Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 268 269 270 271 272 273 274 275 276 ... 296
Перейти на страницу:

Wysoki mężczyzna o złotorudych włosach. Mężczyzna wyglądający znajomo, poznaczony wieloma ranami, w poczerniałym, nadpalonym stroju. Mishraile wpatrywał się w niego bez słowa, Donalo zaś zaklął, gdy Smok Odrodzony zauważył ich i, zaskoczony, rzucił się do ucieczki w głąb płaskowyżu. Zanim Mishraile oprzytomniał na tyle, by przypuścić atak, al’Thor otworzył bramę i umknął.

Ziemia zatrzęsła się gwałtownie, a niektóre fragmenty skał oderwały się od wschodniej krawędzi i zaczęły się osuwać w dół stoku na stłoczone w dole Trolloki. Całe to miejsce było z każdą chwilą coraz bardziej niestabilne. Kolejny dobry powód, żeby je opuścić.

– To był sam przeklęty Smok Odrodzony! – stwierdził Donalo. – Alviarin! Przeklęty Smok Odrodzony jest na polu bitwy!

– Cóż to znowu za bzdura? – zapytała Alviarin, zbliżając się wraz z innymi.

– Rand al’Thor tu był – odparł wciąż oszołomiony Mishraile. – Na krew i krwawe popioły, Donalo, miałeś rację! Tylko w takim wypadku Demandred mógł ponieść klęskę!

– Przez cały czas powtarzał, że Smok gdzieś tu jest – zauważył Kash.

Donalo wysunął się naprzód, przekrzywiając głowę, jakby wpatrywał się w coś w powietrzu.

– Widziałem, w którym miejscu otworzył bramę, uciekając. To było tu, dokładnie tu… Tak! Czuję jeszcze wibracje. Wiem, dokąd się udał.

– Pokonał Demandreda – zauważyła Alviarin sceptycznie, krzyżując ramiona. – Czy damy radę z nim walczyć?

– Wydawał się całkiem wyczerpany – rzekł Mishraile. – Nawet bardziej niż wyczerpany. Na nasz widok wpadł w panikę. Jeżeli walczył z Demandredem, to musiało go to sporo kosztować.

Alviarin zapatrzyła się w miejsce, w którym zniknął al’Thor. Mishraile wręcz widział jej myśli: gdyby udało im się zabić Smoka Odrodzonego, M’Hael zapewne nie byłby jedynym z Władców Strachu wyniesionym do rangi Wybranego. Pan Wielki okazałby swą wdzięczność temu, kto powali al’Thora. Głęboką wdzięczność.

– Mam! – wykrzyknął Donalo, otwierając bramę.

– Potrzebuję kręgu, żeby z nim walczyć – rzekła Alviarin, po czym zawahała się. – Skorzystam tylko z Rianny i Nensena. Nie chcę ryzykować, lepiej żeby wszyscy nie byli unieruchomieni w jednym kręgu.

Mishraile prychnął, zebrał moc i skoczył w portal. Chodziło jej oczywiście o to, że nie chciała, by któryś z mężczyzn zdominował krąg i okradł ją z chwały zwycięstwa. Cóż, Mishraile zobaczy, co da się w tej sprawie zrobić.

Opuściwszy pole bitwy, znalazł się na polanie, której nie rozpoznawał. Drzewa nie wydawały się tu dotknięte wpływem Wielkiego Pana tak jak gdzie indziej. Dlaczego? Nad głową miał to samo ciemne, burzowe niebo, a dookoła panował taki mrok, że musiał spleść świetlną kulę, by cokolwiek zobaczyć.

Al’Thor odpoczywał, siedząc na pobliskim pniaku. Uniósł wzrok i na widok Mishraile’a krzyknął, zrywając się do ucieczki. Mishraile splótł kulę ognia, która urosła w powietrzu i pomknęła w jego kierunku, al’Thor jednak zdołał odepchnąć ją własnym splotem.

„Ha! Jest słaby!” – myślał Mishraile, rzucając się w pogoń. Pozostali przebiegli za nim przez bramę, kobiety związane z Nensenem, który nie odstępował Alviarin jak wierny psiak. Ostatni przeszedł Donalo, wołając, by na niego zaczekali.

W chwilę później wszyscy gwałtownie się zatrzymali.

Mishraile poczuł to jak uderzenie strumienia lodowatej wody – jak gdyby wbiegł głową naprzód pod wodospad. Jedyna Moc znikła. Opuściła go w jednej chwili.

Zatoczył się, ogarnięty nagłą paniką, usiłując zrozumieć, co się stało. Ktoś oddzielił go tarczą od Źródła! Nie. Nie wyczuwał żadnej tarczy. Nie wyczuwał… niczego.

Drzewa nieopodal poruszyły się i z cienia wyłoniły się jakieś postacie. Ociężałe, niezgrabne stworzenia o grubych palcach i krzaczastych brwiach. Zdawały się tak stare jak drzewa dookoła, miały pomarszczoną skórę i białe włosy.

