Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Maska - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Maska

Электронная книга - «Maska». Краткое содержание книги:

Carol i Paul Tracy są ludźmi sukcesu: ona jest cenionym specjalistą w dziedzinie psychiatrii dziecięcej, on robi karierę jako nauczyciel akademicki i pisarz. Do pełni małżeńskiego szczęścia brakuje im tylko dziecka, a ponieważ Carol jest bezpłodna, decydują się na adopcję. Realizację ich planów utrudnia cały szereg pozornie przypadkowych wypadków i katastrof. Pewnego dnia Carol niechcący potrąca samochodem nieznajomą nastolatkę. Chociaż dziewczynka nie odnosi poważniejszej szkody, okazuje się, że kompletnie nic o sobie nie wie i niczego nie pamięta. W trakcie seansu hipnotycznego, jakiemu poddana zostaje Jane, wychodzi na jaw przerażająca prawda. Jej ciało zamieszkuje nie jedna, ale kilka różnych osobowości. Wszystkie one należały do żyjących przed laty dziewcząt, które zmarły tragicznie w przeddzień swoich szesnastych urodzin. Najbardziej przerażający jest jednak fakt, że przed śmiercią każda z nich zdradzała objawy morderczej furii skierowanej przeciwko najbliższym.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 48
Перейти на страницу:

Zastanawiała się, czy to jeden z nich dzwonił do niej, udając Leonarda, czerpiąc przyjemność z dręczenia wdowy. Trucie kota, nękanie jej dziwnymi telefonami, straszenie mogło sprawiać mu rozkosz.

Ale dopiero po osiemnastu latach? A poza tym któż jeszcze pamiętał głos Leonarda, by naśladować go tak idealnie? Z pewnością tylko ona potrafiła go rozpoznać. I po cóż mieszać w to Carol? Leonard zmarł trzy lata przed tym, jak Carol wkroczyła w życie Grace; nigdy jej nie znał. Dlaczego rozmówca określił Carol imieniem Willa? A co najdziwniejsze, skąd wiedział, że właśnie zrobiła jabłka w cieście?

Istniało tylko jedno wytłumaczenie, aczkolwiek przyjmowała je z niechęcią. Telefon był od samego Leonarda. Od nieboszczyka.

Nie. Niemożliwe.

Wielu ludzi wierzy w duchy.

Nie ja.

Pomyślała o dziwnych snach, które miała w zeszłym tygodniu. Wtedy w nie nie wierzyła, teraz zmieniła zdanie. Więc czemu nie duchy?

Nie. Była przecież kobietą zrównoważoną, prowadzącą ustabilizowane, racjonalne życie; pewną, że na wszystkie wątpliwości i pytania można znaleźć logiczną odpowiedź. Teraz, w wieku siedemdziesięciu lat, jeśli zgodzi się na istnienie duchów w ramach swojej racjonalnej filozofii, w co będzie musiała uwierzyć w następnej kolejności? W wampiry? Zacznie nosić ze sobą ostry drewniany kołek i krucyfiks? A wilkołaki? W takim razie gdzie pudełko ze srebrnymi nabojami? Złe elfy mieszkające w środku ziemi i powodujące trzęsienia i wybuchy wulkanów? Pewnie! Czemu nie?

Grace zaśmiała się gorzko.

Nie mogła nagle pozwolić sobie na wiarę w duchy, bo zaakceptowanie jednego przesądu mogło pociągnąć za sobą przyjęcie innych. Była za stara, wygodna i zbyt przywiązana do wypracowanych przez siebie poglądów, by przestawić cały system filozofii życiowej. A z pewnością nie zamierzała dokonywać aż tak gruntownego przewartościowania tylko dlatego, że odebrała dwa dziwaczne telefony.

Musiała jednak podjąć decyzję: Czy powiedzieć Carol, że ktoś ją nęka? Próbowała wyobrazić sobie, jak zostanie to przyjęte. Tajemnicze telefony i kot narkoman zupełnie nie pasowały do Grace Mitowski. Wyszłaby na rozhisteryzowaną starą kobietę, szukającą nieistniejących konspiratorów za każdymi drzwiami i pod każdym łóżkiem.

Mogliby nawet pomyśleć, że się starzeje.

A może się starzeję? – zastanawiała się. – Czy te telefony to tylko wytwór mojej wyobraźni? Nie. Z pewnością nie.

Nie wmówiła też sobie zmian w osobowości Arystofanesa. Spojrzała na ślady pazurów na dłoni; goiły się, chociaż wciąż były czerwone i spuchnięte. Dowód. Te ślady stanowiły dowód, że coś nie gra.

Nie jestem stara – mówiła sobie. – Ani trochę. Ale wolałabym nie udowadniać Carol, że nie brak mi piątej klepki. Lepiej zachować spokój. Poczekać. Zobaczyć, co się jeszcze wydarzy. W każdym razie mogę sobie sama z tym poradzić. Dam radę.

Kiedy Jane obudziła się w środku nocy, zauważyła że chodzi we śnie. Znajdowała się w kuchni, ale nie pamiętała, żeby wstawała z łóżka i schodziła po schodach.

Panowała cisza. Jedyny dźwięk dobiegał od mruczącej z cicha lodówki. Przez duże okna wdzierało się blade światło księżyca w pełni.

Jane otworzyła jedną z szuflad i wyjęła nóż rzeźnicki.

Gapiła się na niego przerażona.

W srebrnej poświacie zalśniło zimne ostrze.

Włożyła go z powrotem do szuflady.

Zasunęła ją.

Ściskała nóż tak mocno, że czuła jeszcze ból w ręce.

Dlaczego wzięła nóż?

Chłód przebiegł jej po plecach jak stonoga.

