Naznaczona
- Автор: Каст Филис Кристина
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Naznaczona». Краткое содержание книги:
Akcja rozgrywa się w środowisku amerykańskich nastolatków naznaczonych wampiryzmem, uczęszczających do specjalnej szkoły, pozwalającej im zdobyć kwalifikacje dorosłego wampira.
Początkująca wampirzyca, Zoey Redbird, trafia do szkoły Domu Nocy. To tu będzie musiała przejść nieodzowną Przemianę, by zdobyć kwalifikacje dorosłego wampira.
Pomimo początkowych trudności, przyzwyczaja się do nadprzyrodzonych zdolności, jakimi obdarzyła ją Nyx, Bogini Wampirów, i coraz lepiej wchodzi w rolę nowej przywódczyni Cór Ciemności. I co najważniejsze – zaczyna czuć się w Domu Nocy, jak w swym własnym. Ma swego chłopaka, a nawet… dwóch. Ale oto zdarza się coś niewyobrażalnego. Pewnego dnia w zewnętrznym świecie ludzi ginie kilkoro nastolatków, a wszystkie ślady prowadzą do Domu Nocy. Zoey zaczyna zdawać sobie sprawę, że nadprzyrodzone siły, które wyróżniają ją spośród innych, mogą też obrócić się przeciwko jej najbliższym. Dziewczyna zwraca się o pomoc do swych nowych przyjaciół, a wtedy śmierć zakrada się również do Domu Nocy. Zoey musi pogodzić się ze zdradą, która łamie jej serce i podkopuje fundamenty jej nowo zbudowanego świata.
Autorki to matka i córka. P.C. Cast jest znaną i nagradzaną autorką powieści fantastycznych i o zjawiskach nadprzyrodzonych, a także doświadczoną nauczycielką i wykładowczynią. Ma na swym koncie wiele nagród, jak prestiżowa Prism, Dafne du Maurier, Affair du Coeur. Mieszka i pracuje w Oklahomie.
Kristin Cast zdobyła nagrody za swoje wiersze i osiągnięcia dziennikarskie. Ponadto jest słuchaczką Northeastern State University, gdzie stara się osiągnąć swój następny życiowy cel – zostać nauczycielką biologii.
Lunch komponowało się samemu, wybierając, na co się miało ochotę, z obfitego bufetu, gdzie można było wziąć na przykład sałatkę z tuńczyka (fuj!) albo malutkie kukurydze, które nawet nie przypominały smakiem normalnego ziarna z dużych kolb. (Właściwie czym one były? Niedorosłymi kolbkami? Mutantami? Miniaturkami?). Nałożyłam sobie na talerz górę jedzenia, wzięłam też pajdę chleba wyglądającego na świeżo upieczony i wślizgnęłam się do boksu, w którym siedziała już Stevie Rae, a za mną podążał Damien. Erin i Shaunee już tam były, kłócąc się o to, czyje wypracowanie na zajęciach z literatury było lepsze, choć obie dostały jednakową liczbę punktów.
– To teraz, Zoey, opowiadaj. Co z Erikiem Nightem? – zapytała Stevie Rae, gdy tylko pierwszy kęs sałatki uniosłam do ust. Na jej słowa Bliźniaczki natychmiast zamilkły i wszyscy zgromadzeni przy stole skupili uwagę wyłącznie na tym, co powiem.
Zastanawiałam się wcześniej, co mam im powiedzieć na temat Erika, i uznałam, że nie należy jeszcze mówić nikomu o tej nieszczęsnej scenie z obciąganiem. Powiedziałam więc tylko:
– Patrzył na mnie.
Kiedy przyglądali mi się ze zmarszczonymi brwiami, zorientowałam się, że mówiłam z pełnymi ustami, a oni po prostu nie zrozumieli moich słów. Przełknęłam więc jedzenie 1 powtórzyłam:
– Cały czas na mnie patrzył. Na zajęciach z teatru. Czułam się… boja wiem?… trochę zmieszana.
– Co rozumiesz przez to, że patrzył na ciebie? – domagał się uściślenia Damien.
Przyglądał mi się od samego początku, jak tylko wszedł do klasy, ale było to szczególnie wyraźne, kiedy za czął monolog. Mówił ten kawałek z Otella, a gdy doszedł do fragmentu o miłości i tak dalej, patrzył mi prosto w oczy. Mogłabym pomyśleć, że to przypadek czy coś w tym rodzaju, ale przecież przyglądał mi się, zanim jeszcze zaczął mówić monolog, i potem, kiedy już wychodził z sali. – Westchnęłam i poruszyłam się niespokojnie na miejscu, bo poczułam się niezręcznie pod ich przeszywającymi spojrzeniami. -Nieważne. Może to należało do jego roli.
– Erik Night to najseksowniejsza sztuka w całej tej cholernej szkole – skonstatowała Shaunee.
– Nieprawda. To najseksowniejsza sztuka na całej kuli ziemskiej -poprawiła ją Erin.
– Nie jest bardziej seksowny od Kenny'ego Chesneya
– wtrąciła szybko Stevie Rae.
– Och, daj spokój z tą swoją obsesją na punkcie country – zgromiła ją Shaunee, ale zaraz zwróciła się do mnie:
– Nie pozwól, by okazja przeszła ci koło nosa.
– Właśnie – zawtórowała Erin. – Nie dopuść do tego.
– Żeby mi przeszła koło nosa? A co ja mam niby zrobić? Przecież on się nawet do mnie nie odezwał.
– Ojej, Zoey, czy ty się chociaż uśmiechnęłaś do niego w odpowiedzi? – zapytał Damien.
Zamrugałam. Czy się uśmiechnęłam? Cholera! Założę się, że nie. Na pewno siedziałam jak mumia i tylko się na niego gapiłam z otwartą gębą. No, może nie z otwartą gębą ale mimo wszystko.
