Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Wyspa zaginionych okrętów [Остров погибших кораблей - pl]
Wyspa zaginionych okrętów [Остров погибших кораблей - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wyspa zaginionych okrętów [Остров погибших кораблей - pl]

Электронная книга - «Wyspa zaginionych okrętów [Остров погибших кораблей - pl]». Краткое содержание книги:

Nic na świecie nie mogło stanowić smutniejszego widoku od tego ogromnego cmentarza. Morze grzebie zatopione okręty, ziemia — ludzi. Lecz na tym cmentarzu umarli leżeli nadzy, oświetlani palącymi promieniami słońca. Trzeba było ostrożnie stawiać każdy krok. Na pół zgniłe deski uginały się pod nogami. Podróżnicy mogli w każdej chwili zapaść się i znaleźć w ładowni. Przewidując to zabrali ze sobą sznury, by w razie potrzeby pomóc sobie nawzajem. Balustrady łamały się. Strzępy żagli po dotknięciu rozsypywały się w proch. Wszystko dookoła było pokryte grubą warstwą pyłu, rozkładu i zielenią zgnilizny… Na wielu pokładach walały się szkielety błyszczące w słońcu białymi koścmi lub ciemniejące resztkami skóry i strzępami odzieży. Z pozycji szkieletów, porąbanych czaszek można było wywnioskować, że ludzie, którz stracili zmysły w obliczu śmierci, kłócili się, buntowali, bezsesownie i okrutnie mordowali się nawzajem, biorąc na kimś pomstę za swe cierpienia i zmarnowane życie. Każdy statek był światkiem wielkiej tragedii, która rozegrała śię na nim przed piędziesięciu, stu lub dwustu laty…
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 49
Перейти на страницу:

— Aresztować go!

Pod Bocco trzęsły się nogi ze strachu, lecz „obowiązek przede wszystkim”, więc pierwszy rzucił się na Slaytona. W tej samej chwili zrobił to O’Hara i reszta wyspiarzy, którzy obezwładnili Slaytona, zanim zdołał rzucić drugi granat.

Slayton nie oczekiwał takiego obrotu sprawy. Zaklął szpetnie.

Flores zwyciężył.

Slaytona zaprowadzono do „więzienia” — odległej żelaznej kajuty na węglowcu — i postawiono przed wejściem straż.

Pierwszą bitwę wygrał Flores. Lecz co będzie dalej? Slaytona nie można pozostawić przy życiu, a jednocześnie trudno jest zgładzić go jawnie i zgodnie z prawem, bo nie popełnił żadnego przestępstwa, za które można by go skazać na śmierć.

Flores przemierzał kajutę wielkimi krokami, zastanawiając się, co czynić. Bał się zostawić Slaytona żywego nawet do rana. Trzeba go zabić, to jest jasne. Ale zabić tak, by nikt się na wyspie o tym nie dowiedział. To znaczy, że razem ze Slaytonem trzeba będzie zabić wartownika, a potem… Gronorosty umieją ukrywać swe tajemnice. Wszyscy będą myśleli, że Slayton wydostał się z więzienia, zabił strażnika (można w tym celu pozostawić zwłoki strażnika na miejscu) i uciekł.

Flores postanowił tak zrobić. Ale kogo złożyć w ofierze, kogo wyznaczyć na wartownika tej nocy? Najlepiej — Chińczyka. On i tak wkrótce umrze od swojego opium. Nie ma z niego żadnego pożytku. Jest senny, słabowity, nieruchliwy. Łatwo będzie sobie z nim poradzić.

Tej nocy upiór Slaytona przestanie straszyć wyspiarzy.

VII. Staruszek Bocco

Plan Simpkinsa był trafny. „Napastnik” szybko odnalazł prąd wiodący w głąb Morza Sargassowego. Co prawda, prąd ten był dość powolny, lecz podróżnicy byli przekonani, że zaprowadzi ich do Wyspy Zaginionych Okrętów. Wiele znaków o tym świadczyło. Im dalej „Napastnik” posuwał się po tej drodze, tym częściej napotykano szczątki statków, zniszczone barki, łodzie przewrócone dnem do góry… Nad jedną z łodzi spostrzegł kapitan Murray stado ptaków; krzyczały głośno i biły się w powietrzu.

— Dzielą zdobycz. Na łodzi zapewne znajdują się trupy — powiedział kapitan.

Kiedy statek podpłynął bliżej, oczom podróżników ukazał się ponury obraz: na dnie łodzi leżały zwłoki człowieka. Ptaki tak gęsto obsiadły trupa, że prawie nie było go widać. A dokoła łodzi roiły się rekiny, które z rozpędu uderzały w łódź, usiłując przewrócić ją i zgarnąć zdobycz.

Pewnego wieczoru, kiedy Vivian pracowała w laboratorium, pomagając Thompsonowi w wypychaniu zwierząt, usłyszała nagle okrzyk Simpkinsa:

— Wyspa! Widzę Wyspę Zaginionych Okrętów!

Wszyscy wybiegli na pokład.

Na północy, na horyzoncie, w promieniach zachodzącego słońca widać było kominy parowców i połamane maszty. Ten widok zbyt mocno utkwił w pamięci Huttlingów i Simpkinsa, by można było o nim zapomnieć. Nawet kapitan Murray, który nigdy nie widział wyspy, nie wątpił, że dotarli do celu. W żadnym porcie nie widywało się masztów i kominów przechylonych w najbardziej fantastyczny sposób — jak gdyby potężna burza rozbiła całe to skupisko okrętów, które zastygły nagle pod jej ciosami…

Wszystkich ogarnęło podniecenie. Stali w milczeniu i nie mogli oderwać wzroku od strasznego cmentarzyska…

— Pełna naprzód! — wydał rozkaz kapitan.

