Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć Światłości
Pamięć Światłości - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć Światłości

Электронная книга - «Pamięć Światłości». Краткое содержание книги:

Pamięć Światłości
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 296
Перейти на страницу:

– Wygląda na to, że królowa Andoru zaplanowała sobie coś na dzisiejszą noc, mój panie – odparł Balwer.

– „Coś” to raczej niewiele mówiące słowo, Balwer.

Tamten skrzywił się.

– Wybacz mi, mój panie. Niewiele więcej mogę ci powiedzieć, gdyż w tej samej chwili otrzymałem notatkę. Całkiem niedawno królowa Elayne została obudzona przez osoby z najbliższego kręgu doradców. Ponieważ tak blisko niej nie mam nikogo, nie wiem też, co stoi za tym faktem.

Rand zmarszczył brwi, jego dłoń mimowolnie sięgnęła do rękojeści miecza Lamana, który miał przy pasie.

– Może po prostu omawiają plany na jutrzejszy dzień – zasugerował Perrin.

– Racja – zgodził się Rand. – Zawiadom mnie, jeśli dowiesz się czegoś konkretnego, Balwer. W każdym razie, dziękuję. Dobrze sobie radzisz.

Balwer urósł w oczach. W tych ostatnich dniach – dniach jakże mrocznych – każdy człowiek szukał sobie jakiegoś użytecznego zajęcia. Balwer był najlepszy w tym, czym się zajmował i całkowicie godny zaufania. W niczym nie przeszkadzało jednak od czasu do czasu przypomnieć mu, kto jest jego pracodawcą, zwłaszcza jeśli był nim sam Smok Odrodzony.

Rand wyszedł z namiotu, Perrin ruszył za nim.

– Przejąłeś się tym – zauważył Perrin. – Czymkolwiek było to, co obudziło Elayne.

– Nie budziliby jej bez dostatecznie ważnego powodu – odparł cicho Rand. – Mając na względzie jej stan.

Była w ciąży. Była w ciąży z jego dziećmi. Światłości! Dopiero niedawno się o wszystkim dowiedział. Dlaczego z cudzych ust, dlaczego nie ona mu powiedziała?

Odpowiedź była dość oczywista. Elayne czuła emocje Randa w takim samym stopniu, jak on czuł jej emocje. A więc wiedziała, co się z nim ostatnimi czasy działo. To znaczy przed Górą Smoka. Kiedy…

Cóż, mogła mieć uzasadnione wątpliwości, jaka – w jego ówczesnym stanie – będzie jego reakcja. Poza tym zrobił wszystko, żeby niełatwo było go znaleźć.

Mimo to, dowiedziawszy się, przeżył głęboki wstrząs.

„Będę ojcem” – myślał, nie po raz pierwszy. Oczywiście Lews Therin miał dzieci i Rand pamiętał swoją miłość do nich. Ale to nie to samo.

On, Rand al’Thor będzie ojcem. Założywszy, że wygra Ostatnią Bitwę.

– Bez dobrego powodu by jej nie budzili – powtórzył. – Przejmuję się nie tym, co mogło się ewentualnie wydarzyć, ale możliwymi reperkusjami dla moich planów. Jutro jest ważny dzień. Gdyby Cień zdawał sobie choć w odległy sposób sprawę z wagi tego, zrobiłby wszystko, żeby nie dopuścić do spotkania, do zjednoczenia narodów.

Perrin podrapał się po brodzie.

– Mam ludzi w otoczeniu Elayne. Ludzi, którzy z mojej poręki sprawują pieczę nad biegiem spraw.

Rand uniósł dłoń.

– Porozmawiajmy z nimi. Mam jeszcze dużo do zrobienia, ale… tej jednej sprawy nie wolno mi zaniedbać.

Obaj skręcili w stronę położonego niedaleko obozu Perrina i przyspieszyli kroku. Straż przyboczna Randa szła za nimi niczym zbrojne we włócznie, zamaskowane cienie.

Noc wydawała się zdecydowanie nazbyt spokojna. Egwene siedziała w namiocie, pisząc list do Randa. Jeszcze nie zdecydowała, czy go w ogóle wyśle. To była kwestia drugorzędna. List pisała głównie po to, żeby uporządkować swoje myśli, żeby ułożyć sobie w głowie to, co chciała mu powiedzieć.

Po raz kolejny z towarzyszeniem szelestu płaszcza Strażnika do namiotu wsunął się Gawyn; dłoń nieodmiennie trzymał wspartą na rękojeści miecza.

– Tym razem zostaniesz na dłużej? – zapytała Egwene, zanurzając pióro w kałamarzu. – Czy znów zaraz uciekniesz?

– Nie podoba mi się ta noc, Egwene. – Odruchowo obejrzał się przez ramię. – Coś jest nie tak.

