Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Другие детективы » Góra trzech szkieletów
Góra trzech szkieletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Góra trzech szkieletów

Электронная книга - «Góra trzech szkieletów». Краткое содержание книги:

Wielbiciele Raymonda Chandlera i Alistaira MacLeana – czas zrpbić miejsce na półce: nadchodzi Artur Baniewicz!
Góra Trzech Szkieletów to zaskakująca do ostatniej strony, trzymająca w napięciu historia polsko-bałkańskich przygód detektywa Małkosza, nawiązująca do najlepszych tradycji kryminału i powieści sensacyjnej. Dynamiczna, filmowa wręcz akcja, wyraziste postaci, pełne humoru dialogi, brawura i… miłość – fascynująca powieść Artura Baniewicza to dobitny dowód na to, że… Polak potrafi!
Marcin Małkosz jest człowiekiem o bujnej przeszłości, saperem i byłym oficerem Wojska Polskiego, wyrzuconym z armii za to, że dopuścił do śmierci trzech podwładnych podczas wojny na Bałkanach.
Kiedy postanawia spróbować swych sił jako prywatny detektyw, nie podejrzewa, że już pierwsze zlecenie będzie dla niego początkiem prawdziwych kłopotów, a także burzliwego romansu.
Jego klientką jest Jovanka, cierpiąca na amnezję młoda Bośniaczka, która usiłuje odnaleźć ojca swej chorej na białaczkę córki. Poszukiwania prowadzą Małkosza na tereny byłej Jugosławii, trafia też na ślad wielkiej afery, w którą wplątani są jego dawni zwierzchnicy, prominentni polscy politycy, a nawet piękna Jovanka.
Historia skomplikowanego śledztwa, obfitująca w liczne niespodzianki i zaskakujące zwroty akcji, odwołuje się do najlepszych wzorów powieści sensacyjnej.
Ironiczny, chandlerowski, styl narracji, wyraziste sylwetki bohaterów i wierność realiom czynią z Góry trzech szkieletów pasjonującą lekturę.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 84
Перейти на страницу:

– Walczył pan? – zapytałem możliwie delikatnie.

– Jestem Jugosłowianinem. Nie Serbem, nie Chorwatem czy Bośniakiem – po prostu Jugosłowianinem. Więc jak miałem walczyć? Z kim i o co? Tu zbudowałem dom, wykształciłem dzieci i byłem szczęśliwy, chociaż jestem tylko greckim uchodźcą. Gdyby w tej wojnie chodziło o ratowanie Jugosławii, zgłosiłbym się. Ale ją pogrzebali. Nie ma mojej ojczyzny, a za to nowe, cokolwiek będzie, nie warto ginąć. Pewnie – uśmiechnął się smutno na zakończenie – nie podoba się panu to, co mówię?

– Nie, dlaczego? – wzruszyłem ramionami.

– Pan jest Polakiem. Może wojskowym? – Skinąłem głową, nie wdając się w rozważanie minionych spraw. – Tak myślałem. Poza wami mało kto tu przyjeżdża. Jesteśmy dla świata bandą szaleńców, którzy zamiast wiwatować na cześć demokracji i wolnego rynku, zaczęli się mordować. I to pod przywództwem dawnych sekretarzy. Dzicy, ciemni górale rzucili się sobie do gardeł, ledwie im zdjęto kaganiec. Tak to wygląda z polskiej perspektywy.

– Zależy, kto patrzy. Z mojej nie.

– Ale przyjechał pan zaprowadzać porządek. Swój.

– Przyjechałem, bo taki miałem zawód.

– Myślałem, że przysyłali ochotników. – Spokojny, smętny uśmiech łagodził wymowę słów.

– Tu się zarabia przeszło tysiąc dolarów. W kraju moja pensja nie przekraczała pięciuset. No i tłumaczyli nam, że jedziemy czynić dobro.

– I czynicie.

– Można na to spojrzeć w ten sposób: wiele osób przeżyło, bo NATO przysłało myśliwce.