To energiczne wezwanie wyrwało ludzi ze smutnych rozmyślań. Nerwowe podniecenie szukało ujścia w ruchu, działaniu, pracy.

— Ciekawe, jak nas przyjmą wyspiarze? — rzekł Huttling.

— Gdyby żył Slayton, nie obeszłoby się bez walki. Ale Slayton nie żyje i to znacznie ułatwia nam sytuację. Bez względu na to, kto zajął jego miejsce, nie będzie trudno dogadać się z następcą.

Było prawie zupełnie ciemno, kiedy parowiec zbliżył się do wyspy i zasygnalizował wyspiarzom, by przysłali parlamentariusza.

Na wyspie musiano spostrzec „Napastnika”, tym bardziej że syrena statku wyła prawie bez przerwy, mącąc ciszę.

Pasażerowie spodziewali się, że zobaczą na wyspie tłum ludzi przyglądających się niezwykłemu widokowi. Lecz na wyspie było bezludnie i pusto.

— Czy wszyscy tam poumierali? — zapytał zniecierpliwiony Huttling.

— Prosta rzecz — odparł Simpkins — pewnie wybuchła jakaś epidemia.

— Spójrzcie — rzekła Vivian — na wysokim maszcie powiewa flaga! Dawniej tego nie było.

— To na „Elżbiecie”, rezydencji gubernatora — powiedział Huttling.

— Nie powiedziałbym, że wyspiarze witają nas życzliwie — odezwał się Thompson.

— Nie ma co robić z nimi ceregieli — wtrącił się Simpkins. — Trzeba obudzić to mrowisko. Oddajmy wystrzał.

— Niech pan trochę poczeka — odparł Huttling.

Syrena w dalszym ciągu wyła przeraźliwie, lecz na wyspie nie widać było ani śladu życia.

— Do stu diabłów! — rozzłościł się nagle kapitan i nie pytając Huttlinga o zgodę, kazał strzelić z małej armatki. Dla wzmocnienia efektu polecił wyłączyć syrenę. Wystrzał armatni rozległ się jak grzmot wśród ciszy.

— Widzicie, poskutkowało! — zawołał Simpkins z triumfem. — Ktoś tam się pokazał.

— Tak jest, ktoś tam chodzi. Spuśćcie szalupę i ruszajcie do brzegu — wydał rozkaz kapitan.

Marynarze szybko spuścili łódź i zaczęli zbliżać się ku wyspie.

Jakiś wyspiarz wymachując białą szmatą podszedł do szalupy i po krótkiej rozmowie z marynarzami wsiadł do łodzi. Po kilku minutach znajdował się już na pokładzie.

— Bocco! — Vivian poznała go z daleka.

I Bocco zdziwił się ogromnie, kiedy poznał starych znajomych. Miał na sobie tę samą zniszczoną odzież.

— Witam mojego narzeczonego! — zawołała wesoło Vivian. — Przecież pan był również kandydatem do mojej ręki, wówczas gdy graliście o mnie jak o fant? Pamięta pan — i podała mu rękę.

Stropiony i zakłopotany Bocco uścisnął dłoń Vivian.

— Witam, miss Kingman.

— Huttling — poprawiła go Vivian z uśmiechem.

— Huttling? Przepraszam, zapomniałem.

— Nie, nie zapomniał pan. Na wyspie nazywałam się Kingman, a obecnie nazywam się Huttling — i Vivian wskazała na swego męża.

— To tak się mają sprawy! A ja nie mogłem się domyślić od razu. — Bocco westchnął. — Nie sądziłem, że zobaczę panią jeszcze kiedyś! Czy to prąd znów zaniósł was tutaj?

— Nie, przyjechaliśmy z własnej woli.

— Naprawdę? — z niedowierzaniem zawołał Bocco. — Niewesoło jest tu u nas, nie warto przyjeżdżać z własnej woli.

— Proszę nam powiedzieć, kto jest obecnie gubernatorem?

Zakłopotany Bocco rozłożył ręce i odparł wzdychając głęboko:

— Slayton. Kapitan Fergus Slayton.

Simpkins podskoczył ze zdumienia.

— Niemożliwe! Przecież on…

— Jest zdrów i cały. Slayton jest gubernatorem dziś. Wczoraj gubernatorem był Flores, a kto będzie jutro — nie wiadomo. Tak się sprawy przedstawiają. Nic wesołego.

— Ale jak to się stało?

Bocco opowiedział o wszystkim, co zaszło na wyspie do momentu, kiedy Slayton został osadzony w więzieniu.

— A rano — zakończył Bocco — budzimy się, słyszymy gong w rezydencji gubernatora. Przychodzimy na „Elżbietę” i widzimy Slaytona. „Ja — powiada — jestem waszym gubernatorem. A Flores jest zbrodniarzem. Flores wrzucił mnie do wody. Teraz siedzi w więzieniu. Jutro stanie przed naszym sądem”. — Tak się rzecz przedstawia!

Bocco nie wiedział o wydarzeniach minionej nocy, które istotnie przybrały nieoczekiwany obrót. W tym samym czasie, gdy Flores przekradał się w ciemnościach nocy do aresztu Slaytona, by zabić rywala, Slayton chodził po wąskiej żelaznej celi jak zwierz w klatce i układał plan ucieczki. Należał on do tego typu ludzi, dla których przeszkody istnieją tylko po to, by je pokonywać.

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 49
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)