Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Dziedziczka Morza i Ognia [The Heir to Sea and Fire - pl]
Dziedziczka Morza i Ognia [The Heir to Sea and Fire - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dziedziczka Morza i Ognia [The Heir to Sea and Fire - pl]

Электронная книга - «Dziedziczka Morza i Ognia [The Heir to Sea and Fire - pl]». Краткое содержание книги:

Druga część światowego bestsellera „Mistrz Zagadek z Hed”, jednej z najpiękniejszych opowieści fantasy wszechczasów. Od zniknięcia Mistrza Zagadek Morgana, który wybrał się do Góry Erlenstar upłynął rok i zaczynają krążyć pogłoski o jego śmierci. Księżniczka Raederle wyrusza w pełną niebezpieczeństw podróż, pragnąc poznać los ukochanego. W końcu, po wielu perypetiach i mrożących krew w żyłach przygodach dociera do podnóża Góry. Tu poznaje mroczną prawdę, kryjącą się za zniknięciem Morgana i zawraca, szukając pomocy… której udzielić może jedynie zastęp umarłych władców pod wodzą ściętego przed wiekami króla Farra.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 46
Перейти на страницу:

— Ma! Odziedziczyłam moc zmiennokształtnych — czuję to! Mogę wyciągnąć rękę i zamknąć ten płomień w dłoni. Spójrz… — Coś, może wino, może obojętność Detha, może własna bezradność, dodało jej odwagi. Wyciągnęła rękę i dotknęła pieszczotliwie płomienia. Jego odbicie igrało w oczach Detha; blask wyławiał z mroku kontury i wypełniał wklęsłości głazu, o który Deth się opierał, kładł się na korzeniach starych drzew. Otwarła przed tym odbiciem swoje myśli, śledziła każdą zmianę barwy, każdy ruch, każde wyblakłe i tajemnicze odradzanie się z nicości. Jego język był starszy od ludzkiego. Był zmiennokształtnym; szukał kształtu jej umysłu, wypełnił jej oczy tak, że zobaczyła pojedynczy liść spadający na ziemię poprzez ciemność, w płynnej, piekącej łzie. I gdzieś głęboko w niej, z uśpionego nieprawego dziedzictwa wystrzeliło nagle zrozumienie. Wypełniła ją jasna wiedza o ogniu; jego ciche trzaskanie stało się językiem, nieustającą falą celowości, jego kolor kolorem świata, kolorem jej umysłu. Wsunęła rękę w płomień i ten osiadł na jej dłoni niczym kwiat. — Spójrz — powiedziała bez tchu i nie czekając, aż pęknie łącząca ich więź i płomień ją sparzy, zamknęła dłoń, by go zgasić. Spowiła ją znowu noc. Deth patrzył na nią z rozchylonymi ustami, twarz miał nieruchomą, nieprzeniknioną.

— Jeszcze jedna zagadka — wyszeptał.

Potarła dłoń o kolano, bo mimo wszystko piekła ją trochę. Stopniowo powracał jej rozsądek; wzdrygnęła się i powiedziała powoli:

— Namawiała mnie do wzięcia w rękę ognia, jej ognia…

— Kto?

— Pewna kobieta. Ciemnowłosa kobieta, która przez pięć lat była Eriel Ymris. Przyszła, by mi powiedzieć, że jesteśmy krewniaczkami, czego już od jakiegoś czasu się domyślałam.

— Mathom dobrze cię przygotował do roli żony mistrza zagadek — skomentował Deth.

— Byłeś kiedyś Mistrzem, Powiedziałeś mu to kiedyś. Czy naprawdę jestem taka dobra w rozwiązywaniu zagadek? Do czego, prócz zdrady i zadawania cierpienia, prowadzi ich rozwiązywanie? Spójrz na siebie. Zdradziłeś nie tylko Morgona, ale i mojego ojca, i wszystkich ufających ci ludzi w tym królestwie. I spójrz na mnie. Który lord An poprosi mnie o rękę, wiedząc, z kim jestem spokrewniona?

— Ty uciekasz przed sobą, ja przed śmiercią. Oto skutki parania się rozwiązywaniem zagadek. Tylko człowiek z rozumem i sercem zimnym jak klejnoty z Isig jest w stanie się nimi zajmować. Ja opinię o zagadkach wyrobiłem sobie pięć wieków temu, kiedy Ghisteslwchlohm zaprosił mnie do góry Erlenstar. Myślałem wtedy, że nic w królestwie nie zdoła skruszyć jego potęgi. Myliłem się jednak. Poniósł klęskę w zderzeniu z surowymi zasadami Naznaczonego Gwiazdkami i uciekł, pozostawiając mnie samotnego, bezbronnego, bez harfy…

— Właśnie, gdzie twoja harfa? — spytała Raederle.

— Nie wiem. Chyba została w górze Erlenstar. Nie śmiem teraz na niej grać. Prócz głosu Ghisteslwchlohma tylko ją słyszał przez rok Morgon.

Raederle skrzywiła się i chciała rzucić do ucieczki, ale ciało odmówiło jej posłuszeństwa.

— Twoja gra była podarunkiem dla królów! — krzyknęła.

Nie odpowiedział. Kubek błysnął w jego dłoni, gdy unosił go do ust. Kiedy się w końcu odezwał, głos miał cichy:

— Grałem i przegrałem z Mistrzem; on się zemści. Ale żałuję, że straciłem swoją harfę.

