Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
List Pożegnalny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

List Pożegnalny

Электронная книга - «List Pożegnalny». Краткое содержание книги:

Аннотация

Zbiór zawiera 18 opowiadań o następujących tytułach:

Ekstrapolowany koniec świata;

Druga strona lustra;

Towarzysz podróży;

Źle o nieobecnych;

Satelita;

Kolejność umierania;

Śmierć Karola;

List pożegnalny;

Inspekcja;

Pigułka bezpieczeństwa;

Błąd pilota;

Śmieszna sprawa;

Adaptacja;

Pełnia bytu;

Wyższe racje;

Utopia;

Chrzest bojowy;

Wyjątkowo trudny teren.

A ponadto:

Janusz Zajdel o sobie (napisane w kwietniu 1981 r., czyli 4 lata przed śmiercią);

fragmenty Drugiego spojrzenia na planetę Ksi;

kilka konspektów powieści napisanych i nienapisanych;

wspomnienie M. Parowskiego o Januszu oraz bibliografię twórczości J. Zajdla.
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 53
Перейти на страницу:

– To inna sprawa. Lecz głośno nie należy. A tym bardziej – w książkach!

– Przecież ja nie zamierzam pisać o naszym Kloszu. To tylko fikcja literacka.

– Zgoda, fikcja. Ale z aluzjami. Pan napisze: „pod Kloszem śmierdzi". A czytelnik odczyta to po swojemu: „pod naszym Kloszem źle się dzieje. Zarząd Klosza źle spełnia obowiązki". Tak sobie pomyśli czytelnik. A Zarząd…

– Ależ Redaktorze kochany – zachichotał Autor. – Przecież tak myśli, a nawet mówi, prawie każdy mieszkaniec naszego Klosza. O powietrzu i o Zarządzie. A Zarząd doskonale wie, co myśli i mówi ludność!

– Zgoda. Jest atmosfera pewnego niezadowolenia. Ale czy powinniśmy podsycać ją takimi publikacjami? Czy to cokolwiek pomoże? Pan jest człowiekiem wykształconym i zdaje sobie doskonale sprawę z sytuacji na odcinku powietrza!

– Oczywiście. Wiem, że Zarząd Klosza niewiele może zrobić. Nie posiadamy urządzeń do regeneracji powietrza i jesteśmy całkowicie zdani na import…

– Otóż to, otóż to, kochany Autorze! Wiemy wszyscy doskonale, że jedynym eksporterem świeżego powietrza jest Klosz A-l, który posiada odpowiednie urządzenia oczyszczające i dostarcza czyste powietrze do wszystkich pozostałych Kloszy…

– Nawiasem mówiąc: to, co nam dostarczają, trudno nazwać czystym powietrzem…

– Ale co by się stało, gdyby nagle zamknięto nam dopływ! Jakie jest, takie jest, ale… zawsze to powietrze! A pan chce wywołać swoją książką wrażenie, że…

– Ja nie wspominam ani słowem o pochodzeniu powietrza w Kloszu, o którym piszę! – zawołał Autor triumfalnie. – Ani słowem! Wystrzegam się wszystkich aluzji do tej sprawy!

– Pan nie docenia wyobraźni czytelników… – Wydawca uśmiechnął się smutnie. – Wystarczy, że napisze pan: „powietrze cuchnie", a oni sobie natychmiast dośpiewają: że Zarząd nieudolny, że takim smrodem musimy oddychać… A stąd już tylko krok do konkluzji że niepełnowartościowe powietrze płynie do nas z Klosza A-l, i to nie za darmo…

– Bo też tak jest, Redaktorze. Pan mówi o realnej rzeczywistości. Moja powieść ani słowem nie wspomina o czymś podobnym – uśmiechnął się chytrze Autor.

– Ale skojarzenia, skojarzenia! – Wydawca gestykulował żywo, w podnieceniu. – U czytelnika powstaje podświadomy łańcuch skojarzeń, którego pierwszym ogniwem jest hasło: „zła atmosfera", a ostatnim „ci oszuści z A-l".

– Trudno odmówić prawidłowości tym skojarzeniom – mruknął Autor ze złośliwym uśmieszkiem. – Ale to nie jest wina mojej książki!

– Tej książki jeszcze nie napisałem, a skojarzenia od dawna funkcjonują.

– Nie wolno ich podsycać! Czy wyobraża pan sobie, jaki skutek mogłoby to wywołać? Gdyby nasi dostawcy z A-l obrazili się na nas i zamknęli zawory rurociągów? Kto byłby za to odpowiedzialny? Pan? Ja? Nie! Wszyscy mieliby pretensję do Zarządu!

– Powtarzam, drogi mój Wydawco, że nie zamierzam podcinać gałęzi, na której obaj, wraz z innymi, siedzimy. Z zamierzonej przeze mnie powieści nie będzie wcale wynikało, że ktoś…

– Ale sugeruje pan – przerwał Wydawca gwałtownie – że mamy złe powietrze i że, być może, na zewnątrz Klosza jest lepsze! W dzisiejszych czasach ludzie już z trudem odróżniają fantazję od rzeczywistości! Świat tak się nam ostatnio skomplikował! Ludzie gotowi są uwierzyć w pańską fantazję, a w każdym razie idea taka tkwi w ich podświadomości, wywołując podejrzenie, iż na zewnątrz powietrze jest naprawdę lepsze niż to, które dostajemy. Stąd już tylko krok do absurdalnego posądzenia, że nasi dostawcy pobierają czyste powietrze po prostu z zewnątrz, a nam pompują częściowo zużyte spod swego Klosza.

