Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Ludzie i gwiazdy - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ludzie i gwiazdy

Электронная книга - «Ludzie i gwiazdy». Краткое содержание книги:

Niniejsze słowa dotyczą zbioru opowiadań fantastycznych z lat 70. ubiegłego wieku, których lekturę, z całą stanowczością i determinacją — można polecić każdemu miłośnikowi fantastyki i cokolwiek niebanalnych rozważań na temat konstrukcji wielkiego wszechświata.
Jak już wspomniałem, książka ta została wydana w czasach dość zamierzchłych, bo w roku 1973 — co może działać deprymująco na czytelników lubujących się w dość poczytnych, aczkolwiek pisanych nieco na siłę powieściach — a tych, jak wiadomo, pełno dziś na półkach księgarni. Niemniej publikacja o dość tajemniczym, intrygującym tytule „Ludzie i gwiazdy” wydaje się pozycją godną uwagi każdego miłośnika fantastyki (bez względu na przedział wiekowy).
Cóż w takim razie jest ciekawego w tej dość opasłej i bogatej w treść merytoryczną książce? Co sprawia, że odpowiedź na pytanie dotyczące wartości książki — bez trudu nasunie się czytelnikowi już po lekturze kilku utworów w niej zawartych? Otóż zbiór opowiadań „Ludzie i gwiazdy”, mimo iż wydany w czasach wszechobecnej cenzury i inwigilacji, wziętej niemal z powieści „Nova Express” W.S. Burroughsa, niewiele tylko straciwszy na świeżości przekazu, nadal zaskakuje siłą wyobraźni autorów, wielotorowością, wieloaspektowością nurtu fantastyki i wieloma innymi cechami, których na próżno szukać u niektórych twórców.
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 101
Перейти на страницу:

Przez pierwsze dwa dni musiałem uczestniczyć w najbardziej tajnych obradach. Było to rzeczywiście konieczne wobec kilku „zaników pamięci” i potknięć, ale dopiero teraz, po wielu dniach potrafię powiązać tamte wydarzenia w logiczny łańcuch. Pierwszego dnia omawiano sprawozdanie ze stłumionego powstania. Wynikało z niego, że „opozycja” poniosła tylko częściową porażkę, jej główne siły zdołały się uratować. Podejrzewano zdradę. Dowództwa powstania też nie udało się schwytać. W czasie rozmów wódz się prawie nie odzywał, ze zmrużonymi oczami śledził swoich partnerów. Na drugi dzień wieczorem znów ich wezwał, z wyjątkiem szefa propagandy, któremu powierzył rokowania z ambasadorem Blufónii. Wówczas nie zwróciłem na to uwagi i dopiero dziś wszystko stało się dla mnie jasne.

W pałacu spałem w pokoju wodza. Wieczorem przed snem odbyła się między nami szczególna rozmowa. Po długim przechadzaniu się po pokoju wódz zatrzymał się przede mną.

— Profesorku — zaczął, od wielu dni tak się do mnie nie zwracał — jutro każę przeprowadzić nagłą rewizję w domu przy ulicy Newtona i aresztować wszystkich, których tam zastaną.

Zaparło mi dech, przecież to była siedziba kierownictwa naszego ruchu, której dotychczas ani razu nie udało się wykryć szpiclom wodza… a Felsen wraz ze mną był członkiem kierownictwa. Dopiero po długiej chwili zdołałem wyjąkać — dlaczego, na Boga?! — Prezydent nie usprawiedliwiał się tylko przeszedł do argumentacji:

— Pana stanowisko, profesorze, dowodzi słuszności mego postępowania. Gdybym dzisiaj został obalony, byłoby to fatalne dla wszystkich, i dla dzierżących władzę, i dla lewicy, która szykuje się do rewolucji. Prawda?

— Tak — przyznałem wbrew swojej woli.

— No, pańscy towarzysze i przywódcy nie są jednak tego samego zdania! W każdej chwili można się spodziewać nowego szturmu i muszę pana poinformować, że i pan jest na czarnej liście…

— Ja?! — spytałem i położyłem rękę na piersi.

— Tak, tak! Pan! I to z mojego powodu… Bo nie tylko uratował mi pan życie, które było całkowicie w pańskich rękach, bo przecież świat wiedział, że mój stan jest krytyczny i nikt nie dałby wtedy za mnie złamanego grosza. — Wszystkie te ja i mnie mówił z taką naturalnością, że przerażony patrzyłem z odrazą na tę hybrydę, na to stworzenie, z którego własnymi rękami zrobiłem bestię…

— To jeszcze nie wszystko — ciągnął — fakt, że przybył pan tu ze mną, żeby mnie pielęgnować, świadczy przeciwko panu. Dlatego właśnie muszę strzec Instytutu tak samo jak pałacu, bo wcześniej czy później musi pan tam wrócić…

Doznałem zawrotu głowy. Teraz ja patrzyłem z takim przerażeniem, jak „dyktator” widząc się po raz pierwszy w lustrze… A więc ja, jeden z najbardziej znanych przywódców lewicy, to nie jestem ja?… Jestem wrogiem? Straszne! Jąkałem się:

— O siebie nie dbam, ale chodzi mi o towarzyszy z kierownictwa… o ducha ruchu, o dobro kraju, o honor, o postawę godną człowieka… jak pan to sobie wyobraża?

