Miasto i miasto [The City & The City - pl]
- Автор: Мьевилль Чайна
- Год: 2010
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 978-83-7506-556-5
- Переводчик: Michal Jakuszewski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Miasto i miasto [The City & The City - pl]». Краткое содержание книги:
Gdy w ponurym, chylącym się ku upadkowi mieście Besźel położonym gdzieś na skraju Europy znaleziono ciało zamordowanej kobiety, wydawało się, że inspektora Tyadora Borlú z Brygady Najpoważniejszych Zbrodni czeka kolejna rutynowa sprawa. W miarę postępów śledztwa Borlú odkrywa jednak dowody wskazujące na spiski znacznie dziwniejsze i groźniejsze niż wszystko, co mógłby sobie wyobrazić. Wkrótce inspektorowi i bliskim mu ludziom zaczyna grozić niebezpieczeostwo. Borlú musi przekroczyć granicę niepodobną do żadnej innej i wyruszyć do jedynego miasta na Ziemi, które jest równie dziwne jak to, w którym mieszka…
Powieść nagrodzona „Arthur C. Clarke Award 2010” oraz „Hugo Award 2010”.
Dołączył do nas James Thacker, dwudziestoośmio-, może dwudziestodziewięcioletni pracownik ambasady amerykańskiej średniego stopnia. Od czasu do czasu mówił coś do Corwi, bezbłędnie posługując się besźańskim. Okna jadalni wychodziły na północny cypel wyspy Hustav. Po rzece, w obu miastach, pływały łodzie. Państwo Geary bez apetytu jedli rybę w pieprzu.
— Spodziewaliśmy się, że zapewne zechcecie odwiedzić miejsce, gdzie pracowała wasza córka — zacząłem. — Zwróciliśmy się do pana Thackera i jego odpowiedników w Ul Qomie z prośbą o załatwienie formalności, które pomogą wam przejść przez Halę Łącznikową. Myślę, że wystarczy dzień albo dwa.
W Ul Qomie oczywiście nie ma amerykańskiej ambasady, tylko kilku posępnych przedstawicieli konsularnych.
— I… mówił pan, że to teraz sprawa dla Przekroczeniówki? — zapytała pani Geary. — To oni będą prowadzili śledztwo, nie ulqomańska policja, mam rację? — Wpatrywała się we mnie z porażającym brakiem zaufania. — Kiedy będziemy mogli z nimi porozmawiać?
Zerknąłem na Thackera.
— To niemożliwe — odparłem. — Przekroczeniówka nie jest taka jak my.
— „My” to znaczy… policzai? — zapytała, nie spuszczając ze mnie wzroku.
Miałem na myśli „my wszyscy”.
— No cóż, między innymi — odparłem jednak. — To nie jest… instytucja, taka jak besźańska albo ulqomańska policja.
— Nie rozumiem…
— Inspektorze Borlú, z chęcią to wytłumaczę — odezwał się Thacker. Zawahał się jednak. Wolałby, żebym mówił dalej. Wszelkie wyjaśnienia, jakich udzieliłby przy mnie, musiałyby być umiarkowanie uprzejme. Gdyby był wśród samych Amerykanów, mógłby podkreślić, że nasze miasta są niedorzeczne i celowo sprawiają trudności, że jemu i jego współpracownikom jest bardzo przykro z powodu dodatkowych komplikacji wywołanych faktem, że zbrodnię popełniono w Besźel i tak dalej. Mógłby się uciec do insynuacji. To, że musieli się liczyć z niezależną siłą, jaką była Przekroczeniówka, było nieprzyjemne i krępujące.
— Nie mam pojęcia, jak wiele wiecie o Przekroczeniówce, drodzy państwo — zacząłem. — Ona nie jest taka jak inne instytucje. Czy macie jakiekolwiek wyobrażenie o jej możliwościach? Przekroczeniówka dysponuje szczególnymi mocami. Jest też, hm, bardzo tajemnicza. Zdaję sobie sprawę, że to musi brzmieć dla was dziwnie, ale… zapewniam, że jej wyniki, gdy chodzi o ściganie przestępców, są, hm, porażające. Godne podziwu. Otrzymamy wiadomości o przebiegu śledztwa i krokach podjętych przeciwko winnym.
— Czy to znaczy… — pan Geary zawahał się. — Macie tu karę śmierci, prawda?
— I w Ul Qomie też — potwierdziła jego żona.
— Oczywiście — zgodził się Thacker. — Ale nie w tym rzecz. Drodzy państwo, nasi przyjaciele z Besźel i władze Ul Qomy mają zamiar przywołać Przekroczeniówkę, więc lokalne prawa obu miast nie mają większego znaczenia. Sankcje, jakimi dysponuje ta organizacja, są w zasadzie nieograniczone.
— Przywołać? — powtórzyła pani Geary.
— Istnieją specjalne protokoły — wyjaśniłem. — Dopiero po ich wykonaniu Przekroczeniówka będzie się mogła objawić.
— A co z procesem? — zapytał pan Geary.
