Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]
Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]

Электронная книга - «Ruchome obrazki [Moving Pictures - pl]». Краткое содержание книги:

Ukryte we wnętrzu kamer chochliki błyskawicznie malują kolejne klatki na celuloidowej taśmie. Świat Dysku odkrywa magię Srebrnego Ekranu! Nie wystarczy jednak usiąść w kinowym fotelu i z przejęciem śledzić losy bohaterów Porwanego wiatrem, najdziwniejszego filmu o Wojnie Domowej, jaki kiedykolwiek powstał. Przede wszystkim trzeba wyjaśnić, jaką tajemnicę skrywa wzgórze Świętego Gaju (czyli Holy Woodu), nie przejmując się tym, że Gaspode, Cudowny Pies, ma wielką ochotę na to, by uratować świat…
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 79
Перейти на страницу:

— W takim razie piwo.

— Dla mnie siarkowe kwiaty na bruku, Ruby — zamówił Skallin.

Victor skorzystał z okazji, żeby się rozejrzeć. Przyzwyczaił się już do półmroku, a bębenki w uszach litościwie zdrętwiały.

Dostrzegł masy trolli siedzących przy długich stołach; tu i tam zajął miejsce krasnolud, co było zjawiskiem zdumiewającym. Normalnie krasnoludy i trolle walczą ze sobą jak… no, jak krasnoludy z trollami. Ich rodzinne góry do scena nieustającej wendety. Święty Gaj jednak zmieniał wszystko.

— Możemy pogadać na osobności? — wrzasnął Victor prosto w szpiczaste ucho Skallina.

— Pewnie! — Troll odstawił kubek. Tkwiła w nim fioletowa papierowa parasolka, powoli zwęglająca się w żarze.

— Widziałeś Ginger? Znasz Ginger?

— Pracuje u Borgle’a!

— Tylko na porannej zmianie! Przed chwilą tam byłem! Gdzie chodzi, kiedy nie pracuje?

— Kto wie, gdzie ktoś chodzi?

Zespół muzyczny ucichł nagle. Jeden z trolli chwycił niewielki kamień i zaczął łagodnie w niego uderzać, uzyskując powolny, miękki rytm, który jak dym lgnął do ścian. A z dymu, niczym galeon z mgły, wynurzyła się Ruby w bezsensownym boa z piór na szyi.

Była jak dryf kontynentalny z wypukłościami.

Zaczęła śpiewać.

Trolle umilkły z szacunkiem. Po chwili ktoś zaszlochał. Łzy spływały po twarzy Skallina.

— O czym jest ta piosenka? — szepnął Victor. Skallin pochylił się.

— To stara, ludowa pieśń trolli — wyjaśnił. — O Jantar i Jaspisie. Byli… — zawahał się i zamachał rękami. — Przyjaciółmi. Dobrymi przyjaciółmi.

— Chyba wiem, o co ci chodzi.

— I pewnego dnia Jan tar zabrała trollowy obiad do jaskini i znalazła go… — Skallin wykonał rękami gest niezbyt precyzyjny, ale bardzo wymowny — …z inną trollową damą. Więc poszła do domu, wzięła swoją maczugę, wróciła i zatłukła go na śmierć, łup, łup, łup. Bo to był jej troll i bardzo ją skrzywdził. Bardzo romantyczna piosenka.

Victor patrzył. Ruby spłynęła z niewielkiej sceny i sunęła między klientami — niewielka góra w poślizgu. Musi ważyć ze dwie tony, myślał. Jeśli usiądzie mi na kolanach, zrolują mnie z podłogi jak dywan.

— Co powiedziała tamtemu trollowi? — zapytał, kiedy fala śmiechu przetoczyła się po sali.

Skallin poskrobał się w nos.

— To taka gra w słowa — odparł. — Trudno przetłumaczyć. Ale mniej więcej powiedziała: „Czy to legendarne Berło Magmy, który był Królem Góry, Pogromcą Tysięcy, nie, Nawet Dziesiątków Tysięcy, Władcą Złotej Rzeki, Panem Mostów, Mieszkańcem Ciemnych Miejsc, Zgniataczem Wrogów…” — nabrał tchu — „…masz w kieszeni, czy po prostu cieszy cię mój widok?”.

Victor zmarszczył czoło.

— Chyba nie zrozumiałem — przyznał.

— Może nie przetłumaczyłem odpowiednio. — Skallin pociągnął łyk stopionej siarki. — Słyszałem, że Unitarni Alchemicy szukają…

— Wiesz, Skallin, to miejsce jest jakieś dziwne — przerwał mu nagle Victor. — Nie czujesz tego?

— Jak to dziwne?

— Wszystko wydaje się takie, no, kipiące. Nikt nie robi tego, co powinien. Wiesz, że kiedyś stało tu wielkie miasto? Tam gdzie teraz jest morze. Wielkie… I zniknęło.

