Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Jestes tylko diablem - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Jestes tylko diablem

Электронная книга - «Jestes tylko diablem». Краткое содержание книги:

Znany prawnik Alexander Gilburne prosi Joe Alexa o pomoc w rozwikłaniu zagadki śmierci jego przyjaciółki. Ze względu na nietypowe okoliczności jej samobójstwa podejrzewa, że została zamordowana. Alex przyjeżdża do Norford, gdzie zapoznaje się z diabelską legendą dotyczącą dziedziców Norford Manor. Śmierć Patrycji stała się bowiem dopełnieniem klątwy, rzuconej na ród Ecclestonów kilkaset lat wcześniej... Joe musi działać szybko, gdyż przepowiednia zapowiada śmierć kolejnej osoby. Zapewnia sobie pomoc Bena Parkera i Scotland Yardu, dzięki czemu nikt obcy nie może przedostać się do posiadłości. Pomimo powziętych środków ostrożności, Diabeł jednak uderza.
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 63
Перейти на страницу:

— Mam gościa… — adwokat spojrzał pytająco na Alexa. Dziewczyna także przeniosła na niego spojrzenie. Chociaż stała w tej chwili pozornie nieruchomo, nogi poruszały się niemal niedostrzegalnie w lekkim, swobodnym rytmie, jak gdyby w głębi lasu przygrywała im niedosłyszalna dla innych muzyka.

— Czy pan gra w brydża? — zapytała z bezpośredniością, którą jej babka uważałaby prawdopodobnie za impertynencje.

— Tak… — Joe skłonił głowę. — My, adwokaci, grywamy prawie wszyscy. Rozrywka brydżowa za częste nawet przypomina nasze profesjonalne sprawy.

— To za trudne dla mnie! — Joan roześmiała się. — Czy mam przez to rozumieć, że zagra pan z nami? Zagralibyśmy w czwórkę: pan, wujek Aloxander, Nicholas, to znaczy: mój mąż, i ja. Bez tego koszmarnego doktora, który gra najgorzej ze wszystkich ludzi na całym świecie! Zgoda, wujku? Powiedz prędko, bo muszą lecieć. Mam jeszcze trochę do przelecenia i parę minut gimnastyki przed kolacją.

— Na pewno damy sobie radę —— uśmiechnął się Gilburne.

— To znakomicie. Nie mówię. ,,do widzenia”, bo będę za parę minut wracała tędy. Już prawie ciemno…

I odbiegła swobodnym, długim krokiem, przyspieszając gwałtownie przed zakrętem ścieżki.

— Sympatyczna dziewczyna… — powiedział Joe, kiedy zniknęła.

— Tak. Jest bardzo miła. Gdyby tylko była trochę mądrzejsza. — Gilburne westchnął. — Obawiam się, że od szkolnych czasów nie przeczytała nic poza paroma kryminałami… To znaczy, chciałem powiedzieć…

— Chciał pan powiedzieć, że przypomniał pan sobie o procederze, z którego ciągnie dochody pański gość! — roześmiał się Joe. — Nie, nie obraziłem się… — Pochylił się do ucha Gilburne’a i szepnął: — Ja n i e n a w i d z ę powieści kryminalnych! Nie–na–wi–dzę.

Roześmiał się znowu. — Gdyby mi tylko przestali płacić za nie! I gdybym umiał robić cokolwiek innego. Ale wracajmy do naszych baranków. Mówiliśmy, zdaje się, o pielęgniarce i dok…

Raz jeszcze nie udało mu się usłyszeć, co myśli sir Alexander o opiekunach starej pani Ecclestone. Droga, która od pewnego czasu zaczęła się unosić coraz stromiej, zakręciła ponownie i oczom ich ukazało się nagle Norford Manor, wysoko, na krańcu szerokiej alei starych drzew, która wznosiła się ku domowi dwoma potężnymi, nieco skośnymi tarasami.

— To jest właśnie miejsce, o którym mówimy. Ale pytał mnie pan o pielęgniarkę. Nazywa się ona Agnes Stone i jest…

Tuż obok nich wyszedł z lasu na drogę wysoki młody człowiek, ubrany w luźny pąsowy sweter i czarne sztruksowe spodnie. Na nogach miał sandały, utrzymujące się na dwóch paskach, które przebiegały na krzyż oplatając palce. Luźne podeszwy zakłapały, kiedy wyszedł na drogę i może dlatego właśnie Joe zwrócił na nie uwagę, zanim spojrzał w twarz tego człowieka. A była to twarz o męskich, ostrych rysach, osadzona pod wysokim, prostym czołem i zakończona silnym, zawadiackim podbródkiem. Blask inteligentnych, szarych oczu gasiła jednak czerwona jak krew czupryna. Nawet w tym świetle Alex zorientował się, że są to najbardziej czerwone włosy ze wszystkich, jakie udało mu się dotąd widzieć. W prawej ręce młody człowiek niósł ostrożnie płótno napięte na wąski blejtram, a w lewej coś, co na pierwszy rzut oka przypominało składany statyw fotograficzny, ale posiadało więcej części. Przez plecy miał przerzuconą zwisającą na skórzanymi pasie dużą drewnianą skrzynkę z nie ostruganego drzewa, poplamioną farbami.

