Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Magom wszystko wolno
Magom wszystko wolno - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Magom wszystko wolno

Электронная книга - «Magom wszystko wolno». Краткое содержание книги:

Magom wszystko wolno
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 90
Перейти на страницу:

- Rozumiem troski Waszej Wysokości - rzekłem z westchnieniem. - Muszę jednak przyznać, że miałem własne plany co do...

Smutne wypukłe oczy zrobiły się jeszcze smutniejsze. Zaciąłem się.

- Obawiam się, mój przyjacielu, że nie zrealizuje pan swoich planów. Jego ekscelencja na przykład jeszcze nigdy w życiu nie wybaczył zniewagi - a szantaż, panie zi Tabor, to ciężka zniewaga, chyba sam pan rozumie... A ja dysponuję instrumentami nacisku na jego ekscelencję. Mógłbym was pogodzić.

- Nie jestem znów taki bezbronny - odparłem, przyglądając się cienkiej białej bliźnie na królewskim czole.

Brodacz przytaknął:

- Zdaję sobie z tego sprawę. Jednak także ekscelencja... nie jest pozbawiony kłów. A co do zaklęcia Kary, mój przyjacielu - jest ono jednorazowe. A nas jest wielu. I uśmiechnął się - po raz pierwszy od początku rozmowy; ozdobnie przystrzyżona bródka w jednej chwili zmieniła kształt. Ja również się uśmiechnąłem:

- Jeszcze chwila i Wasza Wysokość przekona mnie, że dla własnego bezpieczeństwa powinienem spełnić groźbę i ukarać jego ekscelencję!

- Nie do końca - król potarł nasadę nosa. - Wszak wówczas ja będę niezadowolony. A ja, nawet w najcięższych czasach, zawsze mam na służbie kilku... bardzo skutecznych ludzi.

- Upadek obyczajów - rzekłem z goryczą. - Za starych czasów pójście na służbę było hańbą dla maga. Tym bardziej dla dziedzicznego.

- Jest pan zbyt miody, by rozprawiać o starych czasach - oznajmił król z powagą. - Dobrą tradycję bardzo łatwo pomylić z przesądami.

I Jego Wysokość mrugnął do mnie. Mrugnął wesoło, a nawet nonszalancko.

- Powinien pan, drogi Horcie, pomyśleć o własnym losie. Miał pan szczęście i zaklęcie tym razem dostało się panu. Nie to jest jednak najważniejsze. Szczęśliwy traf wyrwał pana z głuszy i zaprowadził do stolicy. Tak, każdy mag sam jest sobie panem, samotność uszlachetnia duszę, wszystko to wiem, nasłuchałem się w swoim czasie. Niech się pan jednak zastanowi, Hort. Dobrze zastanowi. Kraj czekają wielkie wstrząsy - ale i wielkie wyzwania. I pan, drogi dziedziczny magu, mógłby się stać nie tylko wspaniałym - ale i wielkim. Wojownikiem, dyplomatą, ministrem koniec końców... Proszę pomyśleć. Nie uważa pan?

Milczałem.

- A teraz - zupełnie innym tonem rzekł Ibrin Drugi - raczy się pan opowiedzieć. Musimy zawczasu opracować plan działania, a i pan musi się przygotować. Nie będzie pan chyba czytał oskarżeń z kartki?

Milczałem.

Królewski teść nie jest magiem, jest jednak dostatecznie potężny. I jego występki są więcej niż poważne. To znaczy, że jeśli ukarzę Dri... wegocjusa, będę miał prawdopodobnie szansę na awans... Tym bardziej, że sam król...

Ale moja wszechwładza trwała tyle, co nic!

Nie zdążyłem... nie zdążyłem zrobić niczego, prócz nastraszenia ekscelencji i oblania lemoniadą jego lokaja.

Ach, gdyby król domyślił się, że nie należy mnie szantażować, działać siłą! Kto wie...

Bardzo trudno mnie zmusić. Praktycznie niemożliwe jest nakłonienie mnie do czegoś siłą.

Zastanawiałem się, czy mam zacząć udawać i odegrać pokorę. Czy wprost powiedzieć Jego Wysokości, że nie ma racji, zamienić się w nietoperza i...

- Niewątpliwie interesowałeś się, Wasza Wysokość, mechanizmami Kary’?

- Oczywiście - radośnie przytaknął brodacz. - Konsultowałem się z samym panem przewodniczącym Klubu Kary.

Oby ci sowa zdechła, pożyczyłem w myślach panu przewodniczącemu.

- Więc proszę zrozumieć, Wasza Wysokość, że tak długi spis oskarżeń... Jeśli najmniejszy choćby detal okaże się niedokładny, Kara zabije mnie, a nie Dri... waszego teścia.

Król się zachmurzył.

