Las Ma Wiele Oczu
- Автор: Сандему Маргит
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Las Ma Wiele Oczu». Краткое содержание книги:
Te słowa sprawiły, że Irsa poczuła się źle. Veronika w jego pokoju? Ale to przecież ona dopiero co mówiła, że Rustan jest niewinny jak Galahad, a on sam nigdy nie zrobił nic, co by temu określeniu przeczyło, więc niepokój Irsy był z pewnością nieuzasadniony.
– Co takiego? Nie możesz się zamknąć na klucz, nawet gdybyś chciał?
– Oni twierdzą, że coś może mi się stać, a wtedy muszą mieć do mnie dostęp. Ale co takiego mogłoby mi się przytrafić, naprawdę nie wiem.
– Przecież to nieludzkie!
– Ech, mają chyba jak najlepsze intencje!
No nie wiem, pomyślała Irsa złośliwie, ale nie dodała już nic więcej. Na korytarzu panował chłód i Rustan stał tak blisko niej, że czuła dotyk szlafroka frotte, który narzucił na piżamę. Przez cały czas trzymał rękę na jej ramieniu.
– I co to takiego przyszło ci do głowy? – zapytał.
– Ech, nic, to wszystko bez sensu. Ale powiedz mi, czy to nie dziwne, że twoja rodzina, która nie spuszcza z ciebie oczu i nieustannie cię strzeże jak małego dziecka, nagle pozwala ci samemu podróżować do Szwecji? A co gorsza w towarzystwie najzupełniej obcego człowieka. Nie sprawdzając przedtem niczego.
Rustan zastanawiał się.
– No cóż – powiedział z wolna. – Miałem przecież być operowany. To oczywiste, że wszyscy chcieli, bym jechał.
– Właśnie dlatego, że to był taki ważny moment, powinni byli z tobą jechać, wspierać cię.
– Edna była rekonwalescentką.
– Po ataku woreczka żółciowego, wielkie rzeczy! Przecież nie leżała w szpitalu?
Na parterze trzasnęły jakieś drzwi. Rustan przygarnął Irsę mocniej.
– Chodź – szepnął. – Wejdziemy do ciebie.
Zatrzymali się natychmiast za drzwiami. Irsa oparła się o futrynę.
– Tak, masz rację – podjął Rustan przerwany wątek. – Edna była w domu. Ona zawsze jest w domu. Ja myślę, że ona mogła mieć… Wyglądała na dosyć niezadowoloną z tego, że Viljo załatwił wszystko poza nią. Mam na myśli operację. Mówiła potem, że chciała też uczestniczyć w radości z tego, że mi pomogą. Michael nie mógł ze mną jechać, bo miał tę konferencję czy kongres, czy co to tam było.
– Niewidomy brat powinien być dla niego ważniejszy, A Veronika?
Wstrzymała dech, ale Rustan w ogóle nie zareagował na to imię.
– Ona dzień przedtem wyjechała na urlop. A szczerze ci powiem, że bardzo się ucieszyłem mogąc jechać sam. Nie tęskniłem za żadnym z nich.
W pokoju zrobiło się teraz bardzo gorąco. Ciężkie, niemal gęste powietrze, chociaż okna były uchylone. A może to gorąco płynęło z niej samej. Z tego, że znajdowała się tak blisko Rustana. Nie, już wiedziała, co to jest. Źródłem gorącej, niemal trudnej do zniesienia atmosfery był ten jakiś magnetyzm, który między nią a Rustanem narastał od dosyć dawna. Irsa czuła, że każdy nerw w jej ciele drga, że serce tłucze się jak szalone, a oddech staje się coraz bardziej przyspieszony. Starała się głęboko wciągać powietrze, żeby odzyskać kontrolę nad sobą.
Trochę trwało, zanim Rustan odpowiedział.
– To bardzo surowa ocena – rzekł bardzo spokojnie.
– Owszem – przyznała. – Nie powinnam była tego mówić. To przecież twoja rodzina. A poza tym przed chwilą słyszałam, jak Edna z Veroniką rozmawiały o twojej przygodzie, i z ich słów wynikało, że naprawdę niczego nie rozumieją. One nie wiedziały, że ja słyszę. Przepraszam, to głupie z mojej strony tak mówić.
On jednak zaczął się zastanawiać nad słowami Irsy. Światło wpadające przez okno kładło się na jego twarzy i Irsa dostrzegała, że dręczy go jakiś niepokój. Spontanicznie, jak to ona, uniosła rękę i delikatnie pogłaskała go po włosach.
– To tylko taka przypadkowa myśl – szepnęła. – Nie dręcz się tym.
W zadumie ujął jej dłoń i zaczął całować koniuszki palców. Gorący dreszcz przeniknął Irsę od stóp do głów.