Skallin w zadumie potarł nos, podobny do pierwszego prototypu neandertalskiej siekiery.

— I to, jak wszyscy się zachowują — mówił dalej Victor. — Jakby to, kim są i czego chcą, było najważniejsze na świecie!

— Zastanawiam się… — zaczął Skallin.

— Tak?

— Zastanawiam się, czy nie ściąć sobie pół cala nosa. Mój kuzyn Brekcja zna takiego kamieniarza; poprawił mu uszy, całkiem tanio. Jak myślisz?

Victor przyglądał mu się tępo.

— Wiesz, może i jest za duży, ale to czysty stereotyp trollowego nosa. Mam rację? Wyglądałbym lepiej, lecz w tym fachu chyba warto wyglądać jak najbardziej trollowato? Wiesz, Morry trochę poprawił swój cementem i teraz ma gębę, której wolałbyś nocą nie spotkać. Jak myślisz? Cenię twoją opinię, bo jesteś człowiekiem z pomysłami.

Obdarzył Victora promiennym krzemowym uśmiechem.

— To świetny nos, Skallin — odparł po chwili Victor. — Z tobą przyczepionym z tyłu, może zajść daleko.

Skallin uśmiechnął się szeroko i raz jeszcze łyknął siarki. Wyjął z kubka stalową koktajlową słomkę i wargami zdjął z niej ametyst.

— Naprawdę myślisz… — zaczął i zdał sobie sprawę z istnienia obok siebie niewielkiego obszaru pustej przestrzeni. Victor zniknął.

* * *

— Nic o nikim nie wiem — oświadczył trzymacz koni, trochę nerwowy w obecności Detrytusa. Dibbler przygryzł cygaro. Miał za sobą drogę z Ankh, męczącą mimo nowego powozu. I stracił obiad.

— Wysoki chłopak, trochę tępy, z wąsikiem — tłumaczył. — Pracował dla ciebie przecież.

Trzymacz koni się poddał.

— I tak żaden byłby z niego trzymacz — stwierdził. — Pozwalał, żeby praca nim zawładnęła. Chyba poszedł coś zjeść.

* * *

Victor siedział w ciemnym zaułku, opierał plecy o ścianę i próbował się skupić.

Kiedyś, jako mały chłopiec, za długo bawił się na słońcu. Efekt był podobny.

Usłyszał ciche człapanie po ubitym piasku, całkiem niedaleko. Ktoś położył przed nim kapelusz. A potem zaczął grać na harmonijce. Nie szło mu najlepiej. Większość nut była niewłaściwa, a nawet te prawidłowe zgrzytały. Gdzieś tam tkwiła melodia, w taki sam sposób, w jaki kawałek wołowiny tkwi w maszynce do mielenia mięsa. Victor westchnął i sięgnął do kieszeni po parę pensów. Wrzucił je do kapelusza.

— Tak, tak — powiedział. — Bardzo ładnie. A teraz daj mi spokój.

Uświadomił sobie, że czuje dziwny zapach. Nie potrafił go umiejscowić, ale mógł to być bardzo stary ł trochę wilgotny dywanik.

Podniósł głowę.

— Hau, hau jak diabli — powiedział Gaspode, Cudowny Pies.

* * *

Jadłodajnia Borgle’a postanowiła dzisiaj poeksperymentować z sałatkami. Najbliższy region, gdzie uprawiano sałatę, oddalony był o trzydzieści mil…

— Co to? — dopytywał się jakiś troll, pokazując coś miękkiego i brązowego.

Fruntkin, kucharz dań barowych, spróbował zgadnąć.

— Por? — podsunął. Przyjrzał się dokładniej. — Tak, por.

— Jest brązowy!

— Zgadza się. Zgadza… Dojrzały por powinien być brązowy — zapewnił pospiesznie Fruntkin. — To znaczy, że jest dojrzały — dodał.

— Powinien być zielony!

— Nie. Myślisz o pomidorach.

— A co to za rzadka maź? — zapytał człowiek z kolejki. Fruntkin wyprostował się na pełną wysokość.

— To — odparł — jest majonez. Sam go zrobiłem. Z książki — dodał z dumą.

— Tak myślałem. Bo jajek, oliwy i octu chyba nie używałeś, co?

— Specjalność firmy — oświadczył Fruntkin.

— Dobrze, dobrze — burczał człowiek. — Tylko że on atakuje moją sałatę.

Fruntkin gniewnie ścisnął chochlę.

— Słuchaj no… — zaczął.

— Nie, już w porządku — uspokoił go potencjalny klient. — Ślimaki sformowały pierścień obronny.

Przy wejściu wybuchło jakieś zamieszanie. Troll Detrytus torował sobie drogę między gośćmi, a Dibbler kroczył za nim z godnością.

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 79
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)