Nagie ramiona i nogi pokryły się gęsią skórką i uświadomiła sobie, że jest prawie nieubrana.

Silnik lodówki wyłączył się z suchym grzechotem, aż podskoczyła i odwróciła się.

W domu panowała teraz nienaturalna cisza. Mogła nawet uwierzyć, że ogłuchła.

Co ja robiłam z nożem?

Splotta ramiona na piersi, aby opanować dreszcze, które nią wstrząsały.

Może poczuła głód i przyszła tutaj we śnie, żeby zrobić kanapkę. Tak. Prawdopodobnie tak było. Właściwie chętnie by coś zjadła. Sięgnęła do szuflady po nóż, aby ukroić plaster pieczeni. Widziała ją w lodówce, kiedy pomagała Carol i Paulowi robić kolację.

Jednak rozmyśliła się. Nie potrafiłaby nic przełknąć. Bose nogi zziębły i czuła się nieskromnie obnażona. Chciała natychmiast wrócić do łóżka, pod kołdrę.

W ciemności, wspinając się po schodach, trzymała się blisko ściany, bo tam deski mniej trzeszczały. Wróciła do swojego pokoju, nie budząc nikogo.

Na zewnątrz, gdzieś w oddali, zawył pies.

Jane schowała się głęboko pod kocami.

Przez chwilę miała kłopot z zaśnięciem, czuła się winna, że grasuje po domu, kiedy państwo Tracy śpią. Nie chciała, aby fakt, iż była w szpitalu, tłumaczył jej niewłaściwe zachowanie.

Oczywiście, to głupie. Nie węszyła w jakimś określonym celu. Chodziła we śnie, a osoba w takim stanie nie panuje nad sobą.

Po prostu chodziła we śnie.

ROZDZIAŁ 8

W gabinecie Carol Tracy niepodzielnie panowała Myszka Miki. Większość przedmiotów, które wypełniały pokój, ozdabiały wizerunki sławnej gwiazdy filmów rysunkowych w najróżniejszych pozach i sytuacjach. Dziesiątki figurek ulubionego przez wszystkie dzieci gryzonia uśmiechały się szeroko z każdego kąta i półki do małych pacjentów Carol.

Ten imponujący zbiór łamał pierwsze lody w kontaktach z dziećmi.

Jane zareagowała podobnie, jak większość pacjentów. Mówiła „oooch” i „aach” i śmiała się radośnie. Zanim skończyła podziwiać kolekcję i usiadła w jednym z wielkich skórzanych foteli, była już gotowa do seansu hipnotycznego – jej napięcie i obawa zniknęły. Magia Miki jak zwykle nie zawiodła.

W gabinecie Carol zamiast typowej kanapy stały naprzeciw siebie dwa duże fotele z oparciami, dla niej i pacjenta. Nieco przysłonięte okna i dyskretne światło sączące się z narożnych lamp stwarzały przytulny nastrój.

Przez parę minut gawędziły o kolekcji, a potem Carol powiedziała”

– Dobra, kochanie. Myślę, że powinnyśmy zacząć.

Niepokój pojawił się na twarzy dziewczynki.

– Sądzi pani, że hipnoza to dobry pomysł?

– Tak. To najlepsza metoda, jaką znamy, by przywrócić ci pamięć. Nie bój się. To proste. Tylko odpręż się i popłyń. Dobrze?

– Hm… dobrze.

Carol wstała i ruszyła w kierunku Jane, która także zaczęła się podnosić.

– Nie, ty zostań na swoim miejscu. – Carol stanęła za dziewczynką i przyłożyła koniuszki palców do jej skroni.

– Odpręż się, kochanie. Odchyl do tyłu. Ręce na udach. Dłonie wewnętrzną stroną do góry, palce luźno. Świetnie. Teraz zamknij oczy. Są zamknięte?

– Tak.

– Dobrze. Bardzo dobrze. Teraz chcę, żebyś pomyślała o latawcu. Dużym latawcu w kształcie rombu. Wyobraź go sobie. Jest olbrzymi, niebieski i żegluje wysoko po błękitnym niebie. Widzisz go?

Po krótkim wahaniu dziewczynka odparła”

– Tak.

– Obserwuj latawiec, kochanie. Patrz, jak łagodnie wznosi się i opada wraz z prądami powietrznymi. Wznosi się i opada, w górę i w dół, w górę i w dół, z boku na bok, żegluje z wdziękiem, daleko ponad ziemią, w pół drogi między ziemią i chmurami, daleko ponad twoją głową. – Carol mówiła aksamitnym, kojącym głosem i patrzyła na bujne blond włosy dziewczynki. – Kiedy tak obserwujesz latawiec, stopniowo stajesz się tak lekka i wolna jak on. Uczysz się wznosić coraz wyżej w błękitne niebo. – Koniuszkami palców Carol zataczała delikatne koła na skroniach Jane. – Opuszcza cię napięcie. Wszystkie troski i niepokoje odpływają daleko, i myślisz tylko o latawcu żeglującym po błękitnym niebie. Wielki ciężar zostaje zdjęty z twojej głowy, czoła i skroni. Czujesz się o wiele lżej. – Zsunęła ręce na kark dziewczynki. – Mięśnie na karku rozluźniają się. Napięcie znika. Wielki ciężar zostaje zdjęty. Jesteś teraz tak lekka, że możesz wznieść się jak latawiec… prawie… prawie… – Opuściła ręce na ramiona malej. – Odpręż się. Niech napięcie odejdzie. Jesteś lżejsza, coraz lżejsza. Ciężar spada także z twoich piersi. A teraz unosisz się. Tylko kilka centymetrów nad ziemią, ale unosisz się.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 48
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)