Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Motyl Na Szpilce». Краткое содержание книги:

W?r?d pisarek literatury popularnej, takiej jak Grochola, Szwaja czy Sowa, pojawi? si? nowy g?os, Beata Wawryniuk i jej Motyl na szpilce…
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31
Перейти на страницу:

Wstydziłam się tego dowodu mojej słabości, ale nic nie mogłam na to poradzić.

Leszek otworzył lodówkę, wyjął talerzyk z resztkami tiramisu i postawił go przed moim nosem. Obok położył łyżeczkę.

– Dziękuję – uśmiechnęłam się – i przepraszam. Już mi lepiej.

Jadłam przełykając łzy na przemian ze słodkim ciastkiem. Leszek wyszedł do pokoju. Usłyszałam skrzypniecie szafy i za chwilę na moich kolanach leżał mały rudzielec. Spał jak zabity.

– Stęsknił się za tobą.

Roześmiałam się przez łzy.

– Chyba nie bardzo. Popatrz na niego.

– Bo sen jest dobry na tęsknotę. Zresztą kąpiel też. Spojrzałam na niego. Odchrząknął.

– No jak? Trochę lepiej?

Pokiwałam głową.

– W takim razie zapraszam cię do kina. Chodź.

Weszłam za nim do pokoju. W srebrnym lichtarzu paliła się świeczka, na półmisku leżała ogromna góra chipsów.

– Jak rozpętałem drugą wojnę światową, co ty na to? Na podłodze przed telewizorem stało wideo.

– Przywiozłem parę swoich rzeczy, trochę ciuchów i kilka dobrych filmów. Pomyślałem, że sprawi ci to przyjemność.

Spędziliśmy wieczór, zaśmiewając się do łez. Leżałam na łóżku obłożona gromadką kociąt i Filkiem, który lizał swoje maluchy, a także moje dłonie, co chyba nie stanowiło dla niego większej różnicy. Leszek siedział na ziemi oparty o sofę i zabawnie komentował swoje ulubione sceny. Zerkałam na tył jego głowy. Marzyłam tylko o jednym: żeby ten wieczór nigdy się nie skończył.

* * *

Powiedziałam Leszkowi, że jeśli chce, może zostać do końca miesiąca. Wynajmie coś od początku grudnia, tak będzie mu najwygodniej, zresztą mi też dobrze zrobi towarzystwo. Leszek wahał się. Zgodził się pod warunkiem, że zapłaci połowę czynszu i część rachunków. Zgodziłam się na czynsz.

Filek strasznie polubił Leszka. Odkąd Leszek się wprowadził, łazi za nim krok w krok i gapi się na niego jak nawiedzony. Kiedy Leszek się goli, Filek siedzi na klapie od sedesu i śledzi każdy jego ruch. Kiedy Leszek kładzie się na swoim legowisku, Filek zeskakuje z mojego łóżka i głośno mrucząc mości sobie miejsce w jego nogach. Z początku czułam się trochę zazdrosna, ale, szczerze mówiąc, sama jestem sobie winna. Odkąd przyszły na świat maluchy, zajmuję się głównie nimi i dla Filka jakoś nie starcza mi czasu. Próbowałam wprawdzie nadrobić zaległości i któregoś dnia urządziłam dzień przyjaźni People – Animals, z kocimi przysmakami, pieszczotami i nawet małym upominkiem w postaci pluszowej myszki, ale niewiele to dało. Filek wprawdzie zjadł smakołyki i nawet kilka razy trącił mysz łapą, ale nocą znów powędrował do Leszka. Leszek jest tym zachwycony. Mówi, że jeszcze nigdy żadna kobieta nie patrzyła na niego z takim zainteresowaniem jak mój kot. I żadna tak czule nie mruczała mu do ucha.

