Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Galaktyczny smakosz - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Galaktyczny smakosz

Электронная книга - «Galaktyczny smakosz». Краткое содержание книги:

Gurronsevas, olbrzymi sześcionożny obcy, jest powszechnie znany jako najlepszy w Galaktyce szef kuchni. Jednak u szczytu swej kariery odkrywa, że sława, honor i armie pochlebców to za mało. Pragnie nowego wyzwania. Wyzwania na miarę wielkości swego ciała, talentu i pychy. Tylko Szpital Kosmiczny — potężny kompleks, w którym leczą i są leczeni zarówno ludzie, jak i obcy — pozwala na realizację takich marzeń. Gurronsevas, obecnie Naczelny Dietetyk, postanawia zrobić coś, co nie udało się przed nim żadnemu kucharzowi: chce sprawić, by szpitalne jedzenie było smaczne. Tylko czy pacjenci to przeżyją?
1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 61
Перейти на страницу:

— Moje instrukcje są następujące — rzekł lodowatym głosem. — Natychmiast cofnąć nieautoryzowaną zmianę i przywrócić oryginalne proporcje składu. Jestem z ciebie bardzo niezadowolony, Sarnyagh, ale z konsekwencjami dyscyplinarnymi przyjdzie poczekać, aż…

— Ależ to nie w porządku — przerwał mu technik. — Dokonałem tylko drobnej i niegroźnej zmiany, a pan uważa, że to podważa pański autorytet. To naprawdę nie tak. Mamy obecnie ważniejsze i pilniejsze sprawy na głowie. Zgodnie z instrukcjami Diagnostyków Thornnastora i Conwaya sprawdzamy całą linię w poszukiwaniu możliwych miejsc skażenia. Wiem, że to niemożliwe, ale informacja, że chodzi o toksyny w jedzeniu, byłaby przełomem w walce z…

— Ten problem został właśnie rozwiązany. Zrób tylko, jak mówię.

Gdy Sarnyagh zniknął z ekranu, dietetyk podszedł do Liorena.

— Może jednak go nie zamorduję. Ale jeśli powiesz mi, jak zrobić komuś krzywdę w ten sposób, aby długo dochodził do siebie, będę wdzięczny.

— Mam nadzieję, że żartujesz — mruknął niepewnie Tarlanin. — Ale problem naprawdę został rozwiązany? Jak?

— Żartuję. I owszem, epidemia dobiegła końca. Powiem ci tylko pokrótce, byś mógł jak najszybciej zawiadomić Conwaya, że chodziło o…

— Nie, Gurronsevas. To twoja specjalność. Conway należy do tych, którzy wiedzą o twojej obecności na statku. Oszczędzimy czas, jeśli sam mu to powiesz.

Kilka minut później Diagnostyk Conway spojrzał z ekranu. Dietetyk zaczął opisywać, jak doszło do nie uzgodnionej z nim zmiany w menu DBDG i na czym ona polegała.

— Pośrednim powodem była moja ignorancja, o czym dowiedziałem się dopiero kilka minut temu. Okazuje się, że ziemska gałka muszkatołowa, jedna z powszechnie stosowanych przypraw, wykorzystana i w tym daniu, ma w przypadku znacznego przedawkowania dość szczególne, chociaż mało znane działanie. Nie znajduje się na liście substancji niebezpiecznych, zapewne dlatego, że z racji przykrych ubocznych skutków gastrycznych nie sprawdziła się jako narkotyk. Kiedyś jednak stosowano ją jako łagodny halucynogen. Zdarzało się to kilkaset lat temu, gdy używanie podobnych środków było bardzo popularne w wielu kulturach. Dawka podana przez technika była sto razy wyższa niż zalecona. W takiej ilości wspomniana przyprawa powoduje halucynacje, brak koordynacji ruchów i nudności. Dokładnie te same objawy, które opisano mi jako charakterystyczne dla obecnej epidemii. Błąd jest właśnie korygowany i za dwie godziny linia żywnościowa DBDG będzie już w pełni bezpieczna. Objawy zaczną ustępować, a według źródeł historycznych, wszyscy chorzy powinni za kilka dni dojść do siebie. Jestem pewien, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane.

Conway milczał chwilę, w końcu westchnął przeciągle. Jego cofnięte w głąb czaszki oczy spojrzały obok Gurronsevasa i Liorena na pokład medyczny.

— Więc ostatecznie miałeś rację, Ojczulku — powiedział z uśmiechem. — Niepotrzebnie wystraszyliśmy się przykrego, ale ogólnie niegroźnego zatrucia. Pan zaś, Gurronsevas, rozwiązał problem w kilka minut, nie oddalając się nawet od konsoli. Dobra robota, naczelny dietetyku. Ale co powinniśmy pańskim zdaniem zrobić z odpowiedzialnym za błąd technikiem?

— Nic. Nigdy nie uchylałem się od zawodowej odpowiedzialności, w tym odpowiedzialności za podwładnych. Sam się nim zajmę po powrocie.

Stojący z tyłu Lioren zachichotał cicho.

— Rozumiem — powiedział Conway, kiwając głową. — Niemniej potrwa trochę, nim pan wróci. Skoro epidemię mamy już z głowy, Rhabwar może ruszać w drogę. Start za godzinę.