Był w stedding.

Mishraile rzucił się do ucieczki, zaraz jednak pochwyciły go silne ramiona. Wiekowi Ogirowie otoczyli go i całą resztę grupy. Przed nimi spośród drzew wyszedł al’Thor – tyle że to nie był on. Już nie. Wszystko to był podstęp. To Androl przywdział twarz Smoka Odrodzonego.

Pozostali krzyczeli i okładali Ogirów pięściami, ale Mishraile padł tylko na kolana, wpatrując się w pustkę, tam gdzie kiedyś była Jedyna Moc.

Pevara podeszła do Androla, kiedy najstarsi z Ogirów, którzy nie brali udziału w bitwie, ujęli Władców Strachu w swe silne ramiona i powiedli ich w głąb Stedding Sholoon.

Lindsar, najstarsza pośród nich, zbliżyła się do Androla, wspierając się na lasce tak grubej jak udo dorosłego mężczyzny.

– Zajmiemy się jeńcami, mistrzu Androlu – rzekła.

– Egzekucja? – spytał Pevara.

– Na najstarsze drzewa, nie! – obruszyła się Lindsar. – Nie w tym miejscu, tu nie będziemy zabijać. Zatrzymamy ich i nie pozwolimy im uciec.

– To bardzo niebezpieczni ludzie, czcigodna – ostrzegł Androl. – Nie lekceważ ich przebiegłości i sprytu.

Ogirka zachichotała i utykając, ruszyła z powrotem w stronę wciąż jeszcze pięknych drzew stedding.

– Ludzie sądzą, że skoro jesteśmy tacy spokojni, to nie potrafimy być sprytni – rzuciła. – Zobaczyliby, jak przebiegły może się stać umysł po setkach lat doświadczeń. Nie martw się, mistrzu Androlu. Będziemy ostrożni. Tym biednym duszom dobrze zrobi ciche życie w stedding. Być może kilkadziesiąt lat spokoju sprawi, że zmieni się ich pogląd na świat.

To mówiąc, zniknęła pomiędzy drzewami.

Androl zerknął na Pevarę, czując poprzez więź jej głębokie zadowolenie, choć wyraz jej twarzy temu zaprzeczał.

– Dobrze się spisałaś – rzekł. – To był doskonały plan.

Skinęła głową z satysfakcją i oboje opuścili stedding, przechodząc przez niewidzialna barierę, która odgradzała ich od Jedynej Mocy. Chociaż Androl był tak zmęczony, że ledwie mógł myśleć, nie miał żadnego kłopotu ze znalezieniem saidina. Zaczerpnął z niego tak łapczywie, jak głodujący rzuca się na kawałek chleba, choć był go pozbawiony zaledwie przez parę minut.

Przez chwilę prawie żałował tego, co zrobili Donalowi i pozostałym. „Odpoczywaj, przyjacielu” – pomyślał. – „Może kiedyś znajdziemy sposób, by uwolnić cię z więzów, którymi spętali twój umysł”.

– No i jak? – zapytał Jonneth, podbiegając do nich.

– Załatwione – odparł Androl.

Pevara skinęła głową, wychodząc spomiędzy drzew. Spojrzeli na płynącą przed nimi Morę i ruiny nieopodal stedding. Pevara zatrzymała się gwałtownie na widok ruin, w których uchodźcy z Caemlyn zgromadzili swoich rannych i zapasy broni.

Ruin, w których roiło się teraz od Trolloków.

Trwała rzeź.

Aviendha uklękła nad ciałem Rhuarca.

Nie żył. Zabiła go.

„To już nie był on” – przekonywała samą siebie. – „Graendal go zabiła. Jej splot zapewne wypalił jego duszę już wcześniej. To tylko zewnętrzna powłoka”.

To tylko…

To tylko…

To tylko…

„Bądź silna, Aviendho”. Wypełniła ją determinacja Randa, płynąca z głębi więzi, która cały czas kryła się na dnie jej umysłu. Uniosła wzrok i poczuła, że opuszcza ją całe zmęczenie i znika wszystko, co dotąd rozpraszało jej uwagę.

Graendal walczyła z Amys, Talaan, Alivią i Cadsuane – i wygrywała. Sploty mknęły we wszystkie strony, rozświetlając przesycone pyłem powietrze, jednak te posyłane przez Cadsuane i resztę były coraz słabsze. Broniły się. Na oczach Aviendhy potężna błyskawica uderzyła w Amys, przewracając ją na ziemię. Stojąca u boku Graendal Sashalle Anderly zadrżała i upadła. Poświata Jedynej Mocy wokół niej zgasła. Graendal uśmierciła ją, odbierając jej zbyt wiele Mocy.

1 ... 268 269 270 271 272 273 274 275 276 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)