* * *

Miśka wpadła nieoczekiwanie. Nie widziałam jej od tygodnia, bo zajęta swoimi sprawami, a przede wszystkim świeżo zawiązanym narzeczeństwem, była zupełnie nieuchwytna. Wpadła i od razu wyciągnęła z torby kilka kopert. Wieszając płaszcz perorowała:

– Tylko bądź szczera, jeśli są złe, mów otwarcie. Eduś się nie zna, a ja całkiem zgłupiałam i straciłam obiektywizm. Czy te gołąbki nie są zbyt pretensjonalne? A ten powóz? Wydaje mi się rodem z brazylijskiego tasiemca. Edek wprawdzie uważa, że to romantyczne, ale sama nie wiem… Jasne, jest jeszcze kupa czasu, ale chcę się dobrze przygotować, więc musisz mi doradzić…

Słuchałam z kuchni, parząc herbatę. Zastanawiałam się, jak przedstawić Miśce sprawę Leszka. Ponieważ ostatnio rozmijałyśmy się w czasie i przestrzeni, niczego jej nie powiedziałam.

Sytuacja rozwiązała się szybciej niż myślałam. Miśka, mijając drzwi do pokoju, stanęła nagle jak wryta. Zalewając herbatę usłyszałam bąknięte przez Miśkę powitanie, krótkie „cześć” Leszka i zrozumiałam, że prezentacja dokonała się sama. Za chwilę poczułam na karku Miśkowy oddech.

– Kto to? – usłyszałam jej stłumiony szept.

– Mój sublokator.

– Kto?!

– Sublokator. Ma kłopoty mieszkaniowe i chwilowo go wspieram. Potem ci wszystko wytłumaczę…

– Ewka!

– Co?

– Wiedziałam… Urobił cię… Kretynka!

Nie zdążyłam niczego wyjaśnić, bo Miśka zniknęła w drzwiach pokoju. Zawołałam ją, ale nie zareagowała. Usłyszałam skrzypnięcie szafy, potem sofy i zrozumiałam, że wyjęła z legowiska Rudego Jeden, jej ulubieńca, i razem z nim rozsiadła się na łóżku. Byłam pewna, że mierzy Leszka lodowatym wzrokiem. Co za okropna baba. Postępowała tak ze wszystkimi moimi niedoszłymi facetami, nawet jeśli, jak Leszek, byli zupełnie neutralni. Grał telewizor, więc wytężyłam słuch.

– Słodki kocurek – usłyszałam uprzejmy głos Leszka. – Ewa opowiadała mi o tobie. Jesteś jej przyjaciółką, prawda?

Nie usłyszałam odpowiedzi. Najprawdopodobniej przyjaciółeczka tylko kiwnęła głową. Ignorantka jedna.

– Podobno wychodzisz za mąż. Gratuluję… – Leszek nie dał się zrazić. – Projekty zaproszeń? Mogę zobaczyć?

– No, no, nie powiem, milutki jesteś… – Miśka odezwała się zimno.

Kroiłam cytrynę, starając się uchwycić najdrobniejsze dźwięki. Modliłam się, żeby Miśka była miła. I wtedy nagle usłyszałam jej ostry szept:

– Ja też co nieco słyszałam o tobie i szczerze mówiąc, nie bardzo mi się podobasz. Znam takich jak ty. Też próbowali ze mną swoich sztuczek. Ewka jest zaślepiona, łatwo nią manipulować, ale pamiętaj, ma przyjaciół, którzy się o nią troszczą, więc uważaj…

Zamarłam w nożem i cytryną w dłoniach. Po chwili Miśka wróciła do kuchni i uśmiechnęła się do mnie słodko.

– Pójdę już – powiedziała, wyraźnie z siebie zadowolona. – Twoje życie, twój wybór. Aha, mówiłam ci, że jesteś kretynka?

– Matko, Miśka, to nie jest Maciek! – szepnęłam. – To mój partner do pozowania, Leszek. Bardzo miły i kulturalny człowiek. W dodatku z twojej branży.

Miśka nadal się uśmiechała, ale bez przekonania.

– Zawsze się musisz wtrącać!

Wykrzywiła się.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś…

– Nie zdążyłam. Szybciej plujesz jadem niż Brudny Harry prochem…

– Jest architektem?

– Przestrzeni.

Miśka gapiła się na mnie z ogłupiałą miną. Oparłam się o kuchenkę.

– I co teraz?

– Nic. Trochę gościa zatkało. Zaraz go odetkam – odparła niepewnie.

Wzięła cukierniczkę i wyszła z kuchni. Pomaszerowałam za nią z tacą zastawioną herbatą.