– Ale gdyby tak było, jak mówisz, to nie rozumiem dalszego ciągu – powiedział. – Dlaczego Hans został zamordowany?
– Nie, ja też tego nie rozumiem. Rustan, myślę, że powinieneś teraz pójść spać.
Mimo woli zbliżyli się do siebie. On położył obie dłonie na jej ramionach.
– Nigdy jeszcze nie całowałem żadnej dziewczyny – szepnął jej do ucha. – Pozwoliłabyś mi?
– Nie wiem – bąknęła. – Nie zapominaj, że ja też mam uczucia.
– To znaczy nie chcesz?
– Chcę, i na tym właśnie polega mój problem.
Jego policzek dotykał policzka Irsy. Czuła, że Rustan się uśmiecha.
– Pragnąłbym tylko wiedzieć, jak to jest. Nic więcej. Będę bardzo delikatny.
Irsa po prostu nie miała odwagi oddychać. Leciutko odwróciła ku niemu twarz na znak, że się zgadza.
Dotykał rękami jej policzków i włosów, wstrzymując dech, jakby otrzymał obiecany, jakiś od dawna wytęskniony dar. Przez moment zdawało się, że odwaga go opuściła, że zrezygnuje, i Irsa poczuła w sercu bolesny skurcz rozczarowania. Wtedy on ujął oburącz jej głowę i przysunął do siebie. Irsa zamknęła oczy. W tej sytuacji powinniśmy być sobie równi, pomyślała z uśmiechem.
Drgnęła, kiedy poczuła jego usta na swoich wargach. Pocałunek był nieskończenie delikatny, bardzo czuły, ale pod nim kryło się nieprzebrane morze skrywanych uczuć.
O Boże drogi, prosiła Irsa. Te uczucia chcę mieć. Nie pozwól, żeby się dostały Veronice. Może ona jest tego bardziej warta, ale, Boże najdroższy, życie nie będzie miało dla mnie żadnego sensu, jeśli nie będzie przy mnie Rustana. Na zawsze! Połączonego ze mną szczerym i pełnym ciepła związkiem!
Nagle przestraszyła się. Nie przypuszczała przedtem, że drzemią w niej aż takie emocje.
Rustan odsunął się z niemal niedosłyszalnym, leciutkim westchnieniem. Irsa wiedziała, że on musi wyczuwać, jak bardzo jest podniecona.
– Muszę ci coś powiedzieć – szepnęła z największą niechęcią. Wiedziała jednak, że powinna wszystko wyjaśnić, nie może ukrywać niczego. – Veronika nie jest twoją przyrodnią siostrą. Ona została adoptowana. Tak, że ty…
– Myślisz, że o tym nie wiem? – odpowiedział ze śmiechem. – Wiem, i to od bardzo dawna. Widzisz, oni zapominają, że ja mam znakomity słuch.
– Wiedziałeś o czymś takim?
– Oczywiście, Edna i Veronika często się kłóciły właśnie o to, czy mi powiedzieć, czy nie.
– Ale kiedy ona cię obejmowała, to miałeś minę pełną obrzydzenia. Myślałam, że to dlatego, że siostra tak się zachowuje…
– Miałem, oczywiście, bo jej nie cierpię. Czy ty myślisz, że ja tęskniłem za jakąkolwiek dziewczyną, że było mi wszystko jedno, kto to? Ja chcę ciebie, Irsa. Bo to ty jesteś taką dziewczyną, o jakiej marzyłem. Czy to tak trudno zrozumieć?
Serce nadal waliło jej jak młotem. Tak obojętnie jak tylko mogła zapytała:
– No słuchaj, a ten telefon od kuratora… Chodziło o to, żeby cię wyciągnąć z kraju, o ile dobrze zrozumieliśmy. Ale skąd ten telefon mógł być? Przecież Viljo, który nie jest jeszcze lekarzem, nie mógł ci sam wypisać skierowania na operację wprost do Szpitala Karolińskiego w Sztokholmie.
Rustan zmarszczył brwi. Najwyraźniej nie chciał teraz myśleć o takich sprawach.
– Viljo zawsze w takich sprawach zwraca się do lekarza rejonowego. U niego też zasięga rady w przypadku, kiedy sam jest niepewny, co robić. Szczerze mówiąc, dokładnie nie wiem, jak to wszystko zostało załatwione. Viljo się wszystkim zajmował.
– Masz zaufanie do tego lekarza rejonowego?
– Do doktora Leino? Mam. To starszy człowiek.
– Starszy człowiek, powiadasz. To niedobrze. Rustan – rzekła stanowczo, próbując odsunąć jego ręce dotykające jej pleców pod cienką nocną koszulą. – Czy ty masz tu w mieście kogoś, komu naprawdę ufasz?