Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Miasto i miasto [The City & The City - pl]
Miasto i miasto [The City & The City - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miasto i miasto [The City & The City - pl]

Электронная книга - «Miasto i miasto [The City & The City - pl]». Краткое содержание книги:

China Miéville stworzył swą najdoskonalszą dotąd powieść — egzystencjalny thriller rozgrywający się w mieście najniezwyklejszym ze wszystkich, realnych czy wyimaginowanych…
Gdy w ponurym, chylącym się ku upadkowi mieście Besźel położonym gdzieś na skraju Europy znaleziono ciało zamordowanej kobiety, wydawało się, że inspektora Tyadora Borlú z Brygady Najpoważniejszych Zbrodni czeka kolejna rutynowa sprawa. W miarę postępów śledztwa Borlú odkrywa jednak dowody wskazujące na spiski znacznie dziwniejsze i groźniejsze niż wszystko, co mógłby sobie wyobrazić. Wkrótce inspektorowi i bliskim mu ludziom zaczyna grozić niebezpieczeostwo. Borlú musi przekroczyć granicę niepodobną do żadnej innej i wyruszyć do jedynego miasta na Ziemi, które jest równie dziwne jak to, w którym mieszka…

Powieść nagrodzona „Arthur C. Clarke Award 2010” oraz „Hugo Award 2010”.
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 85
Перейти на страницу:

Mężczyzna dobrze mówił po illitańsku, ale miał wyraźny, północnoamerykański akcent.

— Dzień dobry — odpowiedziałem po angielsku. — Próbuję się skontaktować z profesor Nancy. Zostawiałem jej wiadomości, ale…

— Przepraszam, kto mówi?

— Inspektor Tyador Borlú z besźańskiej Brygady Najpoważniejszych Zbrodni.

— Och. Och… — jego ton zmienił się nagle. — Chodzi o Mahalię, prawda? Inspektorze… niech pan chwilę zaczeka, spróbuję znaleźć Izzy.

Nastała długa przerwa, wypełniona głucho brzmiącym szumem.

— Mówi Isabelle Nancy.

Jej głos brzmiał niespokojnie, w niczym nie przypominał tego, który poznałem z poczty głosowej. Akcent wziąłbym za amerykański, gdybym nie wiedział, że kobieta pochodzi z Toronto.

— Pani profesor, jestem Tyador Borlú z besźańskiej Policzai. BNZ. Chyba rozmawiała już pani z moją koleżanką, posterunkową Corwi. Czy odebrała pani moje wiadomości?

— Tak, inspektorze. Proszę przyjąć moje przeprosiny. Chciałam panu odpowiedzieć, ale to wszystko było takie… takie… najserdeczniej przepraszam…

Co chwila przechodziła z angielskiego na besźański, którym władała bardzo dobrze, i z powrotem.

— Rozumiem, pani profesor. Mnie również jest bardzo przykro z powodu tego, co spotkało pannę Geary. Wiem, że to musiało być wyjątkowo trudne dla pani i pani współpracowników.

— Tak, jestem… wszyscy jesteśmy wstrząśnięci, inspektorze. Naprawdę wstrząśnięci. Nie wiem, co panu powiedzieć. Mahalia była wspaniałą dziewczyną i…

— Oczywiście.

— Gdzie pan jest? Czy przebywa pan… na miejscu? Chciałby się pan ze mną spotkać?

— Obawiam się, że dzwonię zza granicy, pani profesor. Nadal przebywam w Besźel.

— Rozumiem. W takim razie… w czym mogę panu pomóc, inspektorze? Czy jest jakiś problem? To znaczy, poza tym głównym problemem… — Wstrzymałem oddech. — Lada dzień spodziewam się odwiedzin rodziców Mahalii.

— Tak, niedawno z nimi rozmawiałem. Ambasada załatwia dla nich formalności i wkrótce powinni się u was zjawić. Nie, dzwonię, bo chciałem się czegoś dowiedzieć o Mahalii i o tym, czym się zajmowała.

— Niech pan wybaczy, inspektorze Borlú, ale miałam wrażenie, że ta zbrodnia… myślałam, że przywołacie Przekroczeniówkę…

Zapanowała nad sobą i mówiła teraz tylko po besźańsku, dałem więc sobie spokój z angielskim, którego wcale nie znałem lepiej niż ona nasz język.

— Tak, Komisja Nadzoru… przepraszam, pani profesor, nie wiem, jak dobrze orientuje się pani w tych sprawach. Ale, tak, przekażemy odpowiedzialność za śledztwo. Rozumie pani, jak to wygląda, prawda?

— Tak mi się zdaje.

— W porządku. Próbuję po prostu uporządkować sprawę. Właściwie to tylko ciekawość. Dowiedzieliśmy się interesujących rzeczy o Mahalii. Chciałbym usłyszeć coś więcej na temat jej pracy. Czy mogłaby mi pani pomóc? Była pani jej promotorką, prawda? Czy może pani poświęcić mi kilka minut?

— Oczywiście, inspektorze. Czekał pan już wystarczająco długo. Nie wiem, co właściwie…

— Chciałem się dowiedzieć, nad czym pracowała. A także poznać historię jej współpracy z panią i w ramach waszego Programu badawczego. Proszę mi też trochę opowiedzieć o Bol Ye’an. Mahalia zajmowała się badaniami nad Orciny, jak rozumiem.