– Pan powinien sam pisać fantastykę, drogi Redaktorze! – zauważył Autor z uznaniem. – Co za wyobraźnia!

– Widzi pan, jak łatwo można dojść do niebezpiecznych wniosków.

Czy zastanowił się pan, jak fatalne wrażenie wywołałyby takie posądzenia? Jakie trudności miałby nasz Zarząd Klosza podczas pertraktacji w sprawie przedłużenia kontraktów na dostawę powietrza z A-l?

– A może by tak… spróbować wywiercić małą dziurkę w naszym Kloszu? – uśmiechnął się Autor.

– Tylko w pańskiej fantastycznej rzeczywistości możliwe są takie proste rozwiązania. Żyjemy w realnym świecie faktów. Gdy nam zakręcą zawory, znikąd nie dostaniemy ani grama powietrza. A co do wiercenia… Pamięta pan, jak to było z tą mikroszczeliną powstałą w ścianie Klosza, w sektorze czternastym, dwa lata temu? Zaczął się sączyć jakiś cuchnący dym czy gaz, a konserwatorzy łatający przeciek musieli pracować w maskach! Co na to pańska wyobraźnia?

Autor podrapał się w czubek głowy i milczał przez chwilę.

– No, wie pan… Gdybym miał rozwijać tę myśl, na pewno znalazłbym jakieś wyjście… Oczywiście na gruncie fantastyki…

– Jakie na przykład? – nalegał Wydawca.

– No, powiedzmy… że ci, którzy dostarczają nam powietrze, i którym zależy na utrzymaniu nas w zależności bez względu na jakość przysyłanego produktu, postarali się o to, abyśmy zbyt łatwo nie odkryli prawdy.

– Cóż takiego mogliby zrobić?

– Mogli, na przykład, nadbudować nad naszym Kloszem drugi, nieco większy… Albo po prostu rozpiąć taki wielki namiot pneumatyczny… Przestrzeń między Kloszem a namiotem wypełnili gryzącym dymem, żebyśmy nie mogli zbyt łatwo odkryć, iż da się czerpać powietrze z zewnątrz, bez ich pośrednictwa.

– Sądzi pan, że są aż tak perfidni?

– Kto? O kim pan mówi? – Autor skrzywił się ironicznie. – Przez cały czas mówimy wszak o wymyślonym świecie, nie mającym odpowiednika w naszej rzeczywistości.

– Noo… tak… – zmieszał się Wydawca. – Ale sam pan widzi, jak sugestywne mogą być takie fantastyczne wizje. Krótko mówiąc wy, pisarze, jesteście niebezpieczni przez tę siłę sugestii… Taak… A co do pańskiej książki… Kupię ją, oczywiście. Stawka jak zwykle, a jeśli chodzi o nakład, sam pan rozumie… To nie tylko ode mnie zależy, mam ograniczony limit… Może… dwadzieścia tysięcy?

– Myślę, że co najmniej czterdzieści – powiedział Autor z kamienną twarzą.

– Proszę mnie zrozumieć! Mam dość szczupły fundusz do podziału pomiędzy takich jak pan! Mam tutaj całą szafę maszynopisów… Każdy pisarz musi z czegoś żyć! Proszę mieć wzgląd na kolegów, którzy są w podobnej sytuacji… No więc dobrze: trzydzieści tysięcy. Zgoda?

– Zgoda. A jeśli potrzebuje pan podkładki do niewydania tej książki, to mogę wymyślić jeszcze parę przejrzystych aluzji…

– Nie trzeba, nie trzeba… Wystarczy to, co pan opowiedział. Mam znakomitego recenzenta, który wywlecze wszystkie wieloznaczne fragmenty tekstu i da nam pełne uzasadnienie do niewydania książki w trzydziestu tysiącach egzemplarzy…

– W jakim terminie może mi pan nie wydać tej książki?

– Normalnie. Nie wydam jej w ciągu roku od nieprzyjęcia maszynopisu. Tylko proszę pamiętać, że powinien pan dostarczyć wszystkie egzemplarze! Co do jednej kopii! x

– Oczywiście. Pan kupuje prawo do niewydawania tej książki, ja dostaję swoje honorarium i rozstajemy się w zgodzie, jak zwykle… Wprawdzie, gdyby pan nie wydał jej w czterdziestu tysiącach, miałby pan dodatkową oszczędność papieru, przynajmniej na papierze.

– Tak, ale tu decyduje limit finansowy. Wie pan przecież, że muszę dopłacać do tych książek, które wydaję, a których nikt nie chce kupować…,- Myślałem, że w przypadku wydania książki koszty ponosi autor?

– O nie, niezupełnie. Autor wydanej książki wpłaca tylko równo wartość honorarium. Resztę pokrywa wydawca. Tak czy owak – zawsze mamy deficyt.

– A… moja zaliczka? – bąknął Autor mimochodem.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 53
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)