— Odbędzie się przy drzwiach zamkniętych — odparłem. — Trybunały… — zdecydowałem się na to słowo, choć rozważałem również „decyzje” i „akcje” — Przekroczeniówki są tajne.
— Nie będziemy składać zeznań? Nie zobaczymy procesu?
Pan Geary był zdumiony. Z pewnością wyjaśniano mu to przedtem, ale tak to już jest. Jego żona potrząsała gniewnie głową, ale nie była zdziwiona.
— Obawiam się, że nie zobaczycie — potwierdził Thacker. — Mamy tu do czynienia z wyjątkową sytuacją. Mogę wam jednak zagwarantować, że sprawca nie tylko zostanie schwytany, ale, hm, poniesie surową karę.
Niektórzy mogliby nawet czuć litość dla zabójcy Mahalii Geary. Ale nie ja.
— Przecież to…
— Wiem, pani Geary. Bardzo mi przykro. W całej służbie dyplomatycznej nie ma drugiej podobnej placówki. Ul Qoma, Besźel i Przekroczeniówka… To wyjątkowa sytuacja.
— O mój Boże. No wie pan, to… Mahalia była zaangażowana w takie rzeczy — odezwał się pan Geary. — Miasto i miasto, i jeszcze jedno miasto. Besźel — wymawiał to słowo „Bezzel” — i Ul Qoma. I Orsinnit.
Nie zrozumiałem, co chciał powiedzieć.
— Or… ci… ny… — poprawiła go żona. Uniosłem wzrok. — Ono się nazywa Orciny, nie Orsinnit, kochanie.
Thacker wydął usta w wyrazie uprzejmego braku zrozumienia i potrząsnął pytająco głową.
— O co chodzi, pani Geary? — zapytałem. Pogrzebała w torebce. Corwi po cichu wyjęła notes.
— Tym właśnie zajmowała się Mahalia — wyjaśniła kobieta. — To był przedmiot jej badań. Robiła z tego doktorat. — Jej mąż rozciągnął usta w grymasie wyrażającym pobłażliwość, dumę i zdziwienie. — Radziła sobie znakomicie. Opowiadała nam trochę o tym. To Orciny najwyraźniej przypominało Przekroczeniewkę.
— Interesowało ją to od chwili, gdy przybyła do was — dodał pan Geary.
— To prawda, najpierw przyleciała tutaj… to znaczy do Besźel, tak? — zgodziła się jego żona. — Ale potem powiedziała, że musi się przenieść do Ul Qomy. Będę z panem szczera, inspektorze, myślałam, że to jedno i to samo miejsce. Teraz wiem, że się myliłam. Musiała dostać specjalne pozwolenie, by się tam przenieść, ale ponieważ była na studiach doktoranckich, została tam, by prowadzić badania.
— Orciny to taka legenda — wyjaśniłem Thackerowi. Matka Mahalii pokiwała głową, jej ojciec odwrócił wzrok. — Wcale nie przypomina Przekroczeniówki, pani Geary. Przekroczeniówka istnieje naprawdę i ma prawdziwą władzę, a Orciny to…
Zawahałem się.
— Trzecie miasto — poinformowała Thackera po besźańsku Corwi. Dyplomata zasępił się jeszcze bardziej, nie okazując zrozumienia. — Tajemnica — dodała. — Bajka. Ukrywa się między dwoma miastami.
Potrząsnął głową i odwrócił wzrok bez śladu zainteresowania.
— Mahalia kochała to miasto — ciągnęła pani Geary z wyrazem tęsknoty na twarzy. — Przepraszam, chodziło mi o Ul Qomę. Czy jesteśmy blisko miejsca, gdzie mieszkała? — Czysto fizycznie, grostopicznie, by użyć terminu znanego tylko w Besźel i w Ul Qomie, bo nigdzie indziej nie jest potrzebny, rzeczywiście byliśmy blisko. Ani ja, ani Corwi nie odpowiedzieliśmy jej jednak. Pytanie było skomplikowane. — Studiowała miasta od wielu lat, odkąd po raz pierwszy przeczytała jakąś książkę o nich. Jej profesorowie zawsze uważali, że świetnie sobie radzi.
— Lubiła pani tych profesorów? — zapytałem.
— Och, nigdy ich nie spotkałam. Ale Mahalia mi o nich opowiadała. Pokazała mi w Internecie stronę programu badawczego i miejsce, gdzie pracowała.
— U profesor Nancy?
— Tak. To była jej promotorka. Mahalia ją lubiła.
— Współpraca im się układała?
Corwi spojrzała na mnie, gdy zadałem to pytanie.
— Och, nie wiem. — Pani Geary zaśmiała się nerwowo. — Mam wrażenie, że Mahalia ciągle się z nią kłóciła. Chyba rzadko się ze sobą zgadzały, ale kiedy ją pytałam, jak się jej układa w pracy, zawsze odpowiadała, że wszystko w porządku. Mówiła, że lubią się spierać. Zapewniała, że w ten sposób może się więcej nauczyć.
— Śledziła pani pracę córki? — pytałem. — Czytała jej eseje? Czy Mahalia opowiadała pani o swych ulqomańskich znajomych?