- Tekst był wielokrotnie redagowany.

- Mimo wszystko. - Gniewnie wysunąłem szczękę. - Wolałbym się zabezpieczyć... w interesach sprawy! I skrócić oskarżenie do jednego punktu. Najbardziej oczywistego. Na przykład, karze się takiego a takiego za to, że w dzieciństwie paskudził w pieluszki.

Król przyglądał mi się przez jakiś czas, zastanawiając się, czy sobie z niego nie kpię.

A może jednak zamienić się w nietoperza?

- Co takiego ma pan w sakiewce? - spytał nagle król. - Nie, wiem, że w tym futerale jest atrapa. A tę sakiewkę tak pan ściska, jakby miał pan w niej co najmniej brylanty.

- To moja kolekcja, Wasza Wysokość. - Zmusiłem się do uśmiechu. - Zbieram wisiory z kamieni ozdobnych. I przesadziłem...

Skórzany sznurek nie od razu się poddał. Akuratnie zdjąłem sakiewkę z pasa, zanurzyłem w niej rękę i wyciągnąłem garść kamyków - nie spuszczając przy tym wzroku z królewskiej twarzy.

Gęsty obłok cudzej magii szczypał mnie w dłoń.

W sumie miałem dwadzieścia kamieni. Zdobycz, która kosztowała mnie masę wysiłku, czasu i potu - i, niewykluczone, krwi, jeśli brać pod uwagę mściwość ekscelencji.

Różnokształtne mordy, twarze, pyski, oczy. Wszystkie zdjęte z piersi ludzi, którzy na jakiś czas zaginęli, a potem wrócili do domów.

Król przyglądał się kamykom na mojej dłoni. Był zainteresowany, lecz nic poza tym.

Jeszcze nigdy nie widział takich świecidełek.

* * *

„...Czarny Mańkut? Tylko bez bajek, ja doskonale wiem, kto to taki i skąd się wziął...

...Od dzieciństwa był dziwny - bał się, że coś zgubi. Ciągle miał zmartwioną minę, sprawdzał, czy czapka jest na miejscu, chusteczka, kałamarz, czy monetka się nie potoczyła... Dzieci, jego koledzy, śmiały się z niego i kpiły. Jego dziwactwo bynajmniej się przez te drwiny nie zmniejszało - na odwrót; zresztą w nauce mu ono w ogóle nie przeszkadzało, przeciwnie, nauczyciel, który miał z nami teorię i praktykę magii, był z niego bardzo zadowolony.

...Kiedy miał trzynaście lat, zdarzyło się nieszczęście: po raz kolejny sprawdzając zawartość swej torby, wpadł pod przejeżdżającą karetę i stracił lewą rękę, od nadgarstka. Nie zaprzestał jednak nauki magii.

...Wybieraliśmy sami. Ja na przykład uważałem i uważam, że tradycyjna forma niewielkiej różdżki ze szlachetnym kamieniem jest idealna dla przedmiotu inicjującego. Dziewczyna, która razem z nami otrzymała tytuł maga, zdecydowała się na złotą obręcz na głowę. A on niezwykle długo myślał, rozmyślał i gdy otworzył usta, wstrząsnął wszystkimi: komisją i kolegami. Chcę, powiedział, mieć przedmiot inicjujący, którego nie można zgubić. Chcę, aby mój przedmiot inicjujący miał formę ręki - sztucznej lewej ręki.

Nieświadomie mści się za wszystkie upokorzenia, jakich doświadczył w dzieciństwie. Wszystkie zaklęcia, wszystkie oddziaływania magiczne przekierował na lewą rękę. Tak, ludzie nazywają go teraz Czarnym Mańkutem i na dźwięk tego imienia drżą i oglądają się za siebie...”

* * *

Odwieziono mnie, jak było obiecane, w to samo miejsce, w którym zostałem zaproszony na audiencję. Pod drzwi frontowe hotelu „Północna Stolica”.

Pożegnawszy się z panami magami na służbie (a nie ukrywałem swojego do nich stosunku, w związku z czym rozstaliśmy się nadzwyczaj chłodno), przez jakiś czas tkwiłem przed bramą, łapczywie wdychając czyste nocne powietrze. Z jakiegoś powodu wydawało mi się to bardzo ważne - nawdychać się powietrza; zatęchły zapach komfortowej karety i dym niezliczonych królewskich świec na dobre zatkały mi nos i gardło.

Jakiś ty beztroski, przyjacielu, moja gliniana pokrako. Wygląda na to, że możliwość nacieszenia się tobą przez pól roku jest niedopuszczalnym luksusem.

Przez jakiś czas bezmyślnie podziwiałem gwiazdy. Potem odwróciłem się plecami do hotelu i ruszyłem przed siebie.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 90
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)