Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Lalande 21185 - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lalande 21185

Электронная книга - «Lalande 21185». Краткое содержание книги:

Lalande 21185 – pierwsza powieść science fiction autorstwa Janusza Zajdla z 1966, opublikowana roku przez wydawnictwo Nasza Księgarnia.<br/>Tytuł pochodzi od nazwy gwiazdy. Lalande 21185 jest jedną z najbliższych Słońcu, niewidocznych gwiazd; znajduje się w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy.<br/>Projektantką ilustracji do powieści i pierwszej okładki jest Teresa Wilbik.<br/>Opis fabuły<br/>Ziemska ekspedycja podrózująca w kosmosie trafia do innego układu słonecznego. Tam bada dwie planety co do których istnieje prawdopodobieństwo, że będą mogli na nich mieszkać ludzie. Oprócz opisu ich przygód, książka zawiera przemyślenia autora na temat eksploracji kosmosu i rozważania o etycznej stronie takich przedsięwzięć.
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 42
Перейти на страницу:

— Myślisz, że weźmie? — Ted z powątpiewaniem popatrzył na palnik i na ścianę.

— Powinien. Był przeznaczony do drążenia skał. . .

W tej samej chwili stożek drgnął i powoli uniósł się w górę. Spod jego dolnej krawędzi wyjrzały twarze uwolnionych „więźniów”.

— Uff! Miałeś rację, Max. To rzeczywiście było związane z deszczem —

ucieszył się Ted. — Obeszło się bez psucia ściany.

Har popatrzył ze zdziwieniem na Maxa, potem na Teda, wreszcie z niezadowoleniem na rotoplan.

— A to co znowu? Kto pilnuje „Suma”?

82

— Zabezpieczyłem rakietę tak, że nikomu nie życzę jej dotykać — wyjaśnił

Max. — Stopy wsporników są wykonane z nieprzewodzącego prądu materiału ceramicznego. Podłączyłem napięcie między korpus „Suma” a ziemię. . .

— Coo? Nie wolno tego robić! Jeśli ktoś dotknie. . .

— Nic mu się nie stanie, napięcie nie jest wysokie.

— Skąd wiesz, jakie napięcie jest wysokie dla Florytów?

— Nic mnie to nie obchodzi — burknął Max. — Nikt im nie każe dotykać!

— Głupio gadasz! — ofuknął go Har, lecz Max nie dał mu dojść do słowa:

— Zanim zaczniesz występować w ich obronie, posłuchaj!

Przekręcił kontakt fonografu krystalicznego, który wydobył z kabiny rotoplanu. Z głośnika zabrzmiał fragment rozmowy. Rozmawiali Max i Wera. Potem Wera oddaliła się od mikrofonu. Przez chwilę panowała cisza, potem nastąpiło kilka trzasków i chrząknięć, jakby ktoś przenosił nadajnik przez zarośla i uderzał

mikrofonem o gałęzie. Kilkakrotnie powtarzane wywołanie Maxa pozostało bez odpowiedzi.

— Co to ma być? — spytał Har patrząc na Maxa.

— Nagranie mojej rozmowy z Werą. Ale to jeszcze nie koniec, słuchajcie dalej!

Głośnik fonografu stukał i chrypiał, to znów cichł zupełnie. Nagle spośród tych dziwnych odgłosów zabrzmiało wyraźne, niskie buczenie, przechodzące w coraz cieńszy pisk. Ted, Ewa i Har popatrzyli na siebie, potem na Maxa.

— To oni. . . — powiedziała cicho Ewa. — Czyżby. . . zaatakowali Werę i Adama?

— Myślę, że raczej zabrali im radiostację — powiedział Har niepewnie. —

Mając aparaty lotne powinni byli zdążyć. . . usunąć się w bezpieczne miejsce. . .

— Dalej nie nagrywałem. Uważam, że to wystarczy. Musimy spieszyć im z pomocą. Bez nadajnika nie dadzą sobie rady.

— W razie niebezpieczeństwa wystrzeliliby rakietę świetlną! — przypomniała Ewa. — Jeśli tego nie zrobili, to albo są bezpieczni, albo. . .

— Nie ma na co czekać. Lecę w ich kierunku, mogę zabrać jedną osobę do rotoplanu — przerwał Max.

— Zaczekaj! — powiedział zdecydowanie Har. — Na jakim kanale rozmawiałeś z Werą?

— Na szóstce. Co chcesz zrobić?

— Posłuchać.

— Ależ. . . naprawdę szkoda czasu. Jasne, że Floryci opanowali radiostację. . .

— Opanowali? — przez twarz Hara przebiegł lekki uśmiech. — Ręczę ci, że nie mają pojęcia, do czego to służy!

— Skąd wiesz, co oni wiedzą, a czego nie? — oponował Max. — Wydaje mi się, że oni nie są tacy głupi, za jakich ich mamy!

83

— Niewątpliwie. Niemniej jednak jestem pewien, że. . . Zresztą zaraz się przekonamy.

