Pamięć Światłości
- Автор: Джордан Роберт, Сандерсон Брендон
- Серия: Kolo czasu #14
- Язык: польский
- Переводчик: Jan Karłowski
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:
Ponad zgiełkiem bitwy Mat dosłyszał dźwięk, który musiał ściąć lodem krew w żyłach wroga: setki, może tysiące rogów rozbrzmiewały pośród nocnych ciemności bojowym wołaniem, bębny grały w ogłuszającym rytmie, coraz to głośniej i głośniej, do wtóru maszerujących stóp olbrzymiej armii ludzi i zwierząt, zbliżającej się z wolna do Wzniesień Polov. Nikt ich nie widział w tej mrocznej godzinie przedświtu, jednak wszyscy na całym polu bitwy wiedzieli, kto właśnie przybył.
Mat wzniósł okrzyk radości. Oczyma duszy widział już kolejne posunięcia seanchańskich wojsk: połowa pomaszeruje znad Erinin prosto ku północy, by wesprzeć nękaną nieustannymi atakami armię Elayne nad brzegami Mory i razem z nimi zmiażdżyć Trolloki usiłujące dostać się do Shienaru. Druga połowa ruszy na zachód i okrążając bagna, zajdzie stłoczone w przesmyku Trolloki od tyłu, od zachodniej strony Wzniesień.
Pośród gradu sypiących się na nieprzyjaciela strzał zaczęły pojawiać się lśniące światła – to damane rozjaśniały mrok, by wojsko mogło coś widzieć, urządzając jednocześnie pokaz, z jakiego byłby dumny każdy Iluminator. Ziemia drżała, kiedy potężna armia Seanchanu maszerowała przez Pole Merriloru.
Nagły grzmot wstrząsnął powietrzem nad Wzniesieniami po prawej ręce Mata, po nim zaś kolejny, jeszcze potężniejszy. Talmanes i Aludra naprawili smoki i poprzez bramy ostrzeliwali teraz z jaskini wojska Sharanów.
Prawie wszystkie pionki znalazły się już na planszy. Przed ostatecznym rzutem kości trzeba było załatwić już tylko jedną sprawę.
Armia Mata parła przed siebie.
Jur Grady dotknął listu od żony, który przesłała mu przez Androla z Czarnej Wieży. Nie mógł go w ciemnościach odczytać, ale nie miało to znaczenia, dopóki czuł go pod palcami. I tak już dawno nauczył się go na pamięć.
Spoglądał na skalisty wąwóz, wyrzeźbiony przez nurt Mory jakieś dziesięć mil na północ, daleko poza zasięgiem wzroku z Pola Merriloru, w miejscu, gdzie Cauthon wyznaczył mu pozycję na czas bitwy.
Nie walczył. Światłości, jakież to było trudne, ale nie walczył. Patrzył, starając się nie myśleć o nieszczęsnych ludziach, którzy ginęli, usiłując utrzymać linię rzeki. Miejsce było idealne na zasadzkę – Mora płynęła tu przez wąwóz, w którym Cień mógł z łatwością zatrzymać jej wody. I zrobił to. Owszem, ludzie przysłani tu przez Mata próbowali powstrzymać Władców Strachu i Sharanów, ale byli z góry skazani na porażkę! Grady aż kipiał gniewem na Cauthona. Wszyscy twierdzili, że jest takim świetnym wodzem, a on rozkazał coś takiego!
Gdyby naprawdę był geniuszem, to czy posłałby pięciuset prostych wieśniaków z górskiej osady w Murandy z zadaniem utrzymania rzeki? Owszem, razem z nimi Cauthon przysłał tu również setkę swoich żołnierzy z Legionu, to jednak nie wystarczyło. Wszyscy polegli, broniąc dostępu do rzeki przez kilka długich godzin. Wąwóz zaatakowały całe setki Trolloków i kilku Władców Strachu! Obrońcy zostali wyrżnięci w pień co do jednego.
Światłości! Były wśród nich nawet dzieci! Wieśniacy i garść żołnierzy stawali dzielnie, broniąc wąwozu znacznie dłużej, niżby przypuszczał Grady, w końcu jednak wszyscy i tak polegli. A on otrzymał rozkaz, by im nie pomagać.
Teraz zaś czekał w ciemnościach na szczycie skalistej ściany wąwozu, kryjąc się między kamieniami. W odległości jakichś stu kroków od niego grupa Trolloków kręciła się w blasku pochodni, bez których Władcy Strachu nie widzieliby nic w ciemności. Podobnie jak on znajdowali się na samym szczycie urwiska, skąd mieli doskonały widok na płynącą dołem rzekę – która teraz zamieniła się w jezioro. Trzech Władców Strachu oderwało potężne fragmenty skalnych ścian wąwozu, tworząc zaporę, która zatrzymała wodę.