— Tak jak Morgon żałuje pewnie, że utracił ziemwładztwo? — Głos jej drżał. — Nie mogę pojąć, jak Ghisteslwchlohm zdołał mu je odebrać — jak pozbawił go instynktu prawa ziemi znanego tylko Morgonowi i Najwyższemu? Co Założyciel chciał znaleźć pod jego wiedzą o tym, kiedy zaczyna kiełkować jęczmień i jaka choroba drąży drzewa w sadzie?

— Co się stało, to się nie odstanie. Nie lepiej, żebyś…

— Jak bym mogła? Myślałeś, że zdradzasz tylko Morgona? Kiedy miałam dziewięć lat, nauczyłeś mnie grać na flecie „Miłość włóczęgi i ptaka”. Stałeś za mną i naprowadzałeś moje palce na właściwe dziurki. Ale to nic w porównaniu z tym, co poczują ziemwładcy królestwa, kiedy dowiedzą się, że przyjmowali z honorami pod swoim dachem harfistę Założyciela Lungold. Zraniłeś dotkliwie Lyrę, ale co pomyśli sobie morgola, kiedy dotrze do niej opowieść Morgona? Jesteś… — Urwała. Deth siedział nieruchomo w pozycji, w której go zobaczyła, podchodząc do ogniska — ze zwieszoną głową, wspierając trzymającą kubek rękę na podciągniętym kolanie. Czuła, że coś się z nią dzieje. Uniosła głowę, wciągnęła w nozdrza czyste, chłodne, pachnące sosną powietrze Isig, poczuła noc. Siedziała przy małym ognisku, w porwanej sukni, ze zmierzwionymi, brudnymi włosami, z umorusaną twarzą. W tym stanie nie rozpoznałby jej pewnie żaden z lordów An. Włożyła rękę w ogień i zamknęła na nim dłoń; coś z jego klarowności zdawało się płonąć teraz w jej umyśle. — Wymów moje imię — wyszeptała.

— Raederle.

Teraz i ona zwiesiła głowę. Siedziała przez chwilę w milczeniu, czując, jak to imię bije w niej niczym serce. W końcu odetchnęła głęboko.

— Tak. Przez tamtą kobietę prawie je zapomniałam. Uciekłam z Isig w środku nocy, by na rubieżach szukać Morgona. Chyba mało prawdopodobne, żebym go znalazła, prawda?

— Mało.

— I nikt w domu Danana nie wie, co się ze mną stało. To było nierozważne z mojej strony. Zapomniałam, że chociaż jest we mnie moc Ylona, to nadal mam swoje imię. A samo to, to już wielka moc. Moc widzenia…

— Tak. — Deth uniósł wreszcie głowę i z dziwnym nabożeństwem odstawił kubek na ziemię. Wyprostował się, z jego twarzy zniknęła kpina. — Zimno ci — powiedział, widząc, że Raederle skuliła się i objęła ramionami. — Weź moją opończę.

— Nie chcę.

Usta mu drgnęły, ale spytał tylko:

— Co Lyra robi w górze Isig?

— Szłyśmy z Lyrą i Tristan z Hed do Najwyższego, ale Danan powiedział nam, że Morgon żyje, i odradził przeprawę przez przełęcz. Długo zastanawiałam się dlaczego. I w końcu nasunęło mi się inne pytanie. Ale nie mam go komu zadać, chyba że Morgonowi albo tobie.

— Powiesz mi, co to za pytanie? Kiwnęła głową.

— Nie rozumiem już ciebie; twoja twarz zmienia się, ilekroć na ciebie spojrzę, raz wydajesz mi się obcy, raz znajomy… Ale kimkolwiek jesteś, nadal wiesz, jeśli nie więcej, to przynajmniej tyle co wszyscy, o tym, co się dzieje w królestwie. Skoro Ghisteslwchlohm zajął miejsce Najwyższego w górze Erlenstar, to gdzie jest Najwyższy? Ktoś wciąż utrzymuje w królestwie porządek.

— Fakt. — W układzie ust Detha pojawiło się dziwne napięcie. — O to samo zapytałem przed pięcioma wiekami Ghisteslwchlohma. Nie potrafił mi odpowiedzieć. Straciłem więc tym zainteresowanie. Teraz, kiedy sądzona mi śmierć, nadal mało mnie interesuje, gdzie on jest, tak samo zresztą jak Najwyższego, gdziekolwiek jest, mało interesują wszelkie inne poza prawem ziemi problemy królestwa.

— Może on nigdy nie istniał. Może to tylko legenda wysnuta z tajemnicy zburzonych miast, przekazywana przez wieki z pokolenia na pokolenie, dopóki Ghisteslwchlohm się pod nią nie podszył…

— Legenda jak Ylon? Legendy mają niemiły zwyczaj okazywania się prawdą.

— To dlaczego nigdy nie przeszkodził ci grać na harfie w jego imieniu? Musiał przecież wiedzieć.

— Nie wiem. Musiał mieć jakieś powody. To niewielka różnica, czy zgładzi mnie on, czy Morgon; rezultat będzie taki sam.

— Nie masz dokąd pójść? — spytała, zaskakując tym zarówno siebie, jak i jego.

Deth pokręcił głową.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 46
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)