Har włączył odbiornik, przez chwilę dostrajał się do właściwego kanału, a gdy szmery w głośniku oznajmiły, że zaginiony nadajnik wciąż pracuje na tej samej fali, przykucnął nad aparaturą. Wszyscy otoczyli go nadsłuchując. Buczenie i sapanie powtarzało się co chwila. To był niewątpliwie głos Floryty, wlokącego przez gąszcz aparaturę nadawczą. Nagle do głosu tego dołączył drugi, gwałtowny i wysoki, jakby wzburzony i zagniewany. Przez chwilę rozbrzmiewał ten piskliwy duet, nastąpiła jakaś szarpanina i gwałtowny, prawie ludzki wrzask. Wszyscy drgnęli. Nie był to jednak głos człowieka. Ścichł, jakby oddalił się od mikrofonu i zamarł. Drugi głos powtórzył kilka razy krótką, piskliwą melodyjkę i znów przy akompaniamencie pochrapywań i stuków nadajnik powędrował przez zarośla.

Słuchali w napięciu, oczekując decyzji Hara. Max niecierpliwie zerkał w stronę rotoplanu. Ted spoglądał co chwila w doliny nie przesłonięte już chmurami.

Trwało to przez kilkanaście minut. Nikt się nie odezwał, nie padło ani jedno sło-wo. I nagle — najniespodziewaniej w świecie — głośnik ucichł. Po chwili rozległ

się trzykrotnie powtórzony krótki świst, szelest i tupot szybko oddalających się kroków.

A po kilkunastu sekundach stała się rzecz, której nikt nie oczekiwał: z głośnika popłynął nieco zadyszany głos Adama.

— Tu grupa dwa do „Suma”, czy mnie słyszysz?

Zasypany pytaniami zrelacjonował pokrótce wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu minut.

W czasie gdy Max rozmawiał z Werą, Adam znajdował się na środku sporej polany wśród rozległego obszaru puszczy na północ od miejsca lądowania. We-ra usiłowała wezwać go za pomocą nadajnika krótkiego zasięgu, lecz odbiornik Adama był wyłączony, a on sam — pochłonięty całkowicie obserwacją i foto-grafowaniem jakiegoś niezmiernie interesującego drobnego zwierzątka myszku-jącego wśród traw zarastających obficie polanę. Z tego to powodu Wera musiała zbliżyć się ku środkowi polany, pozostawiając na chwilę nadajnik i leżące obok niego pojemniki z zebranymi dotychczas próbkami geologicznymi i okazami ro-

ślinności. Z plecakami i miotaczami, na szczęście, nie rozstawali się przez cały czas. Krótka nieobecność Wery wystarczyła, by leżący na ziemi w odległości kilku kroków od skraju zarośli nadajnik zniknął. Natychmiast zresztą próbowali szukać śladów sprawcy kradzieży. Od miejsca, gdzie leżał przed chwilą aparat, wiódł

w stronę lasu wąski i niezbyt wyraźny szlak przydeptanej, lecz szybko podnoszą-

cej się roślinności. Pod pierwszymi drzewami szlak urywał się. Niewykluczone, że złodziej uszedł koronami drzew. Pościg za nim nie miał najmniejszego sensu, powrócili więc do przerwanych zajęć z zamiarem wystrzelenia świetlnej rakiety sygnałowej dla uspokojenia Maxa. Adam wpadł jednak na myśl, że porwanie radiostacji — jeżeli dokonali go tubylcy — mogło mieć bardzo istotne znacze-84

nie dla ustalenia położenia ich osiedla: pracujący nadajnik wskazałby nieomylnie kierunek. . . Nim jednak zdążyli rozważyć płynące stąd korzyści i zabrali się do wydobywania rakietnicy i przygotowania rakiet o odpowiedniej barwie, od strony lasu dobiegły nagle nieznane, wysokie dźwięki. Gdy spojrzeli w tę stronę, na tle zarośli mignął tylko podłużny, smukły cień i zapadł w gąszcz o dwadzieścia kilka metrów od miejsca, gdzie stali. I tym razem ślady na zgniecionym dywanie roślinności wiodły ku gęstwinie.

Nie uszkodzony i pracujący wciąż aparat leżał w miejscu, gdzie ślad się urywał.

— Jeśli potraficie, to wyjaśnijcie nam, co należy o tym sądzić I — zakończył

relację Adam.

— Nie ulega wątpliwości, że to byli Floryci — zaczął z przekonaniem Max.

— Przypuszczam, że chcieli zbadać, do czego służy i jak jest zbudowana nasza radiostacja. . .

— No, no! — pogroził mu Har. — Nie próbuj nam wmawiać, że w to wierzysz!

— A dlaczegóż by nie? — mruknął Max przekornie. — Lepiej przecenić ich możliwości niż dać się zaskoczyć.

— O, właśnie! Aby nie dać się zaskoczyć, leć do „Suma” i pilnuj go jak oka w głowie! Jeśli i rakietę skradną, mogą być kłopoty — powiedział Adler poważ-

nie.

— Dobrze, już idę — Max ruszył niezdecydowanie w kierunku rotoplanu —

tylko powiedz choć w paru słowach, co jest w tym stożku.

— Właśnie — dorzucił Ted. — Jeżeli to ma być próba naszej cierpliwości, to możecie się nie trudzić. Sam się przyznam, że jestem ogromnie ciekawy.

Har i Ewa spojrzeli po sobie.

— Ależ nie! — powiedziała Ewa. — Chodzi o coś zupełnie innego. . .

— O pierwszą reakcję Teda, gdy. . . to zobaczy — rzekł Har. — Nic więcej nie możemy teraz powiedzieć, bo będzie myślał nie wiadomo co, a chodzi tylko o jego bezpośrednią reakcję bez żadnych uprzedzeń.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 42
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)