Fiołki Są Niebieskie
- Автор: Паттерсон Джеймс
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Fiołki Są Niebieskie». Краткое содержание книги:
Już wie, że za jej śmierć odpowiedzialny jest jego zaprzysięgły wróg, nieuchwytny psychopata, nazywający siebie Supermózgiem, który ma sumieniu wiele zbrodni.
Prowadzone od dłuższego czasu śledztwo nie przyniosło dotąd rezultatów. Można przypuszczać, że ktoś celowo blokuje pracę policji…
Ja MIŁOŚĆ
Wróg (brat)Ojciec (Alex)
Ja MIŁOŚĆ kobiety Alexa (babka, przyjaciółki)brat (Alex)
Znakomity model psychologiczny – zwarty, jasny i przejrzysty. Dobrze wyjaśniał bieg wypadków, przewidzianych na dzisiejszy wieczór. Doktor Cross byłby zadowolony.
Może mu to wyjaśnić? Niech dowie się tuż przed śmiercią. Supermózg naciągnął gumowe rękawiczki i plastikowe ochraniacze na buty. Sprawdził, czy pistolet jest prawidłowo nabity. Wszystko gotowe. Poszedł na górę – Dżentelmen, Supermózg, Svengali, Moriarty.
Doskonale znał rozkład domu Crossa. Nawet nie potrzebował światła. Unikał niepotrzebnych hałasów. Nie pozostawiał po sobie żadnych śladów, które zwróciłyby uwagę FBI lub policji.
Cross i jego rodzina mieli zginąć w szczególnie przemyślany sposób. Co za niezwykły triumf! Co za wspaniały pomysł! Zanim dotarł na pierwsze piętro, znał już kolejność zabójstw. Tak, był zdecydowany. mały Alex
Jannie
Damon
Nana i na końcu – Cross
Doszedł do końca korytarza i przystanął. Nasłuchiwał przez chwilę, zanim otworzył drzwi sypialni. Żadnego dźwięku. Powoli nacisnął klamkę.
A to co? Niespodzianka? Chryste Panie!
Nie cierpiał takich niespodzianek. Dbał o dokładność i porządek. Lubił mieć wszystko pod kontrolą.
Przy łóżku Crossa siedziała Jannie. Głowę wsparła na złożonych rękach. Spała. Pilnowała swojego taty. Strzegła go od najgorszego.
Supermózg bardzo długo, może nawet z półtorej minuty, obserwował tę parę. W lewym rogu pokoju paliła się nocna lampka.
Cross miał zabandażowane dłoń i ramię. Pocił się we śnie. Był ranny i chory. W takim stanie nie nadawał się na przeciwnika. Zabójca westchnął. Rozczarowanie walczyło w nim o lepsze ze smutkiem i desperacją.
Nie, nie, nie! Wszystko na opak. Miało być całkiem inaczej. Cholera!
Pomału zamknął drzwi sypialni i szybko wrócił po własnych śladach. Wyśliznął się z domu. Nikt nie mógł wiedzieć o nocnej wizycie. Nawet sam Cross.
Jak zwykle, nikt go nie rozpoznał. Nikt go nie podejrzewał.
Przecież był Supermózgiem.
Rozdział 55
Budziłem się kilka razy w ciągu minionej nocy. W pewnej chwili odniosłem wrażenie, że ktoś wdarł się do domu. Wyczułem czyjąś obecność. Nie mogłem jednak nic zrobić.
A potem, po czternastu godzinach snu, obudziłem się już na dobre. Czułem się trochę lepiej. Nawet udało mi się zebrać myśli. Byłem jednak kompletnie wyczerpany. Rwało mnie w stawach i miałem kłopoty z widzeniem. Słyszałem za to jakąś muzykę – Erykah Badu, moja ulubiona.
Ktoś zapukał do drzwi sypialni.
– Już się ubrałem! – zawołałem. – Kto tam? Weszła Jannie. Na czerwonej plastikowej tacy przyniosła mi śniadanie, złożone z jajek, płatków kukurydzianych, soku pomarańczowego i gorącej kawy. Uśmiechała się z wyraźną dumą. Odpowiedziałem uśmiechem. Moja dzielna dziewczynka. Potrafiła być bardzo grzeczna – pod warunkiem, że tego chciała.
– Nie wiem, czy dasz radę coś zjeść, tatusiu – powiedziała. – Zrobiłam ci śniadanie. Tak na wszelki wypadek – dodała.
– Dziękuję ci, kochanie. Czuję się już odrobinę lepiej – odparłem. Udało mi się usiąść na łóżku. Zdrową ręką wepchnąłem sobie pod plecy dodatkową poduszkę.
Jannie ostrożnie postawiła tacę na moich kolanach. Pochyliła się i cmoknęła mnie w zarośnięty policzek.
– Ktoś tu powinien się ogolić.
– Jesteś kochana.