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

Po przydługim pożegnaniu Liorena i dłuższych jeszcze upomnieniach, aby Gurronsevas nie przesadzał z inicjatywą, lecz starał się raczej zyskiwać przyjaciół, dietetyk naprawdę miał się nad czym zastanawiać. Pogrążył się w myślach na tyle, że jego zdaniem minęło tylko kilka minut, nim znowu — czego zresztą mógł się spodziewać — mu przerwano. Odgłosy dobiegające od strony dziobu sugerowały, że kilka osób weszło przez właz załogi, a jedna z nich ruszyła centralną studnią w kierunku maszynowni. Równocześnie druga grupa skorzystała z głównego wejścia i zaczęła zbliżać się szybko do pokładu medycznego. Po gwarze Gurronsevas ocenił, że chodzi o cztery różne istoty, rozmawiały jednak zbyt cicho, aby jego autotranslator mógł wyróżnić poszczególne kwestie. Czym prędzej przyciemnił światło, uniósł parawan i schował się za nim.

Gdy przybysze weszli na pokład medyczny, oświetlenie rozbłysło z całą mocą i głosy nagle umilkły. Dał się za to słyszeć wyraźny syk zamykanej śluzy, którego to odgłosu nie można było pomylić z żadnym innym.

Przedłużającą się ciszę przerwała w końcu seria melodyjnych treli. Nie trzeba było tłumacza, by poznać, że mówiącym jest Cinrussańczyk.

— Wyczuwam twoją obecność, przyjacielu — rzekł Prilicla. — W tej chwili mostek nie ma podglądu ani podsłuchu tego pokładu i nie zmieni się to aż do ukończenia skoku nadprzestrzennego. Jesteś wśród przyjaciół, Gurronsevasie. Opuść zatem osłonę i pokaż się nam.

Zrobił, o co go proszono. Przez dłuższą chwilę tylko patrzyli na siebie w milczeniu.

— Gurronsevas! — powiedziała wreszcie obecna w ekipie medycznej Kelgianka. — Ten Gurronsevas? Myślałam, że opuściłeś Szpital.

— I słusznie, siostro — roześmiała się Murchison. — Opuścił.

— Przyjacielu Gurronsevas — odezwał się Prilicla, zawisając z wdziękiem nad jego głową — znasz już patolog Murchison i mnie. Nie jesteśmy zaskoczeni twoją obecnością na pokładzie. O’Mara uprzedził nas o tym i wyjaśnił powody tej decyzji. Niemniej doktor Danalta oraz siostra Naydrad nie oczekiwali cię tutaj, co możesz zresztą poznać po wzburzeniu futra naszej kelgiańskiej koleżanki. Dotąd widzieli cię tylko z daleka. Ale na tak małym statku jak nasz brak miejsca na zachowanie jakiegokolwiek dystansu, nie mamy zatem wyboru i musimy zostać dobrymi znajomymi czy nawet, bardzo bym pragnął, przyjaciółmi.

Spoczywający na pokładzie stożek zielonkawej, pomarszczonej materii przysunął się bliżej i wypączkował po kolei oko, ucho i usta.

— Widzieliśmy się już przy paru okazjach, lecz z osobistych albo klinicznych powodów wyglądałem wówczas całkiem inaczej. Jest to rzecz całkiem zwyczajna w przypadku istot polimorficznych. Niemniej teraz, gdy widzisz mnie w naturalnej postaci, nie okazujesz częstej u wielu istot awersji do mojej osoby. Chętnie poznam cię bliżej.

— I ja ciebie, doktorze Danalta — odparł Gurronsevas. — Znam twoje imię i wiem, czym się zajmujesz. Czas oczekiwania spędziłem na przeglądaniu zapisów poprzednich misji. Znalazłem tam sporo informacji o roli, jaką odegrałeś w ich trakcie. Była to fascynująca lektura, nawet jeśli nie w pełni rozumiałem medyczny aspekt wielu działań. Naprawdę, trudno mi się było od niej oderwać.

Prilicla usiadł ostrożnie na pokładzie. Drżał lekko w sposób znamionujący odbiór pozytywnych sygnałów emocjonalnych.

— Naczelny dietetyk jest zbyt uprzejmy, aby przyznać to głośno, jednak jest też w najwyższym stopniu zaciekawiony. Ponieważ w pozostałych tu obecnych nie ma niczego, co mogłoby go zadziwić, należy uznać, że chodzi o ciebie, przyjacielu Danalta. Czy byłbyś skłonny pokazać naszemu przyjacielowi, na co cię stać?

— Na pewno będzie skłonny — wtrąciła się Naydrad. — Nasz galaretowaty kolega jest bezkonkurencyjny w robieniu wrażenia na obcych.

Jak przekonał się Gurronsevas, Danalta musiał już przywyknąć do drobnych impertynencji Kelgianki, natychmiast bowiem wypuścił typową kelgiańską kończynę z trzema palcami i wykonał nią gest, po którym futro Naydrad zafalowało jeszcze gwałtowniej.

1 ... 26 27 28 29 30 31 32 33 34 ... 61
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)