Bezpowrotnie Utracona Leworęczność
- Автор: Pilch Jerzy
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Bezpowrotnie Utracona Leworęczność». Краткое содержание книги:
Nicnierobienie było najgroźniejszym występkiem, bezczynność była.obwarowana abso- lutnym społecznym potępieniem, nieróbstwo znaczyło utratę łaski i ogień piekielny. (Nie je- stem pewien, ale chyba w niektórych, zwłaszcza purytańskich, odmianach protestantyzmu jest to kanonicznie zapisane: lenistwo jako stan, który może być powodem utraty łaski). Toteż praca była tym istotniejszą wartością, że będąc wartością najwyższą, była zarazem przeci- wieństwem stanu najniższego, bez wartości – lenistwa. Za wszelką cenę trzeba było coś robić, nawet jak nie było co robić. Mówi o tym przypowieść o ciotce z Cienkowego, którą teraz wam powiem. Gdy mianowicie ciotka z Cienkowego (jedna z moich licznych doskonałych ciotek) któregoś dnia odkryła, iż mąż jej zagrożony jest pustką bezczynności, gdy ze zgrozą pojęła, że wszystko, co miał on tego dnia wykonać, jest już wykonane i wszystko zrobione i teraz ten nieludzko zmordowany nieszczęśnik siedzi próżniaczo za stołem, otóż ciotka z Cienkowego, kiedy spostrzegła ten dramatyczny obrót spraw i nic absolutnie nie przychodziło jej do głowy, rozwiązała piekielne zagrożenie w ten sposób, że kazała ledwo ze zmęczenia trzymającemu się na nogach wujowi pójść do ogrodu i tam otwierać i zamykać furtkę. I wuj z Cienkowego stanął przy furtce i na przemian otwierał i zamykał furtkę. I Bóg wszechmogący patrzył na wuja z Cienkowego cierpliwie i pilnie całe popołudnie otwierającego i zamykają- cego furtkę, i wszechmogący Pan Bóg wiedział, że nie ma powodu, by temu pracowitemu człowiekowi cofnąć dar łaski.
Pogrążony w nałogu Stary Kubica grzeszył, ale pracował, i łaska chyba też nie została mu cofnięta. Chyba że palenie przeważyło na nie, chyba że położony na szali dym wypalonych przezeń papierosów zaważył. Bo palenie w pewnym sensie – że pozwolę sobie na dalszą sa- mowolną hierarchizację złych uczynków – palenie było gorsze od picia. Wódka czyniła duszę grzesznie niefrasobliwą – papieros nie wiadomo co czynił. Był w swej bezinteresowności bezbożny. Pan Bóg być może niekiedy przy specjalnych okazjach mógł nawet i chcieć, aby człowiek wychylił kielicha. Na przykład jak przyjeżdżał Biskup Wantuła, to wychylony wówczas kieliszek matczynej nalewki mógł mieć Boże poparcie. Ale nie papieros. Za papie- rosem nigdy nie mógł stać żaden boski powód. Chyba żeby był to jakiś papieros ratujący ży- cie. A poza tym palenie likwiduje pracę. Po kielichu, a nawet i po trzech kielichach, możesz od biedy pójść i narąbać drzewa. Z papierosem w garści nic nie zrobisz. Jak palisz, to nie pra- cujesz.
Tak. Stary Kubica był pijakiem, ale nie był leniem. Stare wiślańskie porzekadło mówi: lep- szy ożralec niż leniwiec (lepszy pijus niż leń), i choć jest w tej prawdzie pewien odcień libe- ralnego przyzwolenia dla pijaństwa, tym radykalniejsze jest tu potępienie lenistwa. Pijaństwo okropną było przypadłością, ale ten, co pił i pracował, próbował chociaż pracować, mógł li- czyć na jakiś cień ludzkiej wyrozumiałości (o ludziach teraz mówię). Ten, co pił i nie praco- wał, był stracony. A już ten, co nie pracował i w dodatku jeszcze nie pił, był stracony, potę- piony i przeklęty. Picie zawsze w końcu jest jakąś formą negatywnej wprawdzie, ale aktyw- ności. Ktoś kto wyzuty był z aktywności jakiejkolwiek, wyzuty był też z człowieczeństwa.
