Tajemnica Kaszlącego Smoka
- Автор: Hitchcock Alfred
- Язык: польский
- Жанр: Другие приключения
Электронная книга - «Tajemnica Kaszlącego Smoka». Краткое содержание книги:
– Wszyscy jesteśmy trochę podenerwowani – przyznał Jupe. – Ale w tych ciemnościach łatwiej będzie przemknąć się do jaskini. Kiedy byli już niedaleko schodów, usłyszeli kroki.
– Prędko! Na ziemię! – rzucił Pete.
Cała trójka odskoczyła w bok i przylgnęła do ziemi za wąskim pasem zarośli, oddzielających od ulicy nie zamieszkaną, piaszczystą parcelę.
Kroki przybliżyły się, ciężkie i agresywne, zdradzające pewność siebie idącego. Były już całkiem blisko i ucichły nagle, tak jakby ktoś zaczął się skradać. Chłopcy jeszcze bardziej przylgnęli do ziemi. Zdali sobie sprawę, że ktoś ich śledzi!
Zerkając z ukrycia, ujrzeli rysującą się coraz wyraźniej postać, która w chwilę później znalazła się niemal naprzeciw nich. Wlepili w nią przerażone spojrzenia.
Gdzieś już widzieli tę otyłą, potężną sylwetkę. Machinalnie obrzucili ją wzrokiem. Rozpoznali przylegający do niej, rysujący się wyraźnie, długi przedmiot.
Tak, to była ta sama, groźna strzelba, strzelająca potężnym ładunkiem śrutu. Dwulufowa strzelba pana Cartera, człowieka nienawidzącego psów, dzieci i prawdopodobnie wszystkiego w ogóle, co się rusza.
Niesympatyczny, skory do gniewnych wybuchów facet coraz bardziej zwalniał kroku. Wyraźnie widzieli, jak rozgląda się na boki, starając się przebić wzrokiem ciemności. Dostrzegali gniewne błyski jego oczu i zaciśnięte mocno, zdradzające złośliwy upór usta.
– To dziwne – mruknął do siebie. – Założyłbym się, że widziałem tu jakieś ruchy.
W zakłopotaniu potrząsnął wielką głową i ruszył dalej. Dopiero kiedy jego kroki całkiem rozpłynęły się w mroku, skuleni za krzakami chłopcy unieśli głowy.
– O rany! – westchnął z ulgą Bob. – Dobrze, że nas nie zauważył!
– Napędził nam stracha – powiedział Pete. – On chyba kładzie się z tą strzelbą do łóżka. Ciekawe, na kogo on tu polował?
– Idziemy – szepnął Jupiter. – Odszedł wystarczająco daleko. Musimy to wykorzystać i prześliznąć się do schodów. Schylcie się.
W jednej chwili cała trójka znalazła się na krawędzi urwiska.
– Droga wolna! – powiedział Pete.
Starając się stąpać możliwie jak najciszej, zaczęli zbiegać po drewnianych stopniach długich schodów. Rozluźnili się dopiero wtedy, gdy znaleźli się tuż nad piaszczystym brzegiem. Byli pewni, że odgłos ich kroków utonie w łoskocie rozbijających się o plażę fal.
Jako pierwszy zeskoczył na piasek Pete.
– Jak dotąd, wszystko idzie dobrze. Nie mogę się doczekać widoku tego smoka. Ciekawe, czy on lubi filmy fantastycznonaukowe.
– Niedługo się dowiemy – powiedział Jupe. – O ile jest w domu.
– Nie martwiłbym się zbytnio, gdyby go nie było – odezwał się Bob.
– Właściwie to interesuje mnie tylko ten tunel. Smoka oddaję do waszej dyspozycji.
W chwilę potem znaleźli się u wejścia do pierwszej jaskini. Ku zdziwieniu obu jego partnerów, Jupe nie zatrzymał się przy nim.
– Pssst! Minąłeś wejście! – szepnął za nim Bob.
Jupe kiwnął głową w kierunku urwistej skały, widocznej o parę kroków dalej.
– Gdzieś tu jest wejście do wielkiej jaskini. Zobaczymy lepiej, czy jest otwarte, czy zamknięte.
Całą trójką okrążyli skaliste wybrzuszenie wysokiej skarpy. Na wysokości ich głów zamajaczyły w ciemności trzy ogromne, wiszące nad plażą głazy.
– Prawdopodobnie są to sztuczne skały, które maskują tylko wejście – szepnął Jupe. – Zdaje się, że w tej chwili wlot jest zamknięty.
Pete podszedł do największego z głazów. Przyłożył do niego ucho i postukał palcami.