— Słucham? — Isabelle Nancy była wyraźnie wstrząśnięta. — Orciny? Z pewnością nie. To jest wydział archeologii.

— Niech mi pani wybaczy, ale odniosłem wrażenie… co to ma za znaczenie, że to wydział archeologii?

— Gdyby zajmowała się studiami nad Orciny, a mogą istnieć znakomite powody, by to robić, robiłaby doktorat z folklorystyki, antropologii albo może literatury porównawczej. Co prawda, granice między dziedzinami ostatnio się zamazują, a Mahalia należała do młodych archeologów bardziej zainteresowanych Foucaultem i Baudrillardem niż Gordonem Childe’em albo kielniami. — W jej głosie nie było gniewu, a raczej smutna wesołość. — Ale nie przyjęlibyśmy jej, gdyby jej temat nie dotyczył prawdziwej archeologii.

— A jaki to był temat?

— Bol Ye’an to stare wykopaliska, inspektorze.

— Niech mi pani opowie.

— Jestem pewna, że słyszał pan o kontrowersjach otaczających dawne artefakty odkryte w tym regionie, inspektorze. W Bol Ye’an odkopujemy zabytki sprzed dobrych paru tysiącleci. Bez względu na to, w jaką teorię rozłamu pan wierzy, podziału czy konwergencji, te artefakty są starsze niż Besźel i Ul Qoma. To zabytki poprzedników.

— Z pewnością są nadzwyczajne.

— Oczywiście. A także całkowicie niezrozumiałe. Zdaje pan sobie sprawę, że prawie nic nie wiemy o kulturze, która je stworzyła?

— Tak sądzę. Dlatego właśnie to jest interesujące, prawda?

— Hm… tak. A także z uwagi na panującą u was sytuację. Mahalia próbowała odczytać z zestawu przekładni i temu podobnych rzeczy coś, co tytuł jej pracy zwał „Hermeneutyką tożsamości”.

— Nie jestem pewien, czy to rozumiem.

— To znaczy, że wykonała dobrą robotę. Zadaniem doktoranta jest spowodować, by po paru latach nikt już nie rozumiał, o co mu chodzi, w tym również promotor. Rozumie pan, to był żart. Jej praca miałaby wpływ na teorie dotyczące dwóch miast. Skąd się wzięły i tak dalej. Nie chciała pokazywać kart, nigdy więc nie byłam pewna, jaka jest w danym miesiącu jej opinia, ale miała jeszcze parę lat, by się zdecydować. Albo po prostu coś wymyślić.

— To znaczy, że pomagała przy samych wykopaliskach?

— Oczywiście. Większość naszych studentów to robi. Niektórzy potrzebują tego do swoich prac, inni dlatego, że to jeden z warunków wypłaty stypendium, a jeszcze inni z obu tych powodów. Są też tacy, którzy po prostu próbują się nam podlizać. Mahalia dostawała parę groszy, ale przede wszystkim chciała dotknąć artefaktów własnymi rękami.

— Rozumiem. Przepraszam, pani profesor, odniosłem wrażenie, że zajmowała się Orciny.

— Kiedyś się tym interesowała. Najpierw przybyła do Besźel, na konferencję zorganizowaną kilka lat temu.

— Tak, chyba o niej słyszałem.

— Zgadza się. Wywołała lekki skandal, bo wtedy bardzo ją pasjonowało Orciny. Była wręcz czymś w rodzaju bowdenistki i pracy, którą przedstawiła, nie przyjęto zbyt dobrze. Doprowadziła nawet do protestów. Podziwiałam jej odwagę, ale w ten sposób do niczego by nie doszła. Kiedy zgłosiła się z prośbą o otwarcie doktoratu, szczerze mówiąc, zdziwiłam się, że wybrała mnie. Oznajmiłam jej jasno, co mogę zaakceptować, a czego nie. Ale… no wie pan, nie mam pojęcia, co czytała w wolnym czasie, ale wiem, co pisała. Przesyłała mi kolejne rozdziały doktoratu i wszystkie były, hm, w porządku.

— W porządku? — powtórzyłem. — To nie brzmi…

— Hm, szczerze mówiąc, poczułam się odrobinę, tylko odrobinę, rozczarowana. Mahalia była inteligentna. Wiedziałam o tym, bo, rozumie pan, na seminariach i tak dalej spisywała się rewelacyjnie. Przy tym pracowała bardzo ciężko. Była „kujonem”, jak to mówimy. — To słowo wypowiedziała po angielsku. — Cały czas siedziała w bibliotece. Ale te rozdziały…

— Były słabe?

— Niezłe. W sumie całkiem niezłe. Obroniłaby pracę bez trudu, ale raczej nie przewróciłaby świata do góry nogami. No wie pan, fragmenty były pozbawione wyrazu. Biorąc pod uwagę, ile godzin Mahalia jej poświęcała, praca wyglądała blado. Mówię o źródłach i tak dalej. Rozmawiałam o tym z Mahalią, obiecała, że, no wie pan, postara się bardziej.

— Czy mógłbym zobaczyć tę pracę?

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)