– Nie wiem – odpowiedziałam wykrętnie, co jednak nie zwiodło Damiena.
– Na drugi raz – prychnął – nie zapomnij się do niego uśmiechnąć.
– Możesz mu też powiedzieć „cześć"-- dorzuciła
Stevie Rae.
– Sadzę, że Erik to po prostu ładny chłopak – powiedziała Shaunee.
– I zgrabny – dodała Erin.
– Tak uważałam, zanim nie rzucił Afrodyty – ciągnęła Shaunee. – Ale kiedy to zrobił, pomyślałam, że coś się tam na górze może dziać.
– Wiemy, że coś się działo tu, na dole – nachmurzyła się Erin.
– No, no – cmoknęła Shaunee i oblizała wargi, jakby delektowała się czekoladą.
– Jesteście wulgarne – stwierdził Damien.
– Chciałyśmy tylko powiedzieć, że to najzgrabniejszy zadek w całym mieście – odrzekła Shaunee.
– A ty tego nie zauważyłeś, co? – przekomarzała się Erin.
– Gdybyś się odezwała do Eriką Afrodyta by się wkurzyła – powiedziała Stevie Rae.
Wszyscy odwrócili się do Stevie Rae i utkwili w niej wzrok, jakby przekroczyła Rubikon albo coś w tym rodzaju.
– To prawda – odezwał się Damien.
– I tylko prawda – zgodziła się Shaunee, a Erin pokiwała potakująco głową.
– Więc mówią że on chodził z Afrodytą? – chciałam się upewnić.
– Aha – mruknęła Erin.
– Plotka jest śmieszna, ale prawdziwa – powiedziała Shaunee. – A teraz, kiedy ty mu się podobasz, nabiera to dodatkowego smaczku.
– Może patrzył tylko na mój nietypowy Znak – wtrąciłam.
– A może nie. Ty jesteś naprawdę fajna – uznała Stevie Rae ze słodkim uśmiechem.
– A może najpierw chciał popatrzyć na Znak, a potem zauważył, że jesteś fajną więc dalej ci się przyglądał – do myślał się Damien.
Tak czy owak Afrodyta na pewno będzie wkurzona – przepowiedziała Shaunee.
– I bardzo dobrze – ucieszyła się Erin.
Stevie Rae lekceważąco machnęła ręką na ich komentarze.
– Dajcie spokój ze Znakiem i Afrodytą i podobnymi głupstwami. Ale następnym razem, kiedy on się do ciebie uśmiechnie, powiedz mu „cześć". I tyle.
– Łatwe – powiedziała Shaunee.
– I proste – uzupełniła Erin.
– Okay – mruknęłam, wracając do swojej sałatki i życząc sobie w duchu, by cała sprawa z Erikiem Nightem była tak łatwa i prostą jak im się wydaje.
Jedyna rzecz wspólna dla wszystkich szkolnych stołówek, w jakich dotychczas jadłam, to że posiłek zbyt szybko się kończy. Lekcja hiszpańskiego, która po nim nastąpiła minęła jak z bicza strzelił. Profesor Garmy była jak trąba powietrzna. Od razu ją polubiłam. Jej tatuaż przypominał trochę upierzenie, kojarzyła mi się więc z hiszpańskim ptaszkiem. Biegała po klasie, mówiąc bez przerwy po hiszpańsku. Tu muszę wspomnieć, że od ósmej klasy nie miałam do czynienia z hiszpańskim, i przyznaję bez bicia, że nie bardzo wtedy się przykładałam. Teraz nie nadążałam za tokiem lekcji, ale zapisałam pracę domową i postanowiłam sobie powtórzyć słówka bo bardzo nie lubię odstawać od reszty.
Zajęcia początkowe z jeździectwa odbywały się w hali sportowej. Był to długi, niski murowany budynek, usytuowany przy południowym murze, z wielką areną jeździecką znajdującą się pod dachem. Wszędzie pachniało stajnią końmi, trocinami, co pomieszane z zapachem skóry dawało przyjemne wrażenie, mimo że jednym ze składników owej przyjemności było końskie łajno.
Staliśmy z innymi w korralu, gdzie kazał nam czekać starszy uczeń z poważną, a nawet surową miną. Było nas zaledwie dziesięcioro, wszyscy z trzeciego formatowania. Ojej, ten rudzielec też był wśród nas, stał zgarbiony pod ścianą i zawzięcie kopał w trociny, tak że stojąca obok niego dziewczyna zaczęła kichać. Rzuciła mu gniewne spojrzenie i odsunęła się od niego parę kroków. O rany, czy on musi wszystkim działać na nerwy? I dlaczego nie zrobi czegoś z tą wiechą włosów? Mógłby je chociaż uczesać.
Odgłos kopyt końskich odwrócił moją uwagę od Elliot-ta, a kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam, jak wspaniała czarna klacz galopuje wprost na arenę. Zatrzymała się gwałtownie, ryjąc kopytami tuż obok nas. Każdy gapił się na nią z rozdziawionymi ustami, a tymczasem jeźdźczyni z gracją zsunęła się z końskiego grzbietu. Miała długie włosy sięgające do pasa, tak jasne, że aż prawie białe, i szaroniebieskie oczy. Stanęła wyprostowaną a jej nieduża sylwetka i sposób, w jaki się trzymała, przypominał mi dziewczyny, które miały bzika na punkcie tańca, zawsze w pozycji wyjściowej stały tak, jakby ktoś im wetknął kijek w pupę. Jej twarz okalał tatuaż przedstawiający wymyślną plątaninę wzorów, wśród których można się było dopatrzyć motywu galopujących koni.