Usłyszeli głuchy, stłumiony oddźwięk.
Pete uśmiechnął się.
– Masz rację, Jupe. To nie jest skała, ale coś takiego jak filmowe dekoracje. Zrobione z lekkiej balsy, oklejonej plastrami z tektury i gipsu, może tylko wzmocnione siatką na kurczaki.
Jupe zawrócił do wejścia mniejszej jaskini.
– Wiesz co, Pete, pomożemy ci teraz zainstalować się w środku, a potem ja i Bob rozejrzymy się tu trochę.
– Co takiego? – zaprotestował Pete. – Chcecie mnie tam zostawić, żeby sobie tu…
– Będziesz tam o wiele bezpieczniejszy niż my dwaj – wyjaśnił Jupe, zagłębiając się w ciemnym wnętrzu. – Będziemy musieli zrobić trochę niebezpieczniejszych badań. A twoim zadaniem będzie tylko siedzieć tam bez ruchu. I mieć przygotowane wszystko do puszczenia filmu.
Pete miał ciągle zaintrygowaną minę. Rozejrzał się dookoła.
– Komu mam pokazać ten film? Jest tam choć z parę nietoperzy, które mogłyby udawać widzów?
Jupe odsunął deskę, zagradzającą drogę do bocznej pieczary. Przecisnął się na drugą stronę i pociągnął za sobą obu kolegów. Następnie ustawił deskę na miejsce.
Odwrócił się i gwizdnął z cicha.
– Patrzcie, są nasze rzeczy, które zostawiliśmy wczoraj! Bob, spróbuj znaleźć ten przycisk, który uruchamia wejście do dużej jaskini. Pozbieramy te klamoty, jak będziemy stąd wychodzić.
Bob przylgnął całym ciałem do skalnej ściany.
– Udało się! – powiedział wesoło.
Kamienne drzwiczki obróciły się z cichym dudnieniem na niewidzialnej osi.
– Pete, zostaniesz tutaj – powiedział Jupe. – W tej małej pieczarze. Wykorzystasz ten otwór do wyświetlenia filmu. Spróbujesz zablokować te drzwiczki, żeby się nie zamknęły. Jak usłyszysz sygnał, puść film na tę wielką, szarą ścianę, którą znaleźliśmy w środku poprzednim razem.
Pete zabrał się do przygotowania projektora. Wziął do ręki pudełka ze szpulą i poświecił na nie latarką.
– W porządku – powiedział. – Na jaki sygnał mam to puścić w ruch?
Jupe zamyślił się przez krótką chwilę.
– Zdaje mi się, że najlepszy byłby krzyk: “Na pomoc!” – powiedział, a potem podszedł do wąskiego otworu w skalnej ścianie.
Rozdział 17. Tajemnica starego tunelu
Pozostawiwszy kolegę w ciasnej pieczarze, Bob i Jupe powoli zagłębili się w ogromną, wysoko sklepioną grotę. Powietrze było wilgotne i zimne. Poczuli, że przenika ich chłodny dreszcz.
Już po kilkunastu krokach Bob szepnął nagle:
– Tu jest całkiem inaczej!
– Co? Gdzie? – spytał Jupe wytrzeszczając oczy.
Bob skierował światło latarki do przodu, a potem na boki.
– Ta wielka ściana… jest otwarta w środku!
Jupe z zaciekawieniem podążył wzrokiem za świetlną smugą latarki Boba. Szeroka szczelina w szarej ścianie ciągnęła się od ziemi aż po sklepienie.
– Bob, zdaje mi się, że znaleźliśmy ten twój tunel! – zawołał cicho Jupe.
Obaj chłopcy ostrożnie przeszli na drugą stronę.
Tunel rozszerzał się stopniowo. Jego gładkie ściany ginęły gdzieś w przedzie, w nieprzeniknionym mroku. Nagle chłopcy stanęli jak wryci, czując, że oblewa ich zimny pot. Serca skoczyły im do gardła.
Naprzeciw nich wyłonił się nagle z ciemności jakiś ogromny kształt, nieruchomy i groźny.
Wydawało się, że zagadkowy kolos czeka na nich!
Chłopcy rzucili się na ziemię. Leżąc bez ruchu, powoli podnieśli oczy ku majaczącej w mroku dziwnej postaci. Odczekali dłuższą chwilę, nic jednak się nie poruszyło.
Jakby przyczajony tuż przy ziemi, zgarbiony, długi i groźny, leżał przed nimi smok. Przy końcu długiej, grubej szyi zwisała jego trójkątna głowa.