„Kto nie pracuje, niech nie je” – powiada apostoł Paweł. Kto nie pracuje i w dodatku nie pije, skazany jest na śmierć rychłą i niechybną – zdawali się mówić moi współbracia, którzy nie palili papierosów, ciężko pracowali i żyli w doskonałości. Pracowali w dni powszednie i święcili dzień święty. Ich lektury były pożyteczne i strzegli się, by nie korzystać z radości życia w sposób niefrasobliwy.
Unikali biesiad, festynów i kina. Moja doskonała babcia Czyżowa, która nigdy w życiu nie była w Warszawie, nigdy też w życiu nie była w teatrze, a kiedy raz w życiu złamała zasady i poszła do kina, została za swą niefrasobliwość surowo ukarana. W długie zimowe wieczory czytała powieść pt. Chata wuja Toma i kiedy przeczytała, i kiedy niedługo potem w kinie
„Marzenie” w Wiśle operator Pilch wyświetlał filmową adaptację tej książki, postanowiła pójść i zobaczyć. I ubrała się jak zawsze na czarno i poszła, i kupiła bilet, i zajęła miejsce. Zaczął się seans i ona zdjęta niepojętą grozą wyszła po pół godzinie. Dotychczas, owszem, wiedziała, że kino jako rozrywka tandetna i plugawa jest źródłem zła. Teraz wszakże przeko- nała się niezbicie, że kino jest samym złem, że zbytecznie na ekranie kina „Marzenie” w Wi- śle mnoży się i tak nieskończone zło świata. A przecież zamiast świadkować złu, zamiast się dręczyć ułudą zła, można uczynić coś pożytecznego. Wróciła do domu i wróciła do swoich lektur: do Biblii i do Atlasu Geograficznego. Jak przyjeżdżał Biskup Wantuła, z zapartym tchem słuchała jego opowieści o szerokim świecie.
Siedzieliśmy za stołem, siedzieliśmy bezczynnie od obiadu. Wazy i półmiski dawno były wyniesione, matka nalewała kawę do bawarskich filiżanek i ziołową nalewkę do kryształo- wych kieliszków, zapadała noc, Biskup Wantuła zapalał papierosa. Ojciec pospiesznym szeptem tłumaczył mi, że Wantuła pali papierosy nie dlatego, że jest biskupem i już wszystko może, ale dlatego, że był w czasie wojny w obozie koncentracyjnym i żeby nie umrzeć z gło- du, nauczył się palić. Łakomie wdychałem kłęby dymu z palonych przez Wantułę silesii i marzyłem, że niedługo, jak dorosnę, wybuchnie wielka wojna i pójdę na wojnę, i trafię do obozu koncentracyjnego, i wyjdę z obozu, i wrócę do domu, i zanim zacznę opowiadać o tym, jak papierosy uratowały mi życie – z czystym sumieniem zapalę sobie.
Biuro pisania nekrologów i wspomnień pośmiertnych
Z powodu sentymentalnych skłonności wybrałem efektowny zawód autora nekrologów i wspomnień pośmiertnych. Od dwudziestu pięciu lat układam nekrologi i wspomnienia po- śmiertne, przyjmuję też zamówienia na niekonwencjonalne napisy nagrobne, rymowane epita- fia, przejmujące mowy pogrzebowe; w ogólności firma moja świadczy wszelakie pisarskie usługi funebralne.
Zaczynałem skromnie, zaznałem niemało nędzy, głodu, upokorzeń, ale teraz moje „Biuro pisania nekrologów i wspomnień pośmiertnych” prosperuje należycie. Przeszło rok temu za- trudniłem panią Ilonę i panią Iwonę, dwie biegle władające piórem absolwentki filmoznaw- stwa, pół roku temu zmieniłem siedzibę i szyld. Obskurna klitka w wieżowcu na Woli Du- chackiej zastąpiona została przez widne biuro w Śródmieściu. Zamiast wiszącej na zardze- wiałym drucie płyty pilśniowej z topornym, uczynionym własnoręcznie za pomocą niezmy- walnego flamastra napisem, jest teraz wmurowana w ścianę mosiężna tablica z eleganckim, rytym, lekko stylizowanym na gotyk liternictwem.