To spowodowało, że koryto Mory biegnące przez Pole Merrilora wyschło i Trolloki z łatwością przeszły linię rzeki. Grady mógłby bez trudu zniszczyć zaporę – uderzenie Jedynej Mocy natychmiast uwolniłoby spiętrzoną w wąwozie wodę, on jednak jak dotąd nie odważył się na ten krok. Cauthon nie pozwolił mu atakować, a poza tym nie byłby w stanie pokonać w pojedynkę trzech potężnych Władców Strachu. Zabiliby go i na nowo spiętrzyliby rzekę.
Dotknął raz jeszcze listu od żony i przygotował się. Cauthon kazał mu z nadejściem świtu otworzyć bramę do tej samej wioski. Kiedy to zrobi, ujawni tym samym swoją pozycję, a nie wiedział, co ma się stać potem.
Utworzona sztucznie niecka poniżej była już pełna wody, która przykryła ciała poległych.
„Równie dobrze mogę to zrobić teraz” – pomyślał i odetchnął głęboko. Już prawie świtało, chociaż gruba powłoka chmur sprawiała, że nadal było ciemno.
Grady zamierzał wykonać rozkaz. Światłości, żeby sczezł, będzie posłuszny rozkazom. Jeśli jednak Cauthon przeżyje bitwę, padną między nimi ostre słowa. Ktoś taki jak Cauthon, prosty człowiek z ludu, nie powinien tak niefrasobliwie szafować ludzkim życiem.
Wziął jeszcze jeden głęboki oddech i zaczął tworzyć bramę. Otworzył ją w tej samej osadzie, z której ubiegłego dnia przybyli wieśniacy. Nie miał pojęcia, po co to robi, bo wszyscy jej mieszkańcy byli w grupie broniącej wąwozu i wątpił, by ktokolwiek tam jeszcze został. Jak Mat nazwał tę wioskę? Hinderstap?
Przez bramę runął tłum rozkrzyczanych, wściekłych ludzi wymachujących widłami, tasakami i zardzewiałymi mieczami, za nimi zaś postępowali nowi żołnierze z Legionu, tacy sami jak tamta setka, która walczyła tu poprzedniego dnia. Tyle że…
Tyle że gdy spojrzał na ich twarze w blasku pochodni Władców Strachu, poznał, że to ci sami żołnierze, którzy walczyli tu poprzednio… walczyli i polegli.
Grady stał pośród ciemności, gapiąc się na atakujący tłum. To byli ci sami ludzie. Te same kobiety, ci sami pomocnicy z kuźni i kowale, dokładnie ci sami wieśniacy. Widział, jak ginęli, a teraz powrócili na nowo.
Trolloki zapewne nie były w stanie odróżnić jednego człowieka od drugiego, ale Władcy Strachu zauważyli i zrozumieli, że atakują ich ci sami ludzie. Wszyscy trzej zamarli w osłupieniu, po czym jeden z nich zawołał coś o tym, że Czarny ich opuścił i zaczął miotać splotami w wieśniaków.
Oni zaś nacierali, nie zważając na niebezpieczeństwo, choć niejeden padł porażony ciosem. Dopadli Władców Strachu, siekąc ich swymi kuchennymi nożami i narzędziami rolniczymi. Zanim Trolloki ruszyły z odsieczą, Władcy Strachu byli już martwi. Teraz mógł wreszcie…
Otrząsnąwszy się z osłupienia, Grady zaczerpnął moc i roztrzaskał zaporę blokującą wąwóz.
Uwolnił wody rzeki.
41
Uśmiech.
– Cauthon znów ma swoje smoki i one znów walczą! – rzucił Jonneth, usiłując dojrzeć coś w kłębach dymu. – Posłuchajcie tylko!
Ponad Wzniesieniami niosły się dudniące echa. Pevara uśmiechnęła się. Ona, Androl, Jonneth, Emarin i Canler dołączyli do Logaina i pozostałych Asha’manów, a także do paru Aes Sedai, które były z nimi związane. Stali na skraju stromych stoków naprzeciw Wzgórza Dashar, jakieś pół mili od miejsca, w którym leżało bezgłowe ciało Demandreda.
Kolejna salwa smoczego ognia wstrząsnęła Wzniesieniami, chociaż z powodu ciemności nie było widać dymu.
– Smoki długo nie wytrzymają, jeżeli pośród Sharanów są ludzie Taima. Kanonierzy nie zdołają się obronić przed zdolnymi do przenoszenia, a przez ten cały hałas łatwo będzie ich znaleźć.
– Cauthon, zdaje się, nie ma wyboru – zauważył Androl. – Musi rzucić do walki wszystko, co ma do dyspozycji.
– Asha’mani! – Spośród kłębów dymu wyłonił się Logain z Gabrelle u boku. – Czas ruszać.
– Idziemy bronić tych smoków? – zapytał Androl. Dookoła nich dziesiątki wyczerpanych Asha’manów podnosiły się na nogi na wezwanie Logaina.