– Słodzisz? – Miśka przejęła rolę gospodyni. Leszek kiwnął głową – Z cytrynką? Proszę… Co to ja mówiłam… aha… no… co do moich ostrzeżeń… to… yhm… żartowałam. Zawsze tak gadam do facetów Ewki. Już taka ze mnie idiotka. – Miśka poklepała mnie po ramieniu. – Nooo… to ja już pójdę…

– Raczej troskliwa przyjaciółka – przerwał jej Leszek.

Miśka spojrzała na mnie, położyła na stół zaproszenia i roześmiała się:

– No to jak tak, kochani, to doradźcie…

* * *

Siedziałam w łazience z maseczką na twarzy, z mokrymi włosami nasmarowanymi odżywką, czytając książkę i czekając, aż minie piętnaście przepisowych minut, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Poderwałam się z miejsca. Nie mogłam wyjść z łazienki, szczególnie, że miałam na sobie stary powyciągany szlafrok i całe to świństwo na twarzy, nie mogłam też udawać, że niczego nie słyszę. Krzyknęłam w przestrzeń, że ktoś puka. Przywarłam uchem do drzwi. Usłyszałam kroki Leszka w przedpokoju, odsunięcie zasuwki i ciche skrzypnięcie. A potem ciszę. A potem… potem głos: „Przepraszam, chyba pomyliłem mieszkania”. O mało nie padłam, tak jak stałam.

To był Maciek!

Leszek zagadnął o coś gościa, nie usłyszałam jednak ani co mówił, ani żadnej odpowiedzi.

Błyskawicznie zmyłam maseczkę i odżywkę, przebrałam się i wyszłam z łazienki. Leszek stał w kuchni i parzył herbatę. Spojrzałam na niego przerażona. Ubrany był w sportowe bokserki. Tylko w sportowe bokserki! Był uśmiechnięty, spocony i miał nabrzmiałe mięśnie. Podrapał się po nagiej piersi.

– Łazienka wolna? Trochę ćwiczyłem, chciałbym wziąć prysznic.

– Kto to był? – spytałam drżącym głosem.

– Jakiś gość. Pomylił mieszkania.

– Mówił coś?

– Niewiele. Za to gapił się na mnie… jakoś tak… – Leszek skrzywił się. – Miałem wrażenie, że chyba lubi, wiesz…

– Co?

– No, woli chłopców.

Usiadłam na krześle, patrząc na Leszka bez słowa. Oczami wyobraźni ujrzałam całą scenę: półnagiego Leszka, zdezorientowanego Maćka. I nagle zaczęłam się śmiać. Histerycznie. Nie mogłam się opanować. Uspokoiłam się dopiero wtedy, gdy uprzytomniłam sobie wszystkie fakty.

– Otworzyłeś drzwi w takim stroju? Półnagi?

– Tak. – Leszek patrzył na mnie podejrzliwie.

– A co mu powiedziałeś? Słyszałam, że coś mu powiedziałeś.

– Że nie mogę mu pomóc, bo mieszkam tu od niedawna… zaraz… dlaczego właściwie… czy to ktoś znajomy? – Leszek usiadł naprzeciw mnie, wpatrując się we mnie z powagą -… czy to był twój narzeczony?

– Narzeczony? Nie, z pewnością to nie był mój narzeczony! – podniosłam głos. – Przepraszam. – Zabrałam herbatę i wyszłam z pokoju.

Pięć minut później zadzwonił telefon.

– Ewa? Jestem pod twoim blokiem. Chcę do ciebie wpaść i porozmawiać. Podaj mi numer mieszkania, bo coś mi się pokręciło – powiedział Maciek zimnym głosem.

– Nic ci się nie pokręciło.

– Słucham? – Maciek odchrząknął. – No dobra, kto to jest?

Leszek brał prysznic. Śpiewał. Przeniosłam się z aparatem do pokoju.

– Nikt. Przepraszam, ale nie mam czasu. Zdaje mi się, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy. Proszę cię, żebyś więcej nie dzwonił.

– Ewciu… – Maciek jęknął w słuchawkę. – Powiedz mi, co to za facet. Brat do ciebie przyjechał?

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)