bardzo ciepły, wyszła więc z dziećmi na zewnątrz. Jak zwykle bawili się w latanie na zaczarowanym dywanie do wybranego kraju. Uczniowie biegali po ogrodzie, machając rękami, żeby dywan nie opadł na ziemię. Christine razem z nimi. Nie mogła przecież zostać, gdy dywan ruszał w podróż.
Przelecieli nad wzburzonym Atlantykiem. Po drodze widzieli dwa żaglowce i wielką górę lodową. Potem skierowali się nad Zatokę Świętego Wawrzyńca i dalej do Kanady, aż wylądowali w Montrealu. Tam zwinęli dywan i ruszyli w głąb kontynentu na łódkach, wraz z wesołą kompanią francuskich podróżników handlujących futrami. Zgodnie wiosłowali, dzielnie pokonując wodospady i z trudem przenosząc łodzie i ładunek po lądzie, gdy dalsza droga wodnym szlakiem stała się niemożliwa. Śpiewali przy tym wesołą francuską piosenkę, by dodać sobie animuszu.
Kiedy dotarli do wielkiej faktorii w Fort William nad Jeziorem Górnym, skąd mieli zacząć następną lekcję geografii, padli zmęczeni na latający dywan i powlekli się z powrotem w stronę budynku szkoły na lekcję arytmetyki.
Christine poczekała, aż dzieci wejdą do środka. Teraz może wrócić do domu, przebrać się i ochłonąć w saloniku przy szklance świeżej lemoniady, przygotowanej przez panią Skinner. Z uśmiechem na twarzy odwróciła się, by ruszyć do domu.
Zauważyła mężczyznę opartego o płot, dżentelmena, jak się jej wydawało. Osłoniła oczy ręką, żeby zobaczyć, kto to.
– Pani Thompson powiedziała mi, że tutaj panią znajdę – rzekł książę Bewcastle. – Przyjechałem z panią pomówić.
Dobry Boże! Najpierw pomyślała o swoich zarumienionych policzkach, potarganych włosach pod starym słomkowym kapeluszem, zakurzonej sukni i butach, i ogólnie niedbałym wyglądzie. Potem przyszło jej do głowy, że on musiał widzieć przynajmniej część tej dziwacznej lekcji. Śmiesznej, ale i skutecznej w przekazywaniu dzieciom wiadomości, tak że przyswajały wiedzę nie wiadomo kiedy. A potem wszystkie myśli uleciały jej z głowy i zostało tylko zdumienie.
Czuła się, jakby żołądek podszedł jej do gardła. Albo jakby zakręciło się jej w głowie podczas podróży latającym dywanem.
– Co pan tu robi? – spytała. Bardzo obcesowe pytanie, ale kto w takiej chwili przejmowałby się dobrymi manierami.
– Przyjechałem z panią pomówić – powtórzył z chłodną wyniosłością człowieka, który uważa, że ma prawo mówić, z kim chce i kiedy chce.
– Doskonale. – Lot nad Atlantykiem najwyraźniej pozbawił ją też tchu. – Proszę mówić.
– Może ruszymy do Hyacinth Cottage? – zasugerował.
Więc on już tam był? Oczywiście, przecież wspomniał, że rozmawiał z jej matką. Podszedł do drzwi i sam zapukał. Nie widziała w pobliżu żadnego służącego, który mógłby za niego wykonać tak przyziemną czynność.
Wyszła ze szkolnego ogródka i ruszyła u boku księcia. Na wypadek gdyby przyszło mu do głowy podać jej ramię, splotła ręce za plecami. Musiała wyglądać jak strach na wróble.
– Myślałam, że pan wyjechał dziesięć dni temu wraz z resztą gości – powiedziała.
Wiedziała, że wyjechał. Przecież była u Melanie z wizytą.
– Istotnie – potwierdził. – Pojechałem do Lindsey Hall. I wróciłem.
– Dlaczego? – Można by pomyśleć, że nawet nie słyszała o zasadach uprzejmej konwersacji.
– Musiałem z panią pomówić.
– O czym? – Zaczynało do niej w pełni docierać, że to książę Bewcastle idzie wiejską drogą u jej boku.
– Czy były jakieś konsekwencje? – spytał.
Poczuła gorący rumieniec wypływający jej na policzki.