— Dobry wieczór, sir Alexandrze! — uśmiechnął się i zatrzymał obok nich.

— Pan Cotton — Gilburne przedstawił sobie obu mężczyzn. — Pan Cotton jest demonologiem, jak Irving — dodał — chociaż nie traktuje tego zawodowo. Z zawodu jest adwokatem, jak ja.

— Całe szczęście! — powiedział Nicholas z nieco komiczną gwałtownością. — Jeszcze jeden zawodowy maniak w tej okolicy, a nie zdziwiłbym ,się wcale, gdyby dobry Bóg doszedł do wniosku, że czas nareszcie z tym skończyć i grzmotnął jednym ze swoich podręcznych piorunów .w tę starą budę! Kiedy tylko Irving dowie się, że obchodzą pana diabły, natychmiast wsiądzie na miotłę i przyleci do Valley House, żeby zawrzeć z panem braterstwo. A potem nigdy już nie odczepi się pan od niego. To przerażający człowiek.

Joe nie odpowiedział, czując, że nic, co mógłby powiedzieć, nie byłoby na miejscu.

— Czyżby znowu jakieś małe nieporozumienie rodzinne? — Gilburne uśmiechnął się.

— Nieporozumienie! Nieporozumienie jest jedyną formą porozumienia z nim! — Nicholas niecierpliwie potrząsnął trzymanym w ręce przyrządem. — Och, gdyby nie był ojcem Joan! I gdyby nie kochała tak tego miejsca! I gdybym nie lubił tak tu malować! Nie zobaczyliby mnie tu nigdy!… Dzisiaj przy lunchu… — Zreflektował się nagle. — Ale po cóż wciągać w to jeszcze nieszczęsnych ludzi z zewnątrz… — Uśmiechnął się do Alexa, a Joe pomyślał, że rozumie, dlaczego Joan Ecclestone wyszła za mąż za tego rudzielca. Uśmiech Nicholasa był rozbrajający, niewinny i prześliczny jak uśmiech dziewczyny. — Wystarczy, jeżeli będzie pan musiał sam go zobaczyć…

— Będzie to dla mnie prawdziwy zaszczyt — zdołał wtrącić wreszcie Alex. — Pan Irving Ecclestone jest znany jako prawdziwy autorytet.

— Och, zapewne! Autorytet w dziedzinie, która nikogo prawie nie interesuje poza nim samym i z której wnioski są bardziej abstrakcyjne niż moje skromne obrazki. Ja przynajmniej wiem, czego chcę od barwy i przestrzeni. A on? Nie wiem, po co żyją tacy ludzie? Chyba po to, żeby psuć innym radość obcowania z przyrodą w ich własnej ojczyźnie! Powinno się go wysiedlić na równik, żeby postudiował obyczaje czarowników murzyńskich. Byłby bardzo szczęśliwy. Nie mówiąc o mnie! Powiedział dzisiaj, że moje obrazy przypominają mu owe sławetne linie kreślone przez skazane czarownice w celi zamku Gultburg! Sławetne linio! Kto słyszał o nich? Kto słyszał o zamku Gultburg? Kto słyszał o nim, Irvingu Ecclestone, poza nim samym i jeszcze kilkoma takimi samymi… — Urwał i znowu się roześmiał. — Przepraszam pana!

I znowu Joe miał wrażenie, że nie mówi do niego dorosły mężczyzna, ale dziesięcioletni chłopiec, który wic, że popełnił małą gafę…

— Zachowuję się na pewno niedopuszczalnie — powiedział Nicholas z roześmianą miną.

— Ale ten człowiek wyprowadza mnie z równowagi. Na szczęście kiedy jestem zły, maluję lepiej. Gdybym go zabił, zostałbym chyba naprawdę niezłym malarzem!

— Co mu odpowiedziałeś na uwagę o owych liniach? — zapytał sir Alexander.

— Nic! I to właśnie jest najgorsze! Przemilczałem ten zamek i zająłem się sałatą… O, Joan! — Patrzył teraz na ciemną drogę za ich plecami.

Podbiegła i zatrzymała się, oddychając trochę szybciej, ale zupełnie nie zmęczona.

— Mam nadzieję, że nie bierze pan na serio tego, co mówi mój mąż o moim ojcu! — I ona śmiała się wesoło, pogodnie, pełna rozsadzającej ją radości życia.

— Skąd wiesz, że mówiłem o twoim ojcu?

— Po tym, co powiedział dzisiaj przy lunchu, wiedziałam, że spotkawszy wujka Alexandra nie wytrzymasz i powiesz mu o wszystkim. — Zwróciła się do Gilburne’a: — Ojciec powiedział mu, że jego obrazy przypominają…

— Och, mówiłem już o tym! Czy masz już dosyć biegania na dzisiaj? Cóż za zdumiewające upodobanie, które polega na miesiącach przygotowań i wyrzeczeń dla dziesięciu czy jedenastu sekund, podczas których trzeba poruszać się odrobinę szybciej niż kilka innych dziewczyn!

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 63
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)