Wódz przerwał mi:

— Niech pan ich nie straszy! Nie zlikwiduję ich. Te parę lat obozu koncentracyjnego i pracy przymusowej, dopóki sytuacja wewnętrzna i zewnętrzna nie zmieni się na tyle, żeby ich można było zwolnić, jeżeli nawet nie będzie to raj, to w każdym razie niekoniecznie śmierć… dla tego, kto przetrzyma… Ale i pan wie, że dopóki ci ludzie mają swobodę działania, w każdej chwili świat może się nam zwalić na głowę. Pan też się tego boi, a pańskim towarzyszom grozi w takim wypadku ostateczna zagłada. Rząd Blufónii nie ma zwyczaju działania w rękawiczkach, tak jak mój… Ale można z nimi mądrze porozmawiać. Kto zrobiłby to lepiej niż pan, profesorze?

Sztywno patrzyłem na niego, ale nie mogłem odpowiedzieć, a może nawet nie mogłem myśleć. Naraz wykrzyknąłem:

— Muszę zobaczyć się ze swoimi! Muszę im powiedzieć…

Dyktator spojrzał na mnie w taki sposób, że głos zamarł mi na ustach i poczułem drżenie kolan. Wreszcie odezwał się tonem ostrym jak nóż:

— Oszalał pan?… Kto by panu uwierzył? Co by pan mógł im powiedzieć?… Prawdopodobnie zamknęliby pana w domu wariatów!

Spuściłem oczy i trzęsąc się usiadłem.

— Profesorku — odezwał się znów głosem równie bezwzględnym. — Wróci pan do Instytutu i pozostanie tam w areszcie domowym, żebym mógł pana obronić przed pańskimi przyjaciółmi i przed panem samym. Poza tym taki manewr oddali od pana podejrzenie, że przyjechał pan tu ze mną dobrowolnie; będą mogli stwierdzić, że zmusiłem pana do tego, a więzień, to nie zdrajca, lecz ofiara martyrologii! Już pan rozumie? Zostanie pan tu jeszcze parę dni, aż nadejdzie odpowiednia chwila.

Potrząsnąłem głową i z trudnością zacząłem mówić, nie mogąc wydobyć głosu:

— Ale nasi towarzysze…

Nie mogłem dokończyć, z taką gwałtownością mi przerwał:

— Profesorze! Pan ma trzeźwy umysł, jest pan człowiekiem bardzo wykształconym, dlaczego opowiada pan takie bzdury? Wie pan, co pisał Machiavelli, prawda? „W chwili dojścia do władzy natychmiast zabij swoich głównych przeciwników, im więcej, tym lepiej. Reszta się przestraszy i to ci da gwarancje pewnego panowania. Jeżeli tego zaniedbasz i nie zabijesz wystarczającej liczby wrogów czy to z litości, czy z innych przyczyn, pozostali będą się organizować przeciwko tobie, a rozprawa z nimi pochłonie o wiele więcej ofiar i wówczas będziesz naprawdę bezwzględny…” Każda zmiana wymaga hekatomby, i to nie tylko spośród ludzi dawnego, ale i nowego systemu, bo po dojściu do władzy rywale wzajemnie się tępią… A więc mnie czeka już tylko sprzątanie — choć kto wie, ile krwi się poleje — główną brudną robotę wykonał już mój poprzednik… mój po… a niech pana diabli wezmą, panie profesorze!.. — Zmieszany popatrzył na mnie, potem podszedł i objął mnie. Potarł czoło. — Co ze mną będzie? — powiedział zmienionym głosem.

— Tu l’as voulu, Georges Dandin — odpowiedziałem kiwając głową i cytując Moliera, bo nie potrafiłem bez współczucia patrzeć na tę kaleką według mnie istotę. Zaraz jednak otrząsnął się:

— Sentymentalizm zawsze był niebezpieczny, ale teraz może być wręcz śmiertelnie niebezpieczny… — i zaczął zezować na mnie jednym okiem. Nie wiem, ale wydaje mi się, że jednak usłyszałem w jego głosie jakiś ponury ton. Przeraziło mnie to i długo nie mogłem usnąć.

Nazajutrz rano nie widziałem prezydenta, bo kiedy się obudziłem, już go nie było. Z apartamentu też nie mogłem wyjść: przed drzwiami stał strażnik. Jakbym znów słyszał daleki odgłos działa… Sejf — dopiero dzisiaj to zauważyłem — miał nowy zamek…

Dyktator przyszedł dopiero wieczorem i oznajmił, że kazał mi dać na tę noc inny pokój. Wytłumaczył to tym, że wstaje wcześniej od mnie i nie chce mnie budzić. Potem bez żadnych specjalnych wstępów zakomunikował mi, że rano kazał wykonać wyrok śmierci na szefie propagandy, Z przerażenia nie byłem nawet w stanie zapytać, dlaczego. Ale natychmiast też udzielił mi wyjaśnień:

— Mówiłem wczoraj wieczorem, że przeprowadzę rewizję na ulicy Newtona, prawda? — Nie zdobyłem się na więcej niż przymknięcie powiek. — Złapaliśmy parę płotek, ale nie udało nam się złapać ani jednego rekina, w jakiś sposób zostali ostrzeżeni… Za to znaleźliśmy tam ministra propagandy! Był śmiertelnie blady, kiedy mój zastępca, udając dziki gniew, kazał przyprowadzić go do mnie dziś rano. Sądzę, że mojego zastępcę roznosiło raczej uczucie triumfu… Miałem tylko jedno jedyne pytanie do delikwenta, a mianowicie, czego tam szukał… Nie odezwał się ani słowem, czuł, że cokolwiek by powiedział, wydałby na siebie wyrok… po pięciu minutach został rozstrzelany!

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)