– Cały świat wstrzymuje oddech, Gawyn, w oczekiwaniu na jutrzejsze wydarzenia. Posłałeś kogoś do Elayne, jak poleciłam?

– Tak. Ale ona już śpi. Pora dla niej zbyt późna.

– Zobaczymy.

Nie czekali długo na posłańca z obozu Elayne. Przyniósł mały liścik. Egwene przeczytała go i uśmiechnęła się.

– Chodź – powiedziała do Gawyna, wstając i zbierając z biurka jakieś rzeczy.

Potem wykonała gest dłonią i w powietrzu otworzyła się brama.

– Będziemy Podróżować? – zapytał Gawyn. – Przecież to kilka kroków stąd.

– Gdyby chodziło o kilka kroków, to zgodnie z protokołem musiałabym, jako Amyrlin, wezwać do siebie królową Andoru – wyjaśniła Egwene, czekając, aż Gawyn jako pierwszy przejdzie przez bramę i sprawdzi, czy nic im po drugiej stronie nie grozi. – Ale niekiedy lepiej jest unikać działań, które mogą skłonić ludzi do zadawania pytań.

„Siuan zabiłaby mnie za tę umiejętność” – pomyślała Egwene, przechodząc przez bramę. Jakie intrygi mogłaby snuć, dysponując możliwością spotykania się z ludźmi w sposób tak szybki i łatwy, jaki zapewniało Podróżowanie?

Po drugiej stronie bramy Elayne stała obok rozgrzanego piecyka. Królowa miała na sobie suknię w kolorze bladej zieleni, skrywającą wydatny brzuch. Pośpiesznie podeszła do Egwene i ucałowała jej pierścień. Birgitte stała obok wejścia do namiotu z rękoma zaplecionymi na piersiach, ubrana w swój zwyczajowy strój: krótki czerwony kaftan i szerokie spodnie w kolorze błękitu nieba; przewieszony przez ramię złoty warkocz spływał jej na piersi.

Gawyn spod uniesionej brwi zerknął na siostrę.

– Zdziwiony jestem, że wciąż nie śpisz.

– Czekam na pewien raport – odparła Elayne, gestem zapraszając Egwene na jeden z dwóch wyściełanych fotelików stojących obok mosiężnego piecyka.

– Coś ważnego? – zapytała Egwene.

Elayne zmarszczyła brwi.

– Jesamyn znowu zapomniała o odprawieniu do mnie posłańca z Caemlyn. Zostawiłam tej kobiecie zupełnie jednoznaczne rozkazy, że mam być informowana co dwie godziny, a posłańca jak nie ma, tak nie ma. Światłości, mam nadzieję, że nic się nie stało. Mimo to posłałam Serinię na teren Podróżowania i kazałam jej sprawdzić. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu.

– Powinnaś odpoczywać – wtrącił Gawyn, zaplatając ramiona na piersiach.

– Wielkie dzięki za dobrą radę – odparowała Elayne – choć nie mam zamiaru z niej skorzystać, podobnie jak nie skorzystałam z rady Birgitte, rady, dodam, o identycznej treści. Matko, o czym chciałaś ze mną porozmawiać?

Egwene podała jej list, nad którym pracowała jeszcze przed chwilą.

– Do Randa? – zapytała Elayne.

– Ty znasz go z innej strony niż ja. Chciałam usłyszeć, co sądzisz o tym liście. Może w ogóle go nie wyślę. Jeszcze nie zdecydowałam.

– Utrzymany jest w tonie dość… zdecydowanym – zauważyła Elayne.

– To dlatego, że inne słowa zdają się do niego zupełnie nie docierać.

Elayne czytała jeszcze przez chwilę, po czym opuściła list.

– Zastanawiam się, czy nie powinnyśmy może pozwolić mu zrobić, co zechce.

– Zerwać pieczęcie? – zdumiała się Egwene. – Uwolnić Czarnego?

– Czemu nie?

– Światłości, Elayne!

– Przecież to i tak musi nastąpić, nieprawdaż? – zapytała Elayne. – To znaczy, Czarny i tak wydostanie się na wolność. Praktycznie rzecz biorąc, już się wydostał.

Egwene pomasowała palcami swoje skronie.

– Moim zdaniem jest różnica między wywieraniem wpływu na świat a całkowicie swobodnym grasowaniem po nim. Podczas Wojny o Moc Czarny ani razu nie objawił się w świecie. Poprzez Sztolnię mógł go sięgnąć dłonią, ale tę zapieczętowano, nim zdołał przez nią przejść. Gdyby Czarny wydostał się na świat, zapewne Koło pękłoby. Masz, przyniosłam ci coś, żebyś rzuciła okiem.

Egwene wyciągnęła stos notatek ze swej torby. Arkusze zostały pośpiesznie zebrane przez bibliotekarzy Trzynastego Magazynu.

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 296
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)