– Przez cały czas jestem taka, tatusiu. A może masz ochotę na małe odwiedziny? Popatrzymy, jak jesz, dobrze? Będziemy bardzo grzeczni. Żadnych kłótni, nic takiego.
– Marzyłem o tym.
Wróciła zaraz, trzymając na rękach małego Alexa. Za nią wszedł Damon i uniósł rękę na przywitanie. Razem usiedli na łóżku i zgodnie z obietnicą byli bardzo grzeczni. To najlepsze lekarstwo na wszelkie przypadłości.
– Jedz, póki gorące – poradziła mi Jannie. – Schudłeś jak szczapa.
– No właśnie – poparł ją Damon. – Jesteś chudy i spięty.
– Wyśmienite. – Uśmiechnąłem się do nich, ostrożnie przełykając niewielkie kęsy śniadania. Miałem nadzieję, że mnie nie zemdli. Pogłaskałem małego Alexa po główce.
– Ktoś cię otruł, tatusiu? – dopytywała się Jannie. – Co ci się naprawdę stało?
Z westchnieniem pokręciłem głową.
– Nie wiem, maleńka. Ugryzł mnie pewien chłopiec, a potem wdała się infekcja.
Skrzywili się jak na komendę.
– Nana nazywa to septicemią, czyli zatruciem krwi – powiedział Damon. Widać na własną rękę prowadził badania naukowe.
– Nawet nie będę się z nią sprzeczał. Teraz nie jestem dla niej przeciwnikiem.
Może nigdy nie byłem?
Popatrzyłem na gruby opatrunek na prawym ramieniu. Skóra wokół bandaża była chorobliwie żółta.
– To jakieś zakażenie – wyjaśniłem. – Ale już mi przeszło. Wracam do was.
Wciąż jednak pamiętałem słowa Irwina Snydera: „Teraz należysz do nas”.
Rozdział 56
Wieczorem wreszcie wstałem z łóżka i zwlokłem się na dół, na kolację. Za ten wyczyn w nagrodę od Nany dostałem pieczone kurczęta w zawiesistym sosie, świeże bułeczki i domowy jabłecznik. Sporo zjadłem i ze zdziwieniem stwierdziłem, że mi lepiej.
Po kolacji ułożyłem do snu małego Alexa. Wpół do dziewiątej wróciłem do swojej sypialni. Wszyscy doszli do wniosku, że jestem zmęczony i że poszedłem się położyć.
Ja jednak nie mogłem zasnąć. W głowie szumiało mi od natłoku złych myśli, związanych z morderstwami. Miałem wrażenie, że pomału zbliżamy się do czegoś bardzo ważnego. A może tylko tak mi się zdawało?
Przez dwie godziny siedziałem przy komputerze. Nie miałem kłopotów z koncentracją. Byłem pewny, że istnieje nić łącząca wszystkie miasta, w których dokonano zbrodni. Tylko jak na nią wpaść? Co przegapiliśmy? Każdy drobiazg sprawdzałem dziesiątki razy. Przejrzałem plany lotów, trasy autobusowe i na końcu rozkłady pociągów. Prawdopodobnie to nie miało sensu, ale przecież mogło się na coś przydać. W gruncie rzeczy i tak nie miałem nic lepszego o roboty.
Sprawdziłem listę większych firm i przedsiębiorstw i tu trafiłem na sporo powiązań, nie prowadzących jednak do niczego konkretnego. Federal Express, American Express, Gap, Limited, McDonaWs, Sears i JC Penney działały praktycznie w całym kraju. Co z tego?
Potem zasiadłem do map i przewodników. W ten sposób dotrwałem niemal do północy i nic nie wymyśliłem. Tylko rozbolała mnie głowa i znów poczułem świerzbienie w ręce. W całym domu panowała cisza.
Przejrzałem kalendarz imprez, meczy, spotkań autorskich, koncertów rockowych i przedstawień, także cyrkowych. W dziale „rozrywka” coś zwróciło moją baczną uwagę. Oprzytomniałem, choć przed chwilą już miałem zamiar się położyć. Usiłowałem zachować spokój, ale serce waliło mi jak młotem. Najpierw sprawdziłem informacje z zachodniego wybrzeża. Potem ze wschodniego. Jest. Być może.
Wreszcie znalazłem jakieś powiązanie – dwóch artystów, którzy zimą i wczesną wiosną występowali na zachodzie, a potem na wschodzie. Trasa tournće obejmowała wszystkie miasta z mojej listy. Jezu…
Ich kariera zaczęła się przed piętnastu laty.
Byłem niemal pewien, że to ma związek z morderstwami.
Chodziło o dwóch magików, znanych jako Charles i Daniel.
Tych samych, których Andrew Cotton i Dara Grey oglądali w Las Vegas w dniu swojej śmierci.
Wiedziałem nawet, gdzie odbędzie ich kolejny występ. Być może już tam byli.