– Nie jestem Serbem i nie kiwnąłbym palcem dla budowania tej ich Wielkiej Serbii. Wiem tylko, że nie oni zaczęli wojnę. To mnie u was, Europejczyków, irytuje. Zrobiliście z nich nie tylko zbrodniarzy wojennych, ale i podżegaczy. A przecież historia uczy, że wojen domowych nie zaczynają ci, którzy rządzą. Bo niby po co? To nie Serbia chciała rozbić państwo, które istniało i funkcjonowało. To Chorwaci, Słoweńcy, Muzułmanie… Oni zaczęli, nawet jeśli pierwszy wystrzelił jakiś Serb. Amerykanie przerabiali to w czasie wojny secesyjnej i żaden nawet nie piśnie, że Lincoln to zbrodniarz, powinien dostać kopa w tyłek i zlecieć z pomników. Wszyscy władcy przed nim i po nim bronili całości państwa. Wszyscy. Niech pan pokaże państwo, w którym mniejszość ma prawo odłączyć się od reszty i ta nie pośle przeciw niej policji, a jak nie wystarczy, to wojska. Jaki naród wyznaczył swoje granice bez użycia siły?

– Nie służę już – powiedziałem cicho.

– No tak… przepraszam. Nudno tu, rozgadałem się… stary dureń ze mnie.

– Nieprawda – mruknęła Jovanka.

– W czasie wojny byłem mądrzejszy – podziękował jej uśmiechem. – Ani słowa o polityce. Ale i tak przeżyłem, bo nikt nie wiedział, czy niewierzącego syna komunisty wypada zastrzelić za modlenie się w niewłaściwy sposób. A mieli okazję wszyscy: front przechodził tędy parę razy. I nic. Ojciec Nenad tylko pół szyldu mi odstrzelił, bo mu się obrazek z niemoralnością skojarzył. Jeździł dżipem – pół wozu Biblii, pół broni – i nawracał kogo popadnie. A mnie zostawił w spokoju, bo ludzie wiedzieli, że Kosta Papastefandu jest neutralny. Nawet Rzeźnik mi darował.

– Ten snajper, który strzelał z Pecinaca?

– Ten sam. Ale z Pecinaca to on nie strzelał. Chodził za przełęcz, na Glavę, i tam się zasadzał. Bóg raczy wiedzieć, jak mu się to udawało, bo chłopcy z batalionu Mila zorientowali się, skąd poluje, i sami zaczęli na niego polować. Był jak duch. Znikał na całe tygodnie, potem wracał, strzelał i znów znikał, a na przełęczy przybywało grobów i spalonych ciężarówek. Najpierw wspierali go ci z Pecinaca, kierując ogniem artylerii, ale potem front się przesunął i pociski nie dolatywały. Chyba że armatnie. Na szczęście Muzułmanie mieli za dużo armat.

– Na szczęście?

– Mało neutralny komentarz? – domyślił się. – Tu było dalekie zaplecze. Ci, co zostali, chcieli po prostu przeżyć, nie umrzeć z głodu. I to głównie do nich strzelano na przełęczy. Bo to był najważniejszy szlak handlowy. Wielu ludzi żyło z tego, co tamtędy przenieśli. Ale że nosili i amunicję, Muzułmanie strzelali do wszystkich. Także do pieszych.

– Także?

– Na początku Sułtan kazał przepuszczać takich, co tylko z plecakiem… Ale jak i baby zaczęły nosić naboje, bo się opłacało, to już nie było wyjątków. I Rzeźnik strzelał do każdego, kto mu się nawinął pod lufę. A oko miał, że nie daj Boże. Tylko nocą dało się przemknąć, a i to nie zawsze.

– Chodził pan tamtędy?

– Parę razy, zimą, jak inne drogi zasypało, a Rzeźnika mróz przeganiał ze stanowiska.

– Nie prościej było raz się postarać i go zastrzelić?

– Serbscy snajperzy próbowali. Wdrapywali się na Glavę, a Milo szturmował Pecinac. Tyle że na jednej górze walczyli z duchem, a na drugiej z całą masą min. Podobno muzułmańskie dowództwo planowało oparcie o Pecinac całego odcinka obrony i dlatego wpakowało ich tam tysiące. Ale coś nie wyszło, front ułożył się inaczej i na górze pozostał tylko Sułtan ze swoją kompanią.

– Kompania wojska broniła się na tej górze? – zapytałem z niedowierzaniem. – I jak długo to trwało?

– Ze dwa lata – pokiwał głową. – Nic dziwnego, że teraz przoduje w notowaniach. To ich bohater narodowy. – Wycelował palcem w ścianę. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na rozwieszone tam plakaty wyborcze. – Zulfikar Mehcić, doktor nauk biologicznych. Dla przyjaciół Zuk. A dla tych, co pamiętają wojnę, major Sułtan. Pan na Pecinacu.

Zulfikar Mehcić, rycerz islamu, okazał się jasnookim blondynem. Jedynym z zawieszonych na ścianie amatorów władzy, którego nie brałem pod uwagę.

– Więc przeżył?

– I ma się dobrze. Mówi się nawet, że może tu zajrzeć, objeżdżając swój okręg wyborczy. Ale ja w to nie wierzę. Zawsze był kuty na cztery nogi. Dopóki jest tu Milo, nie pokaże się u nas.

– Oprócz Mila jest jeszcze SFOR – przypomniałem.

– Oni nie powstrzymają Mila, jeśli się uprze.

– To mi wygląda na prywatną wojnę.

– Ci dwaj się nienawidzą. Dwa lata zabijali sobie nawzajem przyjaciół, gnili w błocie, głodowali i zamarzali, próbując załatwić drugiego. I nic im z tego nie wyszło. Tak naprawdę obaj zmarnowali na tej górze szanse kariery. Kiedy się zaczynało oblężenie, Nedić był głównym kandydatem na dowódcę tutejszej brygady, a Sułtan najsławniejszym dowódcą frontowym we wschodniej Bośni. Ich koledzy dorobili się potem mnóstwa gwiazdek, stanowisk w polityce, no i pieniędzy. A oni niczego. Mają powody, by się nie lubić.

– Młodszy brat? – podsunąłem.

– Milo zrezygnował ze studiów, by go nie oddawać dalszej rodzinie. Byli sierotami, od zawsze opiekował się Mladenem. Mladen studiował, a Milo go utrzymywał, potem pomagał budować dom… I mu go zastrzelili. W pierwszym dniu pokoju. Całą wojnę robił, co mógł, by trzymać smarkacza z dala od frontu, a na koniec… No i teraz nim telepie, kiedy słyszy o Rzeźniku.

Wytarłem talerz skórką chleba, przeżułem ją powoli.

– Powiedział pan, że ten snajper pana oszczędził. Czy to znaczy, że krążył po okolicy i wybierał ofiary?

– Nie, nie… Raz tylko zabił poza Glavą, ale i wtedy chyba na Glavę szedł, a tamten zaskoczył go w drodze. Bogu dzięki, ograniczał się do przełęczy. Wie pan: taki smok z bajki, którego w zasadzie nie sposób pokonać, ale który zabija tylko niedaleko jaskini. Nie wiem, może się bał, że po wojnie oskarżą go o zbrodnie, o zabijanie cywilów poza rejonem walk. A może po prostu… Nie, to nie to.

– Nie co?

– Chciałem powiedzieć, że może robił, ile mu kazali. Ale to nieprawda. Robił znacznie więcej. Pamiętam zimę dziewięćdziesiątego piątego. Spadł śnieg, podejścia do Glavy zasypało, zrobiło się takie równiutkie, białe pole, a potem złapał silny mróz. Śnieg zamarzł z wierzchu, wiatr nie mógł go ruszyć. Co było równe, takie pozostało. Idealne warunki dla myśliwego: nie przegapi się żadnego tropu. No więc ludzie z osłony przełęczy, ci, co blokowali Sułtana, poobserwowali Glavę przez trzy doby. Nawet noktowizory pożyczyli, te wrażliwe na ciepło. I nic, śladu życia. No to sformowała się kolumna i dawaj na przełęcz. Myśleli sobie: trzy dni nikt by na tym mrozie nie wysiedział, śladów nie ma, droga bezpieczna. Ale i tak posłali paru ludzi dla zabezpieczenia flanki